Wpisz i kliknij enter

Hubert Kostkiewicz, Ostrowski, Zaumne oraz Mentos Gulgendo

Przegląd awangardowy. Część pierwsza.

Zanim, jak śpiewa poeta, „kadzidlany dym z grilla” spowije Polskę, jej część awangardowa postanowiła wydać płyty. W liczbie znacznej dodam. Wyszło tyle dobra na różnych nośnikach, że należało dokonać podziału i selekcji, żeby to wszystko opisać. Opisania są to warte rzeczy, a nade wszystko przesłuchania. Niektóre wielokrotnego. Z uwagi na szczególną istotę gustów słuchaczy proponuję tekst zbiorczy, z którego każdy wyłowi najbliższe sobie dźwięki.

Na pierwszy ogień pójdzie Hubert Kostkiewicz wraz z jego albumem zatytułowanym „Emergetyki”. Codzienną pracę wykonuje w zespole Kurws. Jego solowa muzyka jest przede wszystkim niedoskonała. Nie mam tu na myśli jakiś uchybień formalnych czy braków warsztatowych. Chodzi o niedoskonałość, która czyni z nas ludzi. I choć zajmują go dźwięki elektroniczne powstałe na bazie nagrań terenowych to efektem jest muzyka abstrakcyjna, którą tylko człowiek mógł stworzyć i tylko człowiek jest w stanie z niej wydobyć dla siebie potrzebne składniki. Na „Emergetyki” składają się dwa utwory, ale bliższe poznanie każe stwierdzić, że są to jedynie nazwy zbiorcze dla mnóstwa poucinanych fragmentów. Mnie najbardziej pociągają momenty, w których dźwięk zamienia się mrówki i oblega słuchacza. Aż się ciarki pojawiają tu i ówdzie. To więcej niż ciekawostka. Niepozorna płyta, która potrafi zająć uwagę jak mało co.

Hubert Kostkiewicz – Emergetyki | Dinzu Artefacts 2021
Bandcamp

Gdyby komercyjnymi lotami w kosmos miał się zająć Ostrowski zamiast Elona Muska, byłbym spokojny i wybitnie zainteresowany tym, co chce nam pokazać, a nie tym ile chce na nas zarobić. Polski twórca elektroniki należy do tej części ludzkości, którą pociągają śmiałe wizje, bezkres kosmosu i rytm dnia wyznaczany przez maszyny. Jego najnowszy krążek „Endless Fluctuations” wydany przez Pawlacz Perski, dowodzi niezachwianej kreatywności i bezkonkurencyjnego poziomu wciągania słuchacza do odrębnego świata. Tak daleko Ostrowski jeszcze chyba nie był albo ja w słuchaniu odpłynąłem zbyt daleko. W każdym razie trudno oprzeć się jego świecącej wizji. Wejście w nią przychodzi płynnie i bogato („Diffusion”), choć nie ma tu cienia przepychu. Nawet jak wpadamy na wyboje („Noise induced transitions”) to i tak natrafiamy na delikatne ślady ludzkiej obecności (fortepian w „Molecular motors”). To jest bardzo dojrzała płyta. Bardzo nasycona. Jej twórca dał nam skomplikowaną zagadkę, której nie sposób rozwikłać. Nawet jak już można poczuć się swobodnie, mieć jasny pogląd co do celu i środków wyrazu artysty, to on umyka gubiąc pościg i zostawia nas z niczym („Brownian ratchet”). Ale jakie to nic jest wspaniałe.

Ostrowski – Endless Fluctuations | Pawlacz Perski 2021
Bandcamp
FB
FB Pawlacz Perski

Ufam, że jak padnie hasło Zaumne, to wstęp będzie można pominąć. Wszakże to stały bywalec na Nowej Muzyce. I nie ma powodów się temu dziwić wszakże to artysta niepodrabialny.  Mateusz Olszewski dał nam w tym roku już powody do zachwytu (album „Dreams of Teeth Falling Out”). Tym razem za pośrednictwem wytwórni Mondoj wydał rzecz krótką, ale jakże cudną. Tytuł wydawnictwa brzmi „Élévation”, a bazą nadal są te, cholernie dobre, silnie uzależniające szepty (ASMR). Coś, co powinno być chwilowym błyskiem, szybko wypalającą się nowością, u Zaumne trwa kolejny rok z rzędu i nawet na moment się nie nudzi. Wszystko za sprawą tego, co się za tymi szeptami dzieje. Najciekawsze są tu elementy natury, wody, wiatru i drewna. Na niekorzyść wpływa fakt, że wszystko trwa za krótko, ale zawsze można sobie zrobić playlistę pt. „Dzieła zebrane Zaumne”. Najwięcej prądu przechodzi mi przez skórę w trakcie słuchania utworu „Voyage”.

Zaumne – Élévation | Mondoj 2021
Bandcamp
FB
FB Mondoj

Na koniec najcieplejszy album od Mentos Gulgendo, czyli Antoniny i Bogumiły Nowackich. Pisałem o nich dużo w zeszłym roku będąc pod wrażeniem eksperymentalnej formy. Artystki uczestnicząc w radiowym festiwalu Papiripar w Hamburgu mogły dorwać w swe ręce rozstrojone organy znajdujące się w pobliskim kościele. I to był dobry ruch, a jeszcze lepszym było zorganizowanie nagrania i wydanie tego materiału przez belgijski label KRUT. Mamy tu zaledwie 23 minuty muzyki i trzy utwory, ale to wystarczy, żeby poddać się bez reszty analogowemu brzmieniu instrumentu. W części pierwszej nastrój powagi i zadumy rozbrajają dźwięki skoczne niemalże, radosne i psotne. Druga część przynosi mszalny ambient zakończony aktem strzelistym. Trzecia część ozdobiona została z kolei wokalem. Jest to piesza wędrówka po czasach odległych. Słychać w tym smutek albo jakąś formę rzucania zaklęć. Trudno powiedzieć, bo przecież z Mentos Gulgendo nic do końca jasnym nie jest. Nawet muzyka organowa.

Mentos Gulgendo – Tiles of the Last Journey | KRUT 2021
Bandcamp
FB WIDT







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – Nela

Nowy, debiutancki singiel sprowokował nas do podpytania co słychać u byłej wokalistki duetu IWasHomeAnyway?