Wpisz i kliknij enter

Szun Waves oraz Kaitlyn Aurelia Smith

W miarę średnie.

Dziś dwie płyty twórczyni i twórców sprawdzonych, którzy w przeszłości bywało, że raczyli nas płytami co najmniej bardzo dobrymi, a nade wszystko zapładniającymi naszą wyobraźnię lub też wyposażającymi ją w spektrum barw, które z pozoru obce szybko stawały się pożądliwie bliskimi. Może dziś trudno o coś spektakularnie nowatorskiego, a może to recenzent ma gorszy czas i nie dostrzega znakomitości. Oto dwie płyty, które prezentują wyrównany poziom średni, ale na pewno nie są na miarę możliwości artystów, którzy je nagrali.

Zespół Szun Waves powinno się kojarzyć z uwagi na album „New Hymn To Freedom”. Zresztą występujący tu perkusista Laurence Pike ma na swoim koncie całkiem udane solówki. Dla jasności w zespole grają jeszcze Jack Wyllie oraz Luke Abbott. I tak tworzą kombinację muzyki jazzowej i elektronicznej, która wznosić się ma ponad stratosferę. Udaje im się, żeby była jasność, ale konkurencja w tej dyscyplinie jest szalenie mocna. Żeby tylko wymienić polski EABS i zagraniczny The Comet Is Coming. Tymczasem na rynku pojawił się nowy album zatytułowany „Earth Patterns”, który nie jest tak dobry, jakbym podejrzewał.

Wsłuchiwałem się w niego zawzięcie doceniając znakomite fragmenty (wyborny dramatyzm w „Garden”), ale nie mogąc w pełni docenić (okiełznać?) całości. Jest to płyta niespełnionych obietnic. Bo przecież ten wielki, masywny, starający się urwać głowę „Be a Pattern for the World” powinien być finałem zostawiającym po sobie pustkę, a jeszcze po nim pojawia się przeciętny „Willow Leaf Pear” oraz niezły, ale do bólu przewidywalny „Atomkerne”. Z kolei początek („Exploding Upwards”) nieco nuży, ale „New Universe” sprawia, że chce się wdziać skafander kosmiczny. Najciekawsza, bo przyziemna, wydaje się być kompozycja „In The Moon House”, gdzie mamy takie domowe granie przy ognisku. Może tak grając dałoby się zaszachować konkurencję, a tak pozostaję nieprzekonany.

Szun Waves – Earth Patterns | The Leaf Label 2022
Bandcamp
FB
FB Szun Waves

Zastanawiam się czy ambicją Kaitlyn Aurelii Smith na płycie „Let’s Turn It Into Sound” nie była próba odczarowania muzyki pop. Jeśli dobrze liczę, to pięć utworów z dziesięciu posiada słowa, a więc można je skatalogować jako piosenki. Ideą płyty, bo przecież akurat ona lubi mieć idee, są rzeczy niemożliwe do opisania za pomocą słów, a więc trzeba sięgnąć po dźwięki najlepiej dziwne, przetworzone i zmieniające się kalejdoskopowo. Za przykład niech posłuży nam nietuzinkowy „Locate”, który otwiera znaleziona w dalekiej przeszłości fraza jazzowa, która przechodzi płynnie w kosmiczną formę, by potem zostać przełamana gęstą rytmiką. Wszystko w lekko ponad trzy minuty. Gęsto.

Niepowstrzymany eksperymentalizm Smith skłonił ją do całkowitej rezygnacji ze struktur, więc powyższe stwierdzenie o piosenkach należałoby wziąć w cudzysłów. Choć przecież dokonania Björk już dawno rozszerzyły granice form piosenkowych, a i Jenny Hval dokonuje zaskakujących czynów na tym polu. Niestety nie wszystkie utwory na tej płycie są równie ciekawe. „Let It Fall” niespecjalnie zaskakuje, „Then the Wind Came” grzeszy oczywistością, a „Check Your Translation” irytuje rozproszeniem uwagi. Są też plusy: chóralne uderzenia w „Unbraid: The Merge”, pulsujący „Pivot Signal” czy najciekawszy piosenkowo „Is It Me or Is It You?”. Jak wyżej nie mogę całkowicie odwieść od słuchania, ale jako całość pozostawia trochę do życzenia.

Kaitlyn Aurelia Smith – Let’s Turn It Into Sound | Ghostly International 2022
Bandcamp
FB
FB Ghostly







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – Miroff

Pytamy co słychać u wschodzącej gwiazdy nowoczesnej produkcji hiphopowej.