A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.



Daniel Bjarnason

Premiery płytowe z Bedroom Community

Islandzka wytwórnia Bedroom Community nie spuszcza z tempa i w przeciągu ostatnich dni w katalogu oficyny pojawiła się nowa płyta Jamesa McVinnie’ego. Przypomnimy też o zaległej już marcowej premierze albumu Nadii Siroty oraz mamy dobrą wiadomość dla słuchaczy Daníela Bjarnasona. Czytaj dalej »

Podsumowanie 2011 – Maciek Kaczmarski

Alfabetyczna lista 20 okazów z obu stron barykady dzielącej zachwyt od rozczarowania. Czytaj dalej »

Podsumowanie 2011 – Daniel Barnaś

Kolejna cegiełka do redakcyjnych podsumowań AD 2011. Czytaj dalej »

Ben Frost & Daníel Bjarnason – Sólaris

Sinfonietta Cracovia, Ben Frost, Brian Eno oraz Daníel Bjarnason – projekt o takim pierwszoligowym składzie już dawno przeszedł ze sfery marzeń do rzeczywistości. Tych, którzy zbierają właśnie szczękę z klawiatury zapraszam do lektury puszczając jednocześnie enigmatyczny komunikat do zaznajomionych z tematem – już jest, oficjalnie na płycie.

„Sólaris” to nie tylko zachwycający monument postawiony muzyce eksperymentalnej. To także ogromne przedsięwzięcie sięgające początkami ubiegłorocznej edycji Unsound Festival, na potrzeby której Ben Frost wraz z Daníelem Bjarnasonem skomponowali suitę inspirowaną słynną powieścią Stanisława Lema. Książka wraz z filmem Andreia Trakovsky’ego stanowią niemałe źródło inspiracji, dlatego też oczekiwać można tworu ciekawie przenikającego zarówno pierwowzory, jak i naszą wyobraźnię.

Członkowie Sinfonietty Cracovii – sekcja instrumentów smyczkowych w sile dwudziestu dziewięciu osób, dwóch perkusistów oraz pianista, którzy odpowiadali za nagranie partii instrumentalnych, byli zachęcani do osobistej interpretacji czytanych nut. Tym samym melodie wiodące, miast przypominać jeden organizm, bardziej podobne są do roju pszczół – podążają w określonym kierunku, lecz każdy z instrumentalistów dąży do celu po nieznacznie odmiennej trajektorii. Ten prosty zabieg sprawił, iż muzyka zamknięta na albumie „Sólaris” tętni życiem niepodobnym do jakichkolwiek znanych mi ambientowych tworów, wymykając się z resztą jednoznaczniej klasyfikacji gatunkowej. Nie jest to ambient grany przez filharmoników, a prędzej dźwiękowa interpretacja tajemnicy, jaka kryje się za nazwą Solaris pod postacią fuzji brzmień symfonicznych i poszukiwania dźwięków rozsianych wśród ciszy. I choć zabrzmi to jak zręczny chwyt marketingowy, to „Sólaris” nigdy nie powinno znaleźć się na liście przedmiotów dostarczanych na International Space Shuttle, czy okołobiegunowe stacje badawcze. Album ten jest transmiterem tak niepokojących, ambiwalentnych wrażeń, iż można go scharakteryzować jako bliski eksplozji ładunek lękowych egzystencjalnych.

Dramaturgia podąża tu za zmieniającą się sinusoidalnie dynamiką – w jednej chwili upuszczane w całkowitej ciszy pojedyncze dźwięki gamelanu, wsparte brzmieniem strun fortepianu obłożonych łańcuchami i śrubami, powoli odmierzają czas niczym podczas teatralnej przerwy, by zaraz ustąpić nerwowo wzbierającym kadencjom kontrabasu oraz skrzypiec. Duet Frost/Bjarnason prawie całkowicie odciął się od wszędobylskiej elektroniki zdając się tym samym wyłącznie na akustyczne instrumentarium podczas komponowania. „Sólaris” zyskało dzięki temu głęboki oddech, przestrzeń potęgującą symfoniczny majestat kompozycji.

Chciałbym wierzyć, iż projekty tak wyjątkowe, jak ten, tworzone specjalnie z okazji konkretnego wydarzenia, będą w przyszłości wspominane jako forpoczta pewnego trendu, który z czasem stanie się stałym i oczywistym punktem programowym wydarzeń pokroju Unsound Festival.

Protegowany Briana Eno oraz kompozytor muzyki klasycznej z mroźnej Islandii stworzyli muzykę żywą, której rozwoju nie sposób przewidzieć podczas pierwszego z nią kontaktu. „Sólaris” jest kapsułą w czasie, listem wysłanym w przyszłość wyrażającym nadzieje na to, iż kiedyś powstanie album, który za każdym razem zabrzmi inaczej, a muzyka na nim uwięziona – jak żywa.

Bedroom Community | 7.11.2011

5/5