John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.

Kaos Protokoll – Everyone Nowhere
Łukasz Komła:

Było pytanie, jest odpowiedź!  

We Will Fail – Dancing
Jarek Szczęsny:

Wywrotka przed metą.



Archive for Listopad, 2018

Jurek Przezdziecki – Biscuit Symphony


Ciekawe, jak radzą sobie z jego nazwiskiem zachodni właściciele klubów i wytwórni? Warszawski producent nie zdecydował się bowiem na bardziej przyjazny zagranicznym odbiorcom pseudonim i od swej pierwszej EP-ki wydanej dla niemieckiej wytwórni Whirlpoolsex Germany w 2007 roku twardo publikuje kolejne wydawnictwa pod własnym nazwiskiem. Do dzisiaj ma ich na swym koncie aż dziewięć – wydanych głównie przez zachodnie tłocznie, od Boshke Beats po Cocoon. Konkretną popularność przyniosła wydana przez Living Recordings cyfrowa płyta „Grotesque Song”, która trafiła do setów Laurenta Garniera czy Joeya Beltrama. Potem było już tylko lepiej. Przezdziecki zaczął didżejować w Europie, obu Amerykach, a nawet w Australii i Japonii, szlifując swój styl, który z EP-ki na EP-kę stawał się coraz bardziej wyrazisty. Podsumowaniem tego okresu jest debiutancki album warszawskiego producenta, wydany przez rezydującą w Lipsku wytwórnię Definition.

Pierwsze nagrania zaskakują oryginalnym brzmieniem. „My Left Side Is Yours” pulsuje co prawda głębokim bitem techno, ale osiadające na nim pląsające akordy klawiszy mają zdecydowanie IDM-owe brzmienie i niosą ze sobą dalekie tchnienie chopinowskiej nostalgii. Podobnie wypada „Sic Et Non”, choć tym razem wyraziste uderzenia klawiszy przywołują bardziej orientalną melodię, wpisaną w lekko dubowy kontekst całości.

Tytułowe „Biscuit Symphony” otwiera zdecydowanie taneczny segment płyty – Przezdziecki przechodzi tu swobodnie od chicagowskiego house`u o mechanicznie wystukiwanej rytmice do dynamicznego tech-house`u wypełnionego podniosłymi i sążnistymi pasażami syntezatorów w stylu lat 80. („Keys United” i szczególnie „Lender Pitfully”). Najciekawszą kompozycją w tym stylu wydaje się być epicka „Relationship Sunblocked”, w której stosując symfoniczne wręcz dźwięki syntezatorów podszyte świdrującymi loopami, warszawski producent uzyskuje intensywność najlepszych nagrań Technasii. Ciekawie brzmi również „Ech Och Time”, dokumentująca, że Przezdziecki potrafi z powodzeniem wykorzystać wokalne sample do skręcenia prawdziwie przebojowego killera o klubowym przeznaczeniu.

Zupełnie inną odsłonę twórczości warszawiaka przynosi „Vera Vitalia”. To oszczędne techno zainspirowane klasycznymi dokonaniami Roberta Hooda. O ile jednak detroitowy mistrz zatrzymuje się w aranżacji swej muzyki na minimalowym poziomie, o tyle Przezdziecki pozwala sobie na więcej swobody, serwując w swym utworze atonalną partię przesterowanych syntezatorów.

Cieplejszy powiew jamajskiej bryzy przynosi natomiast „Slope Arabesca”. Głęboki rytm o dubowej proweniencji przykrywa tutaj miarowo pulsująca fala gęstych klawiszy – a wszystko to zostaje zanurzone w onirycznym pasażu tworzącym wyciszone tło kompozycji.

A na finał – bez wątpienia najodważniejsze nagranie z zestawu. „The Fifth Piece Of Me” to hipnotyczny house podszyty plemienną wibracją, na tle której dokonuje się synteza klawiszowych pląsów w stylu wczesnego Briana Eno z egzotycznymi brzmieniami wywiedzionymi z etnicznych eksperymentów Jona Hassella. Po prostu cacko!

„Biscuit Symphony” stanowi świetne otwarcie się Przezdzieckiego na formułę albumu. Jest na tej płycie sporo w pełni dojrzałej muzyki, choć momentami klubowa funkcjonalność wydaje się przesłaniać jej brzmieniową oryginalność. Wraz z tym krążkiem warszawski producent dołącza jednak do krajowej czołówki twórców nowej elektroniki, tworzonej przez Jacka Sienkiewicza, Marcina Czubalę i duet Catz N`Dogz, która z powodzeniem odnosi spore sukcesy na Zachodzie.

www.definition-records.de

www.myspace.com/bryzant

www.jurekprzezdziecki.net

www.myspace.com/jurekp
Definition 2011

Wygraj bilet na koncert Aranis!

10 pojedynczych wejściówek do wygrania w naszym konkursie.
Koncert Aranis, w ramach Asymmetry Festival, odbędzie się w Katedrze św. Marii Magdaleny we Wrocławiu 2 maja o godzinie 19:00.

Pierwsze 10 osób, które w dniu 1 maja o godzinie 18:00 wyśle maila na adres: kamil.downarowicz@infomuzyka.pl, otrzyma pojedyncze zaproszenie na imprezę. (proszę zatytułować maila „Asymmetry 2011” i podać swoje imię i nazwisko)

Aranis jest belgijską grupą, oscylującą w klimatach rocka progresywnego i muzyki neoklasycznej. Zespół tworzy głębokie, poruszające utwory, o wyraźnie filmowym charakterze. Ich kompozycje przywodzą na myśl dokonania Michaela Nymana, Sigur Rós czy Johna Zorna. Podczas koncertów budują niezwykłą, magiczną atmosferę.

Grupa zdobyła kilka prestiżowych nagród m.in. „Gouden Vleugels” („Złote Skrzydła”) w 2007 roku, w kategorii nagroda publiczności.

SKŁAD:
Liesbeth Lambrecht (skrzypce)
Marjolein Cools (akordeon)
Stijn Denys (gitara)
Jana Arns (flet poprzeczny)
Joris Vanvickenroye (kontrabas i kompozycja)
DYSKOGRAFIA:
Aranis (2010)
Songs from mirage (2009)
Aranis (2007)
Aranis (2005)

Rainbow Arabia – Boys And Diamonds

Po trzech latach od wejścia na scenę wykręconego małżeństwa Państwa Preston, nadszedł w końcu czas na ich pierwszy, długogrający album. Tiffany i Danny pochodzą z Kalifornii i występują jako Rainbow Arabia. Ich muzyka to fuzja tanecznej elektroniki z elementami dźwięków inspirowanych nie tylko światem arabskim. Nie ma gwarancji, że podróżując z Prestonami na drugi koniec tęczy znajdziecie legendarny garniec złota, na pewno jednak choć przez chwilę poczujecie się jak w amazońskiej dżungli, zatańczycie pustynny taniec z Tuaregami albo poznacie brzmienie indonezyjskiego gamelanu. To wszystko w zupełnie niezobowiązującej, klubowej atmosferze. Pieprz i wanilia w wydaniu disco.

Album rozpoczyna tytułowy kawałek „Boys and diamonds” – idealna zapowiedź tego, co będzie się działo przez najbliższe 41 minut. Kolejnym numerem jest singlowy „Without You” i chociaż Tiffany śpiewa wszystkie piosenki na wyrównanym poziomie, tutaj jej głos nieco mnie irytuje. Z pewnością nie jest to wokal, który mógłby zaśpiewać hymn narodowy przed olimpijskim występem reprezentacji – jednak zupełnie nie o to w muzyce Rainbow Arabia chodzi. Amerykańska para świetnie bawi się dźwiękami tworząc przyjemną wiązankę multikulturowych melodii. Warto dodać, że płyta brzmi o wiele bardziej pozytywnie od tego, co wcześniej prezentował nam duet. Wystarczy, że obejrzycie teledysk do kawałka Omar K z epki „Kabukimono” a zaraz potem odtworzycie choćby numer 6 z albumu – „Jungle Bear”. To zupełnie tak, jakby wejść wprost z zatłoczonej ulicy w wielkim, nieznanym mieście do centrum spa albo wypić szklankę mleka po przypadkowym rozgryzieniu papryczki chilli. Jak już wspomniałam „Boys and diamonds” jest dość wyrównaną płytą. Gdybym musiała wybierać z niej mój numer jeden, mógłby to być „Sayer”. Może dlatego, że jest w nim więcej wokaliz – nie trzeba zapamiętywać tekstu a melodia sama wchodzi do głowy i krąży w niej przez najbliższe kilka dni.
Ciekawe, czy szalone dźwięki Rainbow Arabia przypadną Wam do gustu. Pozycja w sam raz dla tych, którzy chcieliby podkręcić temperaturę podczas majówki spędzanej w strefie klimatu umiarkowanego. Nuta egzotyki gwarantowana.

http://www.kompakt.fm/artists/rainbow_arabia
Kompakt, 2011

Zapowiedź tegorocznego Boogie Brain

Pod koniec kwietnia w szczecińskim klubie City Hall odbędzie się pierwsza impreza zwiastująca nadejście tegorocznej, czwartej edycji międzynarodowego festiwalu muzycznego „Boogie Brain”.

  • 30.04 – Boogie Brain Presents: Sorry, Music Only
  • Miejsce: City Hall, ul. 3 Maja 18
  • Wejście: free (panie do godziny 22:00), 10 zł (panie po godzinie 22:00), 15 zł (panowie)

Gwoździem programu klubowej imprezy „Boogie Brain Presents: Sorry, Music Only” będzie występ szczecińskiego duetu Heads & Tails. Panowie – ukrywający się pod pseudonimami Fetch Fudge i Dubadub – od kilku lat rozwijają swoją wspólną, muzyczną pasję zarażając ją mieszkańców polskich (Trójmiasto, Warszawa), jak i zagranicznych miast (Berlin).

Oprócz tego projektu jako „gość specjalny” wystąpi przedstawiciel klubowej sceny z Berlina – Mitch. Mówi się o nim, iż jest to człowiek, który wręcz oddycha muzyką, a w szczególności brzmieniami amerykańskich dźwięków deep house. Oprócz DJskiej profesji (na którą składa się kolekcja 250 tysięcy płyt winylowych), Mitch to również właściciel Melting Point – jednego z najważniejszych obecnie sklepów z muzyką w stolicy Niemiec. Co roku w okresie letnim można go zobaczyć podczas festiwalu Melt!.

Oprócz nich podczas „Boogie Brain Presents – Sorry, Music Only” wystąpi Mario Kotta – uznany szczeciński DJ – współtwórca Family Groove – DJskiego kolektywu znanego w całej Polsce.

Various Artists – In The City


Pięć lat działalności to dobra okazja do podsumowania – nic więc dziwnego, że Ali i Basti z duetu Tiefschwarz właśnie teraz postanowili opublikować pierwszą kompilację swej berlińskiej wytwórni Souvenir Music. Przynosi ona dwa krążki – pierwszy, zawierający trzynaście nowych nagrań z jej katalogu oraz drugi, wypełniony autorskim miksem braci Schwarz, w którym znalazło się miejsce dla większości z najważniejszych wydawnictw tłoczni.

Podobnie jak sami Tiefchwarz, również ich wytwórnia reaguje dosyć szybko na zmiany w muzycznych modach na klubowej scenie. Ponieważ dzisiaj najlepiej sprzedaje się deep house, pierwsza połowa krążka wypełniona jest takim właśnie graniem. Powiedzmy sobie jednak szczerze – to najsłabszy segment zestawu. Zaczyna Santé z wokalnym udziałem Meggy (jeszcze całkiem przyzwoity „Rescue Me”), by potem odstąpić miejsca Nico i Re.You (sięgnięcie po tribalowe ozdobniki i oldskulowe techniki samplingowe w „Wicked Games” i „Dance” niewiele tu pomaga), a w finale pozwolić dojść do głosu Ahmetowi Sismanowi i projektowi Rampa (irytująco wtórne „You Better” i „Wrong”). Tak naprawdę w tym segmencie warto zwrócić jedynie uwagę na nagranie samego Tiefschwarz – bo „Stuck In My Head” z udzialem Jaw zgrabnie łączy minimalową produkcję z deep-house`owym groovem i latynoskimi dodatkami.

Znacznie lepiej radzą sobie producenci z Souvenir Music z motorycznym tech-house`m. Nic dziwnego – wszak to typowo europejska muzyka, nie wymagająca „czarnego” feelingu. Holenderski producent ukrywający się pod pseudonimem ONNO startuje z energetycznym „Jazzem”, a dobrą passę podtrzymuje jego kanadyjski kolega – Maher Daniel z utworem „Schoneline 25”. Obaj artyści stawiają na gęste brzmienie, w którym słychać wyraźne reminiscencje o dubowym charakterze.

Duet Sebbo & Dennis Goekdag uderza z kolei bardziej bezpośrednio – jego „Transistor Tango” z powodzeniem powojuje na klubowych parkietach tego lata. No i na finał pomysłowe wspomnienie słynnego przeboju „Plastic Dreams” autorstwa Jaydee z 1992 roku – hipnotyczny „Mood Night” Amira z dźwięczną partią organów Hammonda.

Najlepszym nagraniem z płyty jest jednak zupełnie inna kompozycja – to umieszczony zaraz na wstępie „Demon” w wykonaniu niemieckiego duetu Ruede Hagelstein & Naneci. Młodzi producenci sięgając po głęboki puls techno uzupełniają go żrącym tłem o niepokojącym nastroju, wpisując weń wysamplowany dialog z jakiegoś horroru (może ktoś rozpozna?). Niby nic specjalnego – ale daje kopa.

Bonusowy miks Tiefschwarz również podnosi ocenę całej kompilacji – Ali i Basti wiedzą, jak zagrać, żeby porwać ludzi do tańca. Mając do dyspozycji cały katalog Souvenir Music wybrali z niego najlepsze numery – od „Worlds Keep Turning” Psychonauts w remiksie Audiofly, przez „Flipflop Crash” Ziggy`ego Kindera, po „What I Fake” Phonique w wersji Sleeper Thiefa. Nie zabrakło tutaj również ich własnych utworów – choćby wysmakowanego „I Can`t Resist” z udziałem Dave`a Aju czy „Babel” w remiksie Reboota.

Jeśli można by dać jakąś radem szefom Souvenir Music, to z pewnością trzeba by im zasugerować skoncentrowanie się na tym, co do tej pory wychodziło im najlepiej – wyważonym techno i house`ie o przebojowej melodyce. Eksperymenty z „czarnymi” brzmieniami mogą sobie darować raz na zawsze.

www.souvenir-music.com

www.myspace.com/souvenirberlin
Souvenir Music 2011

Crippled Black Phoenix w Polsce

Już niebawem brytyjska formacja zagra w Polsce trzy koncerty – 9 maja w warszawskiej Progresji, 10 maja w poznańskiej Meskalinie, a 11 maja w krakowskim klubie Pod Jaszczurami. W ciągu siedmiu lat działalności narosło wokół niej wiele nieporozumień. A to przede wszystkim dlatego, że w przeszłości przez jej skład przewinęło się wiele muzycznych znakomitości, choćby Dominic Aitchison z Mogwai czy Geoff Barrow z Portishead. Jedno jest pewne – założycielem i liderem grupy jest gitarzysta Justin Greaves. Pod jego wodzą zespół nagrał do tej pory cztery płyty: „A Love of Shared Disasters” (2006), „200 Tons of Bad Luck” (2009), “The Resurrectionists/Night Raider” (2009) oraz “I, Vigilante” (2010).

Znajdujące się na nich nagrania to eksperymentalny rock, łączący wpływy ambientu, freak folku, doom metalu i prog-rocka. Obecnie w skład formacji wchodzi siedmioro muzyków: Justin Greaves, Joe Volk, Charlotte Nichols, Karl Demata, Chris Heilmann, Merijn Royaards i Daisy Chapman.

Nowe wydawnictwo Gathaspara

Nasz ulubiony młody twórca polskiej elektroniki proponuje pięć premierowych nagrań na cyfrowej EP-ce „Hurry Up Pony!” wydanej przez szwajcarską wytwórnię Numbolic. Po spenetrowaniu mrocznych i gęstych obszarów post-techno na ubiegłorocznym albumie „Artificial Respiration”, producent zwraca się w stronę masywnego dub techno. W tym stylu utrzymane są cztery utwory – „Hurry Up Pony!”, „Kidnapped Baloon”, „We Have Nothing” i „Saving Is Sexy”. Głębokie pulsacje bitu i basów uzupełniają tutaj z jednej strony chmurne pasaże ambientowych syntezatorów, a z drugiej – industrialne szumy i zgrzyty oraz tajemnicze szepty, głosy i wokale. Piąte nagranie – „Valley” – to wycieczka w stronę klimatów etno o bardziej przestrzennym brzmieniu.

Oryginalne wersje utworów Gathaspara uzupełniają remiksy zaprzyjaźnionych producentów, takich jak Dualism, Hidenobu Ito, Kaster Cordalis, Grau i Storlon. Co ciekawe – wydobywają one z muzyki warszawskiego artysty jeszcze więcej mroku, choć balansują między przemysłowym techno a plemiennym housem.

W calości mozna posłuchać nagrań pod linkiem:

www.soundcloud.com/numbolic/sets/gathaspar-hurry-up-pony

Nowa muzyka Gathaspara idealnie wpisuje się w kontekst nowego techno, którego podwaliny stworzyli producenci z Berghain, a któremu wizyjny rozmach nadali w tym roku Tommy Four Seven, Lucy czy Sandwell District. Czy to oznacza, że wśród polskich artystów Gathaspar jest dziś bardziej progresywnym twórcą niż weterani w rodzaju Jacka Sienkiewicza czy Marcina Czubali?

The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – From The Stairwell


Do kolejnych poszukiwań form i treści nowego jazzu międzynarodowy skład TKDE skłoniło to co zwykle, czyli filmy. Podkreślają, że powstali z pasji tworzenia nowej muzyki dla swoich ulubionych filmów, starych i zapomnianych, utrzymanych w niejednoznaczności surrealizmu. Poza tym, zawsze na celu mieli nastrój. Tworzyli go w sposób unikatowy – z instrumentów klasycznego jazzu i wkrętów elektroniki, a nawet z fascynacji doom metalem. Wynika z tego namacalne studium mroku i niepokoju, gładzone wokalem i cieplejszymi nutami. Teraz, na trzecim albumie, serwują jego osiem części.

Bezpośrednim odniesieniem – jak wskazuje tytuł – jest klatka schodowa, w tym ujęciu symbolizująca nieskończoność, tajemnicę, rytuał wejścia w inny świat. To ona prowadzi do celu, czyli innych pomieszczeń. Każdy utwór przedstawia inny pokój, a w praktyce oddzielny mikrokosmos dźwięków, pełen dramaturgii i zwrotów.

Odznacza się on typowym i unikatowym dla TKDE ciągłym mieszaniem i mutacjami perkusji, chóralnych i kobiecych wokali, ambientu, całego instrumentarium harf, klarnetów, saksofonów i trąbek, rozmytych w przestrzeni. Z perspektywy całego albumu wyraźnie zaznacza się ten migotliwy ton.

Ciekawe, że łatka mroku przepisywana przez recenzentów zakrywa obecną i współgrającą z nią czułość i instrumentalną wrażliwość. Paradoks, ale brzmieniowo przepiękny. The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble coraz wyraźniej z tego mroku wychodzi (przenosząc go na kompozycje ich bliźniaczego projektu, The Mount Fuji Doomjazz Corporation, którego płyta „Anthropomorphic” również ukazała się w tym roku). W pierwszym albumie dominował. W drugim był przełamywany utworami jak „Embers” czy „Seneca”. Teraz w większości utworów, czy to za pomocą wokali Charlotte Cegarry („White Eyes”) czy łagodnie jazzującego pianina i dęciaków („All is One”, „Cellador”), często bliżej do jasności, choć nigdy nie do końca („Past Midnight”). Bo tak naprawdę nic tu nie jest ostateczne i skończone, to co spotkamy w danym pokoju jest tajemnicą.

Kolekcjonerskie wydanie albumu to arcydzieło – każdy utwór/pokój ma dołączoną grafikę, utrzymaną w stylu filmowego plakatu, która utwierdza w przekonaniu, że do czynienia mamy z grupą ludzi wyjątkowo natchnionych, nienasyconych i wciąż poszukujących.

O ile wszystkie dzieła można uznać za przełomowe – każde dawało nowe spojrzenie nie tylko na jazz, ale i całą sztukę, bo ograniczenie do muzyki TKDE to jawna ignorancja – „From The Stairwell” podtrzymuje dobrą passę, muzyką gęstą i treściwą jak gorzka czekolada, nie zostawiając miejsca na niedosyt.
Denovali, 2011

Younger Brother – Vaccine


Po wydaniu dwóch pierwszych płyt oczekiwania wszystkich fanów Younger Brother co do kolejnego albumu były wielkie, świadczyć mogło o tym to, iż to właśnie dzięki nim „Vaccine” miał powstać. Za pomocą serwisu pledgemusic.com zespół zebrał od fanów ponad sto procent kwoty jaką potrzebowali do wydania płyty.


Pierwsza płyta duetu Vaughan i Posford czyli „Flock of Bleeps” wydana w 2003r. to naturalne nawiązanie do projektów Shpongle, Hallucinogen czy Prometheus, czysty sound wytwórni Twisted Records. Druga płyta „Last Days of Gravity” z roku 2007 lekko zaczyna odbiegać od stylistyki psy-trance’owej jednak spokojnie można ją umieścić w tej szufladzie. Natomiast tegoroczny materiał „Vaccine” można określić jako indie-gitarowo-słodkowokalny rock z elementami elektroniki, co dla fana Younger Brother może być lekkim (dużym?) szokiem. Z drugiej strony wydana jeszcze w 2010 roku ep-ka „Night Lead Me Astray” – zawierająca dwa kawałki, które znalazły się na „Vaccine” – mogła sugerować w którą stronę chcą iść Posford i Vaughan wspierani przez wokalistę Ruu Campbella. Oczywiście możemy usłyszeć charakterystyczne dla Younger Brother lekko kwaśne dźwięki, jednak patrząc całościowo giną one w gąszczu dźwięków gitar, perkusji i przede wszystkim wokali. Taki skok gatunkowy najprawdopodobniej spowodowany jest powrotem Simona Posforda do lat młodzieńczych, kiedy chłonął takich klasyków rocka jak Pink Floyd czy The Cure.
Cały album zawiera dziewięć utworów z czego „Night Lead Me Astray” i „Pound a Rythm” ukazały się na wcześniej wspominanej epce. „Vaccine” można pochwalić za tracki „Shine”, „Pound a Rythm”, a przede wszystkim za niesamowity „Train”, na którym członkowie zespołu pokazują cały swój muzyczny kunszt. Jednak czy „Train” swoją wielkością może przykryć cały niedosyt jaki czujemy wraz z przesłuchaniem najnowszego dzieła Posforda i spółki? Zdecydowanie nie, „Vaccine” to porażka z punktu widzenia fana, który przesiąknięty jest stylem Twister Records, chciałoby się rzec „nie idźcie tą drogą panie Posford”. Całkowicie inaczej może być gdy do płyty podejdzie ktoś absolutnie nieznający dotychczasowych dokonań Younger Brother, nie spodziewając się zupełnie niczego otrzyma bardzo dobrze wyprodukowaną płytę w stylistyce słodkowokalnego rocka.


Twisted Records 2011

FaltyDL – You Stand Uncertain


Mimo że tytuł albumu mówi coś zupełnie innego to wydaję mi się, że Drew Lustman jest pewny siebie jak nigdy dotąd. I nie chodzi mi o wywiad-rzekę jakiego udzielił blogowi Blackdown. Wydaje się, że ma dużo lepsza kontrolę nad strategią budowania utworów, dzięki czemu nie poddaje się już pojedynczym inspiracjom kontrolującym kompozycje od początku do końca. W przypadku ‘Love is Liability” numery nieustannie opierały się na szalonej perkusyjnej ekwilibrystyce. Teraz jest bardziej różnorodnie, zarówno pod względem emocjonalności utworów jak i ich stylistycznego zaangażowania. Różnice między obydwoma wydawnictwami dodatkowo odzwierciedlają ich okładki.

„You Stand Uncertain” to nie smutne historie opowiedziane przez faceta o złamanym sercu. Album ten ma raczej znamiona konceptualnej przygody z perspektywy mężczyzny rozliczonego z przeszłością. Dlatego „You Stand Uncertain” to pełnoprawny longplay, a nie tylko zlepek utworów stanowiących wypadkową rozmaitych gatunków muzycznych. Efekt? Ciężko tak naprawdę zdecydować się, który utwór się wyróżnia, a który nie.

Najmniej wątpliwości przysparza „Brazil” w którym subtelna, delikatna melodia (mająca w sobie coś z ulicznych bluesowych jamów) antagonizowana jest przez garageowe tempo, typowe dla produkcji FaltyDL. Co do Lilly McKenzie to jej głos nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Bardziej cenię sobie intuicję Drew Lustmanna w przyporządkowywaniu wokalnych sampli do znanych sobie szablonów i zależności. Przykłady? „Play With My Heart” czy „Lucky Luciano”- utwór, który charakteryzuje również szalona jungle’owa melodia (odgłosy małp nie dziwią) przywodząca na myśl dokonania Richarda D. Jamesa.

„You Stand Uncertain” pokazuje, że Drew Lustman to niezwykle utalentowany producent, wyciągający z różnych dźwiękowych stylistyk interesujące go struktury niczym Kubuś Puchatek miód z dzbanka. Tyle tylko, że w tym działaniu wydaje się dużo bardziej ostrożny i zdyscyplinowany. Nawet wtedy, gdy jego kompozycje płynnie przechodzą od dubstepu, R&B, jazz aż po ambient.

Kiedyś otagowałbym produkcje Falty Dl jako podobne do twórczości Ikoniki, produkującej to samo od dwóch lat czy Zomby’ego tworzącego po 40 kawałków na dobę. A teraz? Idealnie wyważone akcenty pomiędzy dwiema twarzami muzyki elektronicznej – pragnienie (umysł) i taniec (ciało), powodują, że numery doskonale sprawdzają się zarówno w domu na kanapie, jak i na imprezie do białego rana. Przed Drew Lustmanem wielka przyszłość, porównywana do karier Aphex Twina czy μ-Ziq i wiecie co? Jest to nawet bardziej niż pewne.

Planet-Mu 2011

iamamiwhoami

Czyli przykład na świetnie przeprowadzoną kampanię wirusową. Historia tego projektu sięga grudnia 2009 roku, kiedy to powstał jego kanał w serwisie YouTube. Wkrótce pojawiło się na nim kilka osobliwych filmików. Ich tytuły i treść była niezwykle enigmatyczna i wzbudziła zainteresowanie, wśród osób, które się na nie natknęły. W końcu pojawił się pierwszy pełnoprawny teledysk do utworu „b”, a po nim kolejne układające się w słowo „b-o-u-n-t-y”. Surrealistyczny i mroczny klimat filmików przywodzi na myśl twórczość Davida Lyncha. Zaś główna bohaterka teledysków z charakterystycznymi nienaturalnymi rzęsami wzbudziła najwięcej kontrowersji. Spekulowano na temat jej tożsamości. Wśród typów pojawiały się Fever Ray, Björk czy nawet Christina Aguilera. Koniec końców internauci ujawnili prawdziwą tożsamość artystki. Jest to szwedzka piosenkarka Jonna Lee.

Mimo całego szumu w sieci muzyka prezentowana przez iamamwhoami broni się sama nie potrzebując wokół siebie atmosfery tajemnicy. Oprócz singli zilustrowanych wspomnianymi teledyskami w zeszłym roku ukazał się również w postaci cyfrowej album „In concert”, będący jak sama nazwa wskazuje zapisem występu na żywo. Jeśli by porównywać iamamiwhoami do innych muzyków to na myśl na pewno przychodzą Bat For Lashes czy Fever Ray. Kompozycje utrzymane w stylistyce electropopu raz zaaranżowane są bardziej lirycznie, a czasem bardziej tanecznie, jednak w każdym przypadku słucha ich się z równą przyjemnością.
Projekt w styczniu tego roku uhonorowano szwedzką nagrodą Grammi w kategorii „innowacja roku”.

Trailer albumu The Prodigy – Worlds On Fire

Na stronie The Prodigy pojawił się oficjalny trailer do filmu-albumu „Worlds On Fire”, który wydany zostanie 23 maja. „Worlds On Fire” to koncertowy album kultowej grupy The Prodigy, nagrany został podczas festiwalu Warriors Dance w Milton Keynes Bowl w lipcu ubiegłego roku.

Dźwiękiem zajął się sam Liam Howlett dzięki któremu będziemy mogli poczuć się jak na prawdziwym koncercie. Cały film wyreżyserowany jest przez dokumentalistę Paula Dugdalea, ale czynny udział przy tworzeniu mieli także członkowie grupy.

Wydawnictwo zawierać będzie największe hity The Prodigy m.in. „Out Of Space”, „Breathe” czy „Voodoo People”, dodatkowo wszyscy fani dostaną unikatowe materiały z koncertów zespołu, które odbywały się na całym świecie, od Brazylii, przez USA, aż po Japonię.

Całość ukazać się ma na CD/DVD/Blu-Ray już 23 maja.

Do tych, do których nie dotarła jeszcze ta wiadomość: The Prodigy wystąpią 6 sierpnia o godzinie 22:50 na Przystanku Woodstock, będzie to finał trwającego trzy dni festiwalu, który jak co roku odbywa się w Kostrzynie nad Odrą!

A tu mała namiastka tego co będzie się działo:

Nowy Little Dragon już w lipcu

Dobre wieści od Yukimi i ekipy. Wieść o tym, że Little Dragon pracują nad nową płytą rozeszła się parę tygodni temu. Teraz zespół uściślił datę premiery albumu – „Ritual Uniuon” ma się ukazać już w lipcu. Nadejście nowych, smoczych dźwięków zwiastuje kawałek „Nightlight”. Pozytywna energia w sam raz na wiosnę.

Master Musicians Of Bukkake w Polsce

Na dwa koncerty przyjedzie nad Wisłę jedna z najciekawszych grup nowej psychodelii – zagra 6 maja w warszawskim Powiększeniu i 7 maja w krakowskim Betel. Master Musicians of Bukkake wydała na świat w 2003 roku przebogata scena doom metalowa Seattle. To praktycznie supergrupa, w której znalazło się miejsce dla muzyków z zespołów Earth, Grails, Asva, The Accused czy Burning Witch. Ich pierwszy album ukazał się sumptem należącej do kultowego zespołu Sun City Girls wytwórni Abduction. Gościnnie wystąpili na nim Alan Bishop i nieżyjący już Charlie Gocher z tejże właśnie formacji.

Od tamtego czasu ten nieokiełznany ansambl improwizatorów ustabilizował swój skład na poziomie siedmiu osób i wydał nakładem wytwórni Conspiracy i Important Records trylogię „Totem”, na której rozimprowizowane, trudne do zaklasyfikowania muzyczne wycieczki, idealnie wpisują się w tak popularna znów dziś psychodeliczną egzotykę. Producencką pieczę nad grupą sprawuje ich muzyk – Randall Dunn (producent płyt Boris, Sunn 0))) i Earth). Najważniejszymi atrybutami scenicznymi jego formacji są: tybetańska trąba rag-dun, misy, gongi, melotron, syntezatory, gitara oraz śpiew akwolitowy.

Alexis Tyrel – New Tradition


Pochodzący z Eindhoven w Holandii Gideon Hommes od dziecka miał jasno określoną przyszłość – jego rodzice zajmowali się testowaniem produktów Philipsa. Dorastając w otoczeniu nowego sprzętu muzycznego, musiał zainteresować się elektroniką. A że akurat zbiegło się to z eksplozją techno i house`u dwie dekady temu, nikogo nie zaskoczyło, że zachwycony syntetycznymi brzmieniami został najpierw didżejem, a potem producentem. Lata wprawy w graniu mocnych rytmów sprawiły, że jego autorskie nagrania szybko utorowały sobie drogę do znaczących wytwórni – Kanzleramt, Sino i Weave. W 2003 roku Hommes założył własną firmę – Lessismore – której wydawnictwa trafiały do setów Richiego Hawtina, Roberta Hooda czy Ricardo Villalobosa. Przez długi czas holenderski producent działał tylko pod swoim imieniem – Gideon. Od sześciu lat tworzy również jako Alexis Tyrel. „New Tradition” to jego debiutancki album firmowany tym szyldem.

Początek wypada udanie – w otwierającym krążek „New Religion” mocne rytmy techno uzupełnia melodyjny motyw klawiszowy wnoszący do nagrania powiew Dalekiego Wschodu. Tęskne akordy syntezatorów uzupełnione wysamplowanym głosem młodej dziewczyny są z kolei ozdobą „Rebekki Loos” (ciekawe, czy ktoś pamięta kim była bohaterka tej kompozycji?). Równie przystępnie rozbrzmiewa „The Day Before”, kontrastując ciężkie uderzenia bitu z delikatną partią perlistych klawiszy. Świetnie wypada takie melodyjne techno w wykonaniu Hommesa – producent powinien uczynić z niego swój znak firmowy.

Tymczasem ma on ambicje przedstawienia szerszego zakresu swych możliwości. Całkiem dobrze daje sobie radę z graniem w stylu Detroit. Świadectwem tego „Take No Prisoners”, w którym odzywają się echa wczesnych dokonań Jeffa Millsa czy „Strings Of Summer”, przypominające symfoniczne killery w stylu DJ-a Rolando. Najlepszym utworem w tym zestawie jest jednak „Divide & Conquer” wpisujący na modłę klasycznych dokonań duetu DeepChord masywne pasaże rozedrganych syntezatorów w dubowy puls całości.

Jamajskie inklinacje pojawiają się również, gdy Hommes sięga po lżejsze brzmienia. „Burn Out Or Fade Away”, „Calimero” i „Last Cloud To Heaven” lokują się w formule energetycznego tech-house`u, który holenderski producent zgrabnie ozdabia zdubowanymi falami skorodowanych klawiszy.

Niestety – kolejny krok w stronę jeszcze bardziej lajtowego grania kończy się katastrofą. „Take It Slow” i „Occupied Occupation” to już nazbyt komercyjne produkcje, irytujące prostacką rytmiką i banalną melodyką. I nawet kiedy Hommes próbuje zatrzeć to złe wrażenie odwołaniami do klasycznego techno w „Saturn Return” czy „Organic Cycle” również nie wypada to najlepiej, dzieląc w efekcie album na dwie nierówne połówki.

Tak to już jest z didżejami – kiedy nagrywają autorskie albumy za bardzo chcą się popisać swą muzyczną erudycją i wpadają w pułapkę własnego zadufania. Oczywiście, nie jest to regułą – ale w tym przypadku akurat mamy do czynienia z idealną ilustracją tej tezy.

www.lessismorecordings.com

www.myspace.com/gideonlessismore

www.myspace.com/alexistyrel
Lessismore 2011

Fabryka Dźwięków Syntetycznych – In The Mix vol. 8: Apparat

W kolejnym wydaniu „Fabryki Dźwięków Syntetycznych” – cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM – didżejski miks gwiazdy tegorocznego Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Apparat to z pewnością jedna z najjaśniejszych gwiazd na firmamencie muzyki elektronicznej. Urodzony w 1978 roku na niemieckiej prowincji pod nazwiskiem Sascha Ring, jako 19-latek przeniósł się do Berlina, co było, jak sam mówi, „jedną z najlepszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjął”. Już dwa lata później założył tam wytwórnię Shitkatapult (wraz z T. Raumshmiere), której nakładem ukazał się jego debiutancki album pt. „Multifunktionsebene” (2001) i kolejne – „Duplex” (2003) czy „Walls” (2007). Współpracował z Ellen Allien (wspólna płyta „Orchestra Of Bubbles” z 2006) i duetem Modeselektor (jako Moderat, self-titled z 2009)

W ubiegłym roku Apparat podpisał się pod kolejnym krążkiem z wydawanej przez wytwórnię !K7 serii „DJ Kicks”, prezentując porywający set didżejski. Na antenie Szczecin.FM usłyszymy inny, ale równie mięsisty miks.

Wtorek (26.04), godzina 21:00. Tylko w Szczecin.FM.

  • Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)



Rats Live On No Evil Star – Rats Live On No Evil Star


Muzyka, jak każda sztuka, ma swoich pionierów i naśladowców. Obie grupy są sobie potrzebne. Błędem jest myślenie, że każdy powinien być odkrywcą. Ale jeśli pojawiają się wykonawcy, którzy choć trochę wychodzą poza schemat, to zasługują na szerszą wzmiankę. Debiutancki album projektu Rats Live On No Evil Star nie wyważa otwartych drzwi, ale stanowi powiew świeżości na nieco skostniałej scenie szeroko pojętego electrofolku.

Pod dziwaczną nazwą, będącą w istocie palindromem, kryje się dwóch utalentowanych muzyków: Bernd Jestram, czyli połowa duetu Tarwater, i J. Edward Donald, Amerykanin polskiego pochodzenia. Ten pierwszy jest fanem chłodnych elektronicznych brzmień, drugi zaś lubuje się w amerykańskim folku. Panowie postanowili więc połączyć owe – wydawałoby się , że odległe – fascynacje. Ten przeszczep kulturowy udał się niemal bezbłędnie, na dodatek został ozdobiony genialną w swej prostocie okładką, na której smutna piękność patrzy tęsknym wzrokiem za jakimś rajem utraconym.



Dokonania Rats Live On No Evil Star nie są prostą sumą eksperymentalnej elektroniki i folku. Słychać, że zainteresowania artystów są szersze i zahaczają także o krautrock, post-punk, nową falę, psychodelię i klasyczny songwriting. To właśnie piosenkowość jest jednym z największych atutów duetu – to są po prostu dobre, solidne kompozycje, niezależnie od tego, pod jaką konwencję podpadają. Nieco chropowata produkcja buduje klimat dyskretnymi szumami i oszczędnym brzmieniem. Tutaj słychać gitarę, tam bas i bębny w nierozerwalnym splocie, gdzie indziej przemkną nerwowe dęciaki, a całości dopełnia ekspresyjny wokal Donalda – bardziej melodeklamujący niż śpiewający, na dodatek swą barwą przypominający nieodżałowanego Jima Morrisona.

Ten album ukazał się już dobre pół roku temu, ale przeszedł niemal niezauważony – zupełnie niesłusznie. Jestram i Donald mogą pochodzić z innych kontynentów i zupełnie różnych sonicznych światów, ale parafrazując hasło bezwzględnie inteligentnego doktora Plamy: „Język muzyki to jedyne esperanto”.



Gusstaff, 2010

Nowości od Hello Invaders

Polski netlabel może się pochwalić kolejnym ciekawym wydawnictwem. Utwór „Deer Hunter”, opatrzony numerem HI004, pojawił się na stronie wytwórni 20 kwietnia. Podpisał go tajemniczy duet Glitter Pond/Lokheed.

Glitter Pond/Lokheed – Deer Hunter [Hello Invaders HI004 EP.] by Hello Invaders


„Deer Hunter” to czwarte wydawnictwo w dorobku gdyńskiego netlabelu Hello Invaders, który oficjalnie działa od 30 marca, kiedy to ukazała się epka „Playground” niejakiego Oonsk. Pierwotnie HI był muzycznym duetem tworzonym przez Pawła Milewskiego i Piotra Bazana (mogliście widzieć ich na zeszłorocznych Transvizualiach w Gdyni), jednak po odejściu tego drugiego, Paweł ochrzcił tą nazwą własną oficynę wydawniczą. Polecamy!


Polecamy Asymetry Festival we Wrocławiu!

Już 29 kwietnia rozpoczyna się kolejna edycja jednego z ciekawszych polskich festiwali awangardowych – Asymetry Festival. W tym roku gwiazdami będą m.in. Electric Wizard oraz Godflesh, warto jednak sprawdzić dokładny program imprezy. Publikujemy go dzisiaj. Festiwal od początku swego istnienia skupia fanów muzyki alternatywnej z całej Europy. Organizatorzy nie zapominają jednak o wrocławskiej publiczności, dla której przewidziany jest specjalny, neoklasyczny koncert belgijskiej grupy Aranis. Odbędzie się on ostatniego dnia Asymmetry w Katedrze Marii Magdaleny we Wrocławiu.

Program imprezy

29.04. I dzień Asymmetry Festival

  • Weedeater (us), Zoroaster (us), Oranssi Pazuzu (fin), Lloyd Turner (it), pierwszy zwycięzca konkursu Neuro Music

30.04 II dzień Asymmetry Festival

  • Electric Wizard (uk), Julie Christmas (us), The Secret (it), Kokomo (de), Dirk Serries/Microphonics (be)

01.05 III dzień Asymmetry Festival

  • Godflesh (uk), Jucifer (us), The Orange Man Theory (it), Oozing Goo (de), Final (uk), drugi zwycięzca konkursu Neuro Music

03.05 Koncert w Katedrze św. Marii Magdaleny

  • Aranis (be)

Bilety

Bilety na pierwszy dzień festiwalu kosztują 70 PLN, natomiast na dzień drugi i trzeci – 100 PLN. Trzydniowy karnet można nabyć w cenie 220 PLN. Wejściówki na osobny koncert Aranis dostępne w cenie 25PLN. Wszytkie bilety można nabyć w klubie Firlej oraz za pośrednictwem sieci Ticketpro.pl.

Więcej na stronach: www.asymmetryfestival.pl oraz www.firlej.wroc.pl

Kolejne gwiazdy Malta Festival Poznań 2011

Od 4 do 9 lipca zapraszamy do Poznania na przegląd najciekawszych wydarzeń z zakresu sztuk performatywnych, czyli kolejną edycję Malta Festival Poznań 2011. Od 2010 r., centralne miejsce w programie maltafestival poznań zajmują wydarzenia prezentowane w ramach IDIOMU. W ubiegłym roku tematem przewodnim festiwalu był teatr flamandzki, w obecnym – Wykluczenie, zjawisko w dużej mierze idiomatyczne dla kultury zachodniej. Projekty stanowiące zrąb tegorocznego Idiomu to artystyczne emanacje problemu wykluczenia, rozumianego jako stan istnienia, w którym może znaleźć się każdy z nas.
O tym, jak do tematu wykluczenia odnoszą się wielcy i uznani, a jak, jedni z najciekawszych młodych twórców teatru europejskiego, przekonamy się oglądając najnowsze spektakle:
Jana Fabre’a/TROUBLEYNPrometheus Landscape II

Compagnia Pippo DelbonoAfter the Battle
oraz przedstawienia:
Gisele VienneI Apologize
Kornéla MundruczóIt Is Hard to Be a God.
Fabre powraca ze spektaklem diametralnie różnym od zeszłorocznego i odwołując się do mitu prometejskiego, stawia pytanie o ludzką wolność. Delbono wyobraża sobie koniec mrocznych czasów przepełnionych kontrastami, przemocą, korupcją i kłamstwem i zastanawia się nad tym, co dzieje się po bitwie. Vienne proponuje introspekcję w świadomie marginalizowane, „zakazane” obszary – pożądanie, śmierć i zbrodnię. Mundruczó obserwuje, z jednej strony determinację „wykluczonych”, z drugiej – obojętność „przynależących”.
Wszyscy ci twórcy są artystami totalnymi: łamią konwencje, przekraczają podziały, łączą różne dziedziny sztuki. Budują własny, rozpoznawalny i unikalny styl wypowiedzi. Zestawiając ich twórczość w jednej przestrzeni i czasie, maltafestival po raz kolejny proponuje wyjątkową dawkę wrażeń, doznań, refleksji i energetyzującej energii. Informacje o dalszych propozycjach programowych maltafestival poznań 2011 już wkrótce.

malta-festival.pl