Wpisz i kliknij enter

Blindfold – Blindfold


Pomyśleć, że Islandia nie liczy sobie nawet 300 tysięcy mieszkańców. Nie ma wątpliwości, że ta fascynująca wyspa pod względem demograficznym wciąż pozostaje światowym mikrusem. Jeśli jednak spojrzymy na artystyczny potencjał kraju okaże się, że Islandia wyrastać zaczyna na jedną z prawdziwych potęg – przynajmniej jeśli chodzi o nowe granie. Kolejne interesujące projekty, zespoły, kolejni artyści pojawiają się tam w coraz większych ilościach, a wszystkich łączy ta wspólna nić trudnej do zupełnego zrozumienia melancholii, tęksnoty i smutku. Możemy uznać, że właśnie te trzy składniki gwarantują idealne warunki do pojawienia się muzycznego piękna, i jak pokazuje przykład choćby grupy Ampop – owo pięko w nowej islandzkiej muzyce pojawia się niezwykle często. Mamy dobrą wiadomość dla fanów zarówno samego zespołu, jak i dźwięków wyspowego pochodzenia: wokalista Ampop – Biggi – wydał właśnie solowy album. Jako Blindfold.
I właściwie niczym nie zaskakuje. „Blindfold” to zbiór dwunastu mocno trzymających „islandzki nastrój” kawałków, które po brzegi wypełnione są odniesieniami zarówno do dźwięków Ampop, jak i innych muzycznych neurotyków lodowej wyspy – Sigur Rós, Slowblow czy Mum. Mimo wszystkich tych konotacji słychać, że na swej solowej płycie Biggi robi wszystko, aby odróżnić się od melancholijnego tłumu rodzimych artystów. Z pomocą przychodzą mu dwa banalne elementy – gitara i elektronika. Tą pierwszą stara się wykorzystywać w sposób zaskakująco interesujący, generując za jej pomocą kojące, ciepłe brzmienia, ta druga oplata i spaja całość, nadając jej nowoczesnego, dopieszczonego w każdym szczególe powiewu. Biggi bardzo dba o aranżacje – są bogate, gęste, momentami zaskakujące, na pewno w pełni satysfakcjonujące. W takich przypadkach często mówi się o tzw. smaczkach, dzięki którym każdy z zebranych tutaj utworów potrafi zaskoczyć – pomimo „bagażu” w postaci wielokrotnego przesłuchiwania. Na dokładkę Biggi proponuje nam obowiązkowe brzmienia smutnego akordeonu i kilka kompozycji o dość jednoznacznym eksperymentalnym zacięciu [na szczęście nigdy nie: zadęciu]. To dość ciekawe, że wciąż dajemy się uwodzić tym samym aranżacyjno – brzmieniowym patentom. Nic jednak nie można poradzić na to, że muzycy z Islandii w tworzeniu ujmujących melodii, a później w oplataniu ich dobrą, nowoczesną aranżacją momentami są po prostu bezkonkurencyjni. I niech tak zostanie.
Blindfold, zapamiętajcie tą płytę. Moglibyśmy nazwać ją dobrą rozgrzewką przed zbliżającą się „Takk” Sigur Rós, ale uwaga: może okazać się, że będzie zupełnie odwrotnie, że to do Biggiego będziemy w przyszłości wracać częściej. W zasadzie nie miałbym nic przeciwko temu.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
exil
exil
14 lat temu

fajna płyta. i tyle!

android
android
16 lat temu

Oj tak krążek jest rzeczywiste przyjemno-dzwieczny 🙂
ostatnie dwa zdania drugiego akapitu sa trafne stuprocentowo (chodź oplatanie zamienił bym na delikatne opatulenie)

Polecamy