Wpisz i kliknij enter

Podsumowanie roku 2023 – Ania Pietrzak

Dziewięć ulubionych płyt z 2023 r.

„Dla Izraelitów 9 było symbolem przeczucia, odrodzenia, duchowości i podróży. W mitologii greckiej uchodziła za liczbę rytualną – dziewięć dni trwały misteria eleuzyńskie na cześć bogini ziemi – Demeter; u Homera w orszaku Apollina występowało dziewięć muz. Hezjod utrzymywał, że aby dostać się do nieba, trzeba wędrować dziewięć dni i dziewięć nocy. Za najdoskonalszy wiek, jaki mógł osiągnąć człowiek uważano 81 lat – iloczyn dwóch dziewiątek. W chrześcijaństwie dziewięć dni trwa nowenna. Dziewięć jest chórów anielskich, a grzesznicy wchodzą do piekła przez dziewięć bram: trzy spiżowe, trzy kamienne i trzy żelazne. W islamie dziewięć otworów jakie ma ciało ludzkie jest uważane za symbol kontaktu człowieka ze światem zewnętrznym, muzułmański sznur modlitewny subha ma 99 paciorków, a Allah występuje w Koranie pod 99 imionami. W kulturze Japonii dziewiątka jest liczbą przynoszącą szczęście i długie życie. (…) Dziewięć to także liczba ukończonych symfonii skomponowanych przez Ludwiga van Beethovena i Antonína Dvořáka, a szczytowe osiągnięcia kompozytorów w tym zakresie to odpowiednio IX symfonia d-moll op. 125 i IX symfonia e-moll „Z Nowego Świata” [źródło]

Wyjaśnienie wyboru dokładnie dziewięciu płyt z zeszłego roku, oznaczonych subiektywną etykietką „the best of”, pozostaje niezmienne od kilku lat, a jako że powoli zbliża się koniec stycznia, rzutem na taśmę dzielę się moimi ulubionymi albumami z minionego 2023 – kolejność przypadkowa!

Wanderwelle – All Hands Bury The Cliffs At Sea

Wytwórnia: Important Records, Massachusetts, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

Aphex Twin lata temu, a dziś to właśnie holenderski duet Wanderwelle jest dla mnie absolutnym mistrzem (mistrzami!) w umiejętności rozbrojenia melancholii dźwiękiem. Pochodzący z Amsterdamu Phil van Dulm i Alexander Bartels, nakładem amerykańskiej oficyny Important Records, wydali w 2023 r. swój szósty studyjny album, zatytułowany „All Hands Bury The Cliffs At Sea”. W koncepcie Artystów ma on zwrócić uwagę na zmiany klimatu i negatywne skutki, które wywołują one przede wszystkim dla środowiska morskiego. Rzeczywiście dźwięki organów, dominujących brzmienie albumu, są przejmujące i budzą trwogę. Dla mnie jednak – w sumie podobnie jak trzy wcześniejsze płyty Wanderwelle tj. nagrana wespół z Bandhagens Musikförening – „Victory Over The Sun” (2019), „A State Of Decrepitude” (2020) i „Black Clouds Above The Bows” (2022, także nakładem Important Records) – album ten był w 2023 r. regularnym powodem, żeby pobyć w samotności i zwyczajnie wypłakać się od tego wszystkiego, co sprawia, że życie, w całym swoim pięknie, jest jednak nieuchronnym cierpieniem. Nie jest to więc łatwa płyta, ale jednocześnie – bez cienia wątpliwości – jest wyjątkowa i stanowi pozycję obowiązkową dla wrażliwców.

Various Artists – 10

Wytwórnia: Music From Memory, Holandia

Składanka zatytułowana po prostu „10”, która miała stanowić specjalne, jubileuszowe wydawnictwo z okazji dziesięciolecia działalności holenderskiego labelu Music From Memory, zbiegła się w czasie z tragiczną śmiercią Jamiego Tillera, jednego z założycieli i właścicieli oficyny. Zdarzenie to sprawiło, że kompilacja zapisuje się w dyskografii wytwórni jako ostatni z albumów, nad którym zespół MFM pracował w oryginalnym składzie, zamykając symbolicznie pierwsze dziesięć lat funkcjonowania labelu, w czasie którego wydał on nagrania m.in. takich artystów jak The Zenmenn, Jonny Nash, Terekke, Gigi Masin, Suso Saiz czy Kuniyuki Takahashi. I to m. in. ich niepublikowane utwory (ale też wielu innych!) znalazły się na trackliście „10” – albumu o niesamowicie pozytywnej energii, radości, unoszącego, kołyszącego i cudownie relaksującego. Przemiła płyta, nie tylko na 2023 rok 🙂

nthng – There Is A Place For Me

Wytwórnia: Transatlantic, Niemcy

Przepiękny (kolejny!) album Jurriaana Terpstra aka nthng stanowi genialne połączenie ambientu, techno i trance’u, od tzw. anielskich amen-brejków przez brzmienia wyraźnie nawiązujące do złotych czasów Giegling i kultowych nagrań Traumprinza, samplowane klubowe śrubokręty, aż do głębokiego, atmosferycznego deep techno. Bezapelacyjne 10/10 i płyta, która – obok nagrań Vrila – daje mi wciąż nadzieję, że można jeszcze tworzyć coś ciekawego w techno, ambiencie jak i miksie obu tych stylistyk. Oby to trwało! Wow, wow, wow, sprawdźcie koniecznie!

Full Bloom – Time Zone

Wytwórnia: Ilian Tape, Niemcy

Płyta odkryta przez przypadek (no dobra, przyznaję, przez okładkę ;)), jedno z ostatnich wydawnictw niemieckiej Ilian Tape prowadzonej przez Braci Zenker – album pt. „Time Zone” autorstwa kolektywu Full Bloom, to niespecjalnie moje rewiry – ot eksperymentalny, mocno perkusyjny hip hop, z jednej strony jazzujący, z drugiej jakoś tam ocierający się o elektronikę, co i raz przerywany wokalami i luźnymi wstawkami w stylu jam sessions. A jednak na finiszu 2023 płyta ta dała mi sporo dobrej energii i pozytywnych myśli. I – po raz kolejny! – znak, że nie wszystko złoto, co się świeci, a najlepsze, „najulubieńsze” nagrania można odkryć zupełnie przez przypadek. A, no i że warto mieć otwartą głowę także na inne gatunki niż techno, ambient czy deep house, bo może się okazać, że nawet i jakiś lekki „jazzik” (ygh!) może całkiem dobrze zaskoczyć. Szczególnie, gdy nie słucha się go na codzień 🙂

.VRIL – Animist

Wytwórnia: Delsin, Holandia

OFICJALNIE: Najlepsza klubowa płyta techno AD 2023! Mniej „oficjalnie”: miałam o niej napisać, bo o takich płytach powinno się pisać na NM. Kajam się więc, bo nie napisałam. Pojechałam do Berlina i przepadłam. Próbowałam napisać, ale wszystko co mogłabym i chciałam napisać już potem, było zbyt osobiste, zbyt subiektywne, a nie obiektywne, jak na recenzję przystało. I teraz też nie wiem co napisać poza tym, że .VRIL to dla mnie zdecydowanie najciekawszy obecnie działający producent techno, a „Animist” to płyta, którą trzeba znać: przejechać się gdzieś, gdzie będzie profesjonalny soundsystem i przetańczyć, ale tak naprawdę na maksa, np. żeby osiągnąć rekord kroków w apce w komórce, jeśli się ją ma. Ja nie mam, ale taka prawda, „Animist” to klubowa petarda, do której – co tu dużo pisać – przepada się w tańcu. A takie wspomnienia – sorry za szczerość – są znacznie istotniejsze niż lektury. Także sprawdźcie, szczególnie, że .VRIL gra dużo, więc złapać go gdzieś – bliżej bądź dalej, to naprawdę nie będzie kłopot. W końcu muzyka jest po to, by jej słuchać. Opisywanie – to dodatek, uzupełnienie. Posłuchajcie więc sami i zgódźcie się ze mną: „Animist” to najlepsza klubowa płyta ubiegłego roku, a .VRIL jest niezwykle utalentowanym producentem techno. That’s it.

Rainforest Spiritual Enslavement – Killer Whale Atmospheres

Wytówrnia: Hospital Productions, Nowy York, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

Przyznam się, że jednym z moich kilku niezrealizowanych marzeń, był wyjazd blisko 15 lat temu na Alaskę, celem patroszenia ryb i cieszenia się ciszą, spokojem i zimnem, przy okazji słonego zarobku. Ponoć z uwagi na zimno mało kto chce tam jeździć, a że znajomi z pracy, to w znacznej części tzw. ex-cons, którzy nie odnaleźli się w społeczeństwie po powrocie z odsiadki, lub kompletni szaleńcy, względnie życiowi kamikaze (do których ówcześnie ewidentnie musiałam się zaliczać, skoro rozważałam to na poważnie), to i stawki za roczny pobyt i grzebanie w zwłokach ryb, są wprost proporcjonalnie atrakcyjne do – nazwijmy to – specyficznych warunków pracy. Wyznam też, poniekąd ad hoc, że kiedyś wyszłam z setu Prurienta na Salonach Ambientu Up To Date Festivalu, bo myślałam że mi głowa pęknie od dronowego piłowania i zwymiotuję od wybitnie męczących wizualizacji. Te dwa mało interesujące fakty łącza się w moim muzycznym podsumowaniu 2023 w tenże sposób, że oto we wrześniu ubiegłego roku ukazała się kolejna fenomenalna płyta Dominicka Fernowa wydana pod jego innym pseudonimem, który szczerze uwielbiam – jako Rainforest Spiritual Enslavement. Album nosi tytuł „Killer Whale Atmospheres” i brzmi dla mnie dokładnie jak to marzenie o Alasce sprzed lat: mroczny, ale zarazem melodyjny, jest tu miarowe i głębokie techno ale przykryte wielką powierzchnią ambientowego lodu, który nie daje się zdominować nawet na chwilę. Silne, mroźne a przy tym melancholijne i hipnotyzujące brzmienia stanowią opowieść o płetwalach, Alasce, bliznach, lodzie i mroku. Przepiękny album. Zresztą jak zawsze gdy Fernow tworzy jako Rainforest Spritual Enslavement. No a ja miałam szansę na spokojnie wrócić do dziwnego marzenia sprzed 15 lat.

Dorisburg & Sebastian Mullaert – That Who Remembers

Wytwórnia: Spazio Disponibile, Włochy

Wspólną płytę Dorisburga i Sebastiana Mullaerta zat. „That Who Remembers” okryłam nieco po dacie jej oryginalnej premiery i już wtedy było za późno aby ją kupić w ogólnodostępnym obrocie. Nie dziwię się – to kojące ambient-techno do przyjemnych odsłuchów w domu. Do odpoczynku, relaksu, ładowania baterii. Najwyraźniej wszyscy tego potrzebujemy. Ja na pewno, bo była to jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt w 2023. A ukazała się w jego połowie!

Voices From The Lake – Voices From The Lake Lake (2023 Reissue)

Wytwórnia: Spazio Disponibile, Włochy

Kolejna płyta, którą zaliczam do mojego osobistego „best of 2023”, to również wydawnictwo włoskiej Spazio Disponibile, ale tym razem jest to reedycja – no ale jaka! Panie i Panowie: po ponad 10 latach od daty premiery (2012), na rynku ukazała się reedycja albumu włoskiego duetu Voices From The Lake, tworzonego przez Donato Dozzy’ego i Neela, o dokładnie takim samym tytule. O tej płycie, z właściwą sobie estymą, pisał – idealnie 12 lat temu (sic! co za przypadek!) – Paweł Gzyl (link do recenzji Pawła – tutaj). Ja z kolei przypominałam o tej płycie w styczniu ubiegłego roku, kiedy na Nowamuzyka.pl opublikowaliśmy tekst z okazji 20-lecia serwisu – „20 lat Nowamuzyka.pl. Oto nasze ulubione płyty” (link). Wspominałam wtedy, że liczę, że w końcu ukaże się jej reedycja. Jako kolekcjonerce winyli, wydawało mi się to po prostu niedorzeczne, że taki album – tak dobry, ba wyśmienity, stanowiący kanon ambient-techno, jeśli nie najlepszą płytę tej stylistyki, przez tyle lat nie doczekał się wznowienia, które przypominałoby o niej wszystkim tym, którzy nie zdążyli jej kupić w czasie premiery, jak i młodszym fanom ambient-techno, którzy nie zdecydowali się zaopatrzyć w oryginał później, kiedy to osiągnął już dość słoną cenkę na Discogsie. No i wreszcie stało się, w 2023 r. ukazała się reedycja „Voices From The Lake” i to nie byle jaka – podstawowa wersja to 140-gramowy zestaw 3 winyli, na które trafiły wszystkie utwory z oryginalnej wersji CD albumu (dla przypomnienia, na pierwotnej wersji winylowej były one okrojone względem CD), a wersja deluxe to specjalnie przygotowany na tę okazje box, z dodatkowym bajerem w postaci foto-książki. Ta kolekcjonerska wersja już się wyprzedała, ale w obiegu wciąż można zdobyć podstawową. Puryści sprzętowi twierdzą, że ponoć master oryginału był lepszy, ale litości – to tak jakby patrząc na cud powiedzieć jest mi za gorąco lub za zimno. Mówimy o wybitnym klasyku, płycie której ocena to 11/10 i którą dostajemy teraz w pełnej wersji, zgodnej z oryginałem z CD sprzed 11 lat i będziemy się spierać o rzekomo gorszy master? Nie, nie, nie. Mamy wyczekiwany powrót dzieła także proszę schować głęboko do kieszeni gramofońską małostkowość. Dziękuję, good luck & good night!

Toki Fuko – Spirit Medicine

Wytwórnia: Astral Industries, Wielka Brytania

Do mojej ulubionej 9-tki za 2023 roku tradycyjnie musiało trafić coś z londyńskiej Astral Industries. I jak zawsze podkreślam – nie dzieje się to „dla zasady”, a dlatego, że Astral jest jedną z najlepszych ambientowych wytwórni i właściwie każde z ich wydawnictw trzyma poziom, dorównujący poprzednim. W 2023 roku taką płytą okazała się dla mnie „Spirit Medicine”, ponad czterdziestominutowa ambientowa opowieść rosyjskiego producenta Toki Fuko, znanego wcześniej głównie z nagrań w nurcie deep & hypnotic techno. Na „Spirit Medicine” możemy odkryć spokojniejszą, medytacyjną aurę Rosjanina, który na płycie podzielonej na dwie części, zatytułowane po prostu Part I i Part II, zabiera nas w początkowo relaksująca podróż, która potem, za sprawą orientalnych, nieco spirytualistycznych elementów, staje się bardziej kontemplacyjną i melancholijną. Elementem wspólnym obu części są dialogi wsamplowane w melodie przygotowane przez Toki Fuko. I mimo, że ten zabieg przy tworzeniu ambientu nie jest przecież niczym nowym, to jednak za każdym razem nowość stanowi wybór dialogu do tła utworu. Czy nie zdominuje on muzyki? Czy będzie adekwatny w swej treści do charakteru brzmienia? Czy będzie współgrał uzupełniając melodykę w harmonijny ale jednocześnie dyskretny sposób? Moim zdaniem Toki Fuko udało się to osiągnąć, szczególnie w kontekście części II „Spirit Medicine”. Nie zdradzam jednak więcej, polecam za to wybrać miłe miejsce, jakieś odosobnione „drzewo”, jak podpowiada okładka, wrzucić słuchawki na uszy i zatopić się w tej mistycznej muzycznej opowieści.

***







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
FashionNikol
21 dni temu

Podsumowanie roku według Ani Pietrzak to prawdziwa dawka inspiracji! Zainspirowałaś mnie do planowania i realizacji noworocznych celów.

Polecamy