Wpisz i kliknij enter

Mirt – Burial Rituals of Ilé-Ifẹ̀

Nieprzebyte bogactwo.

Tomasz Mirt jest artystą wyjątkowym. Jego twórczość łączy z powodzeniem motywy hipnotyczne z rzeczywistymi (nagrania terenowe). Wszechstronny artysta europejskiego formatu. Nic dodać, nic ująć. Rzadko kiedy naprowadza słuchacza jakimś komentarzem do swojego albumu. Dobrze, że je w ogóle tytułuje. Pozwalam sobie na niewybredny żart, ale tak naprawdę z ogromną uwagą wsłuchuję się w jego dzieła. Tym razem doszukuję się nowego elementu, czyli baśniowości. No i dołączył do niego Hubert Zemler.

Jak domyślam się z tytułu płyty, będziemy błądzić gdzieś w rytuałach pogrzebowych Nigerii. Potraktuję wskazówki geograficzne zupełnie powierzchownie, gdyż sam nie jestem przekonany czy są trafne. Wróćmy do baśniowości. Jak udowodniła ostatnio Jaga Słowińska w powieści „Czarnolas”, baśń wcale nie musi zawierać jednoznacznych morałów albo gotowych schematów na życie. Może w to miejsce zmusić odbiorcę do rozważań o rzeczach ostatecznych. Nie odbiegam daleko od płyty, bo w tytule utworu drugiego pojawiają się bracia bliźniacy Castor i Pollux, co kieruje nas w stronę mitów greckich.

Do opisu płyty najbardziej pasuje mi cytat właśnie z „Czarnolasu”: „Szli, szli tak przez ten czarny las, a między leszczynowym kijkiem poświstywał czas”. Właśnie w taką podróż zabiera nas Mirt w towarzystwie Huberta Zemlera. Album zawiera jedynie dwa utwory. Równe pod względem jakości, jak i czasu trwania. Są to wysoce esencjonalne utwory, a pośród instrumentów znajduje się syntezator modularny. Jest on odpowiedzialny za nastrój. O oprawę dbają dźwięki pozbierane z nagrań terenowych, gongi oraz instrumenty perkusyjne Zemlera.

Szczególnie w drugim utworze sfera magiczna zaczyna przekraczać granicę rzeczywistości. Choć oba utwory są płynne i powolne, to jednak pierwszy urzeka melodią. Drugi z kolei pozostaje bardziej nieodgadniony. Dualistyczny koncept albumu podoba mi się nieumiarkowanie. W ogóle na tę chwilę uważam „Burial Rituals of Ilé​-​Ifẹ̀” za najlepszy album Mirta. Posłuchajcie tylko jakimi mgnieniami i błyskotkami on się kończy. Toż to zniewalający moment, przy którym wystarczy tylko odłożyć wszystkie czynności na bok i zamknąć oczy. Album Mirta zawiera w sobie nieprzebyte bogactwo. Przyda się w pobliżu ktoś kto krzyknie do nas „oddychaj!”, żebyśmy całkowicie się nie zatracili.

Wyd. własne | 2021
Bandcamp
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy