Wpisz i kliknij enter

Little Simz – Sometimes I Might Be Introvert

Zawsze jest gdzieś spokój.

Wcale nie tak łatwo zacząć recenzję płyty, która pochłania bez reszty. Spróbujmy po kolei. Little Simz, autorka znakomitej płyty „GREY Area”, powraca z nową płytą już nie jako obiecująca artystka lub sezonowa rewelacja, ale jako raperka twardo stąpająca po ziemi i korzystająca z – jak się wydaje – bezkresnej kreatywności. Mając takie CV mogła na album ściągnąć duże nazwiska, ale ona postawiła na autorski repertuar i listę gości okrojoną do trzech osób: Cleo Sol, Obongjayar oraz Emma Corrin aktorka z „The Crown” odpowiedzialna za narrację na płycie.

Imponuje zarówno rozmach stylistyczny Simz, jak i długość trwania płyty, czyli ponad sześćdziesiąt minut. Pewność siebie była na tyle silna, że album otwierają odpowiednio singiel numer jeden i dwa. Dopiero trzeci wybrany został z dalszych pozycji, ale typów singlowych jest tu znacznie więcej. Wróćmy jednak do „Introvert”, który w sposób barokowy otwiera całość, ale w środku jest wściekły do granic. Choć – jak mi się wydaje – słowo raperka nie oddaje wszystkich artystycznych zdolności Simbiatu „Simbi” Abisola Abiola Ajikawo.

Monochromatyczne tony z poprzedniej płyty zastąpiła prawdziwa powódź barw. Jednocześnie mistrzyni ceremonii sięgnęła nie tylko do źródeł muzyki hip-hopowowej ściągając do pomocy soul, jazz czy blues, ale postanowiła połączyć to z operowymi wstawkami i to bez poczucia sztuczności. Spora w tym zasługa producenta Inflo, który pomógł spiąć całość. „Sometimes I Might Be Introvert” nie tylko jest nieodrodnym dzieckiem XXI wieku, ale i badaniem granicy artystycznego ekshibicjonizmu. Na ile odsłonić się przed światem albo za jaką iluzją się skryć.

Pomimo ogromnej potęgi muzycznej zawsze jest gdzieś spokój. I te fragmenty – na tym etapie słuchania – przyciągają mnie najbardziej do płyty. Doskonały „Standing Ovation”, bezbłędnie obłędny „Little Q, Pt. 2” czy „Point And Kill” z wyraźną nutą afrykańską. Nowoczesność reprezentuje w zestawie „Rollin Stone”, który nieprzypadkowo sąsiaduje z modnie retro-electro-funkowym „Protect My Energy”. Zresztą jest tego tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Na koniec jeszcze podkreślę wagę utworów luźnych, płynnych, radosnych i pełnych bujnych pejzaży dźwiękowych. Elegancki „Woman” czy „Two Worlds Apart” upiększają każdy dzień. Dorzucę jeszcze niemożliwy do przeoczenia „I Love You, I Hate You”. Little Simz jest obdarowana szaleńczą pomysłowością, z której ochoczo korzysta. Poruszyła na płycie tematykę od spraw rodzinnych aż do społecznych. Jeśli bywa radykalna, to nie zapomina o poczuciu humoru, a tylko zabawni radykałowie są nam potrzebni. Nadaje swoim opowieściom bigla takiego, że wydaje się jakby uprawiała osobną dyscyplinę niż reszta.

Age 101 | 2021
Spotify
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy