Perfekcyjnie wyważony zestaw.
Dorastał w Berlinie Wschodnim lat 80., stąd kiedy runął mur, z miejsca włączył się w klubową kulturę, tworzoną w pustostanach po komunistycznym reżimie. Pierwsze nagrania w stylistyce trance tworzył pod okiem swego przyjaciela Paula Kalkbrennera, który udostępniał mu własny sprzęt i studio. Choć z powodzeniem grał w takich klubach stolicy Niemiec, jak Tresor czy WMF, jako producent zadebiutował w 1999 roku w barwach kolońskiego Kompaktu, za sprawą EP-ki „Campus”. Zawierała ona najmodniejszą wtedy muzykę do tańca: minimalowy tech-house o klinicznym brzmieniu.
Z czasem Sascha Funke wpuścił do swej muzyki więcej melodii, co zawiodło go do zdobywającej wtedy popularność nowej tłoczni Ellen Allien – Bpitch Control. To właśnie w jej katalogu producent umieścił swe dwa albumy – „Bravo” i „Mango”, które sprawiły, że ich autor dostał się do grona najpopularniejszych twórców muzyki klubowej w Niemczech. Do dziś nagrał wręcz niezliczoną ilość EP-ek dla takich wytwórni, jak BPitch Control, Turbo, Running Back czy Permanent Vacation. Swój nowy album przygotował jednak dla starych znajomych z Kompaktu.
Najwięcej na „Plane In Reverse” eleganckiego tech-house’u, łączącego mocną rytmikę z wyrazistymi pasażami syntezatorów („What You See”) i warczącymi basami („Knots”). W niemal każdym z tych nagrań słychać eteryczne wokalizy Julienne Dessagne, która tworzyła niegdyś z Funke małżeński duet Saschienne. W efekcie trochę muzyka ta przypomina najlepsze dokonania GusGus, wpisujące popową przebojowość w klubowy kontekst („Planes In Reverse”). Nic więc dziwnego, że blisko stąd do energetycznego disco, w którym jest miejsce na ejtisowe brzmienia („Karat”) i kosmiczne efekty („Flags”).
Do wczesnych dokonań Funke odwołuje się tutaj „Splitter”, który przypomina, że minimalowy house może i dziś być czymś ekscytującym. Na drugim biegunie do tej hipnotycznej muzyki lokują się w tym zestawie kompozycje, w których najważniejszy jest nastrój. Niemiecki producent tworzył ten materiał zeszłej zimy – i ten mroźny klimat czuć w „Kruso” i „The Park”, przywołujących dźwięki rodem z synth-popu sprzed ponad czterech dekad. Muzyka berlińskiego twórcy momentami ma też soundtrackowy rozmach, jak w „Zockers”, gdzie piękną melodię uzupełniają nagrania głosu jego syna z futbolowego treningu.
Dziesięć kompozycji z „Planes In Reverse” to perfekcyjnie wyważony zestaw, w którym na równych prawach funkcjonuje taneczny puls, ilustracyjna elektronika i chwytliwe wokalizy. Po nieco artystowskim albumie „Lotos Land” z 2017 roku, Sascha Funke powraca do tego, za co pokochano jego muzykę dwie dekady temu. W każdym nagraniu czuć głęboko ludzkie emocje, które zostają przełożone na wielobarwną elektronikę. To ciągle muzyka klubowa, ale z popową wrażliwością i filmowym rozmachem. Trudno będzie chyba w tym roku wybrać lepszą płytę w katalogu Kompaktu niż „Planes In Revese”.
Kompakt 2026


Skomentuj