Wpisz i kliknij enter

EABS – 2061

Znowu do przodu.

Na tym etapie kariery EABS można się było spodziewać ruchu w dowolną stronę. Więc wypad w przyszłość do tytułowego 2061 roku nie zaskakuje nadmiernie. Szczególnie, że futuryzm był słyszalny na poprzednim albumie. Najnowszy zatytułowany „2061” zawiera również pewną cechę właściwą grupie, a mianowicie spójną koncepcję. Album choć mówi (i myśli) o przyszłości, to czerpie sporo z przeszłości. Choćby już na etapie koncepcji, która odnosi się do twórczości Arthura C. Clarke`a.

Jesteśmy więc w świecie przyszłości, a ci którzy czytali bądź oglądali „2001: Odyseję kosmiczną” powinni wychwycić sens przekazu zespołu. W kwestii zawartości muzycznej mamy niezły miszmasz spowodowany tym, że każdy z muzyków przyniósł na sesje swoje kompozycje. I tak doszło do zlepienia wielu gatunków w ramach jednego krążka. Nie wpływa to moim zdaniem najlepiej na spójność materiału.

Pod tym względem największym wyskokiem jest „Ain`t No Mercy”, który jest stricte utworem hip hopowym. Nie stałem się nagle purystą, po prostu mam wrażenie, że on wykrzywia nieco obraz tej płyty. Mam świadomość, że rapy były już na płycie „z Komedą”, ale tam było to bardziej spójne. Nowy materiał rozpoczyna się naprawdę nieźle. Mocna perkusja, dęciaki w alarmistycznym tonie, a do tego futurystyczny zawijas robią robotę. No i ten wspólnotowy duch, który stał się znakiem rozpoznawczym zespołu.

Tych znaków rozpoznawczych jest właściwie sporo. Nawet w takim pospiesznym „Conscious Breathing”, gdzie próżno szukać jakiś większych zaskoczeń. Podobne odczucia towarzyszyły mi w trakcie słuchania „Dead Silence”. Gładkie kawałki dzięki, którym bez wysiłku można EABS chwalić za poziom, za wykonanie, co jest zgodne z prawdą, ale prawdziwe jest również twierdzenie, że na tle poprzednich dokonań, nie są to rzeczy wyjątkowe, ani tym bardziej najlepsze.

Otóż słucham, by nie rzec zmagam się, nowego EABS od kilku dni i nie wydaje mi się, aby to była płyta wybitna. Jest dobra, to na pewno, ale mam wrażenie, że szalone tempo produkcyjne lat ubiegłych (Błoto, muzyka Sun Ra, Latarnik solo i w Jaubi) odbiły się na procesie kreatywnym. EABS nie spadają poniżej poziomu, ale majstersztykiem „2061” nie jest w mojej ocenie. No i pojawił się też jeden element, którego bym się nie spodziewał znaleźć. Chodzi mi o bezpieczeństwo kompozycji. Takie dość łagodne traktowanie ich, nie wychodzenie poza linię, a ma to miejsce w „Human Hero”.

Płytę ratują ostatnie trzy utwory. Zacznijmy od znakomitego „Lucifer (The New Sun)”, który rozsadzany jest przez dialog saksofonu z trąbką prowadzony na tle jednostajnego tempa. „The Odyssey of Dr Heywood Floyd” nieoczekiwanie zbacza z toru. Przenosi nas w iście kosmiczny lot, który naszpikowany jest elektroniką, a kończy się efektownym dramatyzmem. No i rzecz najmocniejsza, czyli „A Farewell to Mother Earth” z Janem Ptaszynem Wróblewskim. Jak widać czarujący liryzm polskiego jazzu potrafi przejść z pokolenia na pokolenie.

Biorąc wszystko pod uwagę dopiszę jeszcze, że każdy zespół musi złapać zadyszkę. To dość normalne zjawisko i EABS nie jest tu jakimś szczególnym przypadkiem. Rozpęd, jaki wzięli muzycy, nie dał się łatwo wyhamować i dlatego trafiliśmy na ich stany średnie. Może chwilowe spowolnienie w procesie twórczym pomogłoby.

Astigmatic Records | 2022
Bandcamp
FB
FB Astigmatic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy