Wpisz i kliknij enter

Berke Can Özcan – Mountains Are Mountains

Wypatrując zmian.

Muzykę Berke Can Özcana – tureckiego perkusisty, eksperymentatora, kompozytora, producenta, pisarza i wydawcy, odkryłem podczas ubiegłorocznej odsłony wrocławskiego festiwalu Eklektik Session, gdzie artysta znakomicie zaprezentował się w Muzeum Pana Tadeusza. Özcana znamy też z takich zespołów jak Konstrukt czy Big Beats Big Times oraz ze współpracy z wieloma wybitnymi instrumentalistami.

Özcan jest niekonwencjonalnym perkusistą, sięga po przeróżne przedmioty codziennego użytku (np. doniczki, kapsle od butelek, słomiane miotły, stare klucze, dzwonki rowerowe, zabawki, węże ogrodowe itd.), a także po dodatkowe instrumenty (gongi, wibrafon, preparowany fortepian, fisharmonię, balijskie bębny, kalimbę) oraz magnetofony, samplery, rozmaite rejestratory czy stare urządzenia do odtwarzania winyli.

Mountains Are Mountains wydaje się być pewnego rodzaju wewnętrzną cezurą w życiu artysty. Chodzi o poszukiwanie nowej drogi, a z drugiej strony zatrzymanie się i przerwanie „pętli”, która z każdym dniem staje się coraz bardziej zabójcza. Özcan mówi także o starzeniu się od środka. Dlatego postanowił porzucić zespołowe granie oraz destrukcyjne przyjaźnie, zostawić za sobą to, co nie jest autentyczne w jego życiu. Zaczął więcej podróżować i zbierać odgłosy oceanów, rzek, lasów, miast, pociągów, ptaków, wiatru, bagien, dzwonów kościelnych, świątyń czy napotkanych muzyków grających na ulicach i wiele innych dźwięków. Dorzucił do tego samplery z lat 80., inne stare urządzenia elektroniczne z epoki, różne instrumenty i przedmioty codziennego użytku. Nie zrezygnował oczywiście z perkusji, która wciąż nadaje jego kompozycjom kluczowy puls.

Utwory z Mountains Are Mountains są ucieleśnieniem różnorodnych stanów emocjonalnych – od smutku, namiętności, agonii, samotności po nostalgię, błogość czy radość. Özcan opowiada swoje historie za pomocą instrumentalnych nagrań, nadając im niemal filmową poetykę, a ta z kolei wytycza rozmaite tropy prowadzące do sugestywnych i autonomicznych krajobrazów, ożywających w naszej wyobraźni. Czy aby na pewno tylko w naszej wyobraźni? The Shepherd mógłby towarzyszyć choćby pustynnym scenom w filmach Jima Jarmusha albo Quentina Tarantino. W Roots organiczny ambient znakomicie zgrał się ze swobodnie przemykającą rytmiką perkusji. Membrane przedłuża wątek ambientowy, ale kierujący się już w stronę minimalizmu. Minorowy Giant’s Sleep przenosi nas do jakiegoś ciemnego, wąskiego i samotnie stojącego korytarza o ścianach w kolorze krwistej czerwieni. To idealna sceneria dla Davida Lyncha i Stanleya Kubricka. W Mouth Of A Volcano na pierwszy plan wysuwa się głębokie brzmienie perkusji, a w oddali delikatne elektroniczne pasma i strzępki nagrań terenowych.

Ambientowy Bow przechodzi w Low Tide and High Tide osadzony w spiritual jazzowej stylistyce, gdzie transowe akordy fortepianu, bas, perkusyjne szmery i szurania w końcówce kreują free jazzową wolność. Na Mountains Are Mountains przeważa jednak ambientowy klimat – Mangrove skojarzył mi się z Williamem Basinskim i Loscilem, a w onirycznym Igloo mamy jeszcze inną odsłonę elektronicznych pejzaży Özcana. Na koniec Sonar, ale raczej odbierający sygnały z lądu, na którym wybrzmiała fisharmonia.

Mountains Are Mountains nie pretenduje do miana wielkiego dzieła, zresztą Berke Can Özcan nie podchodził do tworzenia tego materiału z takim zamysłem, by odkrywać niezbadane dotąd lądy w muzyce eksperymentalnej. Özcan poszukuje siebie i nowej drogi artystycznej, mierzy się tu sam ze sobą oraz swoimi uczuciami. Stara się umiejscowić siebie w muzycznym wszechświecie, odkrywając przed nami pokaźną paletę możliwości i kierunków. Dlatego warto wybrać się z nim w tę podróż. Być może my sami doznamy iluminacji?

Bohemian Drips / Who Are We Who We Are | sierpień 2020

 

Strona Berke Can Özcana »
Strona Facebook Who AreWe Who We Are »
Strona Bohemian Drips »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy