Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



Lonker See – Hamza

Zawsze krok przed nami.

Jak ostatnio ich słuchałem to wylądowali w moim podsumowaniu najlepszych płyt 2018 roku. Mowa o zespole, którego karierę śledzę od dłuższego czasu, co natychmiast prowadzi mnie do wniosku, że albo straciłem obiektywizm względem nich albo są tak dobrzy. Obstawiam to drugie, rzecz jasna, a zespołem, o którym piszę jest trójmiejski kwartet Lonker See. W składzie nie doszło do zmian, a więc grają jak poprzednio: Joanna Kucharska (bas, wokal), Bartosz Boro Borowski (gitara), Michał Gos (perkusja) i Tomasz Gadecki (saksofon). Nie zmieniło się również przywiązanie zespołu do dłuższych form, ale za to muzycznie prezentują się inaczej.

W Lonker See najbardziej lubię ich wszechstronność oraz to, że nie boją się podjąć ryzyka. Pierwsze co rzuciło mi się uszy na „Hamzie” to odejście od jazzu. W to miejsce wskoczyły rockowe formy, ale nieco zniekształcone. Warto w tym miejscu podkreślić, że zespół ma nosa do wyczuwania prądów muzycznych. Wszakże w zeszłym roku dało się usłyszeć kilka bardzo zajmujących płyt z muzyką gitarową (Black Midi, Fontaines D.C. czy Nilüfer Yanya).

W jakiś tajemniczy sposób Lonker See jest zawsze krok przed nami, a ich muzyka ma silnie autorski charakter. Weźmy buzujący energią „3-4-8”. Michał Gos wykonuje tu świetną pracę, aby Gadecki i Borowski mogli hałasować. Słuchając tego utworu można się przekonać jak przechodzi się z awanturniczego hałasu w kołysankę. Przed tym utworem jest przecież dysponujący punkowym arsenałem „Gdynia 80”, którego koniec świadczy o tym, że muzycy nie lubią trzymać się kurczowo jednego gatunku.

Moją bohaterką płyty jest Joanna Kucharska. To jej wokalizom zawdzięczamy najbardziej kruche momenty. Budujący nastrój, nieco w klimacie Kuby Ziołka, „Infinite Garden”, który mógłby pretendować do miana piosenki. Natomiast tytułowa „Hamza” jest nią w sposób pełnoprawny. To ten moment, prawidłowo umieszczony w środku albumu, gdzie Lonker See prezentuje się z jak najbardziej przystępnej strony, nie tracąc swojej swobody grania.

Podobnie jest w „Put Me Out”, w którym Kucharska znów tworzy nastrój. Ileż frajdy za to przynosi „Open & Close”. Moja wyobraźnia dopuszcza do siebie scenariusz, że ktoś byłby w stanie nawet do tego potańczyć. Na samym końcu pojawia się przewrotność, o którą zespołu bym nie podejrzewał. Otóż na zakończenie swojej najbardziej spacerowej płyty kwartet funduje wyjątkowo mocny akcent w postaci „Earth is flat”. Tempo iście marszowe, mocniejsze akcenty saksofonu zakończone zostają elektronicznymi zniekształceniami. Czego chcieć więcej? Album nikogo ani niczego nie miażdży. Ukazuje Lonker See w nowej odsłonie i nowym środowisku, w którym grasują po swojemu. Ci, dla których „Hamza” będzie pierwszą okazją do zetknięcia się z kwartetem, mają szansę uznać ich za swój nowy ulubiony zespół.

Antena Krzyku | 2020
FB
FB Antena Krzyku

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze