Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.



Brainfeeder

Wajatta – Don’t Let Get You Down

Taneczno-wokalna petarda.

Czytaj dalej »

Lapalux – Amnioverse

Kiedy najnowszy, czwarty album studyjny Lapaluxa „nie zachwyca”. Wszak płyta „Amnioverse” nie zaskakuje i nie porywa oryginalnością, jak trzy poprzednie albumy Stuarta Howarda tj. w kolejności „Nostalchic” (2013 r.), „Lustmore” (2015 r.) i „Ruinism” (2017 r.). A do tego właśnie przyzwyczaił nas Brytyjczyk, przedstawiając na ww. albumach glitch w nowej odsłonie.

Artysta twierdzi, że „Amnioverse” to próba ukazania, że narodziny, życie, śmierć i odrodzenie to niekończące się kontinuum. Jakkolwiek brzmi to filozoficznie, to jednak zarazem kuriozalnie, że takie tematy producent próbuje odzwierciedlić brzmieniowym popem z elementami dance. Nie pomagają w tym nawet sample („Earth”), choć te stanowią pewną nowość względem dotychczasowych nagrań artysty.

Na „Amnioverse” znów słyszymy głosy wokalistek JFDR („Thin Air”, „The Lux Quadrant”) i Lilia („Limb To Limb”, „Voltaic Acid” and „Momentine”), znane już z „Ruinism”, choć na zmiękczonej i dość płaskiej palecie brzmień, nie brzmią już tak wykwintnie jak na skontrastowanej i wyostrzonej pod tym względem poprzedniej płycie artysty. Co więcej, bywa że ciekawe momenty melodyjnej spójności producent ni stąd ni zowąd przerywa niepotrzebnymi efektami jak np. oczywisty filtr we wspomnianym „Earth” czy efekty roll i slicer w „Thin Air”, które brzmią jakby za ich pomocą próbowano budować melodię tego utworu.

Wspomniane filozoficzne tło „Amnioverse” to w istocie swego rodzaju kontynuacja konceptu podjętego przez Lapaluxa na jego kasetowej EP-ce z 2018 – „ABOVE_BETWEEN_BELOW„. Brzmieniowym rozwinięciem tamtego wydawnictwa jest ambient, który na najnowszym albumie producenta również się pojawia, choć nie w tak swobodnej i szerokiej formie jak na „ABOVE_BETWEEN_BELOW”. Szczególną uwagę zwraca jednak utwór „Oblivion”, zdecydowanie najciekawsza kompozycja z „Amnioverse”.

Lapalux często sięga też po breaki, które czy to same czy zestawione z ambientowymi frazami stanowią także o pewnej nowości. Ich atuty również jednak łamie niezliczona wręcz ilość efektów wrzuconych do poszczególnych utworów i wokali, których choć na płycie nie ma aż tak dużo, to jednak momenty ich rozmieszczenia są tak niewyważone, że budzą wrażenie jakby były dosłownie wszędzie. Nie sposób odmówić Lapaluxowi umiejętności producenckich i wiedzy technologicznej (zresztą ukończył on studia z zakresu inżynierii produkcji), ale bogactwo urodzaju zastosowań tych umiejętności jest na „Amnioverse” przytłaczające. Szkoda, bo lżejsze brzmienie płyty mogło odbić się korzystnie podczas jej koncertowego przedstawienia. Lapalux znany jest wszak z tego, że na żywo dokonuje niemal całkowitego re-aranżu swoich nagrań, często ograniczając melodyjność do minimum. Przy takim nagromadzeniu deformujących efektów nie ma jednak specjalnego widoku, by koncertowo „Amnioverse” okazała się bardziej melodyjna niż poprzednie płyty producenta.

Trochę szkoda, że Lapalux nie zdecydował się podejść do „Amnioverse” nieco oszczędniej. Gdyby bardziej skupił się na ambiencie i breakach zatopionych z melodyjnym, ciepłym idm być może otrzymalibyśmy kolejną ciekawą płytę w tym nurcie, obok kapitalnej „Compro” Skee Maska czy „Images” Synkro, odwołując się do przykładów z ostatniego 1,5 roku. Wyszło tak, że dostaliśmy „u-pop-ioną” wersję „Ruinism”, hybrydę techno beatu, mglistych wokali i efektów deformujących breaki, którym jednak bardzo daleko do rasowego stylu Lanarka Artefaxa. To też potwierdza, że podchodzenie do muzyki jak do „produktu” i nagrywanie płyt co dwa zakontraktowane lata, nie jest najlepszym pomysłem. W efekcie mamy do czynienia ze średnią płytą, ładnie opakowaną, o której jednak trudno będzie pamiętać dłużej niż miesiąc. Takiej muzyki mamy dziś olbrzymią nadprodukcję. A od tak uzdolnionego muzyka jak Lapalux chciałoby się otrzymać „coś” więcej. I z nadzieją liczę, że jeszcze to dostaniemy.

8 listopada 2019 | Brainfeeder

Profil Lapaluxa na Facebooku
Profil Lapaluxa na Bandcamp

Lapalux – ABOVE_BETWEEN_BELOW

Trochę z nowej mody, trochę z wcześniejszych zakusów.

Czytaj dalej »

3 pytania – Dorian Concept

Przepytujemy członka Brainfeeder family. Czytaj dalej »

Lapalux – The End Of Industry EP

13 października tj. raptem trzy miesiące po wydaniu trzeciego studyjnego albumu „Ruinism”, Lapalux wydał nową EP-kę, którą zatytułował „The End Of Industry”. Wydawnictwo dostępne jest do odsłuchu / streamu / zakupu w większych serwisach, zbiorczo wskazanych pod tym linkiem.

Jak twierdzi artysta, założeniem, które przyświecało mu w procesie tworzenia materiału na „The End Of Industry” była chęć stworzenia czegoś co opisywałoby zautomatyzowany świat, w którym żyjemy. Jak mówi: „Skomputeryzowane maszyny przejmują większość zadań i obowiązków w dzisiejszym przemyśle. Ta EP-ka jest oknem do tego zmieniającego się świata. Z drugiej strony, wszystko to może działać dzięki ludzkim wysiłkom co pokazuje, że interakcja człowieka wciąż jest potrzebna w procesie tworzenia i automatyzacji. Ta EP-ka to moja wizja idei Człowiek versus Maszyna.”

Wydawnictwo składa się z pięciu utworów. Pod względem tematów muzycznych stanowi swoiste przedłużenie „Ruinism”, w tym znaczeniu, że motywy poszczególnych utworów z EPki stanowią rozwinięcie motywów, które mogliśmy usłyszeć na albumie artysty, który miał premierę 30 czerwca. I tak otwierający „Complectual” nawiązuje do „Reverence”, „Smoke Streams” do „Petty Passion”, „Shape Sharper” do „Data Demon”, a „Holding On” do „Phase Violet”. Choć pewnie słuchacz będzie w stanie znaleźć w nich nawiązania do jeszcze innych momentów „Ruinism”. Rzeczywiście Lapalux mocno to poszatkował. Uniknął jednak powtórzeń. Słuchając tej płyty nie miałam poczucia, że jest wtórna czy że to ponowne odgrywanie czegokolwiek. Wręcz przeciwnie, materiał z „The End Of Industry” jest dla mnie swoistą i niezwykle wyostrzoną kontynuacją wybranych motywów z „Ruinism”. Mechaniczne, częściowo modulowane frazy brzmią jeszcze bardziej komputerowo, przypominają maszyny same w sobie. Z drugiej strony elementy instrumentalne zostały znacząco rozbudowane, są dłuższe i naturalniejsze. W pewnym sensie majestatyczne, ale budzą spokój i ciepło.

Idealnym podsumowaniem są tu słowa samego Lapaluxa, że EPka „The End Of Industry” to wizja idei Człowiek kontra Maszyna, w której elementy komputerowe symbolizują Maszynę, a partie instrumentalne – Człowieka. Najpełniej słychać to w utworze „Alpha Plus”, którego celowo nie wymieniłam w wyliczeniu przedstawionym powyżej.

Utwór ten łączy kilka motywów z „Ruinism”, słyszalnych choćby w „Reverence”, „Data Demon” i „Rotted Arp”. Jego struktura została podzielona na dwie części. Pierwszą – skomputeryzowaną, machinalną i nieco przesterowaną. I drugą, o której poniekąd trudno pisać. A to dlatego, że wytrąca, wycisza oceny. Na wysokości 2 minuty i 20 sekundy w utworze pojawia się bowiem przejście, a za nim piękne i rozbrajające akustyczne pianino. Jest bezbłędne, bardzo szczere i pełne mądrości. Budzi pokorę, coś niezwykle deficytowego w dzisiejszym świecie.

Ten fragment, najbardziej instrumentalny w dotychczasowej dyskografii Lapaluxa, to według mnie najgenialniejszy moment „The End Of Industry”. Mówię naj, bo mam wrażenie, że w przypadku Brytyjczyka epitet ten można już stopniować. On sam jest swoją konkurencją. Z drugiej strony, „Alpha Plus” ma w sobie spokój, który podobno zaczyna się tam, gdzie kończy się ambicja. I nie chodzi tu o pracowitość czy talent. To bezsprzecznie cechuje Laplauxa. Chodzi bardziej o poczucie, że nic nie trzeba udowadniać, osiągać kolejnych celów czy dążyć do rozpoczęcia następnych etapów. To pianino symbolizuje inny moment, w którym jest już tylko sztuka i emocje, które wywołuje. Gdyby „Alpha Plus” miała mieć teledysk, to wyobrażałabym go sobie jako zestawienie gigantycznej, nieruchomej i milczącej maszyny, jakiegoś olbrzymiego silnika, a na przeciw – bijącego ludzkiego serca. „Konstrukcji” zbudowanej z tkanki mięśniowej, rozmiarowo niewiele większej od pięści, której mechanika pozwala na pracę obejmującą średnio 2,5 miliarda uderzeń w czasie ludzkiego życia. Przede wszystkim jednak konstrukcji o niewytłumaczalnej mocy, której żadna maszyna, nawet najbardziej skomplikowana, nigdy nie będzie mieć. I to chyba najważniejszy wniosek płynący z „The End Of Industry”. Wszystko jest w człowieku, w nas.

2017 | Brainfeeder

Oficjalna strona Lapaluxa » Profil na BandCamp » Profil na Facebooku » Posłuchaj / Kup The End Of Industry »

Koncert Lapaluxa w NIEBO + Konkurs

Za niecały miesiąc, 3 listopada, w warszawskim klubie NIEBO zagra brytyjski producent Lapalux, który w czerwcu tego roku opublikował swój trzeci studyjny album zatytułowany „Ruinism”. Koncert, który odbędzie się w klubie NIEBO, jest częścią europejskiej trasy promującej ten album. Organizatorami koncertu jest klub NIEBO i agencja Fource.pl (Fource Entertainment).

Pseudonim artysty to skrót od sformułowania „Lap of Luxury” i to nad wyraz trafne określenie, bo muzyka tworzona przez Lapaluxa to iście luksusowa elektronika. Naprawdę nazywa się Stuart Howard. Pierwszym istotnym momentem w jego karierze było wydanie EP-ki „Forest”, którą Lapalux wydał samodzielnie na kasecie w 2008 r., a następnie, w 2011 r., w formacie digital. Kolejna EP pt. „Many Faces Out of Focus” z 2011 r., zwróciła na niego uwagę samego Flying Lotusa, który dostrzegł olbrzymi talent Brytyjczyka i zaprosił go do dołączenia do kultowej wytwórni Amerykanina – Brainfeeder. W tej Lapalux jest do dziś, bo jak twierdzi świetnie czuje się w tym gangu. W ramach Brainfeeder, w 2012 r. wydał dwie kolejne EP-ki: „When You’re Gone” i „Some Other Time” oraz wszystkie trzy albumy długogrające: świetny debiutancki „Nostalchic” (2013), melancholijny „Lustmore” (2015) i najnowszy, bardzo emocjonalny „Ruinism”. Bardzo ciekawą pozycją w dyskografii Lapaluxa jest też materiał nazwany „Movement I, II & III” z 2014 r. Przy słuchaniu nagrań Brytyjczyka polecam zatrzymać się na nim na dłużej. Dodatkowo, poza wskazanymi wydawnictwami artysta wypuścił jeszcze trzy single: świetny „Guurl” (2013), „Lonesum Tnite” (opublikowany pod aliasem LPLX) i „Untitled” ‎(2015).

Przed koncertem oczywiście zapraszam was do zapoznania się z moją recenzją „Ruinism” oraz z wywiadem, który udało mi się przeprowadzić z Lapaluxem dosłownie dwa dni przed wydaniem tej płyty.

Jednocześnie mam dla Was konkurs, w którym do wygrania jest tłuściutki 180 gramowy winyl „Ruinism” i podwójne zaproszenie na warszawski koncert Lapaluxa w NIEBO. Jeśli chcecie zdobyć to sympatyczne combo wystarczy, że napiszecie do mnie maila na adres aniapietrzak@nowamuzyka.pl. Wygrywa najszybszy zawodnik / najszybsza zawodniczka! Po prostu!

Profil na Facebooku » Profil na BandCamp »Strona wydarzenia na Facebooku »

Lucia Cadotsch

Szwajcarska wokalistka jazzowa wydała w zeszłym roku debiutancki album solowy. Wiosną ukaże się wydawnictwo z interpretacjami jej kompozycji, które przygotują różni muzycy m.in. związani z oficyną Brainfeeder. Posłuchajcie pierwszej próbki. Czytaj dalej »

Kneebody + Daedelus – Kneedelus

Płyta wyjątkowa, szkoda by przeszła bez echa. Czytaj dalej »

Lapalux – Lustmore

Po dwóch latach od głośnego debiutu producent pochodzący z hrabstwa Essex powraca nowym albumem i już na wstępie można stwierdzić, że jest to płynna kontynuacja „Nostalchic”. Czytaj dalej »

Nowiny od Lapaluxa

Po kilkunastu miesiącach ciszy u Lapaluxa znów głośno. Czytaj dalej »

Taylor McFerrin – Early Riser

Słońce za oknem, czas by z głośników również poleciało trochę ciepło brzmiących dźwięków. Czytaj dalej »

Teebs – Estara

Ocean Spokojny, czyli najświeższe danie z Brainfeeder. Czytaj dalej »

FKA twigs – EP2

Czyżby najbardziej intrygujący debiut roku? Czyżby wielka nadzieja trip-hopu? Czyżby nowa jakość? Czytaj dalej »

Thundercat – Apocalypse

Apokalipsa w kulturze, także w muzyce, pojawiała się już nieraz. Po raz pierwszy jednak ktoś stworzył do zagłady całkiem przyjemny soundtrack.
Czytaj dalej »

Darmowa płyta od Matthewdavida

Młody producent nagrywający dla wytwórni Brainfeeder udostępnia nam bezpłatnie trzy swoje nowe nagrania.

Czytaj dalej »

Matthewdavid – Outmind

Producent, muzyk, DJ, artysta wizualny, radiowiec, inżynier, właściciel labelu Leaving Records i samozwańczy „międzygwiezdny kolaborant transgresyjny” w jednej osobie – to właśnie Matthew David McQueen. Urodzony w Atlancie, dorastał na Florydzie, gdzie zainteresował się rapem i kulturą hip-hopową. Obecnie rezyduje w Kalifornii jako członek kolektywu/wytwórni Brainfeeder, którego spiritus movens – Flying Lotus – zachwycił się wczesnymi utworami Matthewdavida do tego stopnia, że samplował je na płycie „Los Angeles” (nasza recenzja tutaj). Trudno o lepszą rekomendację.

FlyLo pojawia się zresztą w jednym z utworów na debiutanckim longplayu Matthewdavida, zatytułowanym „Outmind”. Inni goście to Dogbite i Niki Randa, ale pierwsze skrzypce gra tu, rzecz jasna, sam autor. Uprawiana przez Amerykanina estetyka mieści się w szeroko pojętej „laptopowej elektronice”, w obrębie której spotykają się ambientowe tekstury, hip-hopowe beaty, głębokie basy, rozmaite sample i zabawy z efektami (z naciskiem na przester). Jest tu zatem miejsce na bliski muzyce filmowej pierwszorzędny ambient („Floor Music”), duszne downtempo („Cucumber-Lime”), glitch-hop („Like You Mean It”), drony a la Tim Hecker („Prayers at Bedtime”), quasi-chillwave („International”), a nawet delikatne muśnięcia dubowej konwencji („Noche y Dia / San Raphael”) i eksperymenty spod znaku Warp Records (finalny „No Need To Worry / Mean Too Much (Suite)”).

Matthewdavid buduje atmosferę za pomocą dyskretnych szumów i rytmicznych przesterów, które składają się na zadymioną, na poły psychodeliczną, na poły oniryczną elektronikę wyśmienitego sortu. Słucha się tego z ogromną przyjemnością i zaangażowaniem, ale i poczuciem niedosytu, „Outmind” trwa bowiem zaledwie pół godziny. I jest to naprawdę jedyny minus tego znakomitego materiału.

Brainfeeder | 2011