Wpisz i kliknij enter

Injury Reserve – By the Time I Get to Phoenix

Na odejście.

Nie dało się przejść obojętnie obok debiutanckiego krążka „Injury Reserve” zespołu o takiej samej nazwie pochodzącego z Arizony. Hiphopową grupą tworzyli raperzy Stepa J. Groggs (Jordan Groggs), Ritchie with a T (Nathaniel Ritchie) i producent Parker Corey. Ten pierwszy niestety zmarł w zeszłym roku w wieku 32 lat. Pozostali dwaj postanowili kontynuować pracę. Szczególnie, że większość materiału powstała zanim Groggs zmarł. Wracając jeszcze do albumu numer jeden, to był on nierówny, miotający się od ściany do ściany, ale przyniósł pokaźną liczbę nowych pomysłów na hip hop i sporo bezczelności.

Wydany w tym roku „By the Time I Get to Phoenix” jest bardziej uporządkowany, co nie znaczy, że stracił coś z szaleństwa charakteryzującego grupę. Z racji cienia kostuchy nie może dziwić, że tematyka płyty obraca się wokół straty i smutku. Królestwem, w którym Injury Reserve czuje się najpewniej jest chaos. Najlepiej kontrolowany przez nich. Przyspieszone oddechy łapane gorączkowo w „Outside” przypominają atak paniki, który przeradza się ekstatyczną potańcówkę. Poczucie całkowitego opuszczenia towarzyszy nam również przy „Supermant That”, który korzysta ochoczo z idm’owych patentów.

Potężny „SS San Francisco” przypomina dokonania grupy Clipping. Całą paletę swoich umiejętności zespół pokazuje w „Knees”. Pospieszne przesłuchanie sugeruje nieład, ale nie dajcie się zwieść. Wszystko jest celowo ułożone, kapitalnie wyprodukowane i przeciążone niemocą wyrażoną w tekście, chyba najlepszym na płycie. Złowrogo robi się w „Smoke Don`t Clear”. Injury Reserve potrafią też dobrze grać kontrastami. Mamy więc diabelską zabawę w „Wild Wild West”, która sąsiaduje z najbardziej konwencjonalnym, ale niepozbawionym futurystycznych wstawek, „Postpostpartum”.

Do najcenniejszych chwil należą te, w których zespół potrafi przyszpilić do podłogi. Gniotący „Footwork in a Forrest Fire” osiąga poziom szaleństwa i korzysta na wywołanym przez siebie zamieszaniu. Emocjonalna kulminacja następuje w zwolnionym „Top Picks for You”, w którym Ritchie wypowiada swoje wersety powstałe z powodu odejścia Groggsa. Jednocześnie mamy tu odsłonięcie miękkiego podbrzusza, skrywanej wrażliwości. Injury Reserve należą do tych nielicznych, którzy nie zapomnieli o sile abstrakcji, nawet w obliczu śmierci. I pewnie dlatego to piekielnie smutna i dobra płyta.

Wyd. własne | 2021
Bandcamp
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy