Wpisz i kliknij enter

The Avalanches – We Will Always Love You

Rozpaczliwie oczywista.

Autorzy słynnej płyty „Since I Left You”, którą stworzyli tylko za pomocą sampli, są dość ekstrawaganccy, jak na rynkowe standardy. Debiut wydany w 2001 roku doczekał się następcy dopiero w 2016 („Wildflower”). W dniu debiutu było sześć osób w składzie, dziś pozostali jedynie Robbie Chater oraz Tony Di Blasi. I tym razem nagranie nowego albumu nie zajęło im już tak wiele czasu. Skoro w zakresie nagrywania się streścili, to postanowili wydać płytę, która zawiera aż 25 utworów.

Niby od przybytku głowa nie boli, ale spójrzmy na listę gości: Johnny Marr, Mick Jones, Jamie Xx, MGMT, Neneh Cherry, Kelly Moran, Rivers Cuomo, Denzel Curry, Kurt Vile, Perry Farrell, Karen O, Sampa The Great, Tricky, Cornelius, Cola Boyy, Orono, Blood Orange, Leon Bridges, Pink Siifu, Clypso, Sananda Maitreya oraz Vashti Bunyan. Skojarzenie z metodą twórczą zespołu Gorillaz jest jak najbardziej na miejscu, ale efekt pracy już niekoniecznie.

Duet zamiast posklejanych sampli proponuje nam piosenkowe formy ubrane w koncept-album, który ma nas otoczyć melancholią, zadać pytania o to kim jesteśmy czy w końcu zabrać w kosmos. Na okładce widnieje Ann Druyan popularyzatorka nauki, której głos na złotej płycie wędruje w kosmosie w ramach programu NASA Voyager Interstellar Message. I to właśnie zainspirowało nasz duet do natychmiastowego wparowania do studia celem przelania weny na muzykę.

Muzykę, która jest do bólu ckliwa i rozpaczliwie oczywista. Już singiel „The Divine Chord” z MGMT przypomina dokonania tych ostatnich, ale po odjęciu całego szaleństwa i spontaniczności. „On the Sunn!” chciałby desperacko znaleźć się na wybitnej płycie Daft Punk, ale próżny to trud. Nie pomaga nawet charakterystyczny pomruk Tricky`ego w „Untill Daylight Comes”. Naprawdę dobrze bywa w niewielu fragmentach. Jednym z nich jest „Wherever You Go”, a innym „Song For Barbara Payton”, ale to za mało żeby uratować całość.

Jeszcze warto zwrócić uwagę na nagłą zmianę nastroju i pojawienie się Kelly Moran w „Music Is the Light”. To z grubsza by było na tyle. Jedyną refleksją wyłowioną po przesłuchaniu całości jest, że sprawność w żonglowaniu samplami nie zastępuje twórczych umiejętności. Nie zastępuje zdolności pisania ciekawych piosenek. Zamiast błysku jest blichtr. Zamiast emocjonalnych zrywów raczej tani banał. Sam album dobrze by spuentować hasłem „okrucieństwo nie do przyjęcia”.

Modular | 2020
Spotify
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
niewidoczny
niewidoczny
1 miesiąc temu

mi się słucha tego wybornie 🙂 w przeciwieństwie do „Wildflower”

Last edited 1 miesiąc temu by niewidoczny
Piotr
Piotr
1 miesiąc temu

Zupełnie nie zgadzam się z recenzją. Album jest świetny – melodyjny i wprawiający w dobry nastrój. Nie musi być innowacyjny, żeby być dobrym.

Robert
Robert
1 miesiąc temu

Rozpaczliwie oczywista? Być może, ale od „okrucieństwa nie do przyjęcia” dzieli ten album całkiem dużo dobrej jakości muzyki. Nie jest nowatorska, ale to nadal TA. Chyba trochę zbyt emocjonalna ocena.

Ola
Ola
1 miesiąc temu

A ja się nie zgadzam z tą opinią. Wg mnie to jest bardzo dobra plyta. Ale może jestem banalna…

Polecamy