Wpisz i kliknij enter

Caribou – Suddenly

Co nagle, to po diable?

Może jednak nie, aż tak nagle jak sugeruje tytuł, bo przed premierą mieliśmy już możliwość zapoznać się z dwoma singlami, ale faktycznie od ostatniego wydawnictwa Caribou minęło pięć lat, a od albumu „Our Love” prawie sześć. Kanadyjczyk generalnie patrząc kontynuuje na swym siódmym longplay’u drogę wytyczoną na wspomnianym poprzedniku, więc znów mamy tutaj sporo śpiewanych falsetem przebojowych piosenek o zdecydowanie ładnych liniach melodycznych (,np. okadzone jazzowo, a przesiąknięte housem „Lime” czy pachnące francuską lekkością duetu Air „Magpie”).

Ciekawsze jednak są tu numery trochę „z innej bajki”. Takie „Home” na przykład zaskakuje poprzez odważne organizowanie perkusji i dość swobodne żonglowanie soulowymi samplami, przez co brzmi jakby wyszło spod rąk Kanye Westa – głównie dzięki partii wokalnej Snaitha nie jest może tak bezwzględnie oderwane od jego stylu. W „Sunny Time” zaś minimalistyczny początek wykreowany na przyjemnym patencie ze spitchowaną pętlą pianina spotyka się kontrastującą pętlę, z niesterylnie ciętego sampla z rapem, co w sumie tworzy dość odkrywczą miksturę. W „New Jade” ponownie słyszymy szybko pętloną partię z żeńskiego wokalu, co może kojarzyć się z twórczością Four Teta, ale zaraz potem wchodzą do gry bębny przeszczepione niemal z drill’n’bassu, co w kontekście wręcz popowej aury tej piosenki znów tworzy udane, niesztampowe połączenie.

Trzeba przyznać, że Caribou nawet jak ewidentnie przesładza utwór swoim falsetem jak, np. w „Like I Loved You”, to jednocześnie stara się to jednak zrównoważyć, np. oryginalną solówką gitarową zagraną przez Colina Fishera lub dysonansującym podkwaszeniem w innych partiach.

Zdecydowanie najwięcej kontrowersji w zestawie dwunastu kompozycji mogą budzić grubo ciosane „Ravi” (zbudowane na irytującym wokalu i hi-hatcie) oraz „Never Comes Back” (kojarzące mi się z „najtisowym” hitem „She Knows You” Dj Tonki). Co za tym idzie, „Suddenly” wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony trudno nie docenić niektórych pomysłów, sprawności producenckiej, ucha do melodii czy ugruntowanej umiejętności śpiewania, z drugiej niektóre fragmenty tego albumu faktycznie mogą być ciężkostrawne. Generalnie jednak nowego krążka twórcy „Swim” słucha się przyjemnie i co ważne chce się do niego wracać. Pomimo niekiedy zaskakującej różnorodności stylistycznej wypatrzonej w detalu, z poziomu makro całość nieźle trzyma się głównej, piosenkowej konwencji, a już na pewno ugruntowuje charakterystyczny styl Caribou.

28.02.2020 | Merge Records

https://www.facebook.com/caribouband/
https://soundcloud.com/caribouband







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Keto Blaze Xtreme
4 miesięcy temu

Awesome post.

Polecamy