Wpisz i kliknij enter

Tiziano Popoli oraz Marcos Resende & Index

Włochy kontra Brazylia.

Rok 1994. W USA dobiegają końca mistrzostwa świata w piłce nożnej. Ja siedzę na wakacjach wlepiając oczy w ekran telewizora patrząc na serię rzutów karnych w finale imprezy. Mając jedenaście lat niewiele się wie, ale emocje są silne. Mam nawet swojego ulubieńca. To Roberto Baggio, którego talent piłkarski podziwiam. A on nie trafia karnego. Pudłuje. Złoto zdobywa Brazylia, a Włosi toną we łzach. Większych wrażeń piłkarskich już chyba nie miałem w życiu. Obecnie piłka nożna osiąga we mnie stan obojętności, a muzyka zajmuje przeciwny biegun. Dziś dochodzi do ciekawego rewanżu między Brazylią a Włochami za pomocą płyt wydobytych z archiwum. Wynik pozostaje nierozstrzygnięty, co odbija się z korzyścią dla słuchacza.

Włochy reprezentuje Tiziano Popoli urodzony w 1955 roku w małej wiosce Vignola. Swoje życie związał z muzyką, co przełożyło się na zapisanie się do Conservatorio Giovanni Battista Martini w Bolonii. Duchową przemianę zaliczył w trakcie pobytu w Indiach pod koniec lat 70. Później postanowił swoje doświadczenia przelać na muzykę, którą traktował jako czynnik budujący społeczność. Jako że czasy były nasycone kontrkulturą to jego twórczość stała się awangardowa. I tak postanowił pożenić minimalizm spod znaku Steve`a Reicha czy Philipa Glassa z popem, nową falą i syntezatorem Yamaha DX7. Ciekawy życiorys przyniósł równie ciekawą muzykę.

„Burn the Night / Bruciare la Notte: Original Recordings, 1983–1989” zostało skompilowane po przeczesaniu archiwum twórcy. Zawiera czternaście utworów o różnej rozpiętości zarówno czasu trwania jak i stylistyki. Nieuporządkowanie jest pozorne, gdyż same utwory są przemyślane wzorowo wręcz. Jeśli muzyka pop pociągała Popoliego to tylko w celu wstrzyknięcia w nią awangardy, zimnej fali czy nowoczesnej, jak na tamte czasy, technologii. Utwory na płycie są gotowe do wchłonięcia. Nie są to żadne szkice, próbki albo porwane fragmenty. Są głosem świata melodii i głosu („L`amour Fou”) albo przynoszą plastyczne wzorce („A Simple Drawing”). Jednocześnie są nowatorskie, miejscami wypełnione kolażami dźwiękowymi jak otwierający zestaw „Twist”.

Muzyka kompozytora oddziałuje szeroko. Surowe piękno niektórych melodii jest zachwycające („Minimal Dance N. 1”). Zaleźć można również oszałamiające fragmenty. Taneczno-szalony – w granicach rozsądku – utwór „Iunu-Wenimo”, blues rzeczy codziennego użytku w „Blues Padani” czy piękny, futurystyczny fresk w „Bruciare la Notte”. Minimalistyczna kompozycja „Mimetico Erettile” mogłaby trwać wieki całe. Swoboda i ulotność nie słabną nawet na moment. Nieodzowna jest również teatralność, gdyż Tiziano Popoli komponował również dla teatrów. Co zresztą słychać w takich utworach jak „Una Libbra Di Cielo”. Najciekawszym aspektem albumu jest brak uchwytności. Z jednej strony postęp i nowe brzemienia, a z drugiej dająca się wychwycić nuta dobrej zabawy, humoru czy wręcz groteski. Zbyt to wszystko ciekawe, aby przegapić.

Tiziano Popoli – Burn the Night / Bruciare la Notte: Original Recordings, 1983–1989 | Rvng Intl. / Freedom to Spend 2021
Bandcamp
FB
FB RVNG Intl.

Brazylię reprezenuje Marcos Resende & Index. Pamiętacie brazylijską wycieczkę zespołu Mitch & Mitch? Jeśli się wam podobała to album „Marcos Resende & Index” również się wam spodoba. Jesteśmy w krainie jazzowo-funkowej. Płynne harmonie, rozwodnione tematy, ciepły klimat i swoboda wymieszana z nienaganną techniką. Aha, no i jesteśmy w roku 1976, w którym debiutujący zespół wypuścił płytę, która w 2021 brzmi równie dobrze. Marcos Resende – lider grupy – nauczył się grać na akordeonie w wieku dwóch lat, a na fortepianie gdy miał lat sześć. Widać wyraźnie, że muzyka była jego głównym zainteresowaniem. Choć w latach 60. wyjechał do Lizbony, żeby uczyć się medycyny. Na początku lat 70. stworzył trio jazzowe, które wplotło muzykę elektroniczną w swą twórczość. Potem przyszedł czas innego zespołu, a pośród instrumentów pojawiły się choćby Yamaha CP-708 i Mini Moog.

I tak dochodzimy do zespołu, którego debiutancka płyta właśnie wyszła po latach. W składzie mamy jeszcze Rubão Sabino (bas), Claudio Caribé (perkusja) i nieżyjącego już Oberdana Magalhãesema (saksofon tenorowy, sopranowy oraz flet). Ambicją Resende (klawiszowiec) było połączyć swoje odkrycia i doświadczenia z muzyką brazylijską. Zmarły w zeszłym roku na raka żołądka muzyk nie doczekał tego wydania. Początkowo nikt nie był zainteresowany wydaniem tego materiału. Jednak lider zespołu, pełen wiary w swoją twórczość, zabezpieczył sesje nagraniowe i podarował je Joe Davisowi z Far Out w 2018 roku. Dlatego dziś możemy cieszyć się ze słuchania tej energicznej płyty. Podziwiać można miękkie akordy przepełniające utwór „Martina” albo niewątpliwy urok całego materiału.

Najchętniej posłużyłbym się porównaniem do polskiego zespołu EABS. To głównie z powodu porównywalnej otwartości głów muzyków oraz polotu twórczego. Proszę tylko posłuchać mocnego „Praça da Alegria”, gdzie tempo i rytmika zmieniają się szybko, a zespół nawet na moment nie dostaje zadyszki. Zamykający „Behind the Moon” ucieka najdalej od jazzu oferując coś między space-rockiem a post-disco. A przecież jest jeszcze frapujący „Nergal” pełen analagowych syntezatorów i sola na gitarze (Vitor Biglione). Rozgrzany tempem ekspresowym „Nina Neném” oraz bardzo nastrojowy „My Heart” są równie cenne. Kawał znakomitej muzyki, bez której świat byłby uboższy. Dobrze, że ktoś nie pozwolił na jej zapomnienie.

Marcos Resende & Index – Marcos Resende & Index | Far Out 2021
Bandcamp
FB Far Out







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy