Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History

On wie więcej.

Pierwszy weekend, w którym głównym zadaniem było pozostanie we własnym domu, wypełnił mi swoim saksofonem Shabaka Hutchings wraz z grupą The Ancestors. Ich drugi album zatytułowany „We Are Sent Here By History” nie mógł pojawić się w lepszym momencie. Jest długi, jest skomplikowany, jest wciągający i lepszy od pierwszego. Po albumach Sons of Kemet i The Comet Is Coming saksofonista zawędrował po raz trzeci do wytwórni Impulse, ale z południowoafrykańskim zespołem w skład, którego wchodzą: Mthunzi Mvubu (saksofon altowy), Siyabonga Mthembu (wokal), Ariel Zamonsky (kontrabas), Gontse Makhene (perkusja) i Tumi Mogorosi (perkusja). Siłą napędową tej gromadki jest łączenie nowego jazzu z wpływami afrykańskimi i karaibskimi.

Hutchings jest artystą, którego nie powinno się sprowadzać jedynie do kategorii muzyki jazzowej. On poszerza muzykę o historię i filozofię. W ten sposób „wiadomość z historii” ma być jednocześnie przestrogą, lamentem oraz przygotowaniem się na trudne czasy. W tej wizji panosząca się obecnie zaraza i zmiany klimatyczne zagrażają wprost istnieniu ludzkiego gatunku. Nie bez powodu utworem, który otwiera album jest „They Who Must Die”. Skupia się w nim cała moc albumu wraz z jego mistyczną aurą, poetyckim tekstem oraz stylem gry na saksofonie, który odnosi się wprost do siły Johna Coltrane`a i Pharoah Sandersa.

Siyabonga Mthembu przybiera tony rozpalonego kaznodziei, ale nie może być inaczej skoro strofy wiersza mówią o apokalipsie. Choć akurat „We Will Work (On Refefining Manhood)” słychać język Zulu, a rzecz dotyczy redefiniowania pojęcia męskości. W tle rozbrzmiewa głównie flet, ale do pomocy rusza mu klarnet. Z kolei bardziej surowy, z wyraźnym odwołaniem do jazzu lat 60., ale i z mocniejszym akcentem basowym, który sprzyja transowości, „Til the Freedom Comes Home” zawiera energetyczno-gniewną solówkę lidera, który gra jakby za wszelką cenę chciał zmienić rzeczywistość, a sam miałby stać się nowym prorokiem. W końcu zostaje przerwana, a w to miejsce pojawia się naturalny porządek rzeczy.

Są również dłuższe momenty, gdzie rozpacz zostaje rozgoniona na chwilę. „Run, the Darkness Will Pass” jest jedną z nich. Jasna strona muzyczna składa się głównie z klarnetu, zwiewnej perkusji i śpiewu. Również „The Coming of the Strange Ones” niesie w sobie czar i magnetyzm. Oba utwory należą do sfery utopijnej albumu. Wszakże profetyzm zawarty jest w samym tytule albumu. Sens albumu, jego credo zostaje wyłożone już na początku, bo w drugim utworze „You`ve Been Called”, z bardzo oszczędnym podkładem.

Album każe domniemywać, że Shabaka Hutchings wie więcej. Jeśli nie wie, to czuje – na jedno wychodzi. Puls świata inspiruje go do porzucenia bezczynności. Żarliwość i pasja, którą przelewa na słuchaczy przez saksofon („Go My Heart, Go to Heaven”) może ugrząźć w gardle. Wizjonerstwo Shabaka and the Ancestors nie przynosi nam ani ukojenia, ani pięknych melodii. Nawet w końcówce pełnej perkusji i śpiewu („Finally, the Man Cried”) nie ma za wiele nadziei. Będący hymnem, ostatnim akcentem „Teach Me How to Be Vulnarable” ma charakter epitafium. Porównajcie sobie to z duchowym optymizmem prezentowanym przez Sandersa, Coltrane`a czy Sun Ra. Jedyne co nam pozostaje to wierzyć, że jeszcze nie jest za późno, a album „We Are Sent Here By History” dostarcza jedynie wiadomość o tym co stać się może.

Impulse | 2020
Spotify
FB
FB Impulse

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze