Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady. Choć trudno dzisiaj w to uwierzyć, Grischa Lichtenberger zaczynał swoją muzyczną przygodę od… piosenek pop. Mieszkał na niemieckiej prowincji i z braku większych atrakcji już od dziecka wertował kolekcję winyli należącą do swych rodziców. Zainspirowany Leonardem Cohenem i […]

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.



Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure

Chrzęszczące ballady.

Choć trudno dzisiaj w to uwierzyć, Grischa Lichtenberger zaczynał swoją muzyczną przygodę od… piosenek pop. Mieszkał na niemieckiej prowincji i z braku większych atrakcji już od dziecka wertował kolekcję winyli należącą do swych rodziców. Zainspirowany Leonardem Cohenem i innymi gwiazdami z lat 70. i 80, sięgnął po gitarę i zaczął śpiewać. Potem przyszedł czas na nastoletnie odkrycia: Nirvanę i Radiohead. Rejestrując własne nagrania z czasem zwrócił uwagę na samo medium – taśmę magnetofonową. Zaciekawił go jej szum, co sprawiło, że zaczął kombinować z niezwykłymi dźwiękami. Kiedy wrzucił te preparacje na modny wówczas MySpace, niespodziewanie odezwała się do niego ceniona wytwórnia Raster Noton.

Lichtenberger zadebiutował w jej barwach w 2009 roku i od razu zgrabnie wpisał się swymi dokonaniami w charakterystyczne brzmienie firmy z Chemnitz. Z jednej strony młody producent sięgał po wywiedzioną z wczesnych lat 90. estetykę glitch, ale z drugiej – nasycił ją świeżą energią, nie bojąc się eksperymentować w jej ramach z innymi gatunkami, od hip-hopu do jazzu. W efekcie zaprezentował efektowne brzmienie, które wpompowywało młodą krew w żyły tłoczni prowadzonej przez Beytone, Alva Noto i Franka Bretschneidera. Nic dziwnego, że do dziś niemiecki twórca nagrał dla niej trzy albumy. Teraz dołącza do nich nowy – „KAMILHAN; il y a péril en la demeure”.

Tętniącym rytmicznie sercem zestawu są ekspresyjne wycieczki w stronę indywidualnie pojmowanego IDM-u. Lichtenberger świetnie radzi sobie z połamanymi rytmami, które oplata trzepoczącymi efektami, uzupełniając je tęsknymi partiami syntezatorów i przetworzonymi śpiewami, niosącymi nieistniejące w rzeczywistości słowa. Jest tu więc miejsce na niemal piosenkowe potraktowanie idiomu („s4e”), jak również uderzenie bardziej taneczną energią bliską electro („fm-git”) i przywołanie chrzęszczących brzmień spod znaku Autechre („re derec”).

Lichtenberger jest nieodrodnym dzieckiem lat 90. – i poza IDM-em chętnie sięga również po inne formy ekspresji z tamtej epoki. To przede wszystkim nu-jazz – podany jednak w mocno fragmentaryczny sposób i podszyty psychodeliczną elektroniką na modłę dawnych płyt z Source („1s4 csr e”). Stąd blisko do upalonego trip-hopu – i zostaje on uczyniony w drugiej części płyty, gdzie trafiamy na spowolnione nagrania osadzone na smolistych bitach i ozdobione dubowymi basami („v carg 1br” czy „0618 re 0517”). W ten klimat z pogranicza snu i jawy zgrabnie wpisuje się zaskakująca próba zmierzenia się z nowoczesnym R&B („syn resr”) i przywołanie surowego ambientu, wywiedzionego z szorstkiego noise’u („vc s not” i „Roma 1d”).

„KAMILHAN; il y a péril en la demeure” stanowi ostatnią część szeroko zakrojonego projektu, na który składa się album „LA DEMEURE; il y a péril en la demeur” z 2015 roku oraz trzy EP-ki z roku następnego – „Spielraum”, „Allgegenwar” i „Strahlung”. Łączy je wspólny koncept, polegający ogólnie mówiąc na badaniu przez ich autora relacji między tym, co prywatne a tym, co publiczne. Badanie to odbywa się na kilku poziomach – zarówno na poziomie słów, jak i ich znaczeń. Dlatego niemiecki producent tworzy na „KAMILHAN” własny język – nieistniejące słowa, zbudowane z istniejących w języku angielskim sylab. Stąd w większości nagrań z płyty słychać abstrakcyjne wokale. To oznacza, że Lichtenberger tak bardzo nie oddalił się od młodzieńczych fascynacji – i nadal interesuje go pop.

Raster Media 2019

www.raster-media.net

www.facebook.com/raster.artistic.platform

www.grischa-lichtenberger.com

www.facebook.com/grischalichtenberger01010

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze