Niedawno publikowaliśmy naszą relację z OSA Festiwalu 2026. Dziś publikujemy esej Przemka Głuchowskiego na temat aktualnej kondycji festiwali i doświadczenia, jakie się wiąże z tymi eventami. Wykorzystaliśmy zdjęcie Konrada Gustawskiego.
Wyobraźmy sobie festiwalowy wieczór: przed sceną tłum, z głośników pierwsze dźwięki znanego utworu. Jeszcze przed chwilą każdy rozmawiał z kimś innym albo zerkał w telefon. Teraz uwaga skupia się na scenie. Ten obraz dobrze oddaje obietnicę festiwalu: przez chwilę słuchamy razem. Czy taka wspólnota ma znaczenie także wtedy, gdy wracamy do domu i zakładamy słuchawki?
Muzyka od dawna pomaga budować poczucie przynależności. Pokazują to subkultury i sceny muzyczne drugiej połowy XX wieku: punk, hip-hop, techno czy grunge. Dźwięki splatały się w nich ze strojem, miejscami spotkań i relacjami między ludźmi. Nie oznaczało to jednak wspólnego światopoglądu wszystkich słuchaczy ani jednakowego stosunku do zastanego porządku. Również samo słuchanie nigdy nie ograniczało się do jednej formy: prywatny kontakt z nagraniem i zbiorowe przeżycie koncertu od dawna współistnieją.
Dziś festiwale są jedną z przestrzeni takiej identyfikacji. Pozwalają intensywnie przeżywać muzykę, poznawać ludzi i na chwilę zawieszać codzienne role. Zarazem uczestnictwo bywa wyróżnikiem statusu, a obietnica wspólnoty staje się częścią sprzedawanego doświadczenia. Festiwal może więc łączyć ludzi i jednocześnie utrwalać podziały.
Tomasz Szlendak i Krzysztof Olechnicki w książce Nowe praktyki kulturowe Polaków opisują przemiany uczestnictwa w kulturze po 1989 roku. Festiwalowe wybory można czytać także jako sygnały gustu, stylu życia i kapitału kulturowego. Open’er, Audioriver czy Inne Brzmienia oferują odmienne doświadczenia; nie znaczy to jednak, że publiczność każdego z tych wydarzeń tworzy jednorodną grupę.
W artykule poprzedzającym książkę Szlendak i Olechnicki wskazują dwa kierunki przemian: skupianie uczestnictwa wokół wielozmysłowych wydarzeń oraz rozwijanie alternatywnych subświatów kulturowych, także w internecie. Festiwal przyciąga całym zestawem doświadczeń: muzyką, spotkaniami, jedzeniem, atmosferą. Odpowiada też na presję efektywnego wykorzystania czasu, ponieważ w kilka dni chcemy przeżyć możliwie dużo. Chwilowa wspólnota może więc współistnieć z konsumpcyjnym pośpiechem, a bycie w tłumie nie musi prowadzić do trwałych relacji.
Przynależność nie musi przy tym opierać się na zamkniętej subkulturze. Można słuchać różnych gatunków i uczestniczyć w kilku scenach, nie wiążąc się na stałe z żadną z nich. Poczucie identyfikacji przesuwa się wtedy z trwałej tożsamości na konkretne wydarzenie. Festiwal tworzy wspólnotę intensywną, lecz często nietrwałą: łatwo powiedzieć „byliśmy tam razem”, trudniej odpowiedzieć, co z tego spotkania pozostanie.
Przegląd 59 badań autorstwa Nikki Rickard i współautorek wskazuje, że uczestnictwo w koncertach i festiwalach wiąże się z poczuciem przynależności i budowaniem relacji. Samo bycie w tłumie nie gwarantuje jednak integracji. Wydarzenia muzyczne mogą także utrwalać podziały i wykluczać. Wspólnota jest więc możliwością, a nie automatycznym skutkiem sprzedaży biletów i zebrania publiczności przed sceną.
W słuchawkach przez miasto
Sam również korzystam z płatnej subskrypcji muzycznej. Trudno zaprzeczyć, że jest to wygodne rozwiązanie, które pozwala słuchać muzyki w dowolnym miejscu i czasie, bez większego wysiłku. Ulubieni artyści są zawsze pod ręką, a dostęp do ich twórczości nie wymaga już wizyty w sklepie ani gromadzenia nagrań na fizycznych nośnikach.
Warto jednak dostrzec tych, którzy wciąż kolekcjonują płyty CD, kasety czy winyle. Fizyczny nośnik można zatrzymać; subskrypcja daje dostęp zależny od platformy i kolejnych opłat. Robert Prey, analizując Spotify i Pandorę, pokazuje, że personalizacja wiąże się z profilowaniem słuchacza i komercyjnymi celami platform. Dopasowanie muzyki do gustu stanowi także element modelu biznesowego. Wygoda słuchania i interes firmy nie muszą się wykluczać, ale nie są tym samym.
Trudno oczekiwać masowego odwrotu od Tidala, Apple Music czy Spotify. Wygoda i dostępność potrafią przeważyć nad motywacjami ideowymi. Nie przesądza to jednak o tym, czy słuchamy samotnie. Utwory odkryte w aplikacji możemy przesyłać znajomym, omawiać i włączać podczas spotkań. Streaming zmienia warunki kontaktu z muzyką, ale nie usuwa jej społecznego wymiaru.
Dodatkowe pytania stawia muzyka generowana przez AI. Jeśli nagranie powstaje przede wszystkim jako dźwięk dopasowany do nastroju lub aktywności, co staje się punktem odniesienia dla słuchacza: artysta, scena czy funkcja utworu? Nie oznacza to, że muzyka tworzona z użyciem AI z definicji nie może łączyć ludzi. Chodzi raczej o możliwość dalszego przesunięcia uwagi od twórców i ich środowisk ku samemu dopasowaniu produktu. To scenariusz wymagający namysłu, a nie przesądzona przyszłość.
Łatwy dostęp do muzyki i narzędzi do jej tworzenia rodzi pytanie o konsekwencje kulturowe. Jeśli doświadczenie muzyczne ulegnie dalszej prywatyzacji, może osłabnąć znaczenie wspólnych punktów odniesienia, pozwalających grupom i pokoleniom porozumiewać się poprzez muzykę. Indywidualizacja gustów nie musi jednak prowadzić do izolacji. Równie dobrze może otwierać drogę do spotkania ludzi, których nie poznalibyśmy w najbliższym otoczeniu.
Ryzyko pojawia się wtedy, gdy wąskie obiegi kultury przestają się ze sobą komunikować, a tempo produkcji utrudnia uważny odbiór. Pomocna jest tu teoria społecznego przyspieszenia Hartmuta Rosy.
Rosa rozróżnia przyspieszenie techniczne, przyspieszenie przemian społecznych i wzrost tempa życia. Paradoks polega na tym, że urządzenia oszczędzające czas nie muszą dawać poczucia, że mamy go więcej. Rosną bowiem oczekiwania i liczba czynności, które chcemy zmieścić w ciągu dnia. Odnosząc tę teorię do muzyki: błyskawiczny dostęp do nagrań nie gwarantuje uważnego słuchania. Może rodzić presję nadążania za premierami. Podobnie festiwal: skupia uwagę na wspólnym przeżyciu, ale potrafi też skłaniać do biegania między scenami, aby niczego nie przegapić.
Prywatne i wspólnotowe doświadczenia muzyki mogą się uzupełniać. Na festiwalu odkrywamy artystę, którego później śledzimy w sieci; przypadkowo usłyszany utwór może zaś skłonić nas do pójścia na koncert. Nie trzeba wybierać między słuchawkami a sceną. Warto natomiast pytać, kiedy wygoda słuchania pomaga w spotkaniu z innymi, a kiedy je zastępuje.
Znaczenie mają też sposoby wspierania twórców i twórczyń. Zakup płyty czy biletu może być zarówno wsparciem ich pracy, jak i początkiem kontaktu z konkretną sceną. Dla społecznego życia muzyki istotny jest nie tylko dostęp do nagrań, ale również możliwość dalszego tworzenia, występowania i spotykania publiczności.
Wspólnota wymaga warunków
Bernadette Quinn i współautorzy, analizując polityki pięciu europejskich miast, wskazują na dominację rynkowego podejścia do festiwali. Choć w dokumentach pojawia się język włączenia społecznego, brakuje spójnego powiązania tego celu z polityką festiwalową. Przyciąganie turystów i dochody lokalnej gospodarki są istotne, ale nie wyczerpują wartości wydarzenia. Równie ważne jest to, komu festiwal ułatwia uczestnictwo i spotkanie z innymi. Warto więc pytać o cenę biletu, dostępność przestrzeni i możliwość udziału osób, które nie należą do stałej publiczności. To pytania o warunki budowania wspólnoty, a nie tylko o atrakcyjność programu. Festiwal może odpowiadać na fragmentaryzację życia społecznego, jeśli poza obietnicą intensywnego przeżycia oferuje rzeczywistą możliwość spotkania.
Potrzeba bycia razem nie znika wraz z rozwojem technologii. Zmieniają się miejsca i sposoby jej zaspokajania, a wraz z nimi warunki, w których muzyka może nas łączyć. Słuchawki mogą odcinać od otoczenia, ale mogą też prowadzić do utworu, rozmowy i koncertu. Tłum przed sceną może dawać poczucie przynależności, lecz sam nie usuwa społecznych barier ani nie gwarantuje, że po ostatnim bisie pozostanie coś więcej niż wspomnienie udanego wieczoru. Nie każda chwilowa więź musi jednak przerodzić się w trwałą relację, aby miała znaczenie. Wspólne skupienie na muzyce, rozmowa z nieznajomą osobą czy zainteresowanie cudzym gustem mogą być drobnymi doświadczeniami otwartości, dla których warto tworzyć przestrzeń.
Wiele zależy tu od organizatorów i instytucji, od tego, komu umożliwiają udział, jakie bariery ograniczają i czy zostawiają miejsce na spotkanie poza samym programem wydarzenia. Znaczenie mają również nasze codzienne praktyki, polecenie komuś płyty, wspólne wyjście na koncert, poświęcenie uwagi muzyce, której sami byśmy nie wybrali. Wspólne słuchanie nie wymaga przecież identycznych upodobań. Wymaga czasu, ciekawości i gotowości, by dopuścić do głosu także innych. Gdy wrócimy myślami do festiwalowego wieczoru, warto więc zapytać, co z tej gotowości zabierzemy ze sobą do domu. Czy potrafimy jeszcze słuchać razem?
Źródła
Szlendak, T., Olechnicki, K. (2017). Nowe praktyki kulturowe Polaków. Megaceremoniały i subświaty. Wydawnictwo Naukowe PWN.
Rosa, H. (2013). Social Acceleration: A New Theory of Modernity. Columbia University Press.
Quinn, B., Colombo, A., Lindström, K., McGillivray, D., & Smith, A. (2021). Festivals, public space and cultural inclusion: public policy insights. Journal of Sustainable Tourism, 29(11–12), 1875–1893.
Szlendak, T., Olechnicki, K. (2014). Megaceremoniały i subświaty. O potransformacyjnych przemianach uczestnictwa Polaków w kulturze. Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny, 76(2), 293–308.
Rickard, N. S., Lewis, K., Ballantyne, J., Dingle, G. (2025). The unifying power of live music events: A systematic review of social outcomes for audience members. Musicae Scientiae, 29(4), 595–623.
Prey, R. (2018). Nothing personal: algorithmic individuation on music streaming platforms. Media, Culture & Society, 40(7), 1086–1100.


Skomentuj