Wpisz i kliknij enter

Pan American – Cloud Room, Glass Room

Mark Nelson nie zasypuje nas co miesiąc swoimi produkcjami, ale utrzymuje dogodne dla siebie tempo i tak po czterech latach przerwy doczekaliśmy się nowej płyty Pan American.

Chyba każdy z czytelników Nowej Muzyki doskonale zna postać Marka Nelsona i nie ma co zagłębiać się w jego biografię. Na nowym krążku „Cloud Room, Glass Room” Nelson nie jest sam gdyż towarzyszą mu dwaj muzycy, stały współpracownik Pan American, czyli Steven Hess grający na perkusji i basista Labradford Bobby Donne. W marcu Steven Hess w naszym cyklu „3 pytania” zapowiadał nadchodzący longplay.

Ostatni album Pan American – „White Bird Release” ukazał się w 2009 roku. Dzisiaj mijają cztery lata przerwy pomiędzy wydawnictwami; to prawdziwy szmat czasu, ponieważ zawrotne tempo pojawiania się nowych płyt, trendów, stylistyk, a co za tym idzie, łączenia niekiedy, wszystkiego ze wszystkim, jest czymś zupełnie normalnym. Na „Cloud Room, Glass Room” Mark Nelson i jego przyjaciele, nie ulegają modom i przysłowiowo „robią swoje”.

Pierwsze wrażenie po przesłuchaniu „Cloud Room, Glass Room” było takie, że muzycy poszli w jeszcze większy minimalizm niż do tej pory. Wypowiadają się jak zawsze w sposób płynny, ale bardzo oszczędny. Pierwszy numer „The Cloud Room” ewidentnie nawiązuje do stylistyki grupy Labradford, dlatego u mnie pojawiło się nostalgiczne westchnienie w stronę tego zespołu. Kolejna rzecz, która charakteryzuje nowy album Pan American od pierwszych sekund, to włączenie do repertuaru gitary basowej Bobby’ego Donne’a. Jego wkład jest niezwykle ważny, stanowiący konkretny wspornik aranżacyjny obok drugiego ważnego elementu – perkusji Stevena Hessa. Ciepłe brzmienia basu, pojawiające się tylko w niektórych fragmentach, świetnie współgrają z subtelną sekcją Hessa.

W efekcie, wspomniane elementy dają przestrzeń, niezaśmieconą zbędnymi pomysłami i dźwiękami. Utworzona warstwa jest w pełni chroniona przez muzyków tak, aby przypadkiem jakieś odpadki nie zaburzyły ich czystej wizji tworzenia.

W kilku miejscach Nelson przypomina też o swojej miłości do minimal techno („Fifth Avenue 1960”), bo czasami to uderzenia stopy w bęben centralny i wszelkie eksperymenty Hessa z talerzami, wyznaczają strukturę i rytm, przez co muzyka staje się jeszcze bardziej intensywna („Relays”). Nie mogło zabraknąć zmanipulowanych i lekko przybrudzonych brzmień przesterowanej gitary Marka Nelsona. Post-rock i ambient wciąż cechują płyty Pan American, co jest widoczne w nagraniu „Project For An Apartment Building”.

Album zamyka kompozycja „Virginia Waveform”. W tym utworze znalazło się wszystko to, o czym pisałem wyżej. Zespołowa gra, gdzie bas kroczy własnym tempem, Hess sięga po znakomite rozwiązania sonorystyczne i synkopowe uderzeniach w perkusję, które napędzają swoją energią Nelsona tak, aby mógł w nieskończoność przesuwać gitarową ścianę dźwięku.

Płyta „Cloud Room, Glass Room” przypomniała mi, że kiedyś Mark Nelson i Bobby Donne wspólnie tworzyli pod szyldem Labradford. Z drugiej strony – nowy krążek potwierdza, że Pan American to sztywno stojący osobnik, odporny na trendy muzyczne, który sam niegdyś podpowiadał innym muzykom, gdzie mają iść. Pan American to zespół, na którego nowe płyty czeka się, choćby miały być wydane np. na pendrivie czy w formie martwej aplikacji na telefon. Mam głęboką nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie i albumy będą wydawane konsekwentnie na fizycznych nośnikach przez Kranky.

29.04.2013 | Kranky

 

Już niebawem Steven Hess wystąpi z projektem Innode na tegorocznej edycji festiwalu Unsound.

Strona oficyny Kranky »
Profil na Facebooku »
Słuchaj na Soundcloud »
Blog Stevena Hessa »







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
pmdmx
pmdmx
5 lat temu

Jeśli kogoś mogę zainteresować, to polecam także świetny podcast nawiązujący do projektu „Pan•American”, który opublikował Paide na łamach Radio-Alternator.com http://goo.gl/n7bs3b

Dikey
6 lat temu

Przyzwoity kawałek, co by nie pisać 😉

euwu
euwu
6 lat temu

swietny album.

Polecamy