Wpisz i kliknij enter

Nosaj Thing – Continua

#otakiepiosenkinicnierobilem

Niespełna dwa lata po wydaniu krótkiej epki „No Mind” Jason Chung zaprezentował piąty krążek długogrający i już na wstępie warto zauważyć – jak nigdy wcześniej naszpikowany gośćmi. „Continua” mieści w czterdziestu minutach dwanaście tracków, z czego tylko dwa samodzielnie sygnuje gospodarz, wszystkie jednak niebywale sprawnie płyną z nurtem całości.

Po otwarciu wrót nowego materiału uszy spotykają urokliwe i spokojne, bezperkusyjne tytułowe intro w którym pierwsze skrzypce grają klawiszowo-jazzujące partie Duvala Timothy’ego (jego albumem „Help” zachwycałem się w podsumowaniu roku 2020.). Tuż za nim otrzymujemy niejako „Eclipse/Blue” v.2.0, gdyż to kolejny efekt kooperacji Kalifornijczyka z Kizu Makino z Blonde Redhead. Utwór jest równie piękny jak wspomniana electro-ballada, ale tym razem mechanizm napędzający oparty jest o breakbeat’ową i wyrazistą perkusję. Będąc przy kooperacjach z kobietami, nie można nie wspomnieć o „Blue Hour”, w którym słyszymy aksamitny głos Julianny Barwick, która akurat w tym wypadku nie dokładała poza wokalem swych słynnych elektronicznych pętli, niemniej jednak bardzo zwiewnie i subtelnie uzupełniła podkład oparty na bębnach otwarcie zainspirowanych „Teardrop” Massive Attack.

Poza KAZU twórca pamiętnego „Drift” wrócił do współpracy z Toro y Moi. Panowie ponownie wysmażyli razem bardzo udane danie – poruszając się po głębinach pogłosów Chazwick Bundick zdaje się używać swoistej wyliczanki którą przedziela i ostatecznie wycisza zaskakujący smyczkowy bridge. Bardzo intrygująco wypadł featuring niezależnego rapera z Alabamy, czyli Pink Siifu. Najmroczniejszy numer na albumie opiera się na minimalistycznych padach, rimshot’cie i lekko drillującym basie, co w całości ze smolistym rapem i podsumowującym skreczem wręcz przeszywa. W „All Over” spotykamy Panda Beara i ta kompozycja pomimo, że podobnie jak całość jest raczej melancholijna to wpuszcza jednak na longplay nieco światła. Pośród gości „Continua” usłyszymy jeszcze m.in. Sama Gendela, serpentwithfeet czy Filipińczyka Eyedress, ale najbardziej warto uwypuklić gościnkę południowokoreańskiego zespołu HYUKOH, który w gibkim i wartko płynącym „We Are” kapitalnie przede wszystkim zaskoczył refrenem uszytym z przeciągłego chóralnego sopranu.

Ponad czterdzieści minut nowego materiału zaserwowanego przez Nosaj Thing potwierdza przede wszystkim, że producent w dalszym ciągu umie eksplorować i rozwijać swój niepodrabialny styl. Przy czym ma niebywałego nosa do urozmaicających jego twórczość wokalistów, zarówno tych już szerzej znanych jak i wygrzebywanych z nisz. Oscylowanie w podobnych harmoniach i wszechobecnych pogłosach, a także dojrzałe trzymanie na wodzy ciągot do budowania zbyt rozbudowanych aranży przynosi efekt w postaci jednej z lepszych płyt tego roku. Trudno się oderwać, ciężko się znudzić.

28.10.2022 | LuckyMe

nosajthing.com
https://nosajthing.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/nosajthing/







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Mike
Mike
13 dni temu

Not ma thing

Polecamy