SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



hard house

Maenad Veyl – Body Count

Żałobne treny w tanecznym rytmie.

Czytaj dalej »

Basic Soul Unit – Under The Same Sky

Miażdżąca swą potęgą brzmienia wizja house i techno.

Czytaj dalej »

Mark E – Product Of Industry

Nowe nagrania brytyjskiego producenta przenika podskórne napięcie między industrialną brutalnością a pastoralną łagodnością.

Czytaj dalej »

Luke Hess – Keep On

Od swego debiutu w 2007 roku Luke Hess zdobywał sobie opinię jednego z najbardziej utalentowanych producentów najnowszej fali techno i house`u z Detroit. Pozycję tą ugruntowywał nie tylko klubowymi killerami dla takich wytworni, jak FXHE, Echocord czy Kontra-Musik, ale także efektownymi występami w słynnych klubach typu Berghain, Fabric czy Bunker. Spory rozgłos przyniósł mu również pierwszy album sprzed trzech lat – „Light In The Dark”. W ciekawy sposób wpisywał on dubowe brzmienia w tradycję techno rodem z Motor City.

Po pięciu latach od swego debiutu Luke Hess powraca znów do wytwórni Omara S. Dzięki temu dostajemy nową płytę młodego producenta – objawiającą nieco inne oblicze jego muzyki. Bo już otwierający stawkę „Awarness – Reflections Revisited” pokazuje nam, że tym razem Hess zwraca się w stronę korzennego hard house`u. Kumkające akordy rzucone na sążniste pasaże klawiszy o nocnym tonie podszywają tu twarde uderzenia bitu – które można by pomylić z techno. Wątpliwości rozwiewa jednak już „Humility – Renew Your Mind”. To już ewidentny house – momentami nawet kojarzący się z mocną wersją nowego disco. Klaskany rytm wnosi bowiem wokoderowy refren – a wszystko to uzupełniają rozwibrowane akordy układające się w hipnotyczną melodię.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/466645-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=466645-01″ allowscriptaccess=”always”]

Jeszcze bardziej siarczysty hard house o chicagowskim brzmieniu dostajemy w „Deep To Deep”. Amerykański producent nie byłby jednak sobą, gdyby nie wymodelował tych surowych dźwięków na własną modłę – przestrzennymi partiami zdubowanych syntezatorów. Podobnie wypada umieszczony tuż obok „Incorruptible”. I tym razem kontrapunktem dla dudniących uderzeń automatu perkusyjnego i falującego pochodu basu są kanalizacyjne klawisze. Do zestawu tego pasuje również znakomicie „Direction”. Hess sięga tutaj po żrące loopy o acidowym brzmieniu – oplatając je skorodowanymi akordami rodem z berlińskiego dubu. Ambientową wariacją tego typu konstrukcji jest z kolei „Redemption” – wpisujący się swym eterycznym brzmieniem w chlubną tradycję elektronicznej poezji, wyznaczoną przez wczesne dokonania Derricka Maya czy Carla Craiga.

W kilku nagraniach amerykański twórca stawia na jednoznacznie brzmiące dub-techno. Po raz pierwszy otrzymujemy je w „Restorted” – bo mocarne bity niosą tutaj kąsające uderzenia klawiszy osadzone na matowym tle. Zderzenie skorodowanych akordów z trance`owymi syntezatorami na miarowo pulsującym podkładzie rytmicznym następuje z kolei w „Break Through”. Płytę wieńczy w podobnym stylu galopujący killer o sugestywnie oszczędnej aranżacji – „Inheritance”. Największe wrażenie robi jednak inne nagranie. „Overcome” to zrealizowana z prawdziwym rozmachem psychodeliczna wizja dubu – w której jest miejsce zarówno na subtelnie tkaną partię onirycznej gitary, jak i na poszatkowaną perkusję o typowo jamajskim metrum.

Podsumowując – „Keep On” to synteza wcześniejszych dokonań Luke`a Hessa i estetyki typowej dla wytwórni FXHE. Efekt tego kompromisu robi zaskakująco dobre wrażnie. Okazuje się, że połączenie surowości hard house`u z przestrzennością dub-techno wnosi świeży powiew do obu tych gatunków.

I jeszcze na koniec objaśnienie tajemniczej okładki płyty. Skąd na niej ten chudy człowieczek zagubiony w gęstej chmurze? Odpowiedź znajdujemy na wnętrzu opakowania. To cytat z psalmu 119: „Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce”. Alleluja!

FXHE 2012

www.omarsdetroit.us

www.facebook.com/hess.labs

Various Artists – 15 Years Of Drumcode

W sytuacji permanentnego kryzysu fonografii, utrzymanie niezależnej wytworni płytowej przez piętnaście lat jest autentycznym sukcesem. Tym bardziej wzbudza to podziw, jeśli firma działa z dala od centrum muzycznego, czyli nie w Anglii lub w USA, ale w skromnej Szwecji.

Kiedy tamtejszy producent Adam Beyer zakładał dokładnie piętnaście lat temu wytwórnię Drumcode sam nie spodziewał się, że będzie ona funkcjonowała aż tak długo. Okazało się jednak, że wierność klasycznemu techno i house`owi została doceniona przez didżejów i słuchaczy. Mimo zmieniających się ciągle mód na elektronicznej scenie, usytuowana w Sztokholmie firma przetrwała, koncentrując się przede wszystkim na winylowych dwunastocalówkach.

Chociaż piętnastolecie skłania do podsumowań, Beyer wcale nie przygotował dla swych wiernych fanów zestawu najważniejszych dokonań wytwórni. Zamiast tego dostajemy podwójną kompilację z samymi nowościami – w wykonaniu weteranów i ich młodych następców współpracujących z Drumcode. W sumie to ponad dwie godziny muzyki rozłożone na dwadzieścia (w wersji cyfrowej jest ich osiem więcej) premierowych nagrań.

Pierwszy krążek zaczyna się od nieco lżejszych brzmień – utwory „Drum Suspension” Kaiserdisco i „Running Backwards” Alana Fitzpatricka to house, ale o zdecydowanym pulsie, wypełniony oszczędnymi dźwiękami, bliski raczej chicagowskiej niż detroitowej tradycji. A potem już konkretna jazda w stylu techno. Duet Mauro Picotto & Ricardo Ferri uzupełniają ciężką rytmikę o dubowe klawisze („Asteroids”), Jesper Dählback i Joel Mull sięgają w „Structure” i „Shake Trip” po wokalne loopy, a team Cari Lekenbush & Joseph Capriati – stawia na galopującą rytmikę wspartą kosmicznymi efektami. Najcięższe kompozycje zostają na koniec – to wręcz industrialne brzmienia w wykonaniu Gregora Treshera („At The Fall Of Night”) i samego Adama Beyera („A Walking Contradiction” w remiksie Josepha Capriati).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1870324-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1870324-02″ allowscriptaccess=”always”]

Drugi krążek robi jeszcze lepsze wrażenie. Otwiera go nowoczesne techno o tektonicznym pulsie – „Hold Doubt Back” w wykonaniu duetu Grindvik & Billie. Podobnie wypada utwór Gary`ego Becka – „Round Your Place”. Najmnocniejszym nagraniem odwołującym się do modnych w tym roku industrialnych brzmień jest jednak „The Undertaking”, które wyszło spod palców dwóch fachmanów z wytwórni CLR – Chrisa Liebinga i Briana Sanhaji.

W stronę bardziej klasycznego techno w stylu lat 90. odwołuje się z kolei duet Slam. Dostajemy w ich wykonaniu dwa killery – podrasowany falującym basem „Temperance” i niesiony melodyjnymi pasażami chmurnych syntezatorów „Sonic Shuffle”. W pobliżu tych dokonań szkockich producentów lokuje się również utwór „Black Panther” japońskiego projektu Nagaono Kitchen. To mroczne techno o minimalowym sznycie, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć dekadę temu w katalogu Plus 8.

Nieco lżejsze dźwięki rozbrzmiewają pod koniec płyty. Funkową pulsację i dyskotekowy rytm podrasowane na hard house`ową modłę znajdujemy bowiem w utworach „Make That Shit Funk” Bena Simsa i „Contentens Of My Head” debiutującej na składance Nicole Madouber. „Oblique” Roberta Capuonano przynosi natomiast tchnienie przestrzennych syntezatorów – wpisane jednak w kontekst klubowego brzmienia o nieco komercyjnym odcieniu.

Na koniec zostaje prawdziwy diament – „Orphan” niemieckiego producenta Rocco Caine. To masywne techno w stylu Stroboscopic Artefacts, łączące ciężki podkład rytmiczny i industrialne efekty z IDM-ową partią przejmujących klawiszy. Znakomite!

Długotrwała działalność takich wytwórni, jak Drumcode wskazuje, że techno i house są już na stałe wpisane w pejzaż współczesnej kultury popularnej. Podlegają oczywiście różnym mutacjom, ale w swej archetypowej formie były i  będą natchnieniem dla kolejnych generacji elektronicznych producentów.

Drumcode 2011

www.drumcode.se

www.myspace.com/drumcoderecords


Ben Sims – Smoke & Mirrors

To niewiarygodne – Ben Sims wydaje debiutancki album dopiero po dwóch dekadach obecności na elektronicznej scenie. I pewnie nie doszłoby do tego, gdyby nie jego bliski przyjaciel, a zarazem kolega po fachu, Adam Beyer, który rok temu namówił go na przygotowanie kolekcji premierowych nagrań, które teraz ukazują się nakładem jego wytwórni Drumcode pod tytułem „Smoke & Mirrors”.

Ben Stocker wychowywał się w domu pełnym karaibskich brzmień – jego rodzice byli fanami ska i reggae, stąd często słuchali płyt wydawanych przez wytwórnię Trojan. To sprawiło, że młody chłopak miał we krwi upodobanie do muzyki tanecznej. Na jedną ze szkolnych potańcówek koleżanka z klasy przyprowadziła ojca – profesjonalnego didżeja z Radia Capitol. To wystarczyło, żeby Ben również postanowił stanąć za deckami.

Akurat do Londynu dotarła pierwsza fala acid house`u zza Oceanu – nastolatek trafił więc w samo centrum tanecznej subkultury, bawiąc się przy dźwiękach chicagowskiej klasyki serwowanej przez Paula Oakenfolda. Przełomem okazało się jednak zetknięcie z techno podczas jednej z wczesnych imprez prowadzonych przez Carla Coxa. Od tamtej pory Stocker zaczął powoli wspinać się po szczeblach didżejskiej kariery, której zwieńczeniem okazały się występy w takich klubach, jak tokijski Womb czy berliński Tresor.

Pod koniec lat 90. pojawiły się pierwsze płyty londyńczyka firmowane pseudonimem Ben Sims. Znakiem rozpoznawczym jego nagrań były początkowo tribalowe bity. Z czasem zwrócił się jednak ku klasycznemu techno – o europejskim brzmieniu. Swoje utwory publikował głównie nakładem własnych wytwórni – Theory i Hardgroove – ale nie odrzucał również propozycji innych tłoczni – choćby Primate czy Drumcode. Mając na swym koncie kilkadziesiąt nagrań wydanych w winylowym formacie, po trzynastu latach od płytowego debiutu prezentuje nam wreszcie swój pierwszy album.

Krążek zaczyna się od mocnego uderzenia – „Riots In London” eksploduje surową energią pierwotnego techno, atakując skorodowanymi akordami zdubowanych klawiszy, zanurzonymi w gąszczu analogowych szumów. Sąsiadujący z nim „Descent” emanuje podobnymi wibracjami – z tym, że zza rwanych akordów rdzawych syntezatorów wyłania się zapętlony fragment soulowej wokalizy.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/438509-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=438509-01″ allowscriptaccess=”always”]

Wątek ten prowadzi do dwóch kolejnych kompozycji utrzymanych w stylu hard house. Najpierw rozbrzmiewa „The Snake” niosący soniczne tony strzelistych klawiszy, a potem „Back To The Pod” – wypełniony wijącymi się odgłosami kanalizacyjnych efektów. W obu utworach pojawiają się również wokalne sample – ale wtopione głęboko w tło, dodające jedynie melodyjnego smaczku obu twardym killerom.

Logicznym rozwinięciem tych pomysłów jest wsparty na dyskotekowym rytmie „Can You Feel It?”. Sims sięga tu po oldskulowe efekty rodem z rave`owej klasyki – energetyczne okrzyki i nawoływania wklejone w szorstką konstrukcję całości. Podobnie wypada „I Wanna Go Back” – to już detroitowy funk o hipnotycznym pulsie, którego ozdobą jest klimatyczna nawijka samego Blake`a Baxtera.

„Bullet” i „The Afterparty” są najcięższymi nagraniami z całego zestawu. W obu przypadkach mamy do czynienia z ognistym techno wypełnionym acidowymi loopami i mrocznymi pasażami syntezatorów, osadzonymi na dronowych tłach, buchającym co jakiś czas kłębami przemysłowej pary. Bliźniaczy podkład rytmiczny charakteryzuje również tytułowy „Smoke & Mirrors” – choć w tym przypadku Sims ozdabia go zdubowanymi akordami wibrujących klawiszy. Zaskakująco nowatorsko wypada w tym towarzystwie „The Calling” – bo angielski producent kontrastuje w nim dyskotekowy bit z karaibskimi efektami i latynoskim samplem wokalnym.

Całość kończy kolejny ukłon w stronę klasyki – tym razem z Chicago. Szorstki puls „I Feel It Deep” tworzony przez kumkający bas i surowe uderzenia automatu perkusyjnego ozdabia w nim wokalna wstawka Tyree Coopera – sprawiając, iż wracają dawne wspomnienia z „drugiego lata miłości”.

Ben Sims nie mógł nagrać słabej płyty – lata doświadczeń na scenie techno sprawiły, że przygotował zestaw energetycznych nagrań, które zadowolą każdego sympatyka stylu. Mało tego – unikając modnych nowinek, londyński producent wpisał swe kompozycje w klasyczne brzmienia, dzięki czemu „Smoke & Mirror” świetnie sprawdza się dzisiaj, ale równie dobrze wypadnie choćby za dekadę.

Drumcode 2011

www.drumcode.se

www.myspace.com/drumcoderecords

www.myspace.com/theoryrecordings

Andy Vaz – Straight Vacationing

Kultura popularna zna przypadki spektakularnych nawróceń. Lata temu Cat Stevens został muzułmaninem, zamieniając się w Yusufa Islama, a nie tak dawno David Tibet porzucił okultyzm dla chrześcijaństwa, wracając do swego prawdziwego nazwiska, David Bunting. Są też przykłady innych nawróceń – jedno z nich przeżył niemiecki producent Andy Vaz z Düsseldorfu, który w połowie minionej dekady był jednym z najważniejszych twórców minimalu, czego namacalną manifestacją były jego płyty „Live In Tokyo” i „Live In Berlin”, a przede wszystkim „Repetitive Moments Last Forever”.

Po wydaniu ostatniej z nich – o jakże wymownym tytule – Vaz przeżył dogłębne nawrócenie na… klasyczny house. Wyrazem tego było powołanie do życia nowej wytwórni o nazwie Yore (przedtem publikował nakładem również własnego Background) i zaserwowanie całej serii winylowych dwunastocalówek, emanujących radością tworzenia tej energetycznej i pozytywnej muzyki. Podsumowaniem tego pięcioletniego okresu w działalności producenta jest jego nowy album – „Straight Vacationing”.

Ten, kto rozstał się z Vazem na „Repetitive Moments Last Forever” będzie mocno zaskoczony – żadnego minimalu tutaj bowiem nie uświadczy. Zamiast tego – klasyczne granie o wysmakowanym stylu, odwołujące się do najpiękniejszych tradycji tanecznej elektroniki z Detroit i Chicago.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/435788-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=435788-01″ allowscriptaccess=”always”]

W warstwie rytmicznej niemiecki producent skłania się ku mocnym podkładom tworzonym przez twarde bity i mocne basy – blisko takim brzmieniom do oldskulowego techno, bo przecież tak grali niegdysiejsi mistrzowie hard house`u z Motor City – Blake Baxter czy Eddie Flashin Fowlkes („Detroit In Me” czy „Stubnitz”). Z powodzeniem Vaz sięga również po pomysły rodem z dawnych nagrań twórców z Wietrznego Miasta – to miarowe uderzenia automatu perkusyjnego wsparte szeleszczącymi hi-hatami w „Fukuoda Liquid” czy „Collinding Worlds”, zapożyczone z zakurzonych już dziś dokonań Jackmastera Farleya czy Marshalla Jeffersona.

Nie tylko mocnymi podkładami album ten jednak stoi. Oto w tytułowym „Straight Vacationing” niemiecki producent wprowadza głębszy puls wywiedziony z deep house`u, a w „A Dope Jam (Bullyshit Mix)” – mruga okiem do zapomnianego już nowojorskiego garage`u podbitego tribalowymi efektami perkusyjnymi. Najlżejszym nagraniem z płyty jest jednak „Just Another Round” – filadelfijskie disco podrasowane na funkową modłę soczystą partią klangującego basu. Na koniec trafiamy nawet na intrygujący eksperyment z połamaną rytmiką – „The Other Place” to nieoczywisty house, w którym przegląda się z zaciekawieniem dubstepowa pulsacja.

Podobnie jak z podkładami, wygląda sytuacja z warstwą melodyczną kompozycji z albumu. Bo z jednej strony Vaz z upodobaniem sięga po acidowe loopy, które nadają poszczególnym nagraniom surowe i szorstkie brzmienie („Detroit In Me”, „Fukuoka Liquid” i „Colliding Worlds”), a z drugiej – wprowadza zmysłowe solówki „żywego” saksofonu i jazzowe frazy organicznego Hammonda („Stubnitz”, „Straight Vacationig” czy „Just Another Round”). I ten kontrast sprawdza się świetnie – utwory z płyty emanują taneczną energią, ale są również przyjemne w brzmieniu, ciepłe i jasne, pulsujące relaksującą wibracją, typową dla wszelkiej maści „czarnej” muzyki.

Andy Vaz wypadał wiarygodnie tworząc minimal, teraz też wypada wiarygodnie tworząc house. „Straight Vacationig” to ponowny debiut niemieckiego producenta – równie udany, jak ten poprzedni.

Yore 2011

www.yore-records.com

www.myspace.com/yorerecords

www.andy-vaz.de

www.myspace.com/soundvariation