Wpisz i kliknij enter

Moor Mother – Jazz Codes

Impuls duchowy.

I znów jazz? A i owszem, jazz. Warto przypomnieć, że rewolucja jaką do muzyki wprowadził free jazz polegała na odejściu od sztywnej formy z czego skrzętnie w latach późniejszych skorzystali muzycy elektroniczni. Przynajmniej ci bardziej oryginalni. Posłuchajcie tylko utworu „Noise Jism” z najnowszego krążka Moor Mother (w dowodzie Camae Ayewa). Jednak ona postanowiła pójść dalej przypominając, że jazz stoi – lub może stać – u podstaw bluesa, soulu czy hip-hopu. Nic nowego, ktoś może pomyśleć. Pewnie tak, ale z jej wyobraźnią, umiejętnościami producenckimi, to daje mieszankę wybuchową. Dochodzi do tego jeszcze poezja.

Niewielu mógłbym wskazać artystów o tak szerokich horyzontach jak ona. Niewielu tak umiejętnie porusza się na tylu twórczych płaszczyznach. I w końcu, niewielu nagrywa tak wybitne płyty nieobciążone ograniczeniami formy czy gatunku. Na „Jazz Codes” towarzyszy jej tabun gości, z których każdy wymagałby osobnego zaprezentowania, ale na to miejsca w recenzji nie ma. Zacznę od końca gdzie Thomas Stanley opowiada o jazzie jako o muzyce zrodzonej w burdelach, porzuconej przez kapitalizm, co wyszło na dobre jego kreatywności i szczerości, które dziś mogą być ponownie odkryte. Trudno się nie zgodzić.

Odmienna stylistyka poszczególnych utworów nie odbiera im spójności. Wszystko naznaczone silnym połyskiem awangardowym. Utwór „Meditation Rag” (jeden z najlepszych na płycie) jest pozornie prostym, melancholijnym tworem opartym na wybitnej grze Aquilesa Navarro, ale w momencie kiedy śpiewa Alya Al Sultani wszystkie oczywistości przestają obowiązywać. Pięknie też prezentuje się tu hip-hop w „Rap Jasm” z udziałem Akai Solo i cytatem z Outkast. Nie da się tej płyty ogarnąć za jednym razem.

Są tu niejako dwa początki. Pierwszy filozoficzny („Umzansi”) dający spis treści tego, co będziemy mieć dalej. Oraz drugi „April 7th” grany z taką szerokością i z saksofonem Keira Neuringera oraz odnoszący się do Billie Holiday. Wzruszenie chwyta za gardło. Po drugiej stronie stoi taki „Arms Save” z ciasno poupychanymi dźwiękami i niepodrabialną Nicole Mitchell. Jest również Joe McPhee mówiący o rasistach w USA – to w kwestii polityki, od której Moor Mother nie stroni. Są też perfekcyjne miniaturki „Woody Shaw” oraz „Blame”, które mogłyby zostać nagrane odpowiednio przez D`Angelo i J Dillę.

Nad całością unoszą się duchy Johna Coltrane`a, Charliego Parkera czy Prince`a. Odnotować trzeba jeszcze obecność YUNGMORPHEUSA, którego występ w „Real Trill Hours” należy do najciekawszych. Plus jeszcze ten szybki, footworkowy „Barely Woke”. Formaliści nie mają czego tu szukać. Moor Mother podąża za impulsem duchowym otwierając kolejne drzwi dla słuchacza. Jest jeszcze poezja, o której mało tu pisałem, a to z uwagi na jej użyteczną rolę. Otóż wisi ona niczym most, ale most taki jak opisał go Franz Kafka w opowiadaniu „Most”. Metaforycznie rozpościera się nad przepaścią by pomóc ludziom z dwóch stron znaleźć porozumienie. Czy udało się Moor Mother spełnić sen o budowaniu mostów, a nie murów? Odpowiedź nie należy już do mnie.

Anti- | 2022
Bandcamp
FB
FB Anti







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy