Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4

Część czwarta.

Zaczynam cierpieć na deficyt słów, które mogłyby posłużyć mi do opisywania kolejnych części zakrojonego na wielką skalę wydawnictwa ukazującego się pod wspólnym tytułem „Multiversion”. Dla tych, którzy czytają o tym po raz pierwszy, szybko napiszę, że chodzi o to, że zespół BNNT przekazał innym artystom możliwość współtworzenia wspólnego uniwersum na bazie ich albumu „Multiverse”. Inna sprawa, że część poprzednia, czyli trzecia, której sprawczynią główną jest Resina, była „gejmczendżerem” i swoją wielkością rzuciła cień na pozostałe części, w tym niniejszą również. Przed wysłuchaniem miałem z tego powodu pewne obawy, ale w efekcie okazały się bezpodstawne.

Za tę część odpowiedzialność wziął Jerusalem in My Heart (Radwan Ghazi Moumneh). Większość pozytywnych określeń wykorzystałem w poprzedniej recenzji, a przecież „Multiversion #4” nie odstaje za bardzo od części trzeciej. Idąc tropem podsuwanym przez wydawcę, rzekłbym, że oto wpadliśmy w kolejny wymiar, który mimo, iż jest podobny do poprzedniego, to jednak zasadniczo się wyróżnia. Na płycie ponownie możemy usłyszeć Daniela Szweda, Konrada Smoleńskiego i Matsa Gustafssona, ale pojawia się także Stine Janvin na wokalu (w swoim wydaniu). Cały kolektyw dokłada wszelkich starań, aby muzyka była dynamiczna, porywająca i hipnotyzująca. Dominują dłuższe formy o cięższym, mrocznym i miejscami agresywnym zabarwieniu.

Tego, że znajdujemy się we właściwym miejscu i czasie lub też we właściwej rzeczywistości możemy doświadczyć słuchając pierwszego utworu „١ an unknown violence”. Znana konfiguracja dron plus perkusja robią długie intro, które brutalnie przerywa ciężki saksofon, a dalej jest bardziej nieprzewidywalnie niż sądzicie. Niemal rockowo robi się w „٢ watch my gulf grow cold”. Klasyczne rozwiązania rytmiczne zostały poddane elektronicznej obróbce. Otwarcie albumu wypada olśniewająco i precyzyjnie. O lepszym trudno było marzyć. W dalszej kolejności twórcy przygotowali coś dla zwolenników zawiłych eksperymentów.

Zaczyna się od „٣ all i do is think about this country” i piekielnych zgrzytów, hałasów i sprzężeń. Doskonałość w łączeniu rytmu i rozgardiaszu elektronicznego ponownie wybrzmiewa w „٤ he brings a cloud of conditions with him”. Mniej więcej w tym miejscu płyty słuchacz zostaje wchłonięty do tego świata i będąc przeżuwanym czuje radość. Koniec przynosi kolejny eksperyment w postaci „٥ a known violence”, ale tym razem poprzeczka jest zawieszona wyżej niż dotychczas. W ten oto sposób dotarliśmy do końca części czwartej, która w mojej opinii nie ustępuje części trzeciej. Więcej, wydaje się, że oba wydawnictwa wzajemnie się uzupełniają, a już wszystkie razem tworzą fascynującą całość. Dodam, że to jeszcze nie koniec.

Instant Classic | 2019
Bandcamp
FB
FB BNNT
FB Instant Classic

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze