Wpisz i kliknij enter

Nadah El Shazly – Ahwar

Egipska awangarda na krawędzi jawy i snu.

Poznajemy kolejną niebywale ciekawą i utalentowaną postać na kairskiej scenie eksperymentalnej, a jest nią Nadah El Shazly. Zaczynała od śpiewania coverów Misfits w miejscowym zespole punkowym, ale szybko się tym znudziła i zaczęła tworzyć własną muzykę elektroniczną.

Dwa lata pracowała nad swoim debiutanckim albumem „Ahwar” (z języka arabskiego: „Mokradła”). Choć należy dodać, że materiał powstawał zarówno w Egipcie, jak i Kanadzie. W procesie twórczym brali udział Thierry Amar (Hotel2Tango) i Harris Newman (Gray Market Mastering). Kolejnymi bardzo ważnymi osobami zaangażowanymi w pracę nad płytą byli Maurice Louca (gitara akustyczna i elektryczna, slide, syntezatory) oraz Sam Shalabim (gitara elektryczna, syntezatory). Obaj znani są ze świetnych projektów, choćby takich jak Alif, The Dwarfs of East Agouza i Land of Kush. Oprócz nich mamy też liczną grupę muzyków kanadyjskich, odpowiedzialnych głównie za sekcję dętą i rytmiczną.

Nadah El Shazly jest nietuzinkową wokalistką, grającą na fortepianie, sazie, kalimbie oraz obsługującą elektronikę. „Ahwar” otwiera przetworzony i mroczny głos El Shazly w kapitalnym utworze „Afqid Adh-Dhakira (I Lose Memory)”, do którego dołączają transowa perkusja, improwizowane warstwy fortepianu i sekcji dętej – upiorny i mistyczny klimat niczym z filmu Akiry Kurosawy – „Tron we Krwi” (szczególnie mam na myśli sceny, kiedy na cmentarzu pojawia się zjawa). To uczucie przechodzi do kolejnej intrygującej kompozycji „Barzakh (Limen)” wzbogaconej o elektronikę oraz dźwięki sazu, gitary, wiolonczeli, kontrabasu, saksofonu i męskiego chórku. Nadah znakomicie wplata do śpiewu elementy maqam’u, czyli skal często wykorzystujących ćwierćtony (w klasycznej muzyce europejskiej jest to rzadkość).

fot. Alan Chies

W „Palmyra” z kolei słychać od pierwszych sekund kto gra na syntezatorach – Maurice Louca, a pulsująca sekcja rytmiczna z orientalnym podbiciem w tle (kastaniety, saz, gitara) sprawiają, że to z jedno z najbardziej magicznych nagrań, jakie poznałem w tym roku. Niski, uwodzący i mantryczny głos El Shazly (m.in. dzięki maqam), a także głębokie pociągnięcia po strunach kontrabasu prowadzą nas w zawiłe zakamarki muzyki improwizowanej. Uwaga: wyznawcom Matany Roberts mogą się zaczerwienić policzki. Szlachetna i dostojnie brzmiąca sekcja instrumentów dętych oddaje się niesamowitym dialogom w przepięknym fragmencie „Koala”.

Ten wyjątkowy longplay zamyka równie piękny utwór, jakim jest „Mahmiya (Protectorate)”, w którym współbrzmienia strun sazu skojarzyły mi się z barokową lutnią Jozefa Van Wissema, do tego śpiew El Shazly (mogący przypominać Yasmine Hamdan) oraz pląsająca kalimba i gitarowy slide na tle ambientowej elektroniki. Końcówkę sami odkryjcie.

Powiem krótko. Nawet przy tak gigantycznej ilości ukazującej się muzyki (zapewne co parę sekund w sieci mamy coś nowego do posłuchania), takie wydawnictwo, jak „Ahwar” nie zdarzają się zbyt często!

10.11.2017 | Nawa Recordings

 

Strona Facebook Nadah El Shazly »
Strona Nawa Recordings »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] mnie Łukasz Komła, który na łamach Nowej Muzyki opisał ten album tak dokładnie, że spokojnie mogę do tej recenzji odesłać. Sam szczególnie polecam jeszcze utwory Palmyra i ka-pi-tal-ny, choć może niereprezentatywny dla […]

Polecamy