Wpisz i kliknij enter

Fire! Orchestra – Echoes

Potrząsnąć wszechświatem.

Trudno w to uwierzyć, że w tym roku mija dziesięć lat od wydania pierwszego albumu Fire! Orchestry, orkiestry pod wodzą Matsa Gustafssona (dyrygent, saksofon barytonowy, flet), Johana Berthlinga (bas elektryczny, kontrabas) i Andreasa Werliina (perkusja). Skład tej grupy zmieniał się od początku i zmienia nadal, ewoluuje i rozrasta – nie sprawiając nigdy wrażenia przerośniętego dziwoląga, który lubiłby przesiadywać na mieliźnie.

Fani tej skandynawskiej supergrupy doskonale znają układ chronologiczny opublikowanych przez nich płyt, więc pozwolę sobie tylko je przypomnieć, bo jest co przypominać: „Enter” (2014, recenzja), „Ritual” (2016, recenzja), „Arrival” (2019, recenzja) i „Actions” (2020, recenzja). No i fantastyczny koncerty Orchestry w 2018 roku podczas katowickiego Jazz Artu (relacja), gdzie wykonali premierowo materiał z albumu „Arrival”.

Początkowo Fire! Orchestra zamieszczała na swych albumach po dwie długie kompozycje, co z czasem uległo zmianie, przechodząc na przykład w krótsze formy. Nowe i podwójne (3LP) wydawnictwo „Echoes” to z kolei prawie dwie godziny (!) muzyki. I bez wątpienia Orchestra powraca z największym jak dotąd międzynarodowym składem, liczącym 43 członków! Słyszymy tu dobrze znany kobiecy głos Mariam Wallentin, np. w „ECHOES: to gather it all. Once”. Zdziwiłem, że w tak dużej obsadzie nie znalazła się tak świetna wokalistka jak Sofia Jernberg. Tym razem są też męskie głosy reprezentowane przez Davida Sandströma (np. w „ECHOES: lost eyes in dying hand”), Tomasa Öberga i… Joe McPhee. Głos mistrza słychać w drugiej części „Echos”, zaś saksofon tenorowy w pierwszych kompozycjach.

Fire! Orchestra
Fire! Orchestra, fot. mat. prasowe

Kogo jeszcze można spotkać na „Echoes”? A proszę bardzo takich wspaniałych instrumentalistów jak Josefin Runsteen (skrzypce), Anna Lindal (skrzypce), My Hellgren (wiolonczela), Amalie Stalheim (wiolonczela), Goran Kajfeš (trąbka, trąbka wysuwana), Niklas Barnö (trąbka), Susana Santos Silva (trąbka), Tobias Wiklund (trąbka), Mats Äleklint (puzon), Maria Bertel (puzon), Per Åke Holmlander (tuba), Heiða Karine Jóhannesdóttir Mobeck (tuba), Per Ruskträsk Johansson (saksofon sopranowy, flet basowy), Anna Högberg (saksofon altowy, flet), Signe Krunderup Emmeluth (saksofon altowy), Julia Strzalek (saksofon altowy, flet), Lars Göran Ulander (saksofon altowy, flet), Mette Rasmussen (saksofon altowy, flet), Fredrik ljungkvist (saksofon tenorowy), Elin Forkelid (saksofon tenorowy), Alberto Pinton (saksofon barytonowy, klarnet, flet basowy), Daniel Gahrton (saksofon barytonowy, flet), Dror Feiler (saksofon altowy, saksofon sopranowy, saksofon wysuwany, flet, dzwonki), Per Texas Johansson (obój, fagot, klarnet basowy, klarnet kontrabasowy, flet), Christer Bothén (klarnet basowy, guembri, donso n´goni), Isak Hedtjärn (klarnet), Andreas Röysum (klarnet basowy, klarnet, flet), Martin Hederos (fender rhodes, organy), Alex Zethson (fortepian, syntezator), Sten Sandell (fortepian), Kjell Nordeson (wibrafon, glockenspiel), Mats Lindström (elektronika), Reine Fiske (gitara), Niklas Fite (bandżo), Elsa Bergman (kontrabas) i Juan Romero (instrumenty perkusyjne, berimbau).

Niewiele jest na świecie takich Big-bandów jak Fire! Orchestra, które by w obecnych czasach dokonywały tak potężnej syntezy i spoglądały w twórczy sposób na dorobek muzyczny minionych dekad. „Echoes” nie jest wyjątkiem, ale potwierdzeniem pewnej reguły. Jakiej? A no takiej, że wciąż można pisać i wykonywać niebywale świeżą muzykę. Materiał z „Echoes” miał swoją premierę w październiku 2022 roku podczas sztokholmskiego Festiwalu Jazzowego. Główna szwedzka gazeta „Dagens Nyheter” opisała to wydarzenie jako ucztę dla oczu i uszu. Należy też dodać, że tytuły zawarte na „Echoes” były inspirowane twórczością Erika Lindegrena (1910-1968) – szwedzkiego pisarza, poety, krytyka, tłumacza.

Transowe wprowadzenie w postaci „ECHOES: I see your eye, part 1” o rozkołysanych aranżacjach instrumentów perkusyjnych i smyczkowych z filmowym uniesieniem, oszczędnych dźwięków fortepianu bliskich wrażliwości niedawno zmarłego Ryuichiego Sakamoto (co za strata!), aż do wynurzenia się świetnych i długich solówek saksofonowych!

Jeden z pierwszych afrykańskich wątków objawił się w „ECHOES: forest without shadows”, choć tu jest wszystko tak płynne i „oznaczone” niewidzialną granicą, że w pewnym momencie plemienna motoryka spotyka krajobrazy malowane instrumentami smyczkowymi, które przenoszą w rejony Dalekiego Wschodu. Przynajmniej przed moimi oczami wyrosła dramaturgia i poetyka ścieżek dźwiękowych do filmów Akira Kurosawy, m.in. autorstwa Masaru Satō do „Straży przybocznej” czy Fumio Hayasakakiego do „Siedmiu samurajów”. A trąbka w tej kompozycji ma ewidentnie punkowego ducha Jaimie Branch. To tylko dwa pierwsze nagrania, a pomysłów tabuny! Ten japoński sznyt nie bez znaczenia pulsuje, ponieważ miksem zajął się nie kto inny jak sam Jim O’Rourke.

Ponad piętnaście minut absolutnej hipnozy „ECHOES: to gather it all. once” z udziałem eterycznego głosu Wallentin i rozmaitych solówek, a filmowe smyczki tym razem kierują nas do Ameryki Północnej – jednocześnie gdzieś w okolice bluesa z Delty Missisipi oraz do wnętrza nocnej nowojorskiej taksówki przy dźwiękach muzyki Bernarda Herrmanna. Nic innego jak kwadrans poza orbitą ziemską. Klarnet smakujący orientalnie w drobnym fragmencie „sliding whisper of pain” stara się zahipnotyzować muzykę współczesną.

Wciąż jest bardzo spokojnie jak na Fire! Orchestrę, więc zastanawiałem się kiedy nadejdzie pier… i nadeszło wraz z „ECHOES: lost eyes in dying hand”. Tutaj dziedzictwo Sun Ra i Art Ensemble of Chicago aż kipi. Afro-futurystyczni kosmici ze Szwecji – i nie tyko – zamieszali w tym rozgrzanym kotle. Znakomitym kontrapunktem okazał się też męski głos Sandströma. Dotychczas wokalnie dominował żeński śpiew. Wydawcy przy opisie sugerują, że Fire! Orchestra kultywuję tradycję zespołów prowadzonych przez Carlę Bley, George’a Russella i Keitha Tippetta. Trudno się z tym nie z godzić, ale nie zapominałbym o wspomnianych wyżej Sun Ra i Art Ensemble of Chicago, a także o wkładzie Billa Dixona, Moondoga i Roberta Wayatta. Tę część płyty zamyka „welcoming you. drinking your dream.” ze świetną i noise’ową gitarą Friske’ego przypominającą brawurowe faktury Keiji Haino.

Prawie kwadrans z „ECHOES: a lost farewell” otwiera drugą płytę z tego zestawu. Funkująca pulsacja aż rozsadza muzyków, wokół tego krążą bardzo gęste, świetnie dopracowane aranże smyczków i dęciaków, doprowadzając do kolektywnej i dzikiej improwizacji. Smyczki miejscami brzmią tu jak u Pendereckiego w „Trenie – Ofiarom Hiroszimy”. Po czym napięcie nieco opada, tłustym krokiem sunie tuba i zwiastuje nadciągnięcie fal rozkołysanych jazzem. A elektroniczne wstęgi niczym niewidoczne prądy coś tam sobie mruczą. Kolejny świetny fragment „Echoes”!

Organy Hammonda Hederosa i transowe brzmienie berimbau w rękach Romero (instrument wykorzystywany podczas capoeiry) w „nothing astray. all falling.” stwarzają trudno definiowalną muzykę, do tego smyczki ewidentnie zanurzone w muzyce współczesnej. Podobnymi kontrastami operują muzycy w „in those veins. a silvernet.”, gdzie prowadzący rytm na congach stapia się z sonorystyką, muzyką współczesną i ambientem. „ECHOES: cala boca menino” wjeżdża z mocnym groove’em i rozpoznawalną dzikością harmoniczną głównie reprezentowaną przez wszelakie dęciaki i smyczki. Fortepian brzmi tu miejscami jak u Theloniousa Monka, syntezatory/organy bliższe frazowania Joe Zawinula, a w powietrzu afro-futurystyczne pachnidło, wolność i odpłynięcie.

Sonorystyczno-drone’owa miniatura „double loneliness” zazębia się z „respirations” na instrumenty smyczkowe. Wiolonczelowe skojarzenia lgną tutaj do dwóch znakomitych islandzkich artystek, czyli Hildur Guðnadóttir i Gyðy Valtýsdóttir. Jeszcze raz spotykamy północno-zachodnią Afrykę za sprawą brzmienia lutni guembri, na której gra 81-letni Bothén. Marokańska tradycji nie została odczytana wprost, ponieważ dostała eksperymentalno-improwizowany oddech. Na sam koniec wraca dobrze już nam znany motyw rozwijany w „ECHOES: I see your eye, part 2” z recytowanym tekstem/śpiewem McPhee i rykiem barytonowego saksofonu Gustafssona. Tutaj – i nie tylko – Fire! Orchestra idealnie pasuje do kontestacyjnej filozofii chicagowskiej International Anthem.

Rzadko mi się to zdarza, ale trudno było się pozbierać po „Echoes”. Jeśli by szukać innych podobnych przykładów z niedalekiej przeszłości to z całą pewnością podobne emocje towarzyszyły mi przy ubiegłorocznej i doskonałej płycie Makayi McCravena „In These Times” oraz albumie szwajcarskiej grupy Ikarus „Plasma”. W tym roku pojawił się z kolei nietuzinkowy materiał Rob Mazurek Exploding Star Orchestra „Lightning Dreamers”.

Fire! Orchestra płytą „Echoes” wyrzucili swoją poprzeczkę gdzieś daleko poza ziemską sferę, aż głowię się, czy da się ją w ogóle doścignąć, a co innego przeskoczyć. Monstrualna wizja Fire! Orchestry rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, w połączeniu z perfekcyjnym wykonaniem i złożonością. Kolektyw złapał różne kultury/tradycje w garść i ostatecznie rozsypał je nad jakimś gigantycznym oceanem wyobraźni.

Rune Grammofon | kwiecień 2023


Strona FB Fire! Orchestra: www.facebook.com/fireorchestra/

Strona Rune Grammofon: www.runegrammofon.com

FB: www.facebook.com/runegrammofon

 







Jest nas ponad 15 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marek
Marek
1 rok temu

Tytuł chyba brzmi „Echoes”.

Polecamy

Job Karma – Ebola

Trzecia płyta wrocławskiego zespołu powraca po szesnastu latach od wydania w wersji winylowej i kompaktowej.