MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.



Machinedrum

Off Festival 2016 – relacja

Tegoroczna edycja katowickiego OFF Festivalu, pomimo odwołania kilku dużych nazwisk, znów okazała się dostarczyć wielu ekscytujących dźwiękowych doznań. Sprawdźcie naszą relację z tych trzech sierpniowych dni. Czytaj dalej »

OFF Festival 2016

W tym roku w Dolnie 3 Stawów będzie bardzo elektronicznie. Obejrzycie rewelacyjny film promocyjny oraz zajrzycie w szczegóły line-upu. Czytaj dalej »

Electronic Beats na OFF Festivalu!

Słynna platforma promocyjna zagości do Katowic. Dodatkowo tylko dziś bilety w promocyjnej cenie. Czytaj dalej »

Off Festival 2016

Kolejne mocne ogłoszenie katowickiej imprezy! Czytaj dalej »

OFF Festival 2016

No to zaczynamy odliczanie/ujawnianie! Czytaj dalej »

Płyta roku 2011 według czytelników Nowamuzyka.pl


Przyszedł czas na ogłoszenie wyników naszego corocznego plebiscytu na płytę roku według czytelników Nowamuzyka.pl! To już siódma edycja zestawienia. Publikujemy też listę wszystkich wskazywanych przez Was krążków. Czytaj dalej »

Podsumowanie 2011 – Maciek Kaczmarski

Alfabetyczna lista 20 okazów z obu stron barykady dzielącej zachwyt od rozczarowania. Czytaj dalej »

Podsumowanie 2011 – Sebastian Gabryel

Muzyczne podsumowanie minionego roku, przedstawiające 15 najlepszych pozycji ułożonych w alfabetycznej kolejności. Czytaj dalej »

Tauron Festiwal Nowa Muzyka 2011 – nasza relacja

Tradycyjnie koncertowe lato zakończył Tauron Festiwal. Jego szósta edycja przeszła do historii. Teraz szkoła, studia, praca i oczekiwanie na jesienne muzyczne atrakcje. Póki co jednak – sprawdźcie naszą relację z Taurona i dzielcie się własnymi opiniami.
Czytaj dalej »

Machinedrum – Room(s)

Travis Stewart powinien być dobrze znany miłośnikom nowych brzmień. Niedawno zabłysnął w duecie z Praveenem Sharmą jako Sepalcure (dwie epki na Hotflush Recordings), ale bardziej kojarzony jest z aliasem Machinedrum, pod jakim nagrywa od ponad 10 lat. Amerykański producent specjalizował się dotąd się w muzyce, która rzucała most pomiędzy hip-hopem, a brzmieniami określanymi jako IDM, jednak w zeszłym roku na płycie „Many Faces” po raz pierwszy sięgnął po narodzoną z dubstepu bass music. Flirt z nieustająco popularną stylistyką zaowocował kolejnym, dziesiątym już longplayem (i zarazem pierwszym w barwach wytwórni Planet Mu) w karierze Machinedrum – „Room(s)”.

Po pierwszym przesłuchaniu byłem przekonany, że otrzymałem uszkodzoną kopię albumu, jednak odsłuch streamu w jednym z internetowych sklepów rozwiał wszelkie wątpliwości – ta płyta naprawdę tak brzmi. Wszystko zostało tu podkręcone do maksimum; choć struktura beatów mieści się w ramach dubstepu, to ich tempo nierzadko dorównuje galopującemu drum’n’bassowi. Prym wiodą oczywiście nisko zawieszone basy i perkusjonalia, na które składają się pseudoafrykańskie tam-tamy, dubowe stopy i sprężyste werble.

Wokół ulokowanych w centrum, mocno zbasowanych bębnów rozciąga się gęsta sieć rozmaitych syntezatorów i wokalnych sampli, żywcem wyciętych z nagrań R&B. Wokale zostały potraktowane zgodnie ze standardami UK garage: poszatkowane, zniekształcone, przyspieszone/zwolnione, obniżone/podwyższone, a w skrajnych przypadkach przefiltrowane przez, o zgrozo, auto-tune. Utwory aż kipią od dźwięków i sampli, ale ich wzajemne ułożenie wydaje się zupełnie nie na miejscu. Poczucie chaosu potęguje nieregularna sygnatura czasowa, poza którą wychodzą beaty – zupełnie tak, jakby Machinedrum świadomie zrezygnował z użycia sekwencera lub wykorzystał wadliwy sprzęt. Nie sposób do tego tańczyć, ale to jeszcze można przełknąć, wszak nie każdy album nadaje się do parkietowych pląsów. Gorzej, że nie podobna tego słuchać bez uczucia znużenia szybko przechodzącego w graniczące z irytacją zmęczenie.

„Room(s)” należy do tej samej parafii, co wydana niedawno płyta duetu Africa Hitech. Brzmi to wszystko jak gdyby Scuba i Burial wciągnęli razem pokaźną ilość amfetaminy, weszli do studia w narkotycznej malignie, a całość wyprodukował pijany Flying Lotus, telefonicznie radząc się Deadelusa, który ogłuchł na jedno ucho. Nieudany album skierowany tylko i wyłącznie do bezkrytycznych fanów Machinedrum oraz miłośników naspidowanej muzyki klubowej.

Planet Mu | 2011