Wpisz i kliknij enter

Spellling – The Turning Wheel

Zmiana i transformacja.

„Jestem w permanentnej rewolucji” śpiewa na swojej najnowszej płycie Spellling. Och, jak dobrze oddaje to zewnętrzną rzeczywistość, choć przecież kontekst płyty jasno wskazuje na tematykę raczej wewnętrzną. Słuchając „The Turning Wheel” zastanawiam się kiedy ostatnio byłem tak przytłoczony bogactwem aranżacji, wpływów – oczywistych i nieoczywistych –  a także liczbą udanych piosenek. Powstrzymać się od zalewającej fali euforii jest doprawdy trudno. Rozpiętość stylistyczna mieści się pomiędzy Kate Bush a Joanną Newsom, ale to można przeczytać w internecie.

Tymczasem ma się wrażenie, że Spellling przejęła tajny notatnik z piosenkami Prince`a, dostała dostęp do szafy Davida Bowiego, a na jej zawołanie stawia się cały zastęp utalentowanych muzyków. Gdziekolwiek spojrzy tam tryska melodia wzbogacając każdego w promieniu pięciu kilometrów. Trzymając się bliżej ziemi warto jeszcze podkreślić, że nowy krążek stoi w innym narożniku niż poprzedni, a za azymut bierze sobie świat, gdy ten był szczęśliwym miejscem.

Choć trafić można na ślady izolacji. Jak w obdarzonym lśniącymi drobiazgami utworze „The Future”. Chrystia Cabral być może śpiewa o przyszłości, ale muzycznie garściami czerpie z przeszłości, a najwięcej z lat 70. Zresztą otwierający album utwór „Little Deer” – kapitalnie zaśpiewany – urzeka operową oprawą, ciepłem dęciaków i harfy. Warto dodać, że sama artystka odpowiedzialna jest za produkcję i napisane piosenki.

Więcej na płycie instrumentów akustycznych, które wyparły elektroniczne dodatki. Jak w fantastycznym „Awaken”, pełnym napięcia i dramaturgii. W utworze „Turning Wheel” zabiera nas w rejony kolektywnego grania znanego z twórczości Beatlesów z okresu „Sierżanta Pieprza”. Doza psychodelicznego pokręcenia widoczna jest wprost w „Emperor with an Egg”, który traktuje o pingwinie. To najlepsza piosenka o pingwinie, jaką słyszałem.

Przełamanie nastroju beztroski przychodzi wraz z balladą „Boys at School”. Muzycznie na pierwszy plan wchodzą syntezatory, a tekstowo wracamy do przeszłości twórczyni, aby przyjrzeć się zmianie i transformacji – głównemu tematowi płyty. Niestety o jej ugruntowaniu cnót niewieścich źródła milczą. Wraz ze zbliżaniem się do końca odnotowuję zwiększoną ilość kampu z kulminacją w „Queen of Wands”. Zaskoczeniem jest też solówka gitarowa w „Magic Act”, choć tu akurat kłania się ostatni Yves Tumor.

Najważniejszym utworem jest pojawiający się w ostatnim akcie „Revolution”, w którym ekstatycznie wybrzmiewa credo artystki. Pełen fajerwerków utwór o katartycznej mocy. Jedno jest pewne Cabral nie brakuje wyobraźni. W sposób imponujący przekształciła ją w emocjonalne i złożone piosenki tworząc wehikuł do eskapizmu. Muzyka głównego nurtu powinna od dziś kojarzyć się głównie z nią. Choć sam nie wierzę, że to możliwe. Trudno. Pozostaje cieszyć się do nieprzytomności z muzyki w pełni autorskiej z pogranicza fantazji i groźby.

Sacred Bones | 2021
Bandcamp
FB
FB Sacred Bones







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł
18 dni temu

Spelling . Nowej nie znam, ale Spelling to zawsze musi być klasa. Posłucham. To jak Sade, w mrocznym pokoiku, z widokiem na eskapizm. I czekanie. Na elektryczną burzę, która zostawi nas pod drzewem. Pył i tyle.

P.S. Dlaczego nie ma już błyskawicy wściekłych macic? Błąd Romantyczne to było bardzo:).

Polecamy