Wpisz i kliknij enter

Dominik Strycharski, Orkiestra Dęta Ursus – Symfonia Fabryki Ursus

Jak w fabryce.

Do grona duchów niespokojnych zaliczam Dominika Strycharskiego. Kompozytor poruszający się chętnie na styku wielu gatunków muzycznych tym razem został wyznaczony do oddania muzyką pracy fabryki. Nie byle jakiej, ale samego Ursusa. Rzut oka na skład osobowy, który wziął udział w nagraniu robi wrażenie. Poza bohaterem głównym grają: Barbara Drążkowska (fortepian preparowany), Wojciech Jachna (trąbka), Zbigniew Kozera (kotrabas) i Paweł Szpura (perkusja). Jest jeszcze Orkiestra Dęta Ursus pod dyrekcją Karola Węclewskiego. Jak pokazał album „Promises” przecięcie światów jazzu, elektroniki i symfoniki daje świetne rezultaty.

Tu jest podobnie. Album „Symfonia Fabryki Ursus” jest zapisem muzyki skomponowanej przez Strycharskiego na potrzeby filmu dokumentalnego o tym samym tytule w reżyserii Jaśminy Wójcik. Uderzający jest nie tylko rozmach kompozycyjny i aranżacyjny, ale też perfekcyjna precyzja w wykonaniu. Nie należy przerywać muzykom, a skuteczną formą odurzania się jest wysłuchiwanie całości, gdyż nasza symfonia przechodzi różne etapy, porusza się po różnych gatunkach, nie ma wyraźnego lidera, a wszystko podporządkowane końcowemu efektowi. Jak w fabryce.

Technologiczną wrażliwość reprezentuje elektronika oparta na pracy z głosem i paletą przetworników. Przeróżne jej odmiany wzbogacają początek płycie („Symfonie”) zaraz po otwarciu („Intro”). To jedna z tych niepokojących chwil, które mają oddać skomplikowany, a zarazem bardzo ludzki, obraz i strukturę pracy w fabryce. Jednak proszę pamiętać kto tu pełni rolę spiritus movens. Tym samym o żadnych oczywistościach mowy być nie może. I po to właśnie do środka został wepchnięty utwór „Asmet”, który interesująco przełamuje cały koncept dając albumowi niejako dwie połowy. Utwór „Core” doceniam najbardziej. Godna podziwu zegarmistrzowska precyzja, zmienność tempa i nastrojów oraz indywidualna praca każdego muzyka dają wyśmienity efekt.

Finał bezapelacyjnie najbardziej zaskakuje. Zaczyna się od… techno, by za moment przejść we free jazzową zawieruchę, z której cała na biało wychodzi orkiestra dęta. Normalnie można by oczekiwać podniosłej i uduchowionej atmosfery. Tymczasem za sprawą plemiennego rytmu wymieszanego z orkiestrą dostajemy chaos i szaleństwo, w które zostajemy wrzuceni bez ostrzeżenia. Tylko ktoś znający ciężar gatunkowy symfonii mógł ją przeistoczyć w przeróżny zbiór elementów, wariacji i studyjnego montażu. Tego można się nauczyć, ale wrażliwości i wyczucia estetycznego, którymi dysponuje Dominik Strycharski, już nie. I dlatego to płyta tak wyjątkowa.

Audio Cave | 2021
Posłuchaj
FB Dominik Strycharski
FB Audio Cave







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy