Wpisz i kliknij enter

Rafael Anton Irisarri – Peripeteia

Ambient wagi ciężkiej.

Tytuł albumu, który mam zamiar zarekomendować brzmi „Peripeteia”. Jest to pojęcie z gatunku literatury i oznacza mniej więcej punkt zwrotny historii lub nagłą jej zmianę, która wywołuje negatywne odwrócenie okoliczności bądź zdarzeń względem bohatera. Artysta używające tego narzędzia w zamiarze chce zaskoczyć publiczność. Trzeba przyznać, że akurat Rafael Anton Irisarri, twórca płyty, potrafi robić to skutecznie, a w dodatku niniejsza płyta przybiera spore rozmiary. Do tego stopnia, że możemy mówić o wadze ciężkiej.

Artysta przytomnie stwierdził w wywiadzie, że ambient jest z pozoru muzyką prostą, pod kątem technicznym, do stworzenia. Liczba wydawnictw rośnie, ale nie przekłada się to na masową popularność gatunku, który wymaga od słuchacza cierpliwości, a dla przypadkowego odbiorcy serwisu streamingowego może być wręcz niestrawny. Więcej można przeczytać na stronie magazynu „Magnetic”. Przypomnę tylko, że mówi to twórca, który nim zacznie tworzyć, dużo słucha, jednocześnie gromadząc pokaźną skarbnicę dźwięków, pętli czy efektów gitar.

„Peripeteia” doskonale oddaje twórczy rozmach i potencjał Irisarri`ego. Z jednej strony mamy muzykę bardzo szeroką, jeśli chodzi o plany dźwiękowe czy też faktury, a z drugiej niezwykle skupioną, potrafiąca z małym detalem zmienić bieg utworu, dając mu przy tym zaskakujące i niebanalne oblicze. Ten zegarmistrzowski sposób Rafael Anton Irisarri prezentuje chociażby w „Arduous Clarity”. Radzę wnikliwie przesłuchać ten kawałek.

Nie zapomina też o zwolennikach klasycznego ambientu, ale im także funduje kilka trików. Przesuwające się niczym eskadra samolotów dźwięki w „Fright and Control” albo metaliczne żłobienia w „Between Negative Voids” przypominają o mistrzostwie muzyka. Muzyka klasyczna również odcisnęła swoje piętno na albumie przynosząc efekt w postaci strącającego w głąb otchłani smutku „Refuge/Refuse”. A wszystko zaczyna się tak zwyczajnie, spokojnie, szeptem („I Still Have the Sun to Cast a Light”).

Ocierający się o doskonałość „Mellified” najzwyczajniej w świecie jest imponujący z lekko przebijającym chórem i syntezatorami. Przymusową powolnością snuje się „Yearn” przygotowując jednocześnie pole na zakończenie. Znów przywołam utwór „Fright and Control” po to, aby podkreślić jego dramatyczną strukturę i wbijający w fotel, poszatkowany koniec. Ostatni akcent jest równie spokojny, co początek. Jest to spokój podszyty ambientem czystym, powłóczystym i uduchowionym. Rafael Anton Irisarri jeszcze raz udowadnia swoje mistrzostwo. Wlewa do muzyki ambientowej duchowość i niepewność.

Dais Records | 2020
Bandcamp
FB
FB Dais







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy