Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.

Various Artists – Total 19
Paweł Gzyl:

Witamy jesień z Kompaktem.

Alessandro Cortini – Volume Massimo
Jarek Szczęsny:

Wyłapywanie wadliwych elementów.



Archive for Wrzesień, 2019

Już dziś w Krakowie pierwszy koncert AFX!

Jakieś 10 lat temu nikt nie miałby wątpliwości: to byłby koncert roku. Dziś jednak sporo jest malkontentów – że przyjechał za późno, że odcina kupony…Dość jednak narzekań – Panie i Panowie, Aphex Twin w Polsce! Zobaczcie, jak to może wyglądać. Wbrew pozorom to nie musi być typowe „best of” elektronicznej legendy. Przecież Richard D. James szykuje nowy album. I kto wie, czy w Hali ocynkowni chemicznej na Nowej Hucie nie usłyszymy kilku premierowych numerów…

Zobaczcie fragment występu Aphexa podczas tegorocznego festiwalu Summer Sonic w Osace:

W Polsce Richard D. James wystąpi dwukrotnie – 18 i 19 września. Legendzie towarzyszyć będzie Hecker, który przez 45 minut będzie rozgrzewał publiczność. Początek o godzinie 21.00. O Sacrum Profanum więcej na stronie www.sacrumprofanum.com

Spisujcie wrażenia!

A kiedy będzie już po koncercie, piszcie w komentarzach swoje wrażenia. Przesyłajcie również foty, ślijcie linki do filmów na YouTube. Wrzucimy do serwisu.

Fluxion – Constant Limber


Konstantinos Soublis jest znany przede wszystkim ze swoich dzieł wydawanych jeszcze w owianej legendą wytwórni Chain Reaction, które w 1998 zapoczątkowała dwunastocalówka „Lark/Atlos”, a zwieńczył drugi album „Vibrant Forms II” z 2000 roku. Podczas gdy berliński label przestał wypuszczać nowe płyty, Soublis otworzył wytwórnię Vibrant Music i pracował na własną rękę. Pod pseudonimem Fluxion wydał między innymi „[spaces]”, ale świat ujrzały także inne dzieła. Potem nastąpiła kilkuletnia przerwa, aż w 2009 roku nakładem Resopal ukazała się dwunastka „Breath Mode/Fickle”, a teraz długogrający album „Constant Limber”. Nagrał także „Inductance” dla duńskiego Echocord i pracuje obecnie nad poprawionymi wersjami albumów Chain Reaction, zawierającymi nie wydane wcześniej wersje utworów.
Znany z nastrojowego dub techno Fluxion, na najnowszym dziele, rzecz jasna, sięga do korzeni, ale nie pozostaje w miejscu, lecz idzie dalej. Oprócz głębokich dubowych basów, usłyszymy nie tylko house’owy groove, ale też melodyjne drobinki oraz to rozwlekające się, to porwane akordy.
Nurkujący w czarnej głębokiej wodzie dubowego basu „Sub Marine”, rozbiega się na swoich szklanych, owadzich nóżkach po czaszce, trafiając aż na skraj móżdżku i łechce go cierpliwie chłodem drobnych tryknięć. Z oddali dobiegają błyskawice akordów, skądś roztrzęsiona, naprężona lina. Utrzymany w tym samym minimalnym tonie „Thumb”, zagra weselszymi, świetlistymi klawiszami, które wyciągnięte z tanecznego kawałka zostały wrzucone w pierwszy krąg dantejskiego piekła i nie wiedzą, z jakiego powodu się tu znalazły, lecz pasują jak ulał – klejone w tle przeszkadzajkami.
Tętniący pośpieszne „Marching” używa pojedynczych blaszanych nut, jakie rozchodzą się w przestrzeni, do podtrzymania zwiewnej melodii i smyków w tle. Rozbłyska nimi coraz odważniej – na jaw wychodzą trzaski i rytm klaśnięć – i nie pozwala spocząć. Ten utwór rozsadza energia.Na spowolnione harmonie fantastycznych chrabąszczy w „Orpidoe” Fluxion nawlekł gargantuiczny bas W „Breath Mode” brzmieniowo na powrót zbliżamy się do dwóch pierwszych kawałków, aby potem przejść do „Midnight Call” – remiksu utworu japońskiej artystki o pseudonimie Nynn – usłyszymy tutaj jej śpiew. Fluxion zafundował nam house’owy track o upodobaniu wielce popowym, ale nie wyzbył się przy tym właściwego sobie samemu sposobu postrzegania muzyki. Bit i bas jest twardy, pluski, piski oraz drobne uderzenia niewzruszone jak wcześniej, zaś przebojowości nadaje tu prosta dźwięcząca harmonia i najpierw granulowane, potem całkiem już strzeliste stringi.
W „Bureaucrat” na ciężkim, żywym bicie pogrywają sobie pourywane zderzaki akordów, pod nimi pękające dziecinne bańki mydlane. Trzy skrajności złączone w jedno: berlińska surowość melodii, house’owy flow, a na dokładkę idylliczno-dziecięcy humor. „Tłusty i ociężały „Spout” próbuje się podnieść pod chlaszczącym biczem hi-hatów, ale ciągle czołga się przy ziemi. Na powierzchnię zaczynają wypływać mniej gęste dźwięki – przeźroczysto połyskujące tąpnięcia, mamałyga buzuje i wydziela opary pomruków, zaś miotełka, niby wachlarz, próbuje rozwiać tę gęstą atmosferę, spoza której przebija się struna gitary.
„Fickle” jest już czystej, Chain Reaction krwi utworem z rodowodem i pieczątką. Regularnie uderzająca stopa, pulsujące, charakterystyczne klawisze, przestrzenne akordy odbijające się echem nie w ścianach, lecz w pustce ciemności, a w ramach drobnej nowości, podkreślającej oryginalność (także w sensie markę) dzieła, ciche a szybkie tykanie wskazówek wylegujące się to tu, to tam po kanałach.
Na spowolnione harmonie fantastycznych chrabąszczy w „Orpidoe” Fluxion nawlekł gargantuiczny bas. Zaraz coś zacznie drapać w ścianę małżowiny usznej, potem przyłączy się piskliwy string. „Midnight Call (Dub Mix)”Korzenie muzyka sięgają głęboko Chain Reaction, na tej solidnej podstawie wyrosło potężne drzewo o wybujałej koronie jest wersją utworu z Nynn, ale bez śpiewu, bez bitu – wesoło podskakującą i smażącą się w promieniach syntezatorów. Z kolei w „Sub Surface” spada na nas elektryczny deszcz, a chropowatość brzmienia oraz trywialna tuba niskich tonów zniewolona zostaje przez niemalże słodkie nostalgiczne plamy, które rozświetlają i wygładzają tę brutalność Frankensteina, jak gdyby wschodzące słońce czy zapach polnego kwiatu. Do tego brzdękające klawisze i nie wiadomo co zrobić z tym eklektyzmem.
Zamykający album „Current Flow” jest skończoną smaczliwką, zwieńczeniem najnowszego dzieła Soublisa. Najpierw smyra rwanymi klawiszami z jednej strony, po czym wybrzmiewa przestrzennie mechanicznymi drganiami. Marsz głębokiego basu i poprzetykanych nim hatów każe się zastanawiać, czy aby na pewno artysta nie użył tutaj choćby najlżejszego uderzenia stopki. Metaliczne akordy brzęczą krótko i gasną nagle i zaczynają od nowa. Uważny słuchacz odnajdzie przyjemność w delikatnym gwiździe w tyle, kilku wysuwających się naprzód nutach i tak dalej. Skomplikowany w swych minimalnych środkach i przebiegle transowy „Current Flow” idealnie podsumowuje obszerną płytę artysty.
Korzenie muzyka sięgają głęboko Chain Reaction, na tej solidnej podstawie wyrosło potężne drzewo o wybujałej koronie, której gałęzie sięgają tu i ówdzie, czerpiąc słońca zewsząd, przy czym drzewo nie jest ani rosochate, ani rachityczne, lecz solidne i szlachetne. Fluxion wciąż oscyluje na krańcach brzmień. Najbardziej zaskakujące jest to, że potrafi połączyć niepasujące do siebie (jak się okazuje, tylko pozornie) dźwięki i sprawić, by swobodnie, ale zdecydowanie płynęły. Do tego potrzeba talentu.
Właściwie to ciągle nie mogę się zdecydować co do oceny „Constant Limber”, ale wiem, że Fluxion dostarcza nietypowych wrażeń, w które chcę się wgryzać i przeżywać od nowa.
MySpace
Resopal
Resopal Dub 01, 2009

Rozmawiamy z założycielem Few Quiet People

Powstania tego labelu nie mogliśmy na Nowejmuzyce nie odnotować. Few Quiet People to kilku znakomitych polskich artystów, od kilku lat usilnie promujących doskonałe, ambientowe brzmienia. W naszym serwisie przeczytacie naszą rozmowę z jednym z pomysłodawców całego projektu – Wojtkiem Krasowskim. www.fewquietpeople.com

Właśnie ukazuje się pierwsze wydawnictwo w katalogu labelu Few Quiet People, którego jesteś inicjatorem i założycielem. Mógłbyś powiedzieć, co skłoniło Ciebie do spróbowania swoich sił w „nowo-muzycznym biznesie”?

Wojtek Krasowski: Inicjatorem tak, założycielem już nie – raczej współzałożycielem, bo dziś FQP to trzy osoby: ja, Maciej Nejman (aka. Nejmano) oraz nasz muzyk/grafik Cezary Rudaś (aka in.) A co mnie skłoniło? Chyba nie znam odpowiedzi na to pytanie. Po prostu od dziecka interesowałem się sztuką, a ta fascynacja zaprowadziła mnie do tego miejsca, w którym się obcenie znajduję. Na pewno dużo mi także pomogła praca przy festiwalu Plateaux, czy wcześniejszy epizod w portalu Nowa Muzyka. Od pewnego czasu chodził mi po głowie taki pomysł, a po spotkaniu Maćka oraz Czarka projekt zaczął przybierać pewnych kształtów.

Biorąc pod uwagę sytuację panującą w naszym kraju, gdzie producentom muzycznym oraz animatorom eksperymentalnej elektroniki ciągle trudno jest zaistnieć w szerszej perspektywie, jestem ciekawy jak Ty sobie radzisz w takich realiach? Trudno było osiągnąć cel i otworzyć label?

Na pewno nie jest łatwo. Jak sam doskonale wiesz, ten kierunek sztuki nadal jest w naszym kraju anonimowy. Jeśli wypowiesz słowa „muzyka elektroniczna” to w dużej mierze pierwszym skojarzeniem będzie J. M. Jarre i to jest chyba największy problem. Czasy się zmieniły, pojęcie muzyka elektroniczna nabrało zupełnie nowych znaczeń. Właśnie w takim nowym znaczeniu porusza się FQP. Jeśli spojrzysz na polską scenę muzyki elektronicznej to poza Monotype, AudioTong oraz EMD, brak tu jakichkolwiek zabiegów. Na szczęście istnieje Unsound, Plateaux Festival czy Transvizualia, którym powoli udaje się przedostawać do ludzkiej świadomości poszerzając jej horyzonty.

Tomasz Bednarczyk & Nejmano

Początkowo katalog Few Quiet People będzie platformą internetową, net-labelem, ale później planujecie przejść na płyty CD. Nie lepiej jest jednak skupić się na wydawaniu płyt w sieci, chociażby ze względu na łatwiejszy dostęp do Waszej muzyki?

W pewnym sensie masz na pewno rację. Muzyka darmowa, pozbawiona jakichkolwiek bram dystrybucji, może się rozprzestrzeniać dwa razy szybciej od tej tradycyjnej formy. Jednak gdzieś tam głęboko nie godzimy się na zamknięcie muzyki w małym pliku MP3. Wydawnictwo wirtualne nigdy nie dorówna wydawnictwom fizycznym, gdzie oprócz muzyki dostajesz pudełko, książeczkę, zdjęcia – pełny, sfinalizowany projekt, bo płyta, to nie tylko jej zawartość – płyta to również cały jej background. Tak więc na początku będą to wydawnictwa wirtualne, ale z każdym kolejnym wydawnictwem, będziemy się starali dążyć do wydawania naszej muzyki na krążkach.

W ostatnim numerze Rity Baum ukazał się Twój wywiad z Carstenem Nicolaiem, skądinąd wiem, że jesteś zafascynowany estetyką Raster-Noton, jak również ideą funkcjonowania tego labelu. W jakim stopniu myśl o fuzji muzyki z artystyczną formułą wydawniczą jako jednorodnej całości jest wyznacznikiem dla Ciebie i funkcjonowania Few Quiet People?

Tak, zgadza się, Raster-Noton jest dla mnie fenomenem, jak i wielką inspiracją, ale nie jedyną. Raster-Noton, 12k, Line, Type, Ghostly czy Zymogen to labele od których możemy się tylko uczyć. Platforma artystyczna, na płaszczyźnie której ścierają się różne prądy, podporządkowane jakości z futurystyczną wizją, to punkt wyjścia dla FQP. Uważam, że R-N pozostanie niedoścignionym wzorcem na długie lata dla wszystkich na tym rynku. Tworząc Few Quiet People starałem się podzielić idee R-N, dlatego też do współpracy zaprosiłem młodych muzyków, fotografów oraz designerów z całego świata.

Nejmano

W podobnym stopniu inspiruje mnie australijski label ROOM40, znany w Polsce głównie dzięki Tomkowi Bednarczykowi. To chyba najbardziej otwarty label na eksperymenty w dzisiejszej muzyce. W katalogu R40 możemy odnaleźć całą masę ciekawych pozycji, jak choćby międzynarodowy projekt – Airport Symphony. Brak tu jakichkolwiek granic stylistycznych – jedynym warunkiem jest eksperyment z dźwiękami, a taka idea bardzo mi odpowiada. Interesuje mnie proces wymiany jaki zachodzi pomiędzy muzykami, a designerami. Stosunkowo dwa inne światy, łączące się w punkcie finalizacji projektu. Z połączenia tych wszystkich elementów powstaje dzieło spójne – mam nadzieję, że w FQP ten proces będzie miał miejsce (śmiech).

W niedalekiej przyszłości chciałbym także rozpocząć pracę z VJ-ami oraz myślę nad utworzeniem serii eventów – One Unquiet Performance. Istnieje cała masa ciekawych rozwiązań, które byśmy chcieli wprowadzić w życie, jednakże spora cześć tych projektów wymaga dofinansowania.

Porozmawiajmy o muzyce zaprezentowanej na kompilacji. 12 utworów utrzymanych w estetyce bliskiej Type Records czy 12k wytwórniom poruszającym się na styku minimal ambientu i elektroakustyki. Muzyka na kompilacji jest przestrzenna, bogata w trzaski i rozsiane mikrodrobiny a jej utwory tworzą spójną całość. Czy mieliście już gotowy pomysł na to jak powinna brzmieć ta płyta?

Bardzo sobie cenie wymienione wytwórnie i każde porównanie do nich mi schlebia. Przyznam Ci szczerze, że sam miło się zaskoczyłem. Ten album brzmi dosyć spójnie, choć to kompilacja. Naszym zamysłem było przedstawienie artystów związanych z FQP od jak najlepszej strony i cieszę się, że ten album to potwierdza. Spójność tych kompozycji nie jest zamierzonym efektem, to raczej wypadkowa tego, co mamy do zaoferowania.

Krypton

Był moment, gdy chciałem pójść w kierunku muzyki bardziej tanecznej, lecz Maciek (przyp. Nejmano) skutecznie wybił mi ten pomysł z głowy. Uwierz mi, że nie obyło się bez paru spięć podczas tworzenia FQP. Nie raz dochodziło do nieporozumień na linii Ja – Maciek – Czarek, ale były to raczej kreatywne dyskusje, aniżeli kłótnie. W końcu zdecydowaliśmy, że FQP będzie reprezentować przede wszystkim eksperyment w muzyce. W przyszłości być może pojawią się także wydawnictwa glitchowe, ale na chwilę obecną jest to raczej odległy plan.

Podejrzewam, że dla wielu osób korzystających z nowejmuzyki.pl, część artystów znajdujących się na kompilacji powinna być im znana. Tomasz Bednarczyk, Nejmano, Radek Kordasiewicz czy Krypton. To płyta w dużej mierze prezentująca polskich artystów. Czy tę kompilację można potraktować jako zapowiedź planów wydawniczych FQP i to planów zdominowanych przez Polaków?

W.K: Na płycie znajduje się 12 artystów, w tym 7 z Polski. Fakt, że wyżej wymienionych można już kojarzyć np.: Nejmano z zeszłorocznej edycji festiwalu Plateaux czy festiwalu Free Form. Ale na albumie pojawiają się także bliżej nieznani jak choćby Strangelet, który wystąpił na płycie Machinefabriek, Tom Hall, który nie tak dawno nagrał świetny album z Lawrencem Englishem, Tropajn, który miał okazję występować obok Byetonea i Bretschneidera w Pradze czy debiutujący iN. Teraz pojawi się lekki ból głowy związany z promocją tych albumów, bo każdy z nich na pewno zasługuję na uwagę i na osobny rozdział.

Radek Kordasiewicz

Ciekawym wydarzeniem na płycie jest duet Tomasza Bednarczyka z Nejmano. Po przesłuchaniu tego utworu od razu pomyślałem, że nie mogę się doczekać kolejnych. Jest szansa na ich dalszą współpracę?

Nie wiem czy jest to sekret czy też nie, ale Tomek wraz z Maćkiem planują nagrać wspólny album, którego premiera nie jest jeszcze bliżej znana. Zapewne najwcześniej będzie można ich zobaczyć razem podczas Plateaux Festival 2010

Czy planujecie w niedalekiej przyszłości zorganizować koncerty z udziałem artystów FQP? Kiedy będzie można Was zobaczyć i posłuchać?

Na pewno pojawi się cykl imprez, w których udział będą brać artyści zrzeszeni z naszym labelem. Póki co pracujemy nad planem wydawniczym. Niebawem pojawią się podcasty w różnych rozgłośniach, o czym będziemy informować na naszej stronie. Na żywo co jakiś czas gra Tropajn, Nejmano, a zagranicą Gustav Tutre oraz Strangelet. Zapraszam również na koncerty Tomasza Bednarczyka we Wrocławiu oraz Londynie. Wszelkie informacje na pewno znajdziesz na oficjalnej wirtynie FQP.

Wojtku, dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia Tobie i Few Quiet People.

Ja również dziękuję za poświęcony czas i uwagę. Cała przyjemność po mojej stronie.

Various Artists – Shir Khan presents Exploited


„Maximize!” – niemiecki producent Simon Spielberger rzucił dwa lata temu takie hasło, skupiając wokół siebie tych producentów i klubowiczów, którzy byli już znudzeni dominacją minimalu na elektronicznej scenie. Ponieważ jego wołanie o więcej melodii, więcej wokali, więcej czadu, zbiegło się z eksplozją mody na nu rave, zarówno didżejskie sety Spielbergera, występującego pod szyldem Shir Khan, jak również wydawnictwa jego wytwórni Exploited, zyskały sporą popularność. Wykorzystując możliwości Internetu, niemiecki producent serwował swym fanom co miesiąc nowy miks, z których najpopularniejsze ściągało po sto tysięcy osób. Pełno było go w klubach – od Berlina, gdzie prowadził cykl pod szyldem „Battery”, przez Londyn, Paryż i Barcelonę, po Kraków. Jego znakiem rozpoznawczym stały się szalenie eklektyczne sety, w którym mieszał ze sobą zarówno różne style, jak i konkretne nagrania.

Nie inaczej wypada pierwsza kompilacja Exploited, na której brak chyba tylko… minimalu. Osiemnaście utworów (zarówno wyjętych z winylowych dwunastocalówek, jak również specjalnie przygotowanych na tę składankę) ma niezwykle ekspresyjny charakter. Jest tu miejsce na różnorodne podkłady rytmiczne, chwytliwe melodie, przesterowane partie syntezatorów, dobrze czytelne sample, rozwrzeszczane wokalizy i szybkostrzelne rymy.

Źródeł tego typu muzyki trzeba szukać w produkcjach spod znaku francuskiego electro – i rzeczywiście silne echa twórczości Daft Punk czy Justice znajdujemy choćby w „A Little Something” i „Like A Prayer” Lorenza Rhode, gdzie w funkowy puls wwiercają się świdrujące riffy gitar i bulgoczące klawisze. Cofając się jeszcze dalej w przeszłość, znajdujemy kolejne źródła inspiracji klubowych maksymalistów – najpierw jest to rozedrgany rave upozowany na chicagowską modłę w „Breakfast” Le Le, a potem – plastikowy synth-pop, wpisujący klasyczne brzmienia wczesnego Depeche Mode w nowoczesne ozdobniki w „Femuscule” i „Testliebe” Siriusmo.

Artyści z Exploited są też gorącymi propagatorami fidget-house`u – najbardziej chyba eklektycznej odmiany gatunku. Przykładem może być tutaj „***” Mossa Eisleya Cantiny czy „Gipsy Kings” duetu Malente & Dex, w których taneczne bity o funkowym groovie łączą swingujące partie akordeonu i melodyjne wejścia jazzowych dęciaków z hipnotycznymi loopami. Do tej kategorii można też zaliczyć lekko zdubowany „Bollyhouse” projektu Minimow – tutaj główną rolę pełnią jednak sample etnicznych instrumentów, podszyte motorycznym podkładem rytmicznym.

Jeszcze gorętsze brzmienia znajdujemy w „Imperious Urge” duetu Adam Sky & Danny Williams. To siarczysty tribal o metalicznych perkusjonaliach, zatapiający rozbuchane trąbki w odgłosach elektronicznej dżungli. A stąd już krok do baile funku – otrzymujemy go w utworze „Balança” DJ Chernobyla. Dudniące bity sprzęgnięte z warczącymi basami niosą tu dziewczęcy piski, nad którymi góruje mocny rap w wykonaniu niejakiego Pragi. Podobnie brzmią zamieszczone w tej kolekcji grime`owe numery – „Bangkok” Malente & Dexa oraz „Sandman” Milanese – w których ciężkie bębny rytmicznie bombardują egzotyczne wokale i rymy. Świetnie odnajdują się w tym klimacie panowie z Modeselektora, serwując breakowy miks „Wow” z repertuaru Siriusmo.

Drugi krążek z zestawu przynosi autorski miks Sir Khana – jest w nim miejsce na produkcje firmowane szyldem Exploited, ale też utwory wykonawców z innych wytwórni, a pasujące do tej wielobarwnej całości.

Nie sposób odmówić niemieckiemu didżejowi fantazji i techniki, a jego podopiecznym – energii i pomysłowości. Słuchając tych nagrań ma się jednak narastającą świadomość ich jednorazowej przydatności. O ile bowiem w ogóle muzyka taneczna ma z założenia użytkowy charakter, to produkcje maksymalistów wydają się być napiętnowane tą cechą podwójnie. Kto będzie o nich pamiętał za rok czy dwa?

www.exploitedghetto.de

www.dj-shirkhan.de

www.myspace.com/djshirkhan
Exploited 2009

Kolejna gwiazda Free Form Festival!

Tym razem jest to belgijski zespół Vive la Fête, awangarda sceny electronicznej.

Zespół powstał dwanaście lat temu w Ghent, a w jego skład wchodzi Danny Mommens (gitara i wokal) i Els Pynoo (wokal). Ich twórczość można określić jako muzyka z pogranicza gatunku electroacustic oraz brzmień lat 80-tych inspirowanych nową falą, punkiem, electro-popem oraz klasyczną piosenką francuską. Do tej pory wydali 9 albumów.

Zasłynęli szerszej publiczności dzięki sympatii Karla Lagerfelda, który namówił ich do zagrania na żywo na pokazie mody.

Podczas koncertów słyną z niebywałej energii, dlatego tym bardziej cieszymy się, że zawitają do Polski.

Ceny biletów:
Jednodniowy 80 zł (do końca września)
Karnet dwudniowy 160 zł

Miejsce nabycia:
EMPiK, Eventim, Ticketpro, Shortcut Traffic-Club, eBilet, Kasy Teatralne CH Galeria Mokotów, sieci sklepów Media Markt i Saturn oraz za pośrednictwem Good Music Productions.

Poradnik Elektronicznego Snoba

Słuchaj dubstepu. Czytaj Glissando. Generalizuj. Prezentujemy czternaście krótkich porad jak być, by mieć i jak mieć, by być. Po pierwsze

Chwal się posiadaną kolekcją oryginalnych płyt CD i winyli. Zbiory poniżej 200 egzemplarzy nie są wysoko cenione, ale od czegoś trzeba zacząć. Płyty układaj alfabetycznie, a nie chronologicznie czy gatunkowo. Niech Landstrumm stoi na półce obok La Roux, zaś Boards Of Canada obok Behemotha.

Ponadto, regularnie zamieszczaj zdjęcia nowych nabytków na forach dyskusyjnych i w serwisach społecznościowych. Jeśli na twoim ulubionym forum nie ma takiego wątku, przetrzyj szlaki i załóż go osobiście, a w razie zastoju – wskrzeszaj nowymi fotkami, przynajmniej do momentu, gdy powstanie coś na kształt serwisu „nasza-płyta”.

Po drugie

Ważne jest też, na jakim sprzęcie słuchasz muzyki. Jeśli są to pliki mp3 z komputera, nie zadowalaj się niczym poniżej 320 kbps, a najlepiej zaopatruj się w same FLAC-i. To nieważne, że przeciętny zjadacz chleba nie słyszy dźwięków powyżej 20 kHz i nie odróżnia empetrójek skompresowanych do 224 kbps od tych okrojonych do 320.

Jeśli preferujesz odsłuch z płyt, zapomnij o radiomagnetofonie typu „jamnik”. To nic, że nie jesteś twórcą, a jedynie konsumentem – zainwestuj w monitory studyjne, złote kable i najdroższe (czyli najlepsze) końcówki mocy. W kategorii przenośnych odtwarzaczy istnieje tylko jeden słuszny wybór: iPod.

Po trzecie

Bywaj na wernisażach, festiwalach i wszystkich wydarzeniach, które mogą podnieść twoje notowania. Nie zapomnij zdać obszernej relacji na swoim blogu lub/i na twoim ulubionym forum, wypowiadając się nie tylko na temat muzyki, ale też poruszając kwestie prywatne w stylu: „Wypiłem trzynaście blantów, spaliłem dwa wiadra wódki, zrobiłem przewrót w przód i spotkałem Pysię_Lublin_37, której dołożyłem dwa złote do koszulki z Marią Peszek.”

Mówiąc krótko, przedstaw multum informacji, które nie obchodzą absolutnie nikogo oprócz ciebie i Pysi.

Po czwarte

Wychodząc do ludzi, nie zapominaj o wyglądzie. Jeśli chcesz wyglądać tak jak wszyscy, po prostu idź do H&M. Jeżeli chcesz wyglądać tak jak wszyscy, tylko że inaczej, odwiedź Croppa. Jeśli natomiast chcesz wyglądać wyjątkowo i niepowtarzalnie, idź do teatru i wypożycz smoking z obowiązkowym cylindrem i laseczką lub cokolwiek sprzed 1968 roku.

Jedno jest pewne: bez czapki-tirówki, arafatki i tony przypinek w każdym możliwym miejscu garderoby nie masz co się pojawiać wśród innych indywidualistów. Nie zapominaj też, że metroseksualizm jest w cenie, a prostokątne okulary w czarnych rogowych oprawkach nawet z parobka zrobią mózgowca.

Po piąte

Na ścianie swojego mieszkania wieszaj plakaty z festiwali i koncertów, na których byłeś. To podniesie twój prestiż. Oczywiście mowa tu tylko o imprezach ambitnych; jeśli masz plakaty z imprez houseowych, czym prędzej je spal, a zwęglone szczątki zakop w miejscu, gdzie budują supermarket i zalej betonem.

Po szóste

Słuchaj dubstepu. Nieistotne, czy ci się podoba, czy nie – to po prostu w dobrym tonie. Kiedy moda na dubstep przeminie, koniecznie załap się na „the next big thing” i utrzymuj, że dubstepu nigdy nie lubiłeś, bo skończył się na „Kill Em All”, a nowy trend znałeś dużo wcześniej niż inni.

Będziesz mógł wówczas powiedzieć: „Słuchałem FaltyDL zanim ten cokolwiek skomponował!” albo „Kiedy słuchałem Flying Lotusa, wy na chleb mówiliście jeszcze „wieszak”!”.

Po siódme

Z drugiej strony, można zaryzykować swoją towarzyską pozycję i próbować kontestować najmodniejszy obecnie trend w muzyce. Na taki radykalizm mogą sobie pozwolić jedynie snoby o dużym stażu, jak na przykład Hudson Mohawke, który stwierdził: „80% dubstepu to gówno”.

Po ósme

Czytaj specjalistyczną literaturę muzyczną, nawet jeśli nie rozumiesz połowy artykułów. Nie schodź poniżej poziomu „Glissando” i „The Wire”. Jeśli serwisy internetowe, to tylko „Pitchfork” i „Resident Advisor”.

O polskich dziennikarzach wypowiadaj się nieprzychylnie, podając za przykład Borysa Dejnarowicza lub/i Rafała Księżyka. To wystarczy.

Po dziewiąte

Znajdź sobie jakieś bóstwo. To może być pojedynczy artysta, zespół, a nawet cały dorobek wytwórni płytowej. Dobrym materiałem na muzycznego złotego cielca jest oficyna Raster Noton, której wydawnictw nikt nie rozumie, ale którymi wszyscy się podniecają.

Im więcej szumów, trzasków, świdrowania, hałasu i sztuki dla sztuki, tym lepiej. Jeśli wolisz spokojniejsze formy brzmieniowe, sięgnij choćby po Jacaszka – to prawdziwy geniusz i objawienie polskiej sceny muzycznej, a przy tym niezwykle skromny człowiek.

Po dziesiąte

Nie daj sobie wmówić, że co druga płyta techdubowa brzmi dokładnie tak samo, podobnie zresztą jak co druga ambientowa. Tak mówią tylko ci, którzy chcą wbić w dusze artystów i fanów szpilki. „To nie ludzie, to wilki!”.

Po jedenaste

Stosuj agresywną autopromocję. Spraw, żeby wszędzie było cię pełno. Wypowiadaj się na tematy, o których nie masz pojęcia, najlepiej w sposób zarówno kontrowersyjny, jak i kwiecisty językowo – najlepiej tak, żeby przekazu nie rozumiał nikt poza tobą. Zajmuj nieprzejednane, krytyczne stanowiska w każdej kwestii.

Tonem nie znoszącym sprzeciwu i niczym wytrawny znawca używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz, a także, jeśli zajdzie potrzeba, udawaj, że wiesz o czym mowa. Nieważne, czy znasz się na zastosowaniu ultradźwiękowych kleszczy do kruszenia pirytu – nikt nie zabroni ci wypowiedzieć się na temat jego szkodliwości dla dokarmiania kotów w piwnicach!

Po dwunaste

Uprawiaj niczym nieskrępowaną sofistykę, wdając się w długie, jałowe i bezowocne dyskusje, w których merytoryczne argumenty ustępują miejsca daleko idącym wnioskom na temat życia osobistego twojego rozmówcy i jego zdolności intelektualnych. Adwersarzy traktuj bez litości, w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak, podkreślając przy tym, że nie zależy ci na „osobistych wycieczkach”.

Dobrym pomysłem jest też zarzucanie innym własnych przywar: na psychologicznych zasadach wyparcia i projekcji zadziała to zarówno budująco dla twojego ego, jak i druzgocąco dla przeciwnika. Im więcej trollujesz, tym szybciej wygrasz polemikę.

Po trzynaste

Generalizuj ile wlezie, wrzucając do jednego worka Westbama i Clarka, bo obaj mieszkają w Berlinie, a poza tym „techno i wiocha”. Oczywiście przy każdej okazji podkreślaj swoją nieskończoną wręcz tolerancję i wyrozumiałość dla „wrażliwych inaczej”, dodając do każdej opinii obowiązkowe „IMHO”.

Przykład poprawnie politycznego zdania może wyglądać następująco: „IMHO jest to bardzo dobra płyta, ale IMHO artysta ów skończył się na poprzedniej płycie, która IMHO była jego szczytowym osiągnięciem. IMHO, rzecz jasna!”. Bez tego niepozornego skrótu twój rozmówca gotów pomyśleć, że mówisz w imieniu nie swoim, ale na przykład Chevyego Chasea. A on wygląda na kogoś, kto mógłby wytoczyć ci proces. Przecież koleś jest kompletnie spłukany…

Po czternaste

Na koniec pamiętaj – to ty zawsze masz rację, a inni po prostu się nie znają.

Rozdajemy płyty: CO – „Verge”

To drugi album Maćka Kujawskiego, występującego jako CO. Jego pierwszy krążek – „!COMOC” – spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, m.in. w brytyjskim The Wire. Pojawiły się opinie, że jest to prawdziwa, wartościowa alternatywa dla zwykłego hip hopu. Następnie powstały dwa wydawnictwa w formie albumów mp3 – „VOCVOCVOC” oraz „Kings Meal”. W międzyczasie CO wraz z Piotrkiem Połozem aka Deuce założyli zespół Cobula o punkowo-klubowo fristajlowym zacięciu, oprócz tego CO jako Sergio Oo Aaaa rozgrzał nie jeden polski parkiet swoimi setami, łączącymi klasyki hip hopu z mocną i szybką muzyką klubową.

2009 rok to powrót CO do deformowania hip hopu, czego efektem będzie wydany nakładem Qulturap album Verge — premiera 14 września.

Zobacz profil CO na MySpace

Sam autor mówi, że wszystkie teksty oparte są na faktach, na prawdziwych przeżyciach i emocjach. Album Verge jest historią, która miała miejsce w trakcie nagrywania pierwszej wersji płyty. „Opowiedzenie o tym stało się dla mnie obowiązkiem. Tu nawet nie chodzi o bycie szczerym, ale o wyrzucenie, pozbycie się tej dręczącej historii… chociaż w małej części” – mówi CO.

Wygraj płytę!

Każdy, kto do końca września prześle maila na adres konkurs@nowamuzyka.pl, weźmie udział w losowaniu jednego z czterech egzemplarzy krążka. Wystarczy w temacie maila wpisać hasło „Konkurs CO”, natomiast w treści – swoje dane i adres. Losowanie na początku października!

Do dzieła!

Kolejna ofiara wycieków nagrań

Po wpadkach w tej materii na koncie Yeah Yeah Yeahs, Mobyego, The Pains of Being Pure at Heart i wielu, wielu innych przyszedł czas na EPkę Massive Attack – „Splitting the Atom”. Oficjalna data premiery wydawnictwa to 5. października, ale podobnie jak w wyżej wymienionych przypadkach doszło do przecieku i nagrania są już dostępne w Sieci. Massive Attack wraz z wytwórnią starają się blokować pirackie linki, ale sytuacja uderzająco przypomina los płyty „Its Blitz!” formacji Yeah Yeah Yeahs (przypomnijmy – premiera została ze względu na taki obrót spraw przyspieszona) i ma znamiona przysłowiowej walki z wiatrakami.

Co można powiedzieć o sytuacji więcej? Massive zdają się być powoli pogodzeni z sytuacją, na szczęście dla grupy przeciek dotyczy zaledwie 2 utworów („Pray for Rain” i tytułowe „Splitting the Atom” były już znane wcześniej). Gorsza informacja dla grupy z Bristol to opinie tych, którzy z płytą się zapoznali – według portalu RateYourMusic średnia ocen EPki wynosi zaledwie 3,17/5,00. Dla porównania – album „Mezzanine” ma średnią 4,05, a „Blue Lines” 3,85.

My tymczasem, cierpliwie wyczekując pierwotnej daty, przypominamy kawałek „Pray for Rain”.

DJ Spooky odsłania kulisy nowej płyty

Spooky, który wsławił się wydaniem fantastycznej „Riddim Warfare” w 1998 roku, powraca i – jak się zapowiada – w doskonałej formie. Płyta będzie nosiła tytuł „The Secret Song” i jej premiera została zaplanowana na 6. października. Warto dodać, że tego samego dnia pojawią się też nowe albumy m. in. Air, Sufjana Stevensa, czy polskiego Dick4Dick, przebić się nie będzie więc łatwo. Spooky na swojej stronie internetowej zdradził parę informacji o krążku: „tak naprawdę ciężko nazwać to wydawnictwo albumem, to raczej manifest bycia w środku epoki sampli, współczesnego kolażu. To będzie płyta która balansując na granicy trip-hopu i elektroniki będzie głosem dotyczącym współczesnej ekonomii i filozofii życia związanej z momentem kryzysu – młodzi mają mniej pieniędzy, są bardziej zapracowani. To inspirująca sytuacja.”

Spooky zapowiedział, że jego płycie będzie bliżej do ostatnich wydawnictw Radiohead (a więc pojedynczych singli wydawanych przez Internet), czy Nine Inch Nails, niż do koncept albumów RJ2D, czy DJ Krusha.

Tiësto + Jónsi – czy to możliwe?

Światowa gwiazda muzyki trance oraz anielski głos gitarowej alternatywy? Czy taka współpraca ma szansę na powodzenie? Przez smakoszy muzyki elektronicznej uważany za producenta kiczu DJ Tiësto planuje wydać 20 października album, pt. „Kaleidoscope”, na którym obok wokalisty Sigur Rós – Jónsiego Birgissona, znajdą się między innymi Kele Okereke z zespołu Bloc Party, Emily Haines z indie rockowego Metric czy też popowa wokalistka Nelly Furtado.
Jakkolwiek tej ostatniej najbliżej do holenderskiego producenta, choćby ze względu na masowy odbiór granej przez obojga muzyki, tak udział Jónsiego jest zastanawiający. Nie gdybając na temat powodów współpracy zachęcam do posłuchania owoców kolaboracji i podzielenia się opinią.
Poniżej tytułowy, 7 i półminutowy utwór z nadchodzącego „Kaleidoscope”

Tiesto – Kaleidoscope by lucidpr

Underworld nagrywają z Eno. Jakie będą efekty?

Pionierzy tanecznej elektroniki pracują z pionierem ambientu. – To cud – otwarcie przyznają muzycy Underword. Czeka nas wydarzenie, czy wielka klapa? Brian Eno i Underworld siedzą obecnie w studio w Australii. O tym, że taka kolaboracja może mieć miejsce, pisałem na Nowejmuzyce już cztery lata temu. Potem pojawiła się informacja, że kawałki na swój ostatni album – „Oblivion With Bells” – panowie z Underworld wybierali przy konsultacji właśnie Briana Eno.

Jak podaje NME, na razie nie można powiedzieć, że w najbliższym czasie ukaże jakakolwiek płyta. – Nie myślimy o tym – mówią muzycy Underworld. – Ostatecznie przecież wypuszczanie albumu to teraz taki oldschool…

Muzycy planują natomiast regularną publikację 12-calowych singli. Pewnie i tak prędzej czy później skończy się na jakimś większym zbiorze tych kawałków.

Będzie dobrze, czy raczej czeka nas klapa? Ostatecznie obie strony mają za sobą albumy, delikatnie mówiąc, mało porywające. Underworld wspomniany „Oblivion With Bells”, natomiast Eno – jako producent – najnowszy krążek U2.

Tony Lionni wystąpi w Warszawie!

Artysta wystapi w klubie M25 31 października. Można śmiało stwierdzić, że jesień w warszawskim klubie będzie niezwykle gorąca! Tony Lionni, urodzony w Liverpoolu producent, bardzo długo czekał na swoje muzyczne 5 minut, eksperymentujący z dźwiękiem niemal od 20 lat, dopiero w ubiegłym roku zdecydował się przelać na nośnik pierwsze autorskie dźwieki. Systematyczny rozwój zunifikował z wpływami Techno, Deep Houseu i Tech Houseu co pozwoliło mu podnieść sporą ilość kurzu z obrośniętego już nieco gatunku. Bilety bedą dostępne już wkrótce, w cenie 25/30zł.

Przypomnijmy, ze w warszawskim klubie dwa tygodnie przez Tonym Lionnim wystąpi Marcel Dettman, a miesiąc póżniej Ben Klock!

Alland Byallo – Brick By Brick


Amerykańska scena elektroniczna z zachodniego wybrzeża przeżywała swe najlepsze lata podczas eksplozji mody na laptop-techno, kiedy rozwój współczesnej muzyki tanecznej wyznaczały nagrania takich artystów, jak Sutekh, Twerk, Kit Clayton czy Jake Mandell. Kiedy skończyły im się nowatorskie pomysły, w klubowym podziemiu San Francisco i Los Angeles nastąpiła stagnacja.

Jednym z pomysłów na jej przerwanie było powołanie do życia w 2006 roku projektu ElectrUS, który miał zainteresować tamtejszą sceną europejskich wydawców, promotorów i słuchaczy. Twórcą tej platformy był didżej i producent Alland Byallo, będący wówczas prawdziwą „instytucją” w lokalnym środowisku. Nie dość, że nagrywał i wydawał swe produkcje nakładem własnej firmy Nightlight, to prowadził cykl popularnych imprez pod szyldem „[KONTROL]” zapraszając do San Francisco i Los Angeles wszystkich ważniejszych wykonawców techno i house`u z Europy. Po opublikowaniu kilkudziesięciu nagrań w plikach MP3 i na winylowych dwunastocalówkach, Byallo postanowił wreszcie zaprezentować światu swój debiutancki album – „Brick By Brick”. Zgodnie z tytułem, dziesięć zamieszczonych na krążku nagrań, układa się w wielobarwny obraz inspiracji i dokonań amerykańskiego producenta.

Zaczyna się od stylowego deep house`u – Byallo sięga po łagodnie pulsujące bity oplecione masywnymi basami, które dyskretnie podrasowuje egzotycznymi congami. Na ten szkielet rytmiczny nanizuje nocne pasaże organicznych syntezatorów o detroitowym rodowodzie („Ring In The Dead”), rozjeżdżające się partie lekko skorodowanych klawiszy wywiedzione z nagrań dubowych mistrzów z Echospace („Borderline”), a nawet dodaje własne wokalizy – przypominające zmysłowy śpiew Barry`ego White`a („Rare Bird”). Wszystko to spowolnione, osadzone na hipnotycznym groovie, płynące własnym rytmem – czyli takie, jaki deep house być powinien.

Go to Beatport.com Get These Tracks Add This Player

Od utworu „Simpler Times” amerykański twórca skręca w stronę minimalu. Bity stają się bardziej jednostajne, wibrują, otoczone tribalowymi perkusjonaliami, klikają miarowo niczym w klasycznych nagraniach artystów z Perlona. Byallo zanurza je w gąszczu wąsko posiekanych sampli, układających się w metalicznie i szorstko brzmiące loopy. Również i tu nie brakuje głosu producenta – raz bliskiego niepokojącemu szeptowi (wspomniany „Simpler Times”), a kiedy indziej – soulowym zaśpiewom („Picture Heaven”).

Kolejny segment albumu dedykowany jest stylistyce tech-house. Byallo perfekcyjnie wyważa podkłady rytmiczne, by nie były ani za ciężkie, ani za lekkie, raz modelując je na tribalową („The Hello Track”), a kiedy indziej – dubową („Bebring”) modłę. W warstwie melodycznej robi się bardziej hałaśliwie: pobrzękujące i pohukujące loopy o sonicznym sznycie, tworzą przesterowany sound, w którym jednak znajduje się miejsce na rozjaśniające całość wokalne sample.

A na koniec – powrót do estetyki house, i to tej najbardziej oldskulowej. Bo oto najpierw rozbrzmiewa chicagowski „Recliner”, którego blaszanego brzmienia nie powstydziłby się sam Green Velvet, a potem pojawia się podrasowany na funkową modłę „Casual Sax” z jazzową partią saksofonu w wykonaniu Johna Justera.

Takie oblicze tanecznej elektroniki ze wschodniego wybrzeża przybliża ją do aktualnych trendów – zarówno tych amerykańskich, jak i europejskich. No i oczywiście odsłania producencki talent Allanda Byallo – twórcy klubowej muzyki o wyrafinowanym smaku i wyszukanej elegancji.

www.allandbyallo.com

www.myspace.com/alland

www.nightlight-music.com

www.myspace.com/mynightlightmusic
Nightlight 2009

Alec Empire jeszcze dwa razy!

Kto przegapił ubiegłoroczny koncert Aleca Empire i nie załapał się, gdy supportował on latem NIN, może jeszcze wybrać się do Gdyni. 25 października w gdyńskim Uchu artysta – uważany za jednego z bardziej niepokornych i bezkompromisowych propagatorów industrialnych brzmień – prawdopodobnie przedstawi nowe pomysły. Mistrz digital hardcore zmierza w stronę, jak sam mówi, „brzmienia nowego Berlina”, a jak wiemy, to miasto ma undergroundową elektronikę we krwi. Wystarczy posłuchać nowych kawałków z albumu „Shivers”.
myspace
Ucho

Szczegóły koncertu nie są jeszcze znane.
Nawiasem mówiąc – jeśli komuś październikowa niedziela byłaby wybitnie nie w smak, może nadrobić straty za rok.
Artysta potwierdził udział na gotyckim festiwalu Castle Party w 2010 roku.

Aardvarck z nowym krążkiem

Nowe wydawnictwo tego holenderskiego producenta ukaże się już 24 września! Krążek będzie nosił tajemniczy tytuł Titi i tak naprawdę będzie dopiero drugim prawdziwym albumem artysty. Find The Cow z roku 2002 był pierwszym, stanowiącym mieszankę Broken Beatu, Techno, Downtempo i Minimalu. Jednak nawet te niezwykle chłonne gatunki nie są w stanie idealnie scharakteryzować twórczości tego bezkompromisowego artysty, o uznanej marce zarówno na scenie undergroundowej jak i tej powyzszej.

Mike Kivits to producent, który skutecznie przystosowuje wszelkie konwenanse, adaptując je do realizacji własnego ego. A skutecznośc z jaką naturalnie chłonie współczesne wpływy pozwala mu utrzymywać idealną homeostazę między stylami, dzieki czemu twardo gniecie taflę komercyjności. Aardvarck przyzwyczaił już do swojego charakteru, który można zamknąć w twierdzeniu „no style”. Nowy krążek będzie kolejną niespodzianką w jego dyskografii.

Audision – Surface to Surface


Audision jest duetem muzyków, który na przestrzeni ośmiu lat wydał kilkanaście epek, najpierw w swoim własnym labelu Playmade, potem zaś za pośrednictwem rosyjskiego Between Us oraz japońskiego Mule Electronic. W 2002 roku Michael Mayer docenił już pierwszą epkę artystów, umieszczając utwór „Gamma Limit” na swoim didżejskim miksie nagranym dla Kompaktu, dzisiaj cenionym „Immer”. Znaleźli się także na kompilacji Françoisa K. „Frequencies”.
Ich debiutancki album najpierw miał się pojawić w barwach Mule Eletronic, jednak muzycy zdecydowali, że wydadzą go własnym sumptem w Andmusic (pozostała okładka graficznie odpowiadająca wydawnictwom Mule z charakterystyczną czcionką). Album duetu upływa pod znakiem prostych melodii, powielonych poprzez efekt echaTobias Schmid i Niko Tzoukmanis inspirują się dźwiękami Basic Channel oraz Detroit techno, ale nie stronią od minimal techno ani house’u, a na „Surface to Surface”, w różnych wariantach, najwięcej można usłyszeć syntetycznych melodii i długich szumiących padów, jakie wybrzmiewały na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, a które teraz w pewnej mierze skojarzą się z wydawnictwami labelu Italic, takimi jak „De Medici” Einmusik.
W otwierającym „FFM by Night” usłyszymy właśnie takie przestrzenne synthy, delikatnie rozpływające się w przestrzeni, do tego zagra melodia świetlistych klawiszy, przeciągły bas gdzieś w głębi oraz lekko plumkająca linia basowa. Dopiero w drugiej częsci utworu do gry wejdzie perkusja, przekształcając kawałek w swobodnie zaimprowizowane downtempo. Podobny nastrój panuje w „Prelude”, gdzie melodia odbija się echem, zaś nierówna stopka przyspiesza nieco rytm. W tym odnajdą się uwznioślające pady i kwaśnawe, bo o niewielkim stężeniu, klawisze.
Powoli rozgrzewający się „Beta Range” uderzy klubową energią, głębokim basem oraz akordami pokrewnymi produkcjom Chain Reaction. Natomiast następująca po nim „Aurora” zadźwięczy dzwonkami przywołującymi w pamięci „Tubular Bells” Mike’a Oldfielda, które wykorzystane były na ścieżce dźwiękowej do „Egzorcysty”. Rozwodzące się w temacie stringi przysłonią nieco trąby basu, po czym dołączy bit 4/4.
„Red Sky” pozostaje w obrębie surowszego techno, gdzie zagnieździły się drobne kapnięcia melodii, różnorakie dodatki perkusyjne, zaś wszystko otacza industrialny, przeciągły pad. „Phase Flow” jest bardzo podobny, lecz warstwa rytmiczna i bas skręcą na ścieżkę tech-house’u.
Po ambientowej przerwie („Interlude”) przychodzi czas na Detroit techno, które duet ożenił z electro w stylu Drexciyi – „Mind Journey” oraz „Industry Park”, gdzie w pierwszym z nich przełamana perkusyjna stopa natrafia na wyraziste, metaliczne haty, skwierczącą melodię i nawołujący w oddali głos, natomiast w drugim strzelający snare wyznaczy rytm, a synthy bardziej niż uprzednio zaszumią.
W ostatniej części płyty powrócimy do brzmień nadających się na parkiet. Żwawo pulsujący house z zapętlonym, cierpkim loopem to „Outside My Window” i „Forty One Spalding” z piłującą jak zwyczajną deskę równy takt skrzeczącą piłą, usłyszymy tu również udziwniony, elektroniczny flet, a całość zachęci do podrygiwania.
Album duetu Audision upływa pod znakiem prostych melodii, które najczęściej powielone poprzez efekt echa i towarzyszące temu stringi, mają zadanie wypełnić muzykę, dając jej przestrzeń i odpowiedni nastrój. Płyta jest ewidentnie podzielona na części różniące się nieco stylistycznie. Najpierw słyszymy downtempo, potem tech-house z wyraźnymi melodiami, techno znajdujące swe początki w Motor City oraz energiczniejszy na tym tle house. Ten sam pomysł, bardzo podobne środki służące do osiągnięcia tego celu (dubowo zabarwione klawisze, szemrające pady), daje jednorodne brzmienie w obrębie czerpania z różnych gatunków. Obywa się bez fajerwerków, skomplikowanej aranżacji ani udziwniania w postaci chaotycznych trzasków i innych odgłosów tła. Taka mniej więcej jest muzyka Audision.

MySpace
Andmusic
Fan.pl
Andmusic 015, 2009

Neil Landstrumm i Milanese w listopadzie w Polsce

Gwiazda ubiegłorocznego Festiwalu Nowa Muzyka – Neil Landstrumm – ponownie przyjeżdża do Polski. Artysta zagra w listopadzie w Poznaniu. Nie tylko on! Wszystko w ramach kolejnej edycji imprezy In Bass We Trust, która odbędzie się 28 listopada w poznańskim klubie Eskulap. Oprócz Landstrumma na scenie pojawi się również Milanese. A więc skład dokładnie taki, jak przed rokiem w Cieszynie.

Więcej informacji poznamy wkrótce. Póki co zobaczcie jak panowie grali podczas #3 FNM:

Mistrzowski Quartet

Poczwórnym(!) bisem oraz poczwórną(!) owacją na stojąco zakończył się sobotni koncert The Kronos Quartet w ramach wrocławskiego festiwalu Wratislavia Cantans. Brawurowe wykonanie utworów współczesnych kompozytorów, m.in. Glenna Branki, Johna Adamsa oraz Hanny Kulenty oraz programowe otwarcie na innowacje i eklektyzm po raz kolejny sprawiło, że muzyka prezentowana przez kwartet jednoczy fanów „współczechy”, głębokiej klasyki, jazzu oraz alternatywnych odmian muzyki rozrywkowej. Oczywiście nie zabrakło tematu przewodniego z filmu Darrena Aronofskyego „Requiem dla snu” oraz niespodzianki w postaci kronosowego coveru „Flugufrelsarinn” Sigur Ros. Czy ulegająca redefinicji, coraz częściej flirtująca ze współczesnością formuła Wratislavii to marketingowy znak czasów?
Przypomnijmy, że dla The Kronos Quartet komponowali najwybitniejsi współcześni kompozytorzy: Henryk Mikołaj Górecki, Philip Glass, Steve Reich, idol nowojorskiej sceny alternatywnej – John Zorn, oraz wirtuoz argentyńskiego tanga – Astor Piazolla.

Vladislav Delay – Tummaa


To już reguła, że co ambitniejsi twórcy nowoczesnej elektroniki, z czasem zaczynają poszerzać swoją twórczość o „żywe” granie. Tak było w przypadku Carla Craiga, Matthew Herberta, a teraz Sasu Ripattiego. Jego najnowszy album, firmowany pseudonimem Vladislav Delay, to zwieńczenie trwającej prawie dekadę podróży – od ambientu i dubu do elektroakustyki. Nie przypadkiem „Tummaa” ukazuje się w barwach wytworni Leaf – znanej z upodobań do neoklasycznych dźwięków.

Choć płytę firmuje tylko Delay, to właściwie odpowiada za nią trio, które oprócz fińskiego artysty tworzy znany brytyjski pianista i kompozytor Craig Armstrong oraz grający na klarnecie basowym i saksofonie sopranowym ceniony improwizator Lucio Capece. Sam Ripatti, oprócz tego, że zajął się produkcją całego materiału, gra na perkusji – tak jak w jazzowych zespołach, które tworzył przed rozpoczęciem przygody z elektroniką.

Pierwsza część albumu to niezwykle wymagające utwory – właściwie bliskie muzyce współczesnej, awangardowym eksperymentom zasłyszanym nie w klubach, ale w filharmoniach. Rozpoczynająca krążek „Melankolia” idealnie wpisuje się w ten nurt, łącząc rwane partie perkusjonaliów z natchnionymi akordami fortepianu. W podobnej konwencji utrzymany jest również utwór „Kuula (Kutos)”, rozpięty pomiędzy melancholijnymi pasażami Rhodesa a niepokojącymi dźwiękami klarnetu. Nieco bardziej przystępny charakter ma dopiero „Mustelmia” – to oparta na marszowym rytmie rozwibrowana psychodelia, w której przeciągłe solówki saksofonu podszywają drażniące wejścia bulgoczących syntezatorów.

Uspokojenie przynosi dopiero „Musta Planeetta” – najbliższa tradycyjnie pojętemu ambientowi. Oniryczne brzmienie nagrania tworzy płynny pochód klawiszy, podbity miarowym basem. Warstwa rytmiczna zostaje tu zredukowana prawie do minimum – dobiegających z tła chrzęstów i stuków. Dodatkowym czynnikiem tworzącym odrealniony nastrój kompozycji jest fortepian, jakby wywiedziony ze statycznych dokonań Erica Satie.

Centralnym momentem płyty okazuje się być „Toina” – coś, czego zupełnie byśmy się po Ripattim nie spodziewali. Podkład rytmiczny utworu stanowi bowiem industrialny pochód potężnych bitów – niczym w klasycznych nagraniach Laibacha. Przedzierając się przez zwichrowane kaskady zdeformowanych dźwięków klarnetu i saksofonu, narasta on z każdą minutą, eksplodując ostatecznie apokaliptyczną orgią hałasu. To jednak nie koniec nagrania – nieco mniej agresywny, ale równie mechanicznie wybijany rytm ciągnie je dalej, tocząc przed sobą mroczne tony, przypominające przesterowaną wiolonczelę.

Dwie kolejne kompozycje również flirtują z industrialem – ale w jego innej odmianie. Tytułowa „Tummaa” wprowadza medytacyjny nastrój, koncentrując się na wolno płynącym dronie, w które wplecione zostają nostalgiczne dźwięki fortepianu. Wszystko to podszywają metaliczne perkusjonalia, przywołując podobne w stylu nagrania niemieckich projektów Cranioclast czy Core sprzed dwóch dekad. Finałowy „Tunnelivisio” przynosi dalsze rozwinięcie tych wątków. Prawie pozbawiony rytmicznego podkładu, rozkłada się na toksyczną falę przesterowanego Rhodesa i miarowo kroczący pochód pochmurnego basu, który przewierca świdrujący loop. Pod koniec nagrania zgiełk milknie – pozostaje tylko strumień monochromatycznej elektroniki, zwieńczony kaskadą żrącego noise`u. To jakby wspomnienie surrealistycznych preparacji Nurse With Wound – przeniesione na teren muzyki współczesnej.

„Tummaa” to płyta konceptualna – a jako taka, wymaga nie tylko poświęcenia czasu na jej wysłuchanie, ale też pewnego wysiłku intelektualnego. W ten sposób nawiązuje do najlepszych tradycji awangardy – w najszerszym tego słowa znaczeniu. Włożona w obcowanie z nią energia, zwraca się bowiem w zaskakujący sposób, ofiarowując rzadkie wrażenie muzycznej transgresji, pokonania dźwiękowych ograniczeń, zarówno u jej autorów, jak i odbiorców.

www.theleaflabel.com

www.myspace.com/theleaflabel

www.vladislavdelay.com

www.myspace.com/vladislavdelaymusic

www.gusstaff.com
Leaf 2009

Czym jest Dutch?

Czy wiecie czym jest „Dutch” i kto stoi za tym projektem? Pseudonim Stoupe, the Enemy of Mankind, być może niewiele Wam mówi – powinniście jednak poznać tę ksywę, tym bardziej, że jej właściciel jest mastermindem ciekawie zapowiadającego się projektu trip-hopowego.
Stoupe – nacodzień jest producentem hip-hopowym i wraz z raperem Vinnie Pazem, tworzy grupę Jedi Mind Tricks.
Prócz działalności hip-hopowej, podjął się stworzenia projektu trip-hopowego. I to właśnie w Jego głowie zrodził się pomysł założenia Dutch.
Do współpracy zaprosił wokalistkę Liz Fullerton, a w produkcji wpierać go będzie Scott Stallone. Debiut grupy będzie nosił tytuł „A Bright Cold Day”, a utworem promującym to wydawnictwo jest „Just before the Rain” (do odsłuchu poniżej).
Zapowiada się więc istna, okraszona mocnymi bębnami i głębokim samplingiem, trip-hopowa uczta!