Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.



kraut-rock

Âme – Dream House

Wymarzony album, wymarzony dom.

Czytaj dalej »

Nowości z Album Label

Pod wiele mówiącym szyldem Album Label ukrywa się nowa wytwórnia, powołana przez szefów berlińskiej tłoczni Shitkatapult.

Czytaj dalej »

Prins Thomas – III

Podczas kiedy Todd Terje przejął na siebie odpowiedzialność za komercyjne sukcesy skandynawskiego disco, Prins Thomas pozwala sobie na karkołomne eksperymenty.

Czytaj dalej »

Post-rock z Niemiec w Polsce

Na dwa koncerty dotrze w lutym nad Wisłę niemiecka grupa Saroos.

Czytaj dalej »

Fanta Dorado & Der Innere Kreis – Fanta Dorado & Der Innere Kreis

Wydany wiosną tego roku debiutancki album niemieckiego tria Stabil Elite był jedną z najciekawszych inkarnacji dawnego kraut-rocka w formule nowoczesnej piosenki. Pracując nad tym materiałem dowodzący zespołem Nikolai Szymanski spędzał długie godziny w swym studiu w Dusseldorfie. Kiedy koledzy wychodzili odpocząć, on kontynuował nagrywanie, w efekcie którego powstał zestaw nagrań nieco różniących się muzycznie i tekstowo od głównej linii twórczej Stabil Elite. Jesienią tego roku Szymanski opublikował go na płycie – pod fantazyjną nazwą Fanta Dorado & Der Innere Kreis.

Krążek zaczyna się od stylowego „Der Kreis” – to pomysłowo zaaranżowane wspomnienie niemieckiej muzyki z lat 70., rozpisane na cała gamę syntezatorowych brzmień o ciepłym tonie. Podobnie mechaniczna rytmika pojawia się potem w „El Dorado” – to już jednak ewidentny hołd dla Kraftwerk, przywołujący typowe dla wczesnych dokonań tej legendarnej formacji eteryczne chórki. Trop ten prowadzi nas dalej do „Duell”. Tym razem wpływ klasyków muzyki elektronicznej objawia się w sugestywnej partii zbasowanych klawiszy. I wreszcie na koniec tego segmentu – „Pose”. Czyli bardziej melodyjna wersja muzyki robotów z Dusseldorfu, przypominająca choćby nieśmiertelny „The Model”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2035098-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2035098-02″ allowscriptaccess=”always”]

Druga odsłona autorskiej twórczości Szymanskiego koncentruje się na nowofalowych brzmieniach. To przede wszystkim subtelny electro-pop, perfekcyjnie łączący taneczne rytmy tworzone przez kruche uderzenia automatu perkusyjnego i głębokie pochody masywnego basu z pastelowymi pasażami analogowych syntezatorów i melancholijnymi wokalami. Mamy więc tutaj podrasowany lekko pobrzękującą gitarą „Röhlantäler”, zaskakujący dziewczęcym śpiewem „Das Gaister Floss”, flirtującą niemal niezauważalnie z industrialem „Olympię” czy całkowicie instrumentalne „Flotte Fantasto”. Bardziej piosenkową wersję tych brzmień, kojarzącą się raczej z klimatycznym synth-popem w stylu klasyków z Amie-Marie znajdujemy w „Die Insel” i „Tachyonen-Mann”. Z kolei najwięcej rockowych dźwięków, przywołujących kosmiczne eksperymenty rodem z katalogu wytwórni Sky, przynosi natomiast mocno rozbudowany „Die Köningin”.

Album ten potwierdza, że Szymanski nie ma sobie równych w wysmakowanej interpretacji klasycznych gatunków niemieckiej muzyki popularnej z lat 70. i 80. Jego piosenki urzekają tym samym wdziękiem, co dawne dokonania Andreasa Dorau czy Holgera Hillera, kojarząc się również z najlepszymi nagraniami Tarwater czy To Rococo Rot. To muzyka zrodzona w samym sercu przemysłowego miasta – dekadencka celebracja zagubienia i samotności, podniesionych do rangi najbardziej wyrafinowanych przyjemności współczesnego człowieka.

Italic 2012

www.italic.de

www.facebook.com/italicrecordings

www.facebook.com/fanta.dorado.official

Italians Do It Better rozdają muzykę

Szef cenionej wytwórni – Johnny Jewel znany z grupy Chromatics – udostępnił do darmowego ściągnięcia słynną kompilację – „After Dark”.

Czytaj dalej »

Stabil Elite – Douze Pouze

Düsseldorf. Nowoczesna architektura i wiekowe kamieniczki. Pomnik księcia Jana Wilhelma na rynku. Siedziby niezliczonej ilości banków i towarzystw ubezpieczeniowych. Niemieckie i międzynarodowe koncerny. A w ciasnej sali prób młodzi muzycy ubrani w marynarki, białe koszule i wąskie krawaty. Za nimi lampowe wzmacniacze, analogowe syntezatory, gitary i perkusja. Krawftwerk? Nie – Stabile Elite.

Zaczęli grać dwa lata temu. Lucas Croon, Nikolai Szymanski i Martin Sonnensberger. Na fonograficzny rynek weszli tylnimi drzwiami – ich pierwsze nagrania opublikowała chicagowska wytwórnia Mathematics prowadzona przez Jamala Mossa. Dopiero potem zainteresowali się nimi lokalni wydawcy – najpierw mała firma Themes For Great Cities, a potem znacznie bardziej renomowany Italic. W efekcie ich singiel z piosenką „Gold” stał się hymnem ubiegłorocznej edycji muzycznych targów Pop w Kolonii, a teraz entuzjastyczne recenzje zdobywa debiutancki album „Douze Pouze”.

Wiele było w niemieckiej elektronice wykonawców odwołujących się do tamtejszej tradycji muzycznej, ale chyba żaden nie robił tego z takim wdziękiem i lekkością, jak Stabil Elite. Już pierwszy utwór z krążka wprowadza nas w odpowiedni nastrój – „Drei Gerade Zahren” to współczesna wersja zimnej Neue Deutche Welle wpisana w kontekst motorycznego electro. Kiedy w „Expo” rozbrzmiewają zbasowane akordy syntezatorów podszyte industrialnymi zgrzytami – jest jasne, że chłopaki z Düsseldorfu nasłuchali się klasycznych dokonań D.A.F. Ejtisowy wątek kontynuuje potem „Rave Maria” – bo to wysmakowany synth-pop, jaki wspólnie mogliby zrealizować pod koniec lat 70. panowie z Ultravox! pod okiem samego Conny`ego Planka. Nowofalowe wpływy słychać również w „Milchstrasse” i „Wir Kommen Aus” – choć tym razem muzycy śmiało wkraczają na teren jeszcze bardziej tanecznej muzyki, balansującej między zdubowanym disco a post-punkowym funkiem. Tak kiedyś grali Palais Schaumburg – tak dzisiaj przetwarzają ich dźwięki Stabil Elite.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/448035-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=448035-01″ allowscriptaccess=”always”]

Druga strona debiutanckiego albumu młodych Niemców przynosi czytelny hołd dla gigantów kraut-rocka. Zaczyna się od przepięknie zaaranżowanego „Hydravionu” – to jakby cudem odnalezione nagranie Kraftwerku z czasów sesji do „Autobahn”. Z jednej strony mamy tu motoryczny rytm wybijany na automacie perkusyjnym – a z drugiej perliste arpeggia kosmicznych klawiszy wsparte subtelnie tkaną gitarą o ambientowym tonie. Podobnie wypada finałowy „Papier” – urzekając stonowana rytmiką w stylu electro zgrabnie zestawioną z nostalgiczną melodią o fortepianowej barwie.

Ukłonem w stronę hipnotycznego grania Neu! jest z kolei „Aether” – pomysłowo podrasowany na dyskotekową modłę poprzez sążniste pasaże syntezatorów zapożyczone z dawnych dokonań Giorgio Morodera. Nieco podobny w klimacie jest „Endecomputer” – pościelowa kołysanka chwytliwie wyśpiewana przez damsko-męski duet, zgrabnie wpisująca się w formułę tanecznego grania z początku lat 80., kiedy to krautowi rockmani (choćby z Ash Ra Temple) zamienili gitary na syntezatory. Najbardziej finezyjny w tym zestawie wydaje się być jednak „Agent Orange”. Zaczyna się bowiem jak afrykańska exotica – od plemiennych bębnów, by potem nagle zamienić się w transowego killera wiedzionego przez charakterystyczny dla dokonań Neu! motorik beat i psychodeliczną gitarę w stylu Can.

Chłopaki śpiewają w odpowiednio wystylizowany sposób – chłodno, elegancko, bez emocji, jak dekadenccy dandysi z okładek noworomantycznych płyt sprzed ćwierć wieku. I świetnie to pasuje do reszty muzyki – tym bardziej, że melodie są na tyle przebojowe, że niemal wszystkie utwory śmiało flirtują z wyrafinowanym popem najwyższej próby. I jest w tym jakaś naturalna świeżość – słychać po prostu, że choć niemieccy muzycy urodzili się dopiero pod koniec lat 80., to właśnie dźwięki z tej i poprzedniej dekady grają im w duszach. „Music For Young Europe” – głosi reklamowe hasło albumu. Oczywiście – magia dawnych lat nigdy nie wróci, ale dzięki Stabil Elite znów choć na chwilę możemy poczuć się jak ubrani w eleganckie garnitury czterej panowie z przemysłowej stolicy Zagłębia Ruhry wymyślający cztery dekady temu przyszłość muzyki popularnej.

Italic 2012

www.italic.de

www.facebook.com/italicrecordings

http://www.facebook.com/pages/stabil-elite/85429395769

Z wyłączoną świadomością – wywiad z Öszibarackiem

Nowy album grupy Öszibarack przynosi finezyjną muzykę pod równie finezyjnym tytułem – „40 Surfers Waiting For The Wave”. Rozmawialiśmy o nim z liderem i producentem zespołu – Agimem Dżeljilji. Czytaj dalej »

Teichmann – They Made Us Do It

Właściwie dopiero po wydaniu w 2007 roku wspólnego albumu „The Number Of The Beat”, bracia Andi i Hannes Teichmann rozpoczęli działalność swego teamu na dobre. Goethe Institut wybrał ich jako swych przedstawicieli na serię koncertów i warsztatów w kilkunastu egzotycznych miejscach na świecie – od Afryki przez Azję po Bliski Wschód. W ten sposób nawiązali szereg niezwykłych kontaktów i nasiąknęli nowymi dźwiękami.

Świadectwem tego poszerzenia kręgu zainteresowań obu producentów były ich nowe projekty. Andi powołał do życia grupę The Happy End, z którą zaczął penetrować rozlegle obszary dronowej elektroniki, a wspólnie z Hannesem dawał improwizowane występy z ambientowymi setami. Nic dziwnego, że wytwórnia Staubgold właśnie im zleciła skompilowanie swej prestiżowej składanki – „Kraut Und Rüben”.

W końcu przyszedł czas na realizację następcy „The Number Of The Beat”. Do nowych nagrań niemieccy producenci zaprosili tym razem wielu gości. W ten sposób powstała bogato zaaranżowana muzyka, którą bracia opublikowali nakładem własnej wytwórni Festplatten.

Ponieważ Andi i Hannes zarezerwowali na „They Made Us Do It” prawie osiemdziesiąt minut, album zaczyna się w niespiesznym tempie. Zabawny monolog Saschy Perery z Jahcoozi w fantazyjnym „Intro” stanowi pomysłowe wprowadzenie do mieniącego się dubowymi kaskadami skorodowanych klawiszy ilustracyjnego „Automarsh”. Dopiero potem zaczyna się konkretna jazda – „Different Brains” to soczyste techno o kosmicznym rozmachu, w którym bracia Teichmann znajdują jednak miejsce na melodyjne sample pobrzękującego piano i jamajskich dęciaków.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1855043-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1855043-02″ allowscriptaccess=”always”]

Podobne dźwięki wracają dopiero pod koniec albumu. „Hangover With Me” to jeden z najlepszych utworów w zestawie – oldskulowe techno o detroitowym brzmieniu wsparte seksowną wokalizą DJ Tijany z Belgradu. Bardziej minimalowy sznyt ma natomiast „Invasionary” – choć kompozycja pulsuje ciężkim rytmem, to oplatają ją plumkające z kocią gracją kruche i drobne dźwięki.

Charakterystyczny dla pamiętnego „The Number Of The Beat” miękki tech-house znajdujemy tutaj w trzech nagraniach. „My Menita/Not Asleep” łączy w pomysłowy sposób dubowe syntezatory z acidowym loopem, nad którymi unosi się… raperska rymowanka w wykonaniu Johnny`ego Dangerousa (którego fani Gigolo pamiętają być może jeszcze z produkcji Foremost Poets). „Euphone” to z kolei udana próba wpisania brzmień typowych dla ejtisowego disco w formułę motorycznego tech-house`u. Jakby tego było mało, bracia Teichmann dorzucają do kompozycji nu-rave`owe basy i 8-bitowe efekty – ozdabiając je na koniec melodyjną zagrywką przywołującą wspomnienie „Living On Video” Trans-X. Najmniej efektownie wypada w tym zestawie „Brainwash” – choć to i tak całkiem przyzwoity utwór.

Te nu-rave`owe wątki znajdują kontynuację w „After The War”. Za rytmiczną podstawę do basowych warkotów i popiskujących loopów służy tu jednak… breakbeat. Podobne metrum pojawia się również w „Re-Generation”. Tym razem utwór ma jednak charakter staroświeckiego electro, a wypełniają go oldskulowe efekty rodem z klasycznych nagrań dla tego stylu z połowy lat 80. Spowolniony groove o jeszcze „czarniejszej” proweniencji znajdujemy natomiast w utworze „Atari Funk” – jego ozdobą jest soczysta partia klarnetu w wykonaniu Chloe Richardson.

Najlepsze bracia Teichmann zostawiają jednak na koniec. Wieńcząca  album kompozycja „The Faketory” to rozbuchany trans w krautowym stylu – podszyty jednak mocnym bitem techno. Czego tu nie ma! Hipnotyczny pochód basu, świdrujący acid, rytmicznie stukający cowbell, psychodeliczna pasaż o gitarowym tonie i siarczyste solo na saksofonie autorstwa… ojca obu producentów, weterana niemieckiego free jazzu, Uli Teichmanna. Doprawdy – to zachwycające opus magnum tej muzykalnej rodziny!

Podróże kształcą – głosi stara prawda. W przypadku Andiego i Hannesa znalazła ona wyraziste potwierdzenie na ich najnowszym albumie. „They Made Us Do It” to bez wątpienia jedno z najbogatszych brzmieniowo wydawnictw, które wydała w tym roku elektroniczna scena nad Renem.

Festplatten 2011

www.fest-platten.de

www.myspace.com/festplatten

www.myspace.com/teichmann

The Field – Looping State Of Mind

Ogromny sukces poprzedniej płyty Axela Willnera sprawił, że szwedzki producent musiał opuścić swoje domowe studio i zebrać dodatkowych muzyków, z którymi mógłby grać koncerty. W ten sposób The Field przekształcił się z jednoosobowego projektu w trzyosobowy zespół. To nie mogło pozostać bez wpływu na jego dalszą twórczość. Po przenosinach do Berlina rozpoczął więc wraz z Dan Enqvistem i Jesperem Skarinem pracę nad materiałem na kolejny album. W ten sposób elektronika została uzupełniona „żywymi” instrumentami – część partii została nawet dograna w bardziej profesjonalnym Dumbo Studio w Kolonii. Zarejestrowane ślady trafiły w ręce Jörga Burgera (alias The Modernist), który dokonał ostatecznych miksów wszystkich ścieżek. I oto przed nami następca „From Here We Go Sublime” i „Yesterday And Tomorrow” – „Looping State Of Mind”.

Już pierwsze takty „Is This Power” wskazują na dyskretną odmianę – Willner stawia tym razem na amorficzną rytmikę, balansującą między rockowym galopem a pulsacją techno. Takt większości nagrań wybija na swym zestawie perkusyjnym Jesepr Skarin, a Dan Enqvist wtóruje mu głębokimi pochodami swego podwójnego basu. Czasem obaj muzycy nadają kompozycjom Willnera spowolnione tempo („Burned Out”), a kiedy indziej uzyskują efekt klubowego transu („Arpeggiated Love”) lub dla odmiany – zredukowanego breakbeatu („Looping State Of Mind”). To „ożywienie” rytmiki sprawia, że utwory The Field zbliżają się do kraut-rocka i z pewnością świetnie sprawdzą się na koncertach.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1820947-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1820947-02″ allowscriptaccess=”always”]

Drugim ważnym elementem struktury wszystkich nagrań z „Looping State Of Mind” są zgodnie z tytułem albumu zapętlone motywy syntezatorowe. Z jednej trony odwołują się one do kolońskiej tradycji ambientowej wyznaczonej przez kanoniczne dokonania Wolfganga Voigta pod szyldem Gas („Burned Out”), a z drugiej – wyraźnie przypominają gitarowe ściany dźwięku budowane przez pionierów shoegaze`u z My Bloody Valentine czy Slowdive na czele (tytułowy „Looping State Of Mind”). Momentami z tych spienionych fal onirycznego szumu dochodzą do słuchacza inne efekty – fragmentaryczny śpiew wysamplowany z jakiejś rockowej płyty („Burnet Out” i „Then It`s White”), zawodzący pasaż „żywej” gitary („Burned Out”) czy tęskne akordy klasycznego fortepianu („Then It`s White”).

Na koniec Willner zostawia kompozycję sklejoną wyłącznie z sampli – oto bowiem „Sweet Slow Baby” prowadzi mechaniczny loop łączący perkusyjny rytm z ambientowym szumem, zza którego dopiero pod koniec wyłania się zdeformowany wokal. Nagranie w oczywisty sposób odwołuje się do monumentalnych kompozycji Wolfganga Voigta pod szyldem Love Inc. z niezapomnianego albumu „Life`s a Gas”, na którym niemiecki producent budował z sampli znanych przebojów zaskakujące wizje dźwiękowe.

Nowa płyta The Field kontynuuje więc wątki poruszane przez Axela Willnera na dwóch jego poprzednich albumach – ale uzupełnia je o nowe motywy, nadając całości bardziej transowy, by nie rzec psychodeliczny charakter. Mniej tu przebojowych melodii, więcej za to dźwiękowej abstrakcji – przez co „Looping State Of Mind” może sprawiać wrażenie trudniejszej w odbiorze całości. Warto jednak przedrzeć się przez te pozornie monotonne struktury brzmieniowe – a wtedy odkryje się bogactwo tkwiących w tej muzyce detali.

Kompakt 2011

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.myspace.com/thefieldsthlm

Walls – Coracle

Żyjemy w czasach schyłku kultury popularnej. „Wszystko już było” – przewidział biblijny prorok wieki temu. Ma to jednak swoje złe i dobre strony. Złe – bo niedługo znikną wszelkie szanse na wymyślenie przez artystów czegoś nowego, a dobre – bo perspektywa co najmniej pięciu dekad pozwala łączyć ze sobą różne style i gatunki, na co twórcy z poprzednich lat nie mogli sobie nijak pozwolić. Przykładem tego ostatniego zjawiska jest nowy album projektu Walls.

Alessio Natalizia (znany ostatnio również jako Banjo Or Freakout) i Sam Willis (także tworzący obecnie pod innym szyldem – Snoretex) już na swym debiutanckim krążku sprzed roku wypracowali oryginalną formułę muzyczną, łącząca rytmikę głębokiego techno z ambientową pejzażowością i shoegaze`owym hałasem. Na kolejnym swym wydawnictwie rozwijają ją z rozmachem, tworząc dźwiękowe hybrydy, o jakich filozofom, sorry, krytykom się nie śniło.

Naczelnym wątkiem „Coracle” jest kraut-rock – ale w różnych odmianach. Otwierający płytę „Into Our Midst” wykorzystuje typową dla twórczości Can psychodeliczną rytmikę – Natalizia i Willis uzupełniają jednak transowy pochód bębnów wspartych szeleszczącym tamburynem o zupełnie obce elementy: gitarowe pasaże w stylu dawnych dokonań Roberta Frippa i ambientową elektronikę rodem z klasycznych płyt Briana Eno.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1823938-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1823938-02″ allowscriptaccess=”always”]

Umieszczony nieco dalej „Sunporch” wpisuje w motoryczną pracę perkusji podpatrzoną u Neu! etniczne zaśpiewy odbijające się echem dawnych dokonań Popol Vuh. A na dokładkę – falujące pasaże syntezatorów w klimacie kosmische musik. Jeszcze ciekawiej wypada „Raw Umber/Twilight”. Tutaj również Natalizia i Willis sięgają po „motorik-bit” opatentowany przez Neu! – ale zestawiają go z shoegaze`owym basem i synth-popową melodią niesioną przez ejtisowe klawisze.

„Il Tedesco” rozpoczyna się gitarowymi improwizacjami o niemal prog-rockowym tonie – jakby w studiu duetu zagościł sam Steve Hillage. Pomysłowi producenci podbijają te przestrzenne wibracje mocnym bitem techno i oplatają anielskimi chórami podsłuchanymi na kiczowatych płytach z nurtu new age. Co z tego wychodzi? Masywny killer przywołujący kanoniczne dokonania System 7 czy Underworld. Podobny charakter ma również „Ecstatic Truth”. Głęboki puls techno staje się jednak tutaj podstawą do syntezy shoegaze`owej partii gitary w stylu Cocteau Twins z kosmicznymi arpeggiami wyciętymi z wczesnych płyt Haralda Grosskopfa.

Myliłby się ten, kto pomyślałby, że te karkołomne połączenia stylistyczne, polegające na śmiałych skokach przez historię współczesnej muzyki popularnej, owocują jakimś dźwiękowym bełkotem. Natalizia i Willis mają wyjątkowy talent do łączenia tych wszystkich elementów w spójną całość. „Coracle” zasadza się na gęstym, epickim, niemal monumentalnym brzmieniu, tworzonym przez niezliczone nakładki syntezatorowych i gitarowych partii. Ale, aby uniknąć błędu progresywnych poprzedników, producenci wpisują te sążniste tony w formułę krótkich, kilkuminutowych nagrań o charakterze… popowej piosenki. W efekcie nagrania z „Coracle” można odbierać na dwóch poziomach – jako przyjemnie tło do codziennych zajęć, ale też jako skomplikowaną szaradę dźwiękową do rozgryzania podczas uważnego odsłuchu.

Kompakt 2011

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.myspace.com/walls_band

Popol Vuh – Revisited And Remixed 1970 – 1999

Działający przez niemal trzy dekady niemiecki zespół Popol Vuh uznawany był za najbardziej „uduchowiony” ze wszystkich wykonawców zaliczanych do nurtu kraut-rocka. Być może dlatego, że jego lider, klawiszowiec Florian Fricke, inspirował się religią chrześcijańską oraz mistycznymi tradycjami Afryki, Azji i Ameryki, ale być może również dlatego, że będąc pierwszym niemieckim muzykiem używającym syntezatora Mooga, tworzył na nim muzykę elektroniczną, utrzymaną w głęboko kontemplacyjnym nastroju. Nie bez znaczenia był oczywiście fakt, że to właśnie Popol Vuh zaprosił Werner Herzog do zilustrowania swych najwybitniejszych filmów z Klausem Kinskim – „Aguirre”, „Nosferatu”, „Serce ze szkła” i „Cobra Verde”. Dzisiaj – w dziesiątą rocznicę śmierci Frickego – wytwórnia SPV serwuje dwupłytowy album, z którego pierwszy krążek zawiera wybrane nagrania z dyskografii Popol Vuh, a drugi – ich remiksy w wykonaniu gwiazd współczesnej elektroniki.

„Planet Side” odsłania przede wszystkim ilustracyjną stronę twórczości niemieckiej formacji. Mamy tu psychodeliczne wariacje na Moogu („Aguirre I Lacrima Di Rei”), eksperymenty z wpisywaniem egzotycznej melodyki w kosmiczną elektronikę („Affenstunde”), próby wykorzystywania muzyki klasycznej („In Der Garten Pharaos”) czy mierzenie się z eterycznym new age („In Your Eyes”). Klasyczne brzmienia o ambientowym tonie reprezentują tu głównie kompozycje z „Cobra Verde” – „Eine Andere Welt” i „Nachts – Schnee”. Z kolei bardziej gitarowe granie z późniejszej fazy działalności grupy, znajdujemy w soundtracku z „Nosferatu” – choćby w „Through Pain To Heaven”. Wszystko to układa się w fascynującą całość, dokumentującą w skrótowy sposób niezwykle bogatą dyskografię Popol Vuh.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1769977-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1769977-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Cosmic Side”, która przynosi kolekcję remiksów, ma bardziej różnorodny charakter. Współcześni producenci, żonglując cytatami z nagrań Popol Vuh, tworzą nagrania typowe dla swej twórczości, zabarwiając je jednak na modłę oryginałów. I tak duet Kruder & Dorfmeister serwuje masywne deep techno, ale ozdabia je dźwiękami w stylu zwiewnego new age („Aguirre I & II”). Podobnie Thomas Fehlmann i Moritz Von Oswald – oni również sięgają do techno, zanurzają je w dubowych pogłosach, lecz podszywają etnicznymi i klasycznymi samplami („Schnee” i „Garten Pharos”). Nawet Mika Vainio oraz duet Haswell & Hecker, którzy zamieniają „Nacht Schnee” i „Aguirre I & II” w glitchowy ambient i świdrujący noise, pozostawiają wyraźnie rozpoznawalne partie niebiańskich chórów, aby zachować łączność z remisowanym kontekstem.

Są jednak artyści, którzy próbują wejść w formułę muzyki Popol Vuh zatracając własną tożsamość – tak dzieje się w przypadku „Heart Of Glass” i „Haram Dei Haram Dei” zremiksowanych przez trio Schwarz/Dixon/Amé i Alexa Barcka. W efekcie powstaje wielobarwny kraut-rock, podszyty etnicznymi wtrętami, ale zrealizowany przy pomocy współczesnej technologii. Podobny przypadek stanowi „Hosianna Mantra” w wersji Stereolab – to żaden avant-pop, lecz ekwilibrystyczna sampledelia o wokalnym charakterze.

„Revisited And Remixed 1970 – 1999” trafia doskonale w swój czas – wszak niemal cała dyskografia (szczególnie wczesne płyty i soundtracki dla Herzoga) Popol Vuh może stać się bogatym źródłem inspiracji dla twórców wszelkiej maści arp-core`a, hypnagogic popu czy neo-psychodelii.

www.spv.de