Kompozyt – Hybridism
Jarek Szczęsny:

Rozbudzić może uśpione pokłady filozoficznej głębi.

New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.



Murcof – Lost In Time

危機

28 września nakładem włoskiej wytwórni Glacial Movements, specjalizującej się w ambientowych brzmieniach, światło dzienne ujrzał album Murcofa „Lost In Time”. Wydawnictwo stanowi ścieżkę dźwiękową do obrazu Patricka Bernatcheza o tym samym tytule. Ścieżka została skomponowana pierwotnie przez Murcofa w 2014 r. i stanowi połączenie z Wariacjami Goldbergowskimi J. S. Bacha, wykonywanymi przez chór Les Petits Chanteurs du Mont-Royal. Na „Lost In Time” składa się trzynaście utworów skomponowanych wcześniej jako soundtrack do filmu oraz utwór czternasty, przygotowany specjalnie na wydanie dla Glacial Movements.

Struktura i klimat tych czternastu utworów zostały ukształtowane na głębokich dźwiękach pianina, rozciągających się powoli i majestatycznie. Brzmienie jest tu wzniosłe, co wzmagają wokale chóru, ale nie wyniosłe, momentami nurtujące, a jednocześnie spokojne, jak nieuniknione przeznaczenie. Wydawać się może, że te dwa uczucia nie mogą się spotkać. „Lost In Time” utwierdza w przekonaniu, że jak najbardziej. Wytrychem staje się wrażliwość. Wyjątkowa, często dręcząca strona ludzkiego ja, jeden z ostatnich bastionów duchowych człowieczeństwa, odróżniający nas od zwierząt.

Mniej więcej od momentu kiedy ludzkość stwierdziła, że przestanie się czegokolwiek bać, w sztuce ścierają się dwa nurty jej postrzegania. Jeden wzniosły, stawiający jej wytwory w świetle sacrum. Drugi zmierzający do spauperyzowania sztuki samej w sobie, wprowadzenia do galerii sztuk ceramiki toaletowej, zdjęć puszek fasoli itp., i wpakowania w odbiorcę narcystycznego przekonania, że „ty też możesz być artystą”.

Są jednak przykłady artystycznych wizji, które omijają te dwa skrajne nurty. Trzecia droga jest może mniej słyszalna czy widoczna, ale niezwykle cenna, bo opiera się na prostym założeniu, w którym twórca tworzy swoją sztukę dla ludzi i im właśnie oddaje ją z pełnym zaufaniem, że dokonają nie tylko jej obiektywnej ale i szczerej oceny. Taka sztuka nie wymaga zabiegów PR, reklam czy technik manipulacyjnych. Jest też jedyną równoprawną relacją w sferze artystycznej. W umiejętności tworzenia tak oddziałującej sztuki jedni upatrują ingerencji boskiej, inni wyjątkowego talentu.

Fernando Corona Murillo od lat idzie tą trzecią drogą, tworząc muzykę wyjątkowo piękną i poruszającą. Bez wątpienia Meksykanin jest przykładem wielkiego talentu, ale jego sukces i uznanie nie wynikają tylko z talentu, a także z niebywałej wrażliwości, pokory i szacunku do odbiorcy. Murcof nie wypowiada się często, a jeśli już to robi to ze skromnością. Od dziecka wychowywany był przez ojca tak, by znał kanon muzyki klasycznej i jej korzenie, a nie tylko aktualne trendy. Bo korzenie są bardzo ważne. O wyjątkowości artysty i wielkiego oddania dla drugiego człowieka świadczy również to, że Murcof przez kilka lat pracował w San Diego w ośrodku dla osób starszych i śmiertelnie chorych.

W pierwszej chwili fakty te mogą wydawać się nieistotne, ale kiedy słucha się wyjątkowo poruszających nagrań Murcofa, nie da się odciąć od myśli, jak wielką wrażliwością musi cechować się ich twórca. Za każdym razem odrywa się ona od muzycznych ocen, etykiet i rachunku zysków. Słyszysz, że Murcof będzie wydawał nową płytę i po prostu wiesz, że znajdziesz na niej piękną muzykę, którą pokochasz.

Tak samo jest i w tym przypadku. „Lost In Time” jest płytą przepiękną, w której zakodowane zostało niepojęte zrozumienie dla jednostki. To więcej niż tylko kolejna dobra płyta ambientowa. Przywiodła mi na myśl twórczość Krzysztofa Kieślowskiego. Zapętlające się motywy melodyczne z jednej strony wznoszą, uskrzydlają, a z drugiej powoli ciągną ku trudnej, szarej rzeczywistości. Na „Lost In Time” niekiedy nawet cisza jest muzyką. Powolne, ciężko opadające dźwięki milkną dyskretnie w chwilach długich pauz. Najnowszy album Murcofa to wybitna muzyka kontemplacyjna, refleksyjna, wewnętrznie łamiąca ale równocześnie bliska człowiekowi. Jak znaki zestawione w chińskim słowie „kryzys”, w którym jeden oznacza zagrożenie, a drugi szansę.

28 września 2018 | Glacial Movements Records

PS: 25 listopada Murcof wystąpi w Polsce w ramach IX Międzynarodowego Festiwalu Ambientalnego, który w dniach 24 – 25 listopada będzie odbywać się we Wrocławiu. Szczegóły wydarzenia w tym linki do biletów znajdziecie w dedykowanym wydarzeniu na Facebooku – link. Polecam!

Profil Murcofa na Facebooku » Profil Murcofa na Discogs » Profil Glacial Movements na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze