Ancient Methods – The Jericho Records
Paweł Gzyl:

Muzyka, która kruszy mury.

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is
Jarek Szczęsny:

Odpowiedniczka.

Ekin Fil – Maps
Jarek Szczęsny:

Odłączenie wtyczki.

Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.

Thomas Fehlmann – Los Lagos
Paweł Gzyl:

Dyskretny urok muzyki niemieckiego weterana.

Amnesia Scanner – Another Life
Paweł Gzyl:

Przebojowa wersja awangardy.



Archive for Wrzesień, 2018

Co sądzicie o nowym LCD Soundsystem?

Choć do premiery nowej płyty LCD Soundsystem jeszcze trochę zostało (17 maja), już teraz możemy cieszyć się singlem zapowiadającym ten materiał. Tak właśnie – cieszyć się! James Murphy kolejny raz daje dowód na to, że pisanie prostych, niezwykle chwytliwych kawałków przychodzi mu z wyjątkową lekkością. Nie inaczej jest w przypadku „Drunk Girls” – posłuchajcie i pomyślcie jak ta piosenka może brzmieć na koncercie!

Warto posłuchać: Ikonika

Dzisiaj w wiosennym klimacie, chcielibyśmy odświeżyć pamięć, o znanej polskiej publiczności, zdolnej producentce eksperymentalnego dubu. Panowie i Panie przed wami Ikonika. Ikonika to znana kobieta brytyjskiego dubu, w środowisku gdzie niepodzielnie rządzą mężczyźni. Jej rolę można porównywać do tej, jaką odgrywa Magda, czy AGF w minimalu.

Brytyjka na swoją pozycję dzielnie pracowała od 2008 roku, wydając szereg dwunastek w Hyperdubie. Niedługo dostępny będzie jej pierwszy album długogrający. Oficjalna premiera planowana jest na 6 kwietnia. Obecnie album Contact, Love, Want, Have można odsłuchać na profilu myspace artystki.

Ciekawostką jest, iż jesienią zeszłego roku, Ikonika odwiedziła nasz kraj. Mieliśmy okazję posłuchać jej koncertu podczas festiwalu Unsound w Krakowie. W tym roku również planuje przyjazd do Polski.

Thomas Fehlmann – Gute Luft


Właściwie można go nazwać nestorem współczesnej elektroniki. W tym roku obchodzi 53 urodziny i trzydziestą rocznicę rozpoczęcia działalności artystycznej. Zaczynał na fali punkowego boomu, która zaowocowała w Niemczech powstaniem wielce oryginalnej stylistyki określanej terminem Neue Deutsche Welle. W 1980 roku utworzył w Hamburgu wraz z innym niespokojnym duchem tamtych czasów, Holgerem Hillerem, grupę Palais Schaumburg. Ich muzyka, będąca nowofalową inkarnacją dadaistycznych eksperymentów The Residents, stanowiła zupełnie nową wartość. Po przenosinach do Berlina i dokooptowaniu do składu perkusisty Moritza Von Oswalda, Palais Schaumburg skręcił wyraźnie w stronę bardziej tanecznego grania – eksperymentalnej wersji funku i latino.

Nic więc dziwnego, że zainteresowania Thomasa Fehlmanna poszły szybko w stronę nowej elektroniki. Jako jeden z pierwszych w Niemczech zwrócił uwagę na chicagowski house i detroitowe techno, czego efektem były jego własne nagrania pod szyldem Ready Made, jak również powołanie do życia w 1988 roku wytwórni Teutonic Beats, dla której nagrywali pod przeróżnymi pseudonimami późniejsi luminarze berlińskiej sceny – wspomniany Von Oswald, Tom Thiel czy Max Loderbauer (a obok nich – sam Jean-Paul Gautier).

Po obaleniu muru berlińskiego i eksplozji popularności techno w Niemczech, kariera Fehlmanna nabrała gwałtownego rozpędu. Utalentowany producent najpierw zwarł szyki z Von Oswaldem tworząc projekt 3MB nagrywający z gwiazdami detroitowej elektroniki (Juanem Atkinsem, Blake`iem Baxterem i Eddie Flashin Fowlkesem), potem współpracował z Sun Electric i The Orb, by wreszcie skoncentrować się na solowych dokonaniach, publikowanych przez tak renomowane firmy, jak Apollo, Plug Research i Kompakt.

Dziś dostajemy jego najnowsze dzieło – wybór nagrań z soundtracku przygotowanego na potrzeby filmu „24H Berlin” – najdłuższego w historii kinematografii dokumentu, portretującego klubowe życie niemieckiej stolicy.

Właściwie od wydanego w 1998 roku albumu „Good Fridge” Fehlmann trzyma się wypracowanego wcześniej stylu, łącząc swe największe fascynacje – ambient, dub, techno i house. Tak jest i tym razem. Największy segment zestawu tworzą kompozycje utrzymane w estetyce podwodnego dub-techno. To zarówno otwierający całość „Alles, Immer”, jak i pojawiające się później „Wasser Im Fluss” czy „Soft Park”. Niemiecki producent buduje ich gęste i głębokie brzmienie, łącząc szorstkie akordy metalicznych klawiszy z wolno płynącymi strumieniami onirycznych dźwięków i samplami akustycznych instrumentów na miarowo pulsującym podkładzie rytmicznym zatopionym w analogowym oceanie szumów i trzasków.

Nie brak tu również pokrewnego tej stylistyce dub-house`u. Pojawiają się wtedy bardziej energetyczne bity, słychać więcej melodii, a brzmienie robi się mniej nowoczesne. Przykładem tego wiedziony organowym motywem „Schwerelos”, rozbrzmiewający egzotycznymi dzwonkami „Berliner Luftikus” czy odwołujący się klasycznych już dziś nagrań z Main Street Records – „Im Überblick”. To muzyka zdecydowanie taneczna – ale i tak wpisana w typowy dla produkcji Fehlmanna masywny sound.

Duże wrażenie robią utwory odwołujące się do brzmień z początku lat 90. – dziś znowu uznawanych za modne. Oto „In The Wind II” łączy mocny bit detroitowego deep techno z kosmicznymi pasażami syntezatorów i acidowym loopem, a „Permanent Touch” – rozwibrowane arpeggio w stylu Tangerine Dream z niepokojącym tłem. Co więcej – we „Fluss Im Wasser” i „Cityscape” niemiecki producent sięga po deep house. Podszywając dubowymi efektami i glitchowym zakłóceniami, modeluje go jednak na berlińską modłę, lokując poza powtarzanym dziś do znudzenia jazzowo-gospelowym wzorcem zaczerpniętym z nagrań Moodymana.

Wszystkie te klubowe utwory uzupełnione są ambientowymi wycieczkami. Fehlmann okazuje się tutaj czujnym obserwatorem współczesnych nowinek. Oto bowiem „Falling Into Your Eyes” łączy chmurne pasaże klawiszy z neoklasycznymi smyczkami, „Speeding” – podwodne plumkanie z samplami gitary, a „Darkspark” – syntetyczne tła z delikatnymi loopami utkanymi z dźwięków harfy.

Najpiękniejszym nagraniem okazuje się być jednak finałowe „Scheiben” – jakby ambientowa wariacja na temat jamajskiego dubu, której nie powstydziliby się mistrzowie z Rhythm & Sound.

„Gute Luft” to tytuł starego utworu Palais Schamburg. Mimo to idealnie pasuje do tej kolekcji. Przed jej wydaniem Fehlmann powiedział: „I hope that this album will make you feel at peace with you and your environment, inspire you to lush, imaginative dinners, make babies, or just walk your own way with open eyes”. I tak jest rzeczywiście – ta muzyka przepełniona jest dobrymi intencjami, wewnętrznym spokojem, pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi. A taką może tworzyć tylko artysta spełniony.

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.flowing.de

www.myspace.com/thomasfehlmann
Kompakt 2010

Encyklopedia Elektroniki – Rozdział #19: AMON TOBIN

W dziewiętnastym rozdziale „Encyklopedii Elektroniki”, cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM, jeden z największych erudytów nowych brzmień: Amon Tobin. Rodowity Brazylijczyk z Rio de Janeiro. Wizytówka i wyznacznik jakości wytwórni Ninja Tune. Przedstawiciel niejako własnego gatunku błyskotliwej muzyki. Wirtuoz samplera, który w jego rękach przemienia się w kilkunastoosobową orkiestrę wykonującą niebywały kolaż dźwiękowy z pogranicza hip-hopu, jazzu, breakbeatu, drum’n’bassu i muzyki latynoamerykańskiej. Ceniony kompozytor soundtracków do gier i filmów. Wizjoner i geniusz bez akademickiego wykształcenia. Już dziś, punktualnie o północy w Szczecin.FM – godzina z Amonem Tobinem.

* Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)
* Internet: Szczecin.FM
* Blog: http://szczecin.fm/Audycja
* Facebook: http://www.facebook.com/encyklopedia.elektroniki

zwobot music

Oficyna zwobot music powstała w 2001 roku. Promuje artystów poszukujących, tu i teraz, a może w nieokreślonej przyszłości niegdysiejszych. Zamiarem wydawnictwa jest pokazanie tego co nietuzinkowe. Priorytetem działań zwobot jest muzyka elektroniczna. Wszystko co w zwobot nie jest muzyką, jest efektem koncepcyjnej całości i programowo myślowej wszechstronności. Strona: http://www.zwobotmusic.com

zwobot music

Oficyna zwobot music powstała w 2001 roku. Promuje artystów poszukujących, lokalnych pasjonatów. Zamiarem wydawnictwa jest pokazanie tego co nietuzinkowe, w jakiś szczególny sposób wyjątkowe lub tego co powszechne i prozaiczne, a nawet niechciane. Strona: http://www.zwobotmusic.com

Kolejne gwiazdy Tauron Festiwalu Nowa Muzyka!

Znamy kolejne gwiazdy tegorocznej edycji Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Pod koniec sierpnia w Katowicach wystąpią – uwaga! – Lou Rhodes, Mary Anne Hobbs oraz Moderat. A wciąż się dopiero rozpędzamy! Lou na otwarcie

W tym roku pierwszy koncert Tauron Festiwalu Nowa Muzyka odbędzie się w Teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. To właśnie tam 26 sierpnia wystąpi na pierwszym i jedynym koncercie w Polsce Lou Rhodes, wokalistka legendarnej trip-hopowej formacji Lamb.

Odchodząc od syntetycznych, tanecznych brzmień, kojarzonych z jej macierzystym zespołem, artystka skupiła się na tworzeniu prostych, intymnych piosenek na głos i gitarę, błyskawicznie doczekując się olbrzymiego uznania ze strony krytyków i publiczności oraz porównań z Finkiem. Podczas występu inaugurującego festiwal możemy się spodziewać obszernej prezentacji utworów zawartych na najnowszym albumie Lou Rhodes – „One Good Hing”.

Tym razem artystka zdecydowała się na współpracę z kolejną wielką legendą, oddając nadzór nad produkcją i aranżacjami muzykom z The Cinematic Orchestra, co zaowocowało kilkunastoma wspaniałymi kompozycjami, w których przeplatają się na równych prawach wpływy folku, trip-hopu i nastrojowej, poetyckiej ballady. Mamy nadzieję, że spotkanie z Lou Rhodes i jej niesamowitą muzyką będzie stanowiło doskonałe wprowadzenie w klimat naszego festiwalu.

Moderat

Niesamowita przebojowość ich zeszłorocznego, debiutanckiego albumu zaskoczyła praktycznie wszystkich miłośników nowych brzmień, a kawałki w rodzaju „Rusty Nails” momentalnie dorobiły się miana współczesnych klasyków. Nic dziwnego, że czytelnicy Nowej Muzyki właśnie ten album wybrali jako najlepsze dzieło w elektronice AD 2009.

Przemieszczając się z olbrzymią swobodą pomiędzy nu-rave, IDM, dubstepem, trip-hopem i kilkunastoma innymi gatunkami, oraz czerpiąc pełnymi garściami z dokonań firmowanych przez macierzyste zespoły twórców Moderata – Aparat i Modselector – Sascha Ring, Gernot Bronsert i Sebastian Szary stworzyli muzykę, która równie dobrze broni się w wersji studyjnej, jak i na koncertach, o czym mogą świadczyć pełne zachwytu reakcje widzów, obecnych na festiwalu Audioriver i poznańskim koncercie Radiohead. Ich występ w industrialnych przestrzeniach KWK Katowice to bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji naszego Festiwalu.

Nasza recenzja „Moderat” »

Mary Anne Hobbs

Mistrzowskie sety DJ-skie to kolejny charakterystyczny element festiwalu Tauron Nowa Muzyka, którego nie zabraknie również w tym roku. Zaczynamy naprawdę potężnym uderzeniem – setem w wykonaniu prawdziwej gwiazdy brytyjskiego radia, kobiety odpowiedzialnej za oszałamiającą karierę grime i dubstepu, DJ-ki, która wylansowała takie gwiazdy, jak Kode 9 czy Gaslamp Killer – Mary Anne Hobbs.

Prowadząc od lat autorski program w BBC, Hobbs prezentuje to, co najciekawsze we współczesnych brzmieniach, śmiało sięgając po gatunki, których obecność w mainstreamowych mediach jest marginalna – wonky, jazzstep czy drum’n’bass i tworząc niesamowicie energetyczną mieszankę, zdolną porwać do szaleńczych tańców nawet najbardziej opornych odbiorców. Radzimy się przygotować na wyjątkowe spotkanie z jedną z najbardziej bezkompromisowych DJ-ek obecnych na brytyjskiej scenie elektronicznej.

Dotychczas potwierdzeni

Swój udział w festiwalu potwierdzili dotychczas: Jaga Jazzist, Moderat, Lou Rhodes, King Midas Sound, Mary Anne Hobbs, Pantha du Prince, Floating Points & Fatima, Kidkanevil, Nosaj Thing. Więcej na stronie www.festiwalnowamuzyka.pl

Gdzie kupić karnety?

Karnety na Festiwal Tauron Nowa Muzyka można kupić na portalach:

Karnety 4-dniowe zostały wyprzedane. Od 1 do 30 kwietnia 2010 cena karnetu 3-dniowego wynosi 120 PLN, od 1 maja – 140 PLN. Bilety na otwierający festiwal koncert Lou Rhodes można nabyć w cenach: 30 – 40 – 50 PLN.

Koncert finałowy będzie miał miejsce w przestrzeni Szybu Wilson w Katowicach. Karnety czterodniowe dają możliwość wstępu na wszystkie koncerty. Ilość karnetów 3-dniowych jest również ograniczona.

Wszyscy podani wykonawcy, za wyjątkiem Lou Rhodes, wystąpią na terenie KWK Katowice (teren Muzeum Śląskiego). Artystę, który wystąpi na finałowym koncercie w Szybie Wilson ogłosimy wkrótce.

Gorillaz – Plastic Beach



Na pokładzie łódki kreskówkowy, zblazowany 2D czka rumem – muzyczno-graficzny projekt znany jest wszak z wyluzowanego brzmienia. Wokół walają się pety. Tak, na płycie można znaleźć jakieś zapychacze, trochę miałko wypada też kolaboracja z De La Soul. Całą resztą fani muszą się suto uraczyć, bo nad plażą unosi się spodziewany, satysfakcjonujący duch Gorillaz. Tępo brzmiące syntezatory, vocoder (świetne „Rhinestone Eyes”), melancholijne melodie („Broken”), chwytliwe bajkowe zagrania („Plastik Beach”) to definicja ich brzmienia, znak firmowy.

Przeważają jednak głosy i postaci prawdziwe, wszak Murdoc chciał porozbijać młotkiem wszystkie wtyczki vocodorowego oprogramowania w studiach nagraniowych na całym świecie… podobno zdruzgotany poziomem list przebojów. Wylazł więc z cienia, wysłał parę e-maili i wykręcił niezły numer: od Snoop Dogga i Mos Defa, przez Littte Dragon, członków The Clash po Lou Reeda – wszyscy doskonale wpisali się w małpią stylistykę. Jakby tego było mało w klipie do promującego płytę „Stylo” wystąpił sam Bruce Willis.

Pamprowi czas umila lektura „Starego człowieka i morza”, światowa klasyka. Pasuje jak ulał. Płytę otwiera bowiem Sinfonia Viva: rozsuwa się liściasta kurtyna, akompaniuje śpiew mew, już prawie widzimy błękitną lagunę. Sielankowo będzie jednak tylko momentami, bo jak na album konceptualny przystało, sztuczna wyspa tylko udaje raj, a w jej zakamarkach kryją się różne odbicia rzeczywistości. To cudaczny świat, ale i półświatek oprychów, a zarazem dobra szkoła jak odrzucić rutynę i przekraczać gatunkowe granice
To cudaczny świat, ale i półświatek oprychów, a zarazem dobra szkoła jak odrzucić rutynę i przekraczać gatunkowe granice.

Na wyspie wita nas sam Snoop i brawurowe syntezatory na hip-hopowym rytmie, będące przedłużeniem otwierających numer dęciaków. Kolejnym przykładem tego, jak łączyć rejony z pozoru do siebie nieprzystające jest teatralno-grime’owy „White Flag” nagrany z libańską National Orchestra for Oriental Arabic Music (te niesforne flety!). Energetycznego kopniaka (wzorem „Dare” z poprzedniego krążka) daje miarowa pulsacja w „Stylo”. To popisowy numer i dowód niezawodnego nosa Albarna: Bobby Womack zmienił bardzo dobrą piosenkę w celujący, porywający groove. Jeśli „Stylo” otagujemy jako hit, „Empire Ants” aż się prosi o hot. Gitara muskana delikatnie kolorową parasolką wyjętą prosto z plażowego drinka, chłodna morska bryza dyskotekowych światełek; szczypty słodu cytrynowych traw dodaje boska Yukimi Nagano. Nie sposób usiedzieć na ręczniku. Szkoda, że ten taniec tak krótko trwa. Czarująca skośnooka Szwedka wraca jeszcze później karaibskim pląsem w „To Binge”.

Chwała Bogu, diabłu, handlarzom bronią i Murdocowi, że z zapowiadanego końca kariery multikulturowego projektu nic nie wyszło. Pop-art Jammiego Hewletta i Damona Albarna jest zbyt barwny na to, by cicho tkwić w cieniu kajuty (muzyka, video, graffiti, wirtualne postacie, teraz gry i ekologia, i muzyka). Gorillaz to coś więcej niż band, to instytucja, jedna z wizytówek mijającej dekady i czysta fantazja. Mogą się schronić choćby w U-boocie, byleby nie przestali nadawać sygnału, bo nie mają sobie równych.

EMI Records, 2010

Dziś premiera nowego Bonobo!

„Black Sands” to długo wyczekiwany, czwarty album Simona Greena aka Bonobo – ulubionego twórcy wszystkich miłośników downtempo oraz zabarwionego soulem szlachetnego popu. Dystrybucją albumu w Polsce zajmuje się Isound.

Pochodzący z Brighton Green pracował nad tym albumem kilka lat, żmudnie dopieszczając każdy szczegół, szukając inspiracji i odpowiednich brzmień w różnych stronach świata. Dęciaki na „Black Sands” nagrywano w Barcelonie, bębny w San Francisco, linie basu i miksy powstawały zaś w londyńskim Hackney.

„Black Sands” to album niezwykle eklektyczny: „Kong” udowadnia, że Bonobo doskonale czuje się w swobodnie rozumianej soul-jazzowej formule, „Eyesdown” z doskonałym wokalem Andrei Triany i złamanym beatem zdradza inspiracje two-stepowe, „El Toro” zdradza ślad inspiracji tanecznymi rytmami Brazylii zaś w „Animals” można usłyszeć zarówno ton nowofalowy jak i echa minimal music Reich’a.

Z kolei kawałek tytułowy to cudownie zaaranżowany melancholijny walc pięknie ozdobiony partiami sekcji dętej. Nie można też zapomnieć o singlowym „The Keeper”, w którym Triana i Green wskrzeszają ideę brytyjskiego street-soulu ożywioną niegdyś – na „Blue Lines” – przez duet Sarah Nelson / Massive Attack.

Za sprawą swego poprzedniego krążka Bonobo stał się jedną z największych gwiazd Ninja Tune – słuchacze kultowej audycji Gillesa Petersona na antenie radia BBC uznali „Days To Come” najlepszym albumem 2006 roku – podobnie jak czytelnicy Nowej Muzyki. Czy „Black Sands” ma szansę powtórzyć ten sukces? Czekamy na Wasze opinie.

Vincenzo zagra we Wrocławiu

10 kwietnia we wrocławskim klubie Krakowska 180 wystąpi Vincenzo Ragone, znany w świecie houseu po prostu jako Vincenzo.

  • VINCENZO [Poker Flat / Dessous / Moon Harbour / Winding Road / Moodmusic]
  • Jot [Magnetic Works / Wałbrzych]
  • Seb [Step Ahead / Wrocław]
  • Mike Pike [Plug’n’Play / Wrocław]
  • Druga sala (Disco)
  • Pol Rax [Wrocław]
  • Dr. Atkins [Wrocław]

Zawsze nieprzewidywalny w zgłębianiu i prezentowaniu nurtów housowych oraz ich odmian technicznych w eterze od ponad 15 lat. Vincenzo to prawdziwe dziecko eksplozji acid house’u, współpracujący z czołówką Hamburskich producentów oraz dj’ów wyznaczających trendy gatunkowe. Najważniejszy z nich to teraźniejsza ikona stylu, właściciel potężnej wytwórni Poker Flat – Steve Bug.

To w jego wytwórni Vincenzo stawiał pierwsze kroki, by w latach 1995-1997 wydać swoje pierwsze produkcje. Pierwszy solowy album „1-800-Vincenzo” odwzorowujący jego własny wypracowywany oraz zgłębiany styl, wydany w 1998 roku nakładem brylującej ówcześnie wytwórni Dessous, przyjęty został bardzo owacyjnie.

Liczne solowe wydawnictwa oraz współpraca z Alexi Delano (aka A.D.N.Y), oznaczają dla niego mnóstwo godzin spędzonych w nowojorskim studio. Owocem współpracy staje się nowy projekt Vincenzo & A.D.N.Y. Dzięki temu jego muzyka zostaje wzbogacona o cięSką dawkę soulu, przemycanego w amerykańskich produkcjach house. Vincenzo staje się postacią rozpoznawalną na całym świecie, juS wtedy grając i występując we wszystkich liczących się klubach. Kolejne kolaboracje m.in. z Dj Rasoul, John Buckby aka Schmoov, Marc Schneider (aka Snider) prowadzą do powstania kompilacji „Strip Joint Grooves”, na której ewidentnie słychać fascynację funkiem oraz deep housem.

Kolejne lata to przede wszystkim rozwój i pogłębianie umiejętności o aktualne w ówczesnym czasie trendy w muzyce klubowej. Romans z muzyką techniczną, produkcje minimal techno, to wszystko składa się na powstanie rozpoznawalnego na całym świecie remixu ‘Anne Will’ wydanego dla wytwórni Liebe Detail.

Jest Epka An On Bast

„Upon The Dew Drops” to zupełnie nowa kompozycja An On Bast – naszej reprezentantki w barwach labelu La Folia Recordings. Wraz z trzema remiksami kawałek trafił na Epkę dostępną od kilku dni w sieci. Oprócz oryginalnej wersji utworu na krążku znajdziemy również remiksy przygotowane m.in. przez Douglasa Greeda oraz Chrisa Warda. Epki posłuchać możecie na stronach Beatport.com, tam też można kupić wydawnictwo.

Źle się dzieje w państwie duńskim

Trentemoeller zawsze wydawał mi się artystą kryjącym tajemnicę. Odbierałem go jako geniusza, zawieszonego gdzieś pomiędzy własnym talentem a oczekiwaniami słuchaczy. Jego muzyka stanowi coś niezwykłego. Wśród wrażliwości i melancholii jest ukryty jakiś element, który umiejętnie wyciąga i wyciska podczas swoich występów robiąc kompletny pogrom na parkiecie.

Tak było i w piątek. Zapracowany Trentemoeller wpadł do warszawskiego Konesera aby „pogłębić idee festiwalu Selector”(sic!). Zapracowany, bo wydaje nareszcie swój album (Into The Great Wide Yonder), we własnym labelu (In My Room), którego pierwsza produkcja to właśnie singiel zwiastujący album (Sycamore Feeling).

Zawiedli się Ci, którzy spodziewali się jego największych utworów Kiedy po nużącym i męczącym supporcie (CatzN Dogz – panowie chyba naoglądali się za dużo robiącego furorę ostatnimi czasy filmiku o pewnym panu z wąsem, i zbyt serio potraktowali przesłanie „o pierdolnięciu”) pojawił się na scenie, rozpoczęło się rozwiązywanie równania z wielką niewiadomą. Co zaprezentuje po długiej nieobecności? Zawiedli się Ci, którzy spodziewali się jego największych utworów: „Miss You”, „Take Me Into Your Skin”, „The Forest”, bądź przebłysków z nowej płyty. Nic z tego, zaczął się mocno skontrastowany, taneczny dj set, który wstrząsnął budynkiem.

Trentemoeller z niewzruszoną, chłodną miną, serwował morderczą selekcję. Sięgał po swoje świetne remixy – słychać było mocno podbite i posiekane basem „I wanna be your dog” Emilie Simon, „White Flash” Modeselektora, a nawet znośną wersję Britney Spears. Bliżej końca usłyszeć było można dopiero „Moan”, w wersji znanej z Trentemoellerowskich kronik. I ten utwór pokazał różnicę.

Skończył planowo, po dwóch godzinach, ostentacyjnie zamachał do publiki, która po jego zejściu w większości wyparowała. Przyjechał, zagrał, pojechał, rozczarował.

Dało się odczuć że zagrał standardowy dj set, wedle znanego schematu, powtarzalnego w Warszawie, Amsterdamie, Moskwie, gdziekolwiek… Kilka własnych produkcji, plus taneczne evergreeny. Nie można się czepiać, występ był najwyższej klasy. Jednak czuć niedosyt, to zbyt mało, szczególnie dla osób zapatrzonych w jego bezdyskusyjny talent.

Zamiast odpowiedzi, po koncercie nasuwa się więcej pytań. Stanowczo za mało Trentemoellera w Trentemoellerze! Cóż z tego że jest jednym z najlepszych djów grających na żywo. Cóż z tego, że potwierdził to wielokrotnie – chociażby nieśmiertelnym mixem dla BBC Radio 1, chociażby kompilacją w formie muzycznego przewodnika po Kopenhadze. To zdecydowanie poniżej jego ambicji odgrzewać zestaw obowiązkowy i powciskać kilka guziczków. Zamiast odpowiedzi, po koncercie nasuwa się więcej pytań. Może rozjaśni je nowy album…

A czy idea festiwalu została „pogłębiona”? Piątek – Calvin Harris, sobota – rozgrzewka z Trentemoellerem i w trakcie koncertu ogłoszenie kolejnych artystów którzy pojawią się na Błoniach, m.in: Booka Shade, The Bloody Beetroots. Fakty mówią same za siebie.

Prins Thomas – Prins Thomas


Zanim Thomas Moen Hermansen stał się znany pod pseudonimem Prins Thomas odebrał bogatą edukację muzyczną – i to już w najmłodszych latach. Jego ojczym słuchał w domu różnych płyt – od The Clash i The Cramps po jazz i klasykę. Nic więc dziwnego, że młody chłopak szybko złapał muzycznego bakcyla. Zamiast kupować za kieszonkowe słodycze czy zabawki, znosił do domu kolejne albumy The Beatles, Davida Bowiego, Kiss czy ABBY. Gdy Thomas podrósł, zaczął odwiedzać mieszkającego na wsi ojca. Podróż wiodła przez Oslo, gdzie trzeba było się przesiadać z jednego pociągu do drugiego. Różnica między przyjazdem a odjazdem była na tyle duża, że nastolatek miał czas odwiedzić najbliższy sklep muzyczny, gdzie zainteresowały go importowane z USA single z muzyką house – Jackmastera Funka, Todda Terry`ego czy Phuture. To był pierwszy krok w stronę didżejowania – odpowiednie umiejętności Thomas nabył już w średniej szkole pod okiem cenionego wówczas w Norwegii DJ Strangefruita, który zapoznał go z działającymi w Oslo innymi młodymi fascynatami clubbingu: Hansem-Peterem Lindstrømem i Terje Olsenem.

Co się działo dalej, wszyscy doskonale wiemy – każdy z trzech didżejów stał się uznanym producentem i remikserem, a ich zamiłowanie do house`u szybko przeszło w fascynację różnymi odmianami muzyki dyskotekowej, prowadząc do wykreowania przez wspomnianą trójkę nowej odmiany gatunku – cosmic disco. Pierwszym, który zdyskontował wspólne sukcesy autorskim albumem był Lindstrøm, którego debiutancki krążek – „Where You Go I Go Too” z 2008 roku – został uznany za idealną inkarnację stylu. Drugi z pionierów – Prins Thomas – miał więc trudniejsze zadanie niż kolega: nie dość, że musiał przebić jego własne dokonania, to również ich dwie wspólne płyty, zrealizowane w minionej dekadzie. Być może właśnie dlatego tak długo zwlekał z wydaniem swego pierwszego pełnowymiarowego wydawnictwa.

Warto było jednak na nie czekać. Debiutancki album Prinsa Thomasa zaskakuje i zachwyca od pierwszej do ostatniej minuty. I tak bardzo różni się od krążka Lindstrøma, że nie sposób go z nim porównywać.

Już rozpoczynający całość „Ørkenvanding” sprawia, że zastanawiamy się, czy aby właściwa płyta znalazła się w odtwarzaczu. Na opatentowanym przez Neu! motorycznym rytmie podbitym miarowo pobrzękującym basem rozkładają się kaskady płynnej gitary, brzmiącej tak, jakby wydawane przez nią dźwięki dochodziły spod palców samego Steve`a Hillage`a. Wszystko to uzupełniają dyskretne pasaże klawiszy o smyczkowym brzmieniu – najwyraźniej zapożyczone z wczesnych dokonań Fausta. Drugi utwór ma również zdecydowanie kraut-rockowy charakter. Podstawą „Uggebugg” jest tym razem plemienny podkład tworzony przez afrykańskie conga podszyte rytmicznym klaskaniem. Niesie on monotonnie szarpane akordy akustycznej gitary, tworząc wraz z nim mantrową pulsację przypominającą klasyczne nagrania Amon Düül. Nie brak tu również gitarowej solówki – tym razem o zdecydowanie psychodelicznej barwie, rozpuszczonej w studyjnych pogłosach, odbijającej się dalekim echem „Piper At The Gates Of Dawn” Pink Floydów.

Zdecydowanie bardziej elektroniczne dźwięki wnosi dopiero „Slangemusikk”. Ale i tutaj nie oddalamy się zbytnio od tradycji niemieckiej muzyki kosmicznej. Świdrujący pasaż zagrany na archaicznie brzmiącym Moogu tworzy niemal mistyczny klimat, znany z najlepszych dzieł Tangerine Dream – „Ricochet” czy „Rubicon”. Ku naszemu zaskoczeniu te elektroniczne modulacje znajdują finał w zdecydowanie rockowej kodzie, rozpisanej na hałaśliwe bębny i gitarę.

Motoryczny bit w stylu Neu! powraca znów w „Sauerkraut”. Tym razem uzupełniają go jednak trzy nałożone na siebie partie gitary – rytmicznej, idealnie zsynchronizowanej z basowo-perkusyjnym pochodem, psychodelicznej, wygrywającej kosmiczne solo i rockowej, przewiercającej całość świdrującą partią. Nad tymi sonicznymi pasażami rozlegają się niespotykane w kraut-rocku dźwięki trąbki i klarnetu, na których grają Lindstrøm i Terje.

Kiedy spodziewamy się kontynuacji tych wątków w drugiej części albumu, pojawia się „Wendy Not Walter” – soczyste disco o „żywym” podkładzie rytmicznym, niosące wyrazistą melodię wygrywaną na syntetycznych dęciakach. Tytuł nagrania, ironicznie nawiązujący do zmiany płci dokonanej przez pioniera współczesnej elektroniki Waltera (potem Wendy) Carlosa, ma jednak swoje uzasadnienie – oto filadelfijskie disco w stylu Salsoul Orchestry zostaje niespodziewanie okraszone klawiszowym arpeggio, nadającym całości archaiczne brzmienie w stylu lat 60.

Te rozbuchane wizje rozwiewa „Nattonsket” – konwencjonalny disco-rock w stylu Steve Miller Bandu czy nawet Electric Light Orchestry. Swoją westernową melodią wyśpiewaną przez męski chórek przypomina trochę słynny cover Seelenluft – „Horse With No Name” – z repertuaru zapomnianej grupy America.

To proste i melodyjne nagranie zostaje umieszczone we właściwym miejscu – bo tuż po nim Prins Thomas znów staruje w kosmiczna przestrzeń, serwując już na finał bajkowe „Attiatte”. Ten majestatyczny utwór, wymodelowany na wzór onirycznych kompozycji Harmonii, zaskakuje jednak śmiałym zestawieniem ambientowych pasaży z acidowymi wstawkami – czymś, na co Michael Rother, Hans-Joachim Roedelius i Dieter Moebius nie mogli wpaść w 1974 roku ze względu na techniczne możliwości swych instrumentów.

Debiut norweskiego producenta to fascynująca podróż w czasie – łącząca ze sobą dźwięki, które nigdy wcześniej nie były w stanie się ze sobą spotkać. To już nie cosmic disco, ale cosmic music, nie tylko ze względu na brzmienie, ale i wyjątkowo rozległą perspektywę aranżacyjną i produkcyjną. Dlatego dopiero po przesłuchaniu płyty rozumiemy skąd ten szelmowski uśmieszek na twarzy Prinsa Thomasa ze zdjęcia na okładce.

www.myspace.com/fullpupp

www.myspace.com/prinsthomas
Full Pupp 2010

Alva Noto dla Tarkovskyego

W kwietniu ukaże się druga część serii FOR, którą Alva Noto zadebiutował w barwach oficyny LINE. Projekt opiera się na dedykacji poszczególnych utworów, twórcom i ich projektom, które w specyficzny i indywidualny sposób nigdy nie zostały ukończone. Carsten Nicolai to współzałożyciel kultowej oficyny Raster-Noton, w której laboratoriach na kształt słynnej designerskiej szkoły Bauhaus, kreowane są nowe standardy muzyki elektronicznej. Jest również autorem niezliczonej liczby projektów wyznaczających granice minimalu, ambientu i muzyki abstrakcyjnej. To na bazie jego twórczości definiowana jest sztuka audiowizualna XXI wieku.

W 2006r. ukazała się pierwsza część serii, na której znalazły się utwory poświęcone takim postaciom jak: Elfriede Jelinek, Peter Roehr, Katsushika Hokusai czy John Cage.

Tracklista z pełną listą dedykacji oraz cover tegorocznego wydawnictwa znajdują się poniżej.

Image and video hosting by TinyPic

1. Garment (for a garment)
2. Villa Aurora (for marta feuchtwanger)
3. Pax (for chain music)
4. Argonaut (for heiner muller)
5. Stalker (for andrei tarkovsky)
6. Sonolumi (for camera lucida)
7. Interim (for dieter rams)
8. T3 (for dieter rams)
9. Early Winter (for phil niblock)
10. Anthem Berlin (for the kingdom of elgaland-vargaland)
11. Ans (for augeny murzin)

Pobierz nowy album Ollin

Ukazał się drugi album projektu Ollin, zatytułowany „The Opium Trail”. Proces nagrywania płyty trwał od kwietnia 2007 roku – nagrań dokonano w Polsce, Anglii i USA. Prace przebiegały w nowym składzie, w którym znaleźli się gitarzysta Bill Forth i perkusista Reed Hayes ze Stanów, wokalista Troy Southgate z Anglii oraz założyciel projektu Radek Kordasiewicz, odpowiedzialny za muzykę, teksty i loopy.

www.myspace.com/ollinband

Na drugim albumie muzycy odeszli od elektronicznych korzeni na rzecz bardziej żywego, rockowego brzmienia. – „The Opium Trail” to concept album, opowiadający historię podróży palacza opium przez wiktoriańską Anglię – pisze do nas Radek Kordasiewicz. Całość, wraz z ilustracjami Joanny Nowak i fotografiami Sławomira Pisza jest dostępna do pobrania za darmo pod tym adresem www.archive.org/compress/TheOpiumTrail

Co się stanie 9 kwietnia?

Stowarzyszenie Nud-No! w ramach imprezy „Co się stało 9 kwietnia?” zaprasza na koncert Jona Kennedyego. Wstęp – 10 zł z zaproszeniem, 15 bez. Miejsce akcji to łódzka Jazzga.

Jon zaprezentuje swój dj set. W zeszłym roku wydał rewelacyjną, czwartą już w dorobku płytę „14”, podkreślając swoją pozycję wśród wykonawców trip-hopu/downtempo.

Actress w Polsce!

Oczekiwanie na nowy krążek Actressa dla oficyny Honest Johns będzie teraz zdecydowanie przyjemniejsze. Darren J. Cunningham, założyciel wytwórni Werk Discs oraz Thriller kilka dni temu udostępnił światu singiel Paint, Straw and Bubbles będący doskonałą zapowiedzią długogrającego albumu. Czyniąc brakujący do premiery miesiąc niezwykle dłuugim.

Jako pierwsi przyjemność posłuchania Actressa będą mieli uczestnicy szczecińskiego festiwalu Boogiebrain, gdzie Darren J. Cunningham wystąpi jako DJ. A niespełna 100 dni póżniej zaprezentuje swoje umiejętności na festiwalu Unsound, którego line-up z tygodnia na tydzień powinnien nabierać realnych kształtów. Póki co nie znamy szczegółów tego występu, ale biorąc pod uwagę tematykę tegorocznej edycji krakowskiego wydarzenia (HORROR) spodziewać się możemy dosłownie wszystkiego.

24 lip 2010 DJ @ Boogiebrain Festival
22 paź 2010 ?? @ Unsound Festival

Booka Shade na Selector Festiwal

Znamy kolejnych wykonawców tegorocznej edycji Selector Festiwalu. Na krakowskich Błoniach zagrają m.in. Booka Shade, Friendly Fires, Delphic oraz Bloody Beetroots Death Crew 77. Friendly Fires

Brytyjska formacja bez wątpienia jest jednym z najciekawszych zespołów nowej fali łączącej taneczną elektronikę i alternatywny rock.
Friendly Fires są niezrównani w wymyślaniu melodii, wystarczy raz posłuchać tylko takich utworów jak „Paris”, „Jump In The Pool”, „Skeleton Boy”, czy „Kiss Of Life”, żeby ich harmonie na długo pozostały w głowie. Warstwa rytmiczna, miejscami zaczerpnięta z disco, miejscami inspirowana afrykańskimi brzmieniami, a czasem zahaczająca o awangardową elektronikę zmusza podczas koncertów do niczym nieskrępowanego tańca.

Delphic

Publiczność zaintrygowana pierwszym singlem zespołu pt. „This Momentary”, bez mrugnięcia okiem przyjęła debiutancki materiał Delphic pełen mocnej elektroniki, przestrzennych dźwięków i ekstatycznych momentów. Jak sami potwierdzają muzycy zespołu, na „Acolyte” przenika się euforia i prawdziwa melancholia Manchesteru. To połączenie sprawia, że utwory takie jak „Doubt” czy „Halcyon” to chyba najbardziej wyczekiwane przez festiwalową publiczność kompozycje tego lata, bo każdy przecież czeka na moment kiedy wyjdzie słońce.

Bloody Beetroots Death Crew 77

Jeżeli szukacie nowych gwiazd muzyki tanecznej to warto zwrócić uwagę na Bloody Beetroots Death Crew 77, bo to właśnie oni mogą już wkrótce zawładnąć parkietami na całym świecie, a być może tak się już stało. Włoski duet The Bloody Beetroots szybko podąża ścieżką wyznaczoną przez rodaków z Crookers i jest jedną z najpopularniejszych ekip łączących energetyczną muzykę taneczną, disco, electro oraz hip hop z ravem i punkiem.

Booka Shade

Niemieccy mistrzowie elektroniki Booka Shade są jednym z tych zespołów, który wypracował swoje własne rozpoznawalne i niemożliwe do podrobienia brzmienie, inspirując przy tym całe zastępy producentów. Dzięki takim singlom jak „Body Language”, „Mandarine Girl”, „In White Rooms”, czy „Karma Car” oraz prowadzonej przez nich wytwórni Get Physical Walter Merzinger i Arno Kammermeier w ciągu kilku lat osiągnęli status gwiazd sceny tanecznej oraz w znacznym stopniu wpłynęli na kształt całej sceny elektronicznej.

Wcześniej ogłoszeni artyści to: Faithless, Calvin Harris, Thievery Corporation, Boys Noize, Metronomy oraz UFFIE.

Gathaspar & MRI – Artificial Respiration


Czasem bywa tak, że nowi artyści pojawiają się według zasady deus ex machina – od razu serwując dojrzały i przemyślany materiał, brzmiący jakby był podsumowaniem ich długiej kariery. Tak jest w przypadku debiutanckiej płyty warszawskiego producenta Gathaspara, zrealizowanej z niewielką pomocą Stephena Lieba alias MRI.

Już pierwsze dźwięki dochodzące z krążka budzą zaciekawienie: oto chrzęszczący loop wije się między głośnikami, osiadając na nisko zawieszonym dronie. Zestawienie tych dwóch dźwięków splecionych w powtarzający się motyw buduje niepokojące napięcie, które zostaje niespodziewanie rozładowane gwałtownym uderzeniem żrącego noise`u (tytułowe „Artificial Respiration”).

„Fuldy Washed B” i „Tapachula” zaskakują jeszcze bardziej. W pierwszym z nagrań pojawia się mechanicznie klikający bit – jakby żywcem zaczerpnięty z dawnych dokonań Cabaret Voltaire. Towarzyszą mu falujące akordy monochromatycznych klawiszy, przywołujące wspomnienie gitarowych preparacji w klasycznych kompozycjach Clock DVA czy Throbbing Gristle. Ten industrialny klimat wzmacniają dobiegające z tła głosy – ułożone w schizofreniczny loop. W „Tapachuli” odnajdujemy podobny nastrój – choć tym razem przemysłowe partie syntezatorów niesie miarowy puls głębokiego techno. Dawno współcześni producenci nie wykorzystywali industrialnych inspiracji w tak przekonywujący sposób, jak Gathaspar.

Dalekie echa berlińskiego dubu odzywają się natomiast w „I Have Nothing In Common With Reality”. To wolno toczący się niczym sapiący parą pociąg masywny rytm, tworzony przez mechaniczne stuki i idealnie zsynchronizowane z nimi uderzenia ciężkich akordów. A w tle – nerwowo buczący strumień mrocznego dźwięku, przesłaniany co chwila przez gęstą chmurę cyfrowych zakłóceń.

Odpoczynek po tych miażdżących kompozycjach przynosi „Kantine” – wymodelowany na wczesne nagrania ze Studia 1 wesołkowaty house, którego głównym elementem jest rwana partia gitary, opleciona egzotycznie brzmiącymi głosami. Utwór ten przypomina również ostatnie eksperymenty producentów związanych z Kompaktem – choćby „Fiesta Forever” duetu Pachanga Boys.

Radośniejszy nastrój wywołany tą kompozycją pryska wraz z następnym utworem. „Fifty Sixty Thousend” to niby znów koloński house oparty na powtarzalnym rytmie, ale tym razem uzupełniony hipnotycznym loopem przypominającym stukot jadącego pociągu (niczym w starych nagraniach Richiego Hawtina pod szyldem FUSE) i mroczną melodeklamacją rodem z chicagowskiej klasyki. Wszystko to podszyte metalicznymi pogłosami i zanurzone w niespokojnie wijącym się tle.

Najbardziej minimalowy charakter ma na płycie „Confession” – klikający bit wsparty giętym basem wprowadza tu jedynie wokalny loop, który wychodząc powoli z tła na pierwszy plan tworzy paranoiczną atmosferę rodem z onirycznego horroru.

Całość kończy zaskakujące wpisanie neoklasycznych wątków w kontekst spowolnionego techno. Oto Gathaspar sięga po uderzające z pełną mocą sample orkiestrowych dźwięków, osadzając je na miarowym bicie, przeplecionym dronowym strumieniem zbasowanych tonów („Malabar”).

Perfekcyjnie dobrane elementy dźwiękowych konstrukcji sprawiają, że „Artificial Respiration” ma wyjątkowo sugestywny klimat – zawieszony między minimalistycznymi eksperymentami współczesnego post-techno a industrialnymi preparacjami rodem z początku lat 80. Choć słychać tu wpływy produkcji z Chain Reaction, Sähkö, Studio 1, Profan czy Plus 8, wszystkie nagrania z krążka mają swoje własne brzmienie – gęste, zawiesiste, duszne, klaustrofobiczne. To idealny soundtrack do futurystycznych wizji wielkomiejskich molochów rodem z opowiadań J.G. Ballarda.

www.resopal-schallware.com

www.myspace.com/gathaspar

www.myspace.com/mriberlin
Resopal Schallware 2010

Christina idzie w electro

Christina Aguilera zapowiada na lato swój nowy album „Bionic”, który ma być utrzymany w stylu electro W pracach nad „Bionic” wspomagali gwiazdę pop uznani wykonawcy nowej elektroniki – grupy Le Tigre i Ladytron oraz Switch (znany ze współpracy z Santigold, MIA, Basement Jaxx, X-Press 2 i projektu Major Laser).

Pierwszym zwiastunem nowej Aguilery będzie singiel „Not Myself Tonight”, który można będzie odsłuchać na oficjalnej stronie piosenkarki już 30 marca.

Foto: Christina Aguilera otwarta na życzliwe komentarze czytelników Nowej Muzyki