Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Craven Faults – Erratics & Unconformities

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.

W dobie szerokiej transparentności, pokazywania wszystkiego wszystkim, łącznie z tym, co aktualnie znajduje się na naszym talerzu (ciekawe kiedy nastanie moda na pokazywanie tego, co z pokarmem dzieje się później?), zachowanie anonimowości można potraktować jako manifest niezgody na współczesne trendy dyktowane zgodnie z interesem cyfrowych korporacji. Za zasłoną tajemniczości skrył się muzyk elektroniczny, który pozostawił nam jedynie swój pseudonim artystyczny Craven Faults. Źródła podają, że pochodzi z Anglii, ale nie sądzę, aby jego muzyka zajmowała rodzinę Windsorów obecnie. Nas jednak powinna.

Po trzech EP`kach przyszedł czas na pełnometrażowy debiut. „Erratics & Unconformities” to zestaw sześciu utworów o silnie zrytmizowanej naturze i sięgających po inspirację z pionierskich czasów elektroniki. Właściwie każdy z nich stanowi osobną pętlę (a tych nie brakuje na albumie). Kołujące powtórzenia są nieznacznie zniekształcane. Można przyjąć, że jesteśmy świadkami „rozmowy” dwóch maszyn, w którą człowiek od czasu do czasu delikatnie ingeruje. Najpełniejsze zrozumienie mojej przenośni oddaje dziesięciominutowy „Hangingstones”, który swoją monotonię jest w stanie zahipnotyzować.

Początek płyty należy to lśniących syntezatorów. Migające arpeggia zajmują całe miejsce w „Vacca Wall”. Jedynie niewielkie dźgnięcia wprowadzają zamęt, ale bez wpływu na rytmikę całości. Choć, w tym przypadku, jeszcze bym podkreślił niebanalne tony basowe. Opis z portalu Bandcamp wskazuje, iż mamy do czynienia z wędrówką po postindustrialnych obszarach północnej Wielkiej Brytanii. Jednak w muzyce industrialu nie ma za wiele, a za to jest bogactwo detali i nieprzesadnie staroświecka delikatność. „Deipkier” brzmi jakby syntezator modularny poszedł właśnie na taką wędrówkę, nie informując o tym człowieka.

Fani Kraftwerk powinni przysłuchać się utworowi „Cupola Smelt Mill”. Natomiast ja szczególnym uwielbieniem darzę „Slack Sley & Temple”. To już nie tylko chodzi o nieopisaną mroczność samego utworu, ale o jego maestrię. Poprzez własną powolność, nieuchronną rytmikę, akcenty wyższej tonacji i barwę przybiera dostojną formę. Jak utwory niejakiego Pana Wolfganga Voigta. Szczegóły mają tu kolosalne znaczenie, ale najcenniejsze są momenty, w których zostaje praktycznie nagi szkielet muzyczny. Album jest spajają monotonne powtórzenia. Jeden utwór przechodzi płynnie w drugi dając efekt stopu metalu. Fascynujące.

Leaf  | 2020
Bandcamp
FB
FB Leaf

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze