Wpisz i kliknij enter

BNNT is Jacek Sienkiewicz – Multiversion #5

Część piąta – finał.

Jak w każdym dobrym serialu zacząć powinniśmy od „previously on Multiversion”: Patrick Higgins, Michał Kupicz, Resina oraz Jerusalem in My Heart. Jeśli dotarliście do tej części to wiecie o co chodzi. Mogę już nabrać powietrza w płuca i ogłosić, że finał serii należeć będzie do Jacka Sienkiewicza. Nie jest to ruch nadzwyczaj odważny, ani być może najbardziej zaskakujący, ale z pewnością logiczny. Zwykle w serialach, bądź seriach, początek i rozwinięcie są dopracowane, ekscytujące, a koniec bywa sporny. Zaręczam, że tu tak nie jest. Mamy tu wszystko to, co sprawiało, że „Multiversions” jest wyjątkowym zjawiskiem.

Przedstawiać Jacka Sienkiewicza nie trzeba. Nim otrzymałem możliwość wysłuchania „piątki” głowiłem się nad kwestią, w którą stronę ona pójdzie. Czy dojdziemy do jakiegoś połączenia żelaznej rytmiki BNNT z techno? Albo może twórcy zabiorą nas w jakieś kosmiczne pejzaże? Nic z tego. Całość materiału jest w rękach jednego twórcy i z jego wizją przychodzi się skonfrontować. Mimo, iż futuryzm jest słyszalny w otwierającym „Muno”, to nie jest składnikiem dominującym. W tej roli obsadzona została eksperymentalna elektronika. Naprawdę trzeba porządnie wsłuchać się w muzykę Sienkiewicza, żeby docenić jej maestrię, a przede wszystkim głębię.

„Itis” zaczyna się od syntezatorowych planów, które łagodnie przechodzą w sferę muzyki techno. Pomimo natłoku ozdobników, wszystkie dźwięki są precyzyjnie rozplanowane i wyraźnie słyszalne. Sienkiewicz nie zasłania niczym szkieletów swych kompozycji. Jeśli decyduje się ukazać nam w formie wysoce eksperymentalnej („Ivre”) to potrafi zakończyć ją demolując partię fortepianu. Podziwiam sposób realizacji tego albumu i jego brak konfrontacyjnego tonu. Jak na mistrza struktur opartych na rytmie potrafi nieźle zadziałać w kwestii amorficzności. W „Ervi” rytm jest, ale raczej schowany. Wszelkiej maści szumy, odbijające się echa i pulsowanie stanowią tu o sile.

„Sitl” to ponad dwunastominutowa odyseja rytmiczna. Jedno tempo praktycznie towarzyszy nam od początku do końca, ale znużenia u siebie nie zaobserwowałem w trakcie słuchania. Wręcz przeciwnie. Wokół kiełkuje fascynujący świat dziwactw, lekkiego wariactwa, a nawet pomylonych lub paranoicznych (zależy od punktu widzenia) barw. Zamykający „Onum” kusi swą okazałością. Tak jak pisałem wyżej. Wybór Jacka Sienkiewicza na kończącego serię jest logiczną konsekwencją twórczą. Całość zaś oceniam bardzo dobrze. Zarówno poszczególne części, jak i układ końcowy serii, wypadają hucznie. Fanfary! Kurtyna.

Instant Classic | 2019
Bandcamp
FB
FB BNNT
FB Instant Classic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy