LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby. Załatwmy na początku rzeczy oczywiste. Jak powszechnie wiadomo „Ghostseen”, najnowszy album Nicka Cave`a, jest kontynuacją znakomitego krążka „Skeleton Tree”. Oba dotyczą śmierci 15-letniego syna artysty i są próbą poradzenia sobie z żałobą, zmaganiem z nią oraz, w konsekwencji, […]

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen

Pomnik żałoby.

Załatwmy na początku rzeczy oczywiste. Jak powszechnie wiadomo „Ghostseen”, najnowszy album Nicka Cave`a, jest kontynuacją znakomitego krążka „Skeleton Tree”. Oba dotyczą śmierci 15-letniego syna artysty i są próbą poradzenia sobie z żałobą, zmaganiem z nią oraz, w konsekwencji, przekuciem jej na dzieło artystyczne. Los dorzucił do tego jeszcze zeszłoroczną śmierć Conway`a Savage`a, wieloletniego pianisty The Bad Seeds. Nad procesem twórczym czuć oddech kostuchy, więc nie można spodziewać się muzycznych fajerwerków. Tym większym zaskoczeniem była opublikowana okładka (flamingi, lew) przedstawiająca sielski krajobraz. Może ten kiczowaty obrazek ma, w przerysowanej formie, przypominać świat, który bezpowrotnie został utracony?

Słychać to w tekstach kilku utworów tego 68-minutowego, dwupłytowego albumu. Przyjrzyjmy się wersom z „Sun Forest”: „There is nothing more valuable than beauty, they say / There is nothing more valuable than love / And I lie amongst the leaves and the burning trees / And the fields of smoke and the black butterflies / And the screaming horses and your bright green eyes, so beautiful / Oh, your bright green eyes, so beautiful”. Takich rozdzierających momentów znajdziemy tu dużo. Trudny do pojęcia, a nawet niemożliwy, ból skapujący z tekstów Cave`a oraz jego stylu śpiewu i oszczędnych aranżacji jest trudny do udźwignięcia. Wszystko jest grane z rozwagą i z zachowaniem intymnego charakteru.

Dobrą wiadomością jest to, że wyraźniej daje się odczuć wpływ Nicka Cave`a na cały proces twórczy. Jego rozbicie i zagubienie, tak wyraźne w przypadku „Skeleton Tree”, nie jest już podstawą nowych utworów. Nie chcę pisać piosenek, bo rozciągnięte kompozycje z „Ghostseen” niczym nie przypominają tego, w czym Australijczyk specjalizował się od dłuższego czasu. Nie powinno to być zaskoczeniem, gdyż jak wyznał to w filmie „One More Time With Feeling”, nie pokłada on nadziei w piosenkach. To tak jakby Papież ogłosił nagle, że stracił wiarę.

Trudno mi sobie też wyobrazić odczucia wykonawcy w trakcie wyśpiewywania tekstu z „Bright Horses”: „Well, there are some things that are hard to explain / But my baby’s coming home now on the 5:30 train”. Zresztą to jeden z najlepszych utworów na płycie, przeszywający na wylot. Dosłownie chwilę później mamy „Waiting for you”, w którym Cave prezentuje praktycznie nagie i rozdzierające wołanie na tle ambientu i w towarzystwie fortepianu. Wszystko zaczyna się od przywołania postaci Elvisa Presleya jako przenośni artysty, który stoi na scenie w obliczu ogromu tragedii i śpiewa: „Peace will come”. Porażające.

W finale płyty pojawia się utwór „Hollywood”, będący niejako odpowiedzią na powyższe wołanie. Mamy więc buddyjską przypowieść o Kisie, której zmarło dziecko, a ona ma nadzieję na jego wskrzeszenie przez Buddę, który w odpowiedzi wysyła ją „po ziarnko gorczycy z domu, w którym nikt nie umarł”. Wkrótce dociera do niej sens tej nauki i chowa swoje dziecko w lesie: „Everybody’s losing someone / It’s a long way to find peace of mind, peace of mind”. Powyższe słowa Nick Cave wyśpiewuje w górnych rejestrach, w których nigdy go nie słyszałem. Ukojenie jest możliwe.

Pora jakoś to zakończyć. Gdzieniegdzie znaleźć można oceny sięgające po określenie „arcydzieło”. Osobiście tak nie uważam, a w sprawie oceny ocen innych recenzentów, przypomnę tylko, że muzyka to nie sport i odczucia autorów są silnie zindywidualizowane. Słusznie zauważył Bartek Chaciński, że Warren Ellis mógł postarać się bardziej, co jednak wpływa na odbiór całości. Z innej beczki kompletnie nie rozumiem narzekań, na które natknąłem się w internecie, że powinno być więcej rocka albo że Cave do Grindermana powinien wrócić. To może jeszcze jakieś selfie powinien wstawić z grobu syna, co? Proszę wybaczyć, ale czytanie takich opinii wzbudza we mnie złość. „Ghosteen” mógłby nie powstać i nikt nie mógłby mieć tego artyście za złe, ale powstał i jest pomnikiem żałoby. Nawet jeśli nie jest arcydziełem, to jest albumem ważnym i emocjonalnie wyczerpującym.

Ghosteen Ltd. | 2019
FB
Youtube

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Anonim

    Dla mnie ta płyta jest potwornie nudna. Bardzo lubię Cave’a, ale jedno Skeleton Tree wystarczy.