Wpisz i kliknij enter

Urth – Shadow of the Torturer

Tydzień polskiej muzyki. Część druga.

Kontynuuję swój tydzień podyktowany płytami z muzyką polską. Moje wzmożenie patriotyczne znajduje swoje podstawy w pewnym projekcie ustawy, o którym pisałem w części pierwszej. Dziś proponuję muzykę drogi, którą sprezentowała nam Loża. Pamiętam moje wezwanie po ich debiucie (Studnia) o tym, żeby następna płyta przybrała postać dojmującej rozpaczy. Cieszę się, że mnie nie posłuchali i postanowili wydać album Kamila Wałęckiego, zwanego Urth, zatytułowany „Shadow of the Torturer”.

Nie oznacza to automatycznie, że dostaniemy album wypełniony po brzegi radością i dobrym samopoczuciem. Można liczyć na dotknięcie odległej żałoby albo etniczne wycieczki na Daleki lub Bliski Wschód. Całość utrzymana jest w tonacji niespiesznej, ambientowej z silnym pociągiem do melodii. Zwolennicy definicji niech jeszcze otrzymają wskazówkę, że penetrowane są raczej dolne rejestry, a album hołduje zasadzie zimnej fali. Tyle można wyczytać lub wysłuchać zaledwie po pierwszym kontakcie z płytą. Jednak najlepsze dzieje się przy wielokrotnym powtarzaniu tej czynności.

Urth prezentuje muzykę nocną, gdzie roztaczająca się wokół pustka jest istotnym instrumentem. Uchwycić ją można już w otwierającym utworze „Waters of Gyoll”. Zostajemy wprowadzeni w krąg tajemniczego obrzędu. Otoczeni zostajemy dźwiękami przeszywającymi, a w środku pali się ogień. Z zadumy wyrywa nas gitara wyraźnie odznaczająca się w „The Citadel”, która będzie za nami chodzić. Ciarki może się nie pojawią, ale poczucie lekkiego dyskomfortu jest gwarantowane. Utwór tytułowy przynosi zmiany w postaci transu. Kościelny charakter jest więcej niż ciekawy.

Najbardziej czytelny jest koniec. „Dorcas” to ambientowa przestrzeń z duchologicznymi wtrętami. „Botanical Gardens” jest zaraźliwie minimalistyczny, a „Old Urth” urzeka mnie w sposób szczególny swoim dalekim horyzontem. Poszczególne utwory nie mają w przypadku „Shadow of the Torturer” większego znaczenia. Liczy się całość. Zignorować nie sposób, zapomnienie nie wchodzi w grę, a wielobarwna opowieść o światach zapomnianych napawa goryczą, ale i spokojem połączonym z pogodzeniem się z rzeczywistością. Przynajmniej na mnie tak działa.

Loża | 2021
Bandcamp
FB
FB Loża







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Emil
Emil
7 miesięcy temu

Warto byłoby dodać, że płyta jest inspirowana książką Gene’a Wolfe’a pod tym samym tytułem, co w Polskim wydaniu brzmi „Cień Kata”. Sama nazwa Urth, to nazwa planety, na której toczy się akcja powieści.

Polecamy