ACT! – Universalist
Paweł Gzyl:

Fairlight CMI znow w modzie.

The Young Mothers – Morose
Łukasz Komła:

Czy to kolejna supergrupa jedynie z nazwy? Śmiem twierdzić, że nie!    

Laurel Halo – Raw Silk Uncut Wood
Jarek Szczęsny:

Niezmordowana eksperymentatorka.

Thomas Leer – 1982
Paweł Gzyl:

Nienagrane przeboje.

The Magnificent Tape Band – The Subtle Art of Distraction
Jarek Szczęsny:

Retromania w wersji turbo.

Abul Mogard – Above All Dreams
Maciej Kaczmarski:

Kim pan jest, panie Mogard?

Sstrom – Otider
Paweł Gzyl:

Wykastrowane techno.

cv313 – Analogue Oceans
Paweł Gzyl:

Mistyka oceanu dźwięków.

Mika Vainio & Franck Vigroux – Ignis
Paweł Gzyl:

Tibi et igni.

Wczasy / Wolne pokoje
Jarek Szczęsny:

Na wakacje jak znalazł.

Shy Layers – Midnight Marker
Paweł Gzyl:

Wspomnienia sprzed trzech dekad.

Toxe – Blinks
Kasia Jaroch:

Oblicze najbardziej nieprzystępnego brzmienia Bala-Core złagodniało.

Sroczyński – Ajulella
Jarek Szczęsny:

Bajkowy koktajl.

Driftmachine – Shunter
Paweł Gzyl:

W sercu elektrowni.



Archive for Lipiec, 2018

Prins Thomas – Prins Thomas 2

Spośród trzech twórców norweskiego cosmic disco, to właśnie Prins Thomas wydaje się być najbardziej zapracowanym producentem. Bo chociaż może nie nagrywa tak często, jak Lindstrøm, ani też nie didżejuje tyle, co Todd Terje, to przecież oprócz własnej działalności producenckiej, prowadzi aż trzy wytwórnie płytowe – Full Pupp, Internasjonal i Feedelity. Dostarczają one regularnie nowego materiału, oscylującego wokół najbardziej klasycznych formuł tanecznego grania – disco i house`u.

W swoich własnych dokonaniach Prins Thomas też zaczynał od takich brzmień. Potem zwrócił się w stronę elektronicznej wersji kraut rocka – czego wyraźnym znakiem był jego debiutancki album sprzed dwóch lat. Realizacja tego mocno zakorzenionego w latach 70. materiału tak wyeksploatował norweskiego artystę, że od tamtego czasu zrealizował on tylko jedną dwunastocalówkę – „Lang Tung Ting”. Była również i inna przyczyna – od kilku miesięcy Prins Thomas pracował nad drugim albumem, który otrzymujemy właśnie nakładem jego firmy Full Pupp.

Pierwsze dźwięki dochodzące z krążka budzą zdziwienie – szeleszczące efekty układają się jednak z czasem w rytmiczną strukturę („Bobletekno – Perkmiks”), która podprowadza nas powoli do właściwej części płyty. W pewnym momencie grzechoczące perkusjonalia powoli zaczynają oplatać plumkające akordy onirycznych klawiszy podszyte miarowo kumkającym basem. Sprężysty bit rodem z klasycznego disco uderza dopiero w piątej minucie – wnosząc do kompozycji subtelnie ćwierkające dźwięki o acidowym tonie („Symfonisk Utviklingshemking”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2066089-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2066089-02″ allowscriptaccess=”always”]

Kolejne nagrania rozwijają się równie niespiesznie. „Bom Bom” i „Tjukkas Pa Karussel” są do siebie tak podobne, że nawet nie zauważamy, że jeden utwór przechodzi w drugi. Prins Thomas stawia bowiem tym razem na hipnotyczne granie rodem z dawnych dokonań Arthura Russella. Transowe uderzenia dyskotekowego bitu wsparte rytmicznym klaskaniem niosą tutaj zaloopowane partie „czarnych” dęciaków – tworząc ekstatyczny klimat muzycznego jamu w środku nowojorskiego Bronksu. Właściwa wersja „Bobletekno” ma zupełnie inny charakter. Z wcześniejszych kompozycji pozostaje tylko clapping – potem podszywa go pomrukujący bas zanurzony w rozwibrowanym strumieniu strzelistych syntezatorów. Konkretny rytm pojawia się dopiero w szóstej minucie – to masywny breakbeat torujący drogę kaskadom metalicznej gitary.

„Flau Pappadans 1” ma najbardziej oszczędną konstrukcję w zestawie – właściwie to tylko proste uderzenia dyskotekowego bitu wsparte funkowym pochodem basu, wypisz-wymaluj podkład rytmiczny pamiętnego „Last Night DJ Saved My Life” zespołu InDeep. I tu również mamy gładkie przejście – a dzięki niemu Prins Thomas zabiera nas z Nowego Jorku lat 70. do Chicago lat 80. „Søt Kløt” to bowiem siarczysty hard house przewiercony na wylot kilkoma acidowymi loopami wyciśniętymi z syntezatora Roland TB303. Tutaj żartów nie ma – nagranie bucha surową energią przez równe dziesięć minut!

Na finał norweski producent znów pozwala sobie na przypomnienie wiekopomnych dokonań krautowych mistrzów. Już otwierające „Sur Svie” afrykańskie bębny przenoszą nas do Kolonii schyłku lat 60. – gdzie grupa Can eksperymentowała z łączeniem etno z rockiem. Potem Prins Thomas dorzuca nieco odmienne elementy – przede wszystkim przestrzenne pasaże kosmicznych klawiszy rodem z dokonań Clustera i psychodeliczną partię gitary, podsłuchaną zapewne u Manuela Göttschinga. Wszystko to układa się w urzekającą symfonię – hołd dla muzyki, która mimo upływu czterech dekad od jej powstania, nadal brzmi zaskakująco aktualnie.

Drugi album norweskiego producenta ma zdecydowanie bardziej taneczny charakter – poza dwoma nagraniami spinającymi zestaw, jego centrum stanowią finezyjne wariacje na temat klasycznych osiągnięć disco i house`u. W tym kontekście obie płyty układają się jedną spójną całość – wyraz niezmiennych fascynacji muzycznych Prinsa Thomasa.

Full Pupp 2012

www.facebook.com/pages/Prins-Thomas

Mark Lanegan ponownie w Polsce.

Mamy wielką przyjemność zaprosić na koncerty jednego z najbardziej charyzmatycznych i tajemniczych wokalistów współczesnej sceny rockowej – Marka Lanegana. Muzyk wraz z swoim zespołem wystąpi 6 listopada w wrocławskim klubie Firlej i 7 listopada w Jazz Club Hipnoza w Katowicach, w ramach Ars Cameralis.
Czytaj dalej »

Mamiffer ponownie na scenie Firleja!

Po trzech latach od występu na Asymmetry Festival amerykanie znów zahipnotyzują nas niepokojącymi, onirycznymi dźwiękami.

Czytaj dalej »

Rozmawiamy z Grzegorzem Bojankiem – część druga

W zeszłym tygodniu opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z Grzegorzem Bojankiem, którą możecie przeczytać tutaj. Dzisiaj zapraszamy na drugą część wywiadu z Grzegorzem.   Czytaj dalej »

Nowe kasety z Sangoplasmo Records

Trzy nowe tytuły ukazały się nakładem oficyny Sangoplasmo Records. Wszystkie albumy zasługują na szczególną uwagę. Czytaj dalej »

Fritz Kalkbrenner – Sick Travellin

W czasach, kiedy sprzedaż płyt już nie odzwierciedla prawdziwej popularności artysty, jedynym tego wymiernikiem wydaje się być liczba osób, które „lubi” danego twórcę na Facebooku. Fritz Kalbrenner może się tutaj pochwalić sporym wynikiem – w opcję tę kliknęło na jego profilu aż 170 tys. internautów. To oczywiście zasługa jego debiutanckiego albumu sprzed dwóch lat – „Here Today Gone Tomorrow”. Perfekcyjne wpisanie popowej melodyki w tech-house`ową formułę klubowego grania okazało się na tyle nośne, że album stał się w Niemczech bestsellerem.

Nic więc dziwnego, że do stworzenia materiału na jego następcę, Kalkbrenner przygotowywał się bardzo starannie. Jak wielu twórców muzyki tanecznej przed nim, postanowił na swej kolejnej płycie rozbudować elektroniczne brzmienie o „żywe” instrumentarium. Tak też się stało – podczas sesji w studiach jego wytwórni Suol słychać było dźwięki gitary, basu czy klasycznego Rhodesa. No i w końcu wreszcie jest – „Sick Travellin”.

Najbardziej słychać to nowe podejście do brzmienia w „Willing”. To autorska wersja dawnego utworu Gila Scotta-Herona – zagrana w naturalny sposób w funkowym metrum, zgrabnie wpisująca mocny głos niemieckiego wokalisty w soczyste dźwięki gitary i pianina.  Te echa „czarnych” brzmień słychać też w dwóch częściach tytułowego „Sick Travellin”, spinających niczym klamra całą płytę zgrabnym połączeniem pulsujących breaków z onirycznymi klawiszami.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2064475-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2064475-02″ allowscriptaccess=”always”]

Siłą zestawu są jednak nie te ekscentryczne, ale klubowe nagrania. Kalkbrenner świetnie się czuje w dynamicznych utworach o house`owej rytmice – i takież kompozycje znajdujemy już na wstępie płyty. Najpierw rozbrzmiewają „Chequer Heart Day” i „Get A Life”, w których przestrzenne pasaże chmurnych syntezatorów łączą się z ciepło kumkającymi akordami gitary. Inne kontrastowe zestawienie niemiecki muzyk serwuje w „No Peace Of Mind” – bo zdubowana partia trąbki sąsiaduje tutaj z rozwibrowaną partią trance`owych klawiszy. A wszystko to w konwencji gorącego house`u – podobnie zresztą jak i w „Little By Little”, gdzie „czarny” feeling wprowadzają organiczne tony Rhodesa i plemienne conga.

Fritz jest nieodrodnym bratem Paula – i dlatego podobnie jak na „Here Today Gone Tomorrow” również i na „Sick Travellin” nie brakuje motorycznego tech-house`u. Najpierw otrzymujemy go w „Make Me Say” – gdzie zamiast regularnego śpiewu wokalisty pojawiają się zgrabnie spreparowane sample jego głosu. Bardziej piosenkowy charakter ma „Can`t Stand The Fire” – choć tym razem wokal zostaje przesunięty na drugi plan, ustępując miejsca funkowo brzęczącej gitarze. Najciekawiej wypada w tym towarzystwie umieszczony niemal na finał „Brumaire”. Kalkbrenner stawia tutaj na hipnotyczną rytmikę – pozwalając swym kolegom na finezyjne uzupełnienie transowego pulsu pomysłowymi dźwiękami gitary, basu i klawiszy.

Choć aranżacyjnie płyta jest ciekawsza od swej poprzedniczki, wydaje się, że tym razem Kalkbrennerowi nie udało się napisać tak porywających melodii. Być może to właśnie skoncentrowanie się na stworzeniu bogatego i naturalnego brzmienia sprawiło, że piosenki są nieco jednostajne. Lepiej wypadają pojedynczo – bo w pełnym zestawie ich melodie okazują się być nazbyt podobne do siebie. Ciekawe jak odbiorą ten album fani artysty – to wszak oni zdecydują, czy po jego przesłuchaniu na facebookowym profilu Kalbrennera przybędzie „osób, które go lubią”.

Suol 2012

www.suol.hk

www.facebook.com/suolmusic

www.fritzkalkbrenner.com

www.facebook.com/fritzkalkbrennerofficial

Falko Brocksieper – Shortcake Strategy

W życiu Falko Brocksiepera ważne były dwie przeprowadzki. W 1997 roku przeniósł się do Kolonii, aby studiować na tamtejszej Academy Of Media & Arts. To wtedy poznał Mię Grobelny, z którą powołał do życia wytwórnię Sub Static. I właśnie jej nakładem zadebiutował jako producent w 2001 roku. Przesiąknięty kolońskimi brzmieniami, zaserwował je również na swym debiutanckim albumie – „Hoax Deluxe”. Kolejne przenosiny nastąpiły w 2004 roku – tym razem oczywiście do Berlina. I pewnie dlatego kolejne wydawnictwa Brocksiepera, spuentowane opublikowanym cztery lata później albumem „Heavy Day”, były silnie naznaczone piętnem modnego wtedy minimalu.

Najnowsza płyta niemieckiego producenta to powrót do Kolonii – ale tylko w symbolicznym znaczeniu. Jej wydawcą jest bowiem rezydująca w cieniu gotyckiej katedry wytwórnia Treibstoff, prowadzona przez Marcela Janovsky`ego. To nie pierwsza kooperacja obu twórców – bo Brocksieper nagrywał wielokrotnie dla swego kolegi po fachu równo od początku swej działalności w 2001 roku. Co dla nas ważniejsze – ponowne nawiązanie współpracy z kolońską firmą, znajduje również wyraźne odbicie w brzmieniu płyty.

„Shortcake Strategy” stanowi czytelny powrót niemieckiego producenta do melodyjnego i dynamicznego tech-house`u sprzed dekady. To rozsądna decyzja – bo wyraźnie słychać, że właśnie w takiej estetyce czuje się on najlepiej. Już otwierający płytę „Let`s Surface” brzmi wyjątkowo soczyście – energetyczny podkład rytmiczny wnosi z jednej strony agresywne akordy sonicznych klawiszy, a z drugiej – subtelny motyw melodyczny o wibrafonowym tonie. Łagodniejszy charakter ma „Outride A Crisis” – bo wspiera się na przyjemnie mruczącym basie, który oplatają zgrabnie przycięte akordy matowych syntezatorów. Najbardziej przebojowo wypada jednak „LMFM” – tym razem w ciepło ćwierkające dźwięki Brocksieper wpisuj zmysłowy głos tajemniczej dziewczyny, szepczącej „Love Me, Follow Me”, przywołując tym samym dalekie wspomnienie słynnego „Age Of Love” w remiksie Jam & Spoona.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2061698-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2061698-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nostalgiczna nuta pojawia się z kolei w „Pillow Biter” – choć niemiecki producent nie rezygnuje z tech-house`owej motoryki, uzupełnia ją tęsknie plumkającymi klawiszami, jak to zwykle działo się w minionej dekadzie w nastrojowych produkcjach z Kompaktu czy BPitch Control. Jeszcze mocniej tendencje te dochodzą do głosu w finałowym „Land`s End”. Głównym wątkiem nagrania jest bowiem monotonnie falujący motyw syntezatorowy o szorstkim tonie – który wspomaga minorowy akord organowy zapętlony w powtarzającą się przez cały utwór cichą skargę. Do zestawu tego pasują dwie zgoła odmienne kompozycje. Pierwsza z nich to „Avoid” – niezwykle urokliwe electro, łączące wokoderowy śpiew Benjamina Fehra z mocno zbasowanymi uderzeniami mrocznych klawiszy. „Become” przynosi z kolei powiew eterycznego synth-popu – rozbrzmiewając klimatyczną wokalizą Big Bully`ego, wtopioną w oniryczne tło.

Jakby tego było mało – Brocksierper sięga również na swej nowej płycie po masywne techno. Pierwszą tego oznaka jest „Hoboken” – podrasowany lekko na tribalową modłę killer o przejmującym brzmieniu tworzonym przez detroitowe partie nocnych syntezatorów. O wiele mocniejszą energią bucha „Reverse Engineering” – bo tym razem niemiecki producent stawia zarówno na twarde uderzenia ciężkich bitów, jak i agresywne ciosy sonicznych akordów rodem z millsowej klasyki.

„Shortcake Strategy” to wyjątkowo przemyślana płyta. Jej twórca przyłożył się tutaj do każdego dźwięku – splatając je w zaskakująco przyjemny do słuchania zestaw wyrafinowanych kompozycji. Jest w nich miejsce zarówno na urokliwe melodie, jak i na surową energię. Dzięki temu album jawi się jako najciekawsze dokonanie w dotychczasowej dyskografii Falko Brocksiepera.

Treibstoff 2012

www.treibstoff.org

www.facebook.com/treibstoff

www.falkobrocksieper.net

www.facebook.com/pages/Falko-Brocksieper

Nowy album Wolf + Lamb za free

Spece od łączenia disco i  house`u z duetu Wolf + Lamb oferują swój najnowszy album do darmowego ściągnięcia dla pierwszych pięciu tysięcy fanów.

Czytaj dalej »

Darmowy zestaw od Skreama

Celebrując sto tysięcy czytelników na swoim Twitterze, weteran brytyjskiego dubstepu oferuje jedenaście premierowych nagrań.

Czytaj dalej »

Francisco Meirino – Untitled Phenomenas in Concrete

W latach 70. Iannis Xenakis pracował w paryskim Centre d’Etudes de Mathématiques et Automatiques Musicales (Centrum Studiów Matematycznych i Zautomatyzowanej Muzyki) nad komputerowym narzędziem pozwalającym przekształcić rysunki w dźwięki. Czytaj dalej »

Luke Hess – Keep On

Od swego debiutu w 2007 roku Luke Hess zdobywał sobie opinię jednego z najbardziej utalentowanych producentów najnowszej fali techno i house`u z Detroit. Pozycję tą ugruntowywał nie tylko klubowymi killerami dla takich wytworni, jak FXHE, Echocord czy Kontra-Musik, ale także efektownymi występami w słynnych klubach typu Berghain, Fabric czy Bunker. Spory rozgłos przyniósł mu również pierwszy album sprzed trzech lat – „Light In The Dark”. W ciekawy sposób wpisywał on dubowe brzmienia w tradycję techno rodem z Motor City.

Po pięciu latach od swego debiutu Luke Hess powraca znów do wytwórni Omara S. Dzięki temu dostajemy nową płytę młodego producenta – objawiającą nieco inne oblicze jego muzyki. Bo już otwierający stawkę „Awarness – Reflections Revisited” pokazuje nam, że tym razem Hess zwraca się w stronę korzennego hard house`u. Kumkające akordy rzucone na sążniste pasaże klawiszy o nocnym tonie podszywają tu twarde uderzenia bitu – które można by pomylić z techno. Wątpliwości rozwiewa jednak już „Humility – Renew Your Mind”. To już ewidentny house – momentami nawet kojarzący się z mocną wersją nowego disco. Klaskany rytm wnosi bowiem wokoderowy refren – a wszystko to uzupełniają rozwibrowane akordy układające się w hipnotyczną melodię.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/466645-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=466645-01″ allowscriptaccess=”always”]

Jeszcze bardziej siarczysty hard house o chicagowskim brzmieniu dostajemy w „Deep To Deep”. Amerykański producent nie byłby jednak sobą, gdyby nie wymodelował tych surowych dźwięków na własną modłę – przestrzennymi partiami zdubowanych syntezatorów. Podobnie wypada umieszczony tuż obok „Incorruptible”. I tym razem kontrapunktem dla dudniących uderzeń automatu perkusyjnego i falującego pochodu basu są kanalizacyjne klawisze. Do zestawu tego pasuje również znakomicie „Direction”. Hess sięga tutaj po żrące loopy o acidowym brzmieniu – oplatając je skorodowanymi akordami rodem z berlińskiego dubu. Ambientową wariacją tego typu konstrukcji jest z kolei „Redemption” – wpisujący się swym eterycznym brzmieniem w chlubną tradycję elektronicznej poezji, wyznaczoną przez wczesne dokonania Derricka Maya czy Carla Craiga.

W kilku nagraniach amerykański twórca stawia na jednoznacznie brzmiące dub-techno. Po raz pierwszy otrzymujemy je w „Restorted” – bo mocarne bity niosą tutaj kąsające uderzenia klawiszy osadzone na matowym tle. Zderzenie skorodowanych akordów z trance`owymi syntezatorami na miarowo pulsującym podkładzie rytmicznym następuje z kolei w „Break Through”. Płytę wieńczy w podobnym stylu galopujący killer o sugestywnie oszczędnej aranżacji – „Inheritance”. Największe wrażenie robi jednak inne nagranie. „Overcome” to zrealizowana z prawdziwym rozmachem psychodeliczna wizja dubu – w której jest miejsce zarówno na subtelnie tkaną partię onirycznej gitary, jak i na poszatkowaną perkusję o typowo jamajskim metrum.

Podsumowując – „Keep On” to synteza wcześniejszych dokonań Luke`a Hessa i estetyki typowej dla wytwórni FXHE. Efekt tego kompromisu robi zaskakująco dobre wrażnie. Okazuje się, że połączenie surowości hard house`u z przestrzennością dub-techno wnosi świeży powiew do obu tych gatunków.

I jeszcze na koniec objaśnienie tajemniczej okładki płyty. Skąd na niej ten chudy człowieczek zagubiony w gęstej chmurze? Odpowiedź znajdujemy na wnętrzu opakowania. To cytat z psalmu 119: „Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce”. Alleluja!

FXHE 2012

www.omarsdetroit.us

www.facebook.com/hess.labs

Eeliks:en – cudowne dziecko z Finlandii

Projekt Eeliks:en tworzy pochodzący z Finlandii Eelis Mikael Salminen. Czytaj dalej »

Loco Star – Shelter

Niezmienne cykle i precyzyjne mechanizmy są w przyrodzie gwarantem równowagi. Każdy mikrokosmos rządzi się swoimi prawami, a dzięki ich konsekwencji rozwija, delikatnie poddaje ewolucji i trwa nieprzerwanie. Podobnie rzecz ma się w przypadku mikrokosmosu Loco Star. Czteroletni cykl wydawniczy zespołu właśnie zatoczył koło i na sklepowe półki trafił najnowszy, cudny album o przytulnym tytule „Shelter”.

Dźwięki serwowane przez grupę są jak zwykle bezpretensjonalnym, przyjemnym elektro-popem. O ile w ogóle warto je zaszufladkować. Najważniejsze, że wprawiają w dobry (choć lekko nostalgiczny) nastrój. Są kojąco miękkie, niespecjalnie wyczyszczone, zupełnie, jakby dobiegały wprost z piwnicznego, wrzeszczańskiego studio. Jestem wścibską sąsiadką i nie mogę nie ulec pokusie, by pokręcić się tam pod pretekstem poszukiwań słoika zeszłorocznej konfitury. Na szczęście Loco Star są przyjaźnie nastawieni, nie mają za złe, że wtykam nos (a raczej ucho) w nie swoje sprawy. Wręcz przeciwnie – zapraszają do środka i częstują dziesięcioma świeżutkimi kawałkami. A te są zdecydowanie smaczniejsze niż moja stara konfitura.

Marsija otula swoim charakterystycznym głosem już od pierwszych sekund otwierającego album, tytułowego „Shelter”. Miarowy rytm przygotowuje do dalszej, niespiesznej podróży. I choć „TV Head” jest ciut bardziej ożywiony, to absolutnie nie wpływa na zmianę lekko leniwego nastroju. Singlowy „Arttifiction” to prawdziwe objawienie talentu wokalnego Tomka Ziętka. Jego głos pasuje tu wprost idealnie. Ceniłam go zawsze jako znakomitego trębacza, teraz może pretendować też do miana ulubionego, polskiego wokalisty. Teraz Loco Star ma już dwa wokale. Na dodatek świetnie brzmią w duecie (choć dominuje nadal Marsija) tak, jak w coverze „Stars’n’stripes”. Loco Star zawdzięcza jednak swoje wyjątkowe brzmienie nie tylko Marsiji i Tomkowi. Bas dzierży jak zwykle niezawodny Pat, nowością jest natomiast perkusista U1 – Marcin Ułanowski, znany choćby z występów z Marią Peszek czy Sistars. W instrumentalnym „Holy Day” słychać smyczki Julii Ziętek (prywatnie siostra Tomka, pojawiała się gościnnie jeszcze za czasów jego występów z Pink Freud). To piękny kawałek, ma w sobie coś z dokonań Portico Quartet i aż szkoda, że trwa tylko dwie minuty.

Oprócz samej muzyki ważny jest także sam wygląd „Shelter”. Album wydany jest wprost zjawiskowo. Co prawda w sklepie nie dobierzecie się do jego wnętrza, musicie więc wierzyć na słowo – warto wzbogacić swoją dyskografię o tę płytę. Interpretując tytuł albumu można pójść tropem sposobu wydania – tekturowe pudełeczko to niepozorny schron dla kolorowych cudów. Przypominające kartki pocztowe grafiki ilustrują każdą z piosenek. Kreatywność to kolejna mocna strona zespołu. W dodatku doskonale ukazuje wspomniany na wstępie proces ewolucji – pierwsza, wydana w 2004 płyta Loco Star wygląda na wypaloną domowym sumptem. Najnowszy album to małe, radosne dzieło sztuki, które ucieszy każdego kolekcjonera cd-ków. Może i zachęci do kupna tych, którzy na co dzień gromadzą muzykę w postaci li i jedynie cyfrowych plików.

Kayax | 2012

City Slang i Gusstaff Records – znowu razem

Doskonała wiadomość dla miłośników tej berlińskiej oficyny. Dystrybucją katalogu City Slang w Polsce zajmie się Gusstaff Records. Czytaj dalej »

Powrót Dr. No

Tuż przed premierą nowego filmu o Jamesie Bondzie, wraca Dr. No – tym razem z wydawnictwem zatytułowanym po prostu „EP”.

Czytaj dalej »

Balkan Beat Box w Polsce

Do Krakowa i Warszawy przybędzie w ten weekend czołowa światowa gwiazda nowoczesnej sceny electro-etnicznej.

Czytaj dalej »

Andy Stott – Luxury Problems

Nowa elektronika jest wyjątkową odmianą muzyki popularnej – bo od zarania swego istnienia wygenerowała niespotykaną gdzie indziej ilość gatunków. Pomijając krótki okres, w którym house i techno pozostawały czystą sztuką użytkową, już od początku lat 90. w obu nurtach pojawiły się silne tendencje eksperymentalne. To dlatego tak szybko brzmienia te zostały wyjęte poza klubowy kontekst – dając impuls do licznych poszukiwań dźwiękowych o awangardowym charakterze.

Po dwóch dekadach rozwoju nowej elektroniki dochodzimy chyba do granic możliwości poszerzania się jej granic. Nic więc dziwnego, że powoli zaczyna następować proces odwrotny – artyści zaczynają przetwarzać istniejące już wcześniej pomysły, poddając je mniej lub bardziej radykalnej deformacji. Jednym z bardziej znanych twórców techno, który odważył się na takie posunięcie był Andy Stott na dwóch wydanych w minionym roku płytach – „Passed Me By” i „We Stay Together”.

Oba krążki spotkały się z entuzjazmem krytyki i fanów – choć zawarta na nich muzyka daleka była od przyjaznych dla ucha brzmień. „Zdezolowany house” – bo tak trzeba chyba tłumaczyć termin „knackered house” przyklejony nagraniom brytyjskiego twórcy miał swe niewątpliwe źródła w śmiałych eksperymentach z redukowaniem dźwięku typowych dla Actressa, które z kolei sięgały swymi korzeniami bezceremonialnych dekonstrukcji klubowych rytmów podejmowanych niegdyś choćby przez Thomasa Brinkmanna. Stott nadał jednak swym produkcjom mocno dubowy sznyt – co wpisało się idealnie w modę na wszelkie formy bass music.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/468481-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=468481-01″ allowscriptaccess=”always”]

Nowy album angielskiego producenta stanowi logiczną kontynuację preparacji z ubiegłorocznych krążków. Naczelną ideą ośmiu znajdujących się na nim kompozycji jest również deformacja. Stott najczęściej spowalnia znane z techno czy house`u struktury rytmiczne – otrzymując hipnotyczne bity o wprost halucynogennej sile („Expecting”). Przeważnie uzupełnia je mocnymi liniami basu o rave`owej proweniencji – oczywiście wykręcając je na lewą stronę („Lost And Found”). Jedyną nowinką jest w tym kontekście przywołanie rebelianckiej bombardierki spod znaku wczesnego jungle`u – ale też przepuszczonej przez zmultiplikowany filtr dubowy („Up The Box”).

Nie brakuje również na „Luxury Problems” dronowych wyziewów – splatanych ze strumieni skorodowanego szumu („Numb”). W kilku momentach Stott skłania się wręcz ku industrialnym hałasom, traktując je jednak jedynie jako kontrapunkt do bardziej rytmicznych części kompozycji („Hatch The Plan”). Na podobnej zasadzie funkcjonują tu glitchowe efekty – tworząc zawiesiste introdukcje („Sleepless”). Największym zaskoczeniem są pojawiające się niczym deus ex machina krótkie sample rodem z muzyki disco, wszczepione jak obce ciało w linearną strukturę nagrania („Luxury Problems”).

Stott wie jednak, że dociśnięcie pedału do dechy w kwestii deformacji dźwięku mogłoby prowadzić do kompletnego chaosu. Dlatego sięga po zupełnie nieznany jego ubiegłorocznym dokonaniom element – kobiece wokalizy. Śpiewa jego dawna nauczycielka muzyki – Alison Skidmore. I choć jej głos jest oczywiście poddawany licznym preparacjom, wnosi zupełnie świeży powiew do dusznej muzyki brytyjskiego twórcy. Dzięki temu nagrania z albumu wykraczają poza znaną z „We Stay Together” i „Passed Me By” ideę dźwiękowej deformacji. W efekcie zaczyna się odwrotny proces – kreacji –  najsilniej objawiając się w tytułowym „Luxury Problems”, przypominającym wręcz… trip-hopową piosenkę.

Dzięki udziałowi Alison Skidmore nowa muzyka Andy`ego Stotta jest bardziej uczłowieczona. Głos wokalistki dodał jej nie tylko zbawienny element melodii, ale i wpłynął na przejrzystość konstrukcji poszczególnych kompozycji. A to wyszło tylko na dobre twórczości angielskiego producenta.

Modern Love 2012

www.modern-love.co.uk

www.facebook.com/ModernLovelabel

www.facebook.com/pages/Andy-Stott

AD2021

Data jeszcze niedawno odległa, a teraz już tak bliska. Czy to jeszcze przyszłość? A może już bardziej nadchodząca teraźniejszość? Czy futurologiczne wizje mają nadal jakąś wartość?

Czytaj dalej »

Unsound 2012 – końca taniec

W październiku Kraków tonie we mgle i smogu, dni stają się coraz krótsze a wieczory i poranki chłodniejsze. Czytaj dalej »

Etamski z nowym albumem

Już w listopadzie – kilka tygodni po przedpremierowym występie na Unsound Festival – ukaże się płyta Lovely Interstellar Trip Czytaj dalej »