Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.



Tracey – Biostar

Pastelowe electro wyjęte z klubowego kontekstu.

W przyszłym roku minie dwadzieścia lat, od kiedy w Hamburgu zaczęła działać wytwórnia Dial. Założyło ją trzech młodych producentów – Carsten Jost, Paul Kominek i Peter M. Kersten, którzy potem dzięki wydawanym jej nakładem płytom zdobyli szerokie uznanie na elektronicznej scenie również jako producenci. Największe sukcesy tłocznia odnosiła w minionej dekadzie, kiedy jej wersja minimalowego tech-house’u o nostalgicznym tonie i filigranowej melodyce cieszyła się wielkim wzięciem. Potem płyty wydawane przez Dial nie były już tak jednorodne – ale do dzisiaj można wśród nich znaleźć prawdziwe perełki.

Najnowsza z nich to pierwszy album holenderskiego producenta Toma Ruijga. Debiutował on na początku tej dekady, serwując pod własnym imieniem i nazwiskiem house’owe sztosy dla takich wytwórni jak Bangbang!, Karat czy Soweso. Dwa lata temu pochodzący z Amsterdamu artysta postanowił zredefiniować swą twórczość – i w tym celu powołał projekt Tracey, który dedykował autorskiej wersji electro. Najpierw zaserwował cztery EP-ki, które wydały mu takie firmy, jak Aus, Intergraded i Voyage Direct, a potem przygotował pierwszy album, który umieściła w swym katalogu wytwórnia Dial.

Pierwsza część zestawu zawiera zwiewną i świetlistą wersję electro, która swymi korzeniami tkwi w latach 90. Mechaniczne bity i głębokie basy stanowią tu podkład do melodyjnych partii syntezatorów („TRR”), acidowych loopów („WNTDMND”) i zamglonej elektroniki o ambientowym rodowodzie („CCLRT”). W centralnej części muzyka ma bardziej eksperymentalny charakter: to niby nadal electro, ale już pozbawione swej rytmicznej dosłowności, bo jeszcze głębiej zanurzone w ilustracyjnych dźwiękach („THWRD” czy „HDRCSTCS”). Na finał znów zmienia się nastrój i powraca zamaszyste electro, tym razem podrasowane jednak na IDM-ową modłę („DRMRBT” czy „CLLMMM”).

Kiedy się bliżej przysłuchać muzyce z tej płyty, przypominają się nagrania niemieckich i amerykańskich wykonawców z końca lat 90., którzy w podobny sposób eksperymentowali z brzmieniami electro, takich jak przede wszystkim Bolz Bolz (działający też jako Funktaxi), Synapse, Klystron czy Artificial Material. Tom Ruijg podchodzi do tej estetyki w podobny sposób – wpisuje w formę krótkiego utworu, pozbawia klubowego potencjału, nasyca wpływami IDM-u i ambientu. Efekty są bardzo przyjemne w odbiorze – i zgrabnie wpisują się w kojarzoną z wytwórnią Dial łagodną wersję nowej elektroniki.

Dial 2019

www.dial-rec.de

https://www.facebook.com/DIAL-RECORDS-44035208169/

www.facebook.com/traceymusic

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze