Wpisz i kliknij enter

Sudan Archives – Athena

Do diabła z dobrymi radami.

Powiedzieć, że gorączkowo wyczekiwałem albumowego debiutu Sudan Archives, nie byłoby dalekie od prawdy. Przy okazji opisywania debiutu Sampy The Great napomknąłem o tym albumie w kontekście weryfikacji własnych oczekiwań. Tym bardziej cieszę się, że już mogę odetchnąć i powiedzieć, że jest dobrze oraz pomimo niepotrzebnego słuchania się dobrych rad, o czym za chwilę, „Athena” spełniła moje oczekiwania. Brittney Parks ma na koncie wyróżniające się EP`ki „Sudan Archives” i „Sink”. Stanowiły dla niej możliwość szlifowania brzmienia i mieszania cyfrowych efektów z afrykańską muzyką. Ten album jest potwierdzeniem jej możliwości.

Przestawiła wajchę w stronę R&B, co słychać w, opartym głównie na skrzypcach, „Down On Me”. Wyśpiewuje słowa z pewnością siebie. Zresztą tytuł płyty, wraz z okładką, sugerują jasno, że kobieca siła jest tematem nadrzędnym. Swoje brzmienie wyszlifowała i dopracowała. Natrafić na nie można w choćby w „Glorious”, w którym pojawia się D-Eight i jest to gość niepotrzebny. Być może ktoś jej doradził, że dobrze by mieć rapera na płycie, ale do tej pory dobrze radziła sobie bez raperów, więc można się było bez niego obejść. „Limitless” również został również niepotrzebnie ułatwiony do odbioru. W gruncie rzeczy to tyle, jeśli chodzi listę rzeczy, do których chciałem się przyczepić. Także dobrze zapamiętać: do diabła z dobrymi radami.

Ogromnym plusem jest to, że Parks na początku nie rzuca w nas granatem, tylko pozwala się zadomowić w jej świecie. Spokojny, dość oszczędny, „Did You Know?” dobrze wprowadza w nastrój płyty. Chwilę później dostajemy okazały „Confessions”. Na tym utworze powinno skupić się uwagę, żeby docenić jego wartość. Rozbudowane intro, czyste partie skrzypiec, klaskanie, rozlane syntezatory no i ten sposób śpiewania. Tekst równie dobry: „I’m too unique to kneel”. Dalej płynnie przechodzimy w coś bardziej nastrojowego i skomplikowanego, czyli „Black Vivaldi Sonata”. O dojrzałości emocjonalnej, ale i muzycznej Sudan Archives świadczy „Coming Up”.

Najlepsze jest to, że pomiędzy utwory powtykała miniaturki, w których zuchwale bawi się i manipuluje dźwiękami („Ballet of the Unhatched Twins I” czy „House of Open Tuning II”). W środku płyty pojawiają się najważniejsze utwory. Najpierw „Green Eyes” utkany ze stylistyki lat 90., opowiada o rodzącym się uczuciu, a muzycznie będący zabawą w światło i cień. Później mój ulubiony „Iceland Moss”. Jakże ona dobrze kontroluje te wszystkie efekty: orkiestrowy rozmach, dreampop, R&B i zlepia je razem. Przy okazji kapitalnie panuje nad frazą. Sudan Archives udało się swój album odchudzić ze zbędnych ozdobników i niepotrzebnych piosenek. Utrzymując współczesny charakter muzyki nie zatraciła swojej wrażliwości i szczerości. Ona ma to coś, a my mamy świetną płytę.

Stones Throw | 2019
Bandcamp
FB
FB Stones Throw







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy