Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.



Up To Date Festival

Up To Date Festival 2019 – relacja

Znów było najlepiej.

10. edycja Up To Date Festival nie rozpoczęła się wcale koncertem. Rozpoczął ją biały wiersz białostockiego dziennikarza Andrzeja Bajguza, w którym w ciekawy sposób streścił kluczowe momenty dziesięcioletniej historii podlaskiego festiwalu, ale przede wszystkim zadał pytanie: Co by było gdyby Jędrzej Dondziło i Cezary Chwicewski nie odważyli się 10 lat temu zorganizować pierwszej edycji imprezy? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, a wręcz to niemożliwe z perspektywy dnia dzisiejszego. Bo Up To Date stał się przez te wszystkie lata nie tylko jednym z kluczowych punktów na festiwalowej mapie Polski, ale przede wszystkim jedynym miejscem, instytucją, symbolem niemożliwego, a zarazem wspaniałego zjawiska, dowodzącego, że muzyka łączy, ambient nie wyklucza hip-hopu, a Pozdro techno pozdrawia Beats.’y!. I to dlatego festiwal jest dziś w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o wydarzenia kulturalne w Polsce, a dla wielu fanów elektroniki w ciągu tych 10 lat stał się też najważniejszym polskim festiwalem. Nowamuzyka.pl od lat jest patronem Up To Date, tak też było i w tym roku. Sprawdźcie, jak bawiliśmy się podczas X. edycji UTD i co w tym roku zachwyciło nas szczególnie!

5 września / Koncert Otwarcia / Sala Koncertowa OiFP w Białymstoku

Pierwszy festiwalowy wieczór otworzyło wspomniane emocjonalne powitanie, w tym krótkie kilka słów od Jędrzeja Dondziło i Cezarego Chwicewskiego, którzy przywitali uczestników i podziękowali za 10 lat wsparcia ich „dziecka” oraz odwiedzin Białegostoku. Po tym powitaniu odbyły się dwa pierwsze występy w ramach Koncertu Otwarcia, który miał miejsce po raz pierwszy, właśnie z okazji okrągłego jubileuszu festiwalu. Jako pierwsi wystąpili szwedzki producent Anthony Linell i artysta audiowizualny Ali Demirel, którzy premierowo zaprezentowali projekt „Winter Ashes”. Muzyka skomponowana przez Linella w niesamowity dla odbiorcy sposób łączyła się z wolno przenikającymi się obrazami przygotowanymi przez Demirela, co w efekcie brzmieniem, kolorami i ich głębią budziło wyobraźnię słuchacza wyprowadzając myśli daleko, daleko w opuszczony poziomowy krajobraz. Natura uchwycona przez Demirela w swym widoku na końcu zimy otrzymała głos dzięki kompozycjom Linella, przez co Artystom udało stworzyć się projekt, w którym żadna ze sztuk nie jest jedynie dodatkiem do drugiej, a odgrywa jedną z dwóch ról głównych, tworząc poruszający audiowizualny teatr, który budzi podziw dla ucha i oka.

Następnie, po krótkiej przerwie na scenie pojawił się Robert Henke. Zaprezentowanie jego słynnego projektu Lumière, obecnie rozwiniętego do wersji III, poprzedziła skromna wypowiedź artysty, w której przekazał wskazówki co do tego w jaki sposób najlepiej będzie odebrać jego występ. Kto usiadł blisko sceny, szybko przesiadł się do dalszej części sali Opery i Filharmonii Białostockiej. Kluczowa okazała się jednak rada, by gdy zmęczą się oczy przestać patrzeć na poszczególne obrazy wyświetlanego pokazu laserów, a zacząć patrzeć poniekąd „za nie”, w głąb ekranu. A potem się zaczęło i z każdą sekundą występu Henkego w sali potęgowało się wrażenie, że po tym audiowizualnym „show” nic nie będzie już takie samo. Szczerze? No i nie jest. Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy kto zobaczył Lumière III w Białymstoku doznał swoistej świetlnej ekstazy, czegoś co było jak eksplozja jednocześnie szaleństwa i podniecenia oraz zachwytu nad tym, co Robert Henke stworzył za pomocą czterech (sic!) laserów, których światło odbijane jest malutkimi lustrami. To fenomenalne połączenie gry świateł, szybkości ich zmian i kolorów, tworzących coraz bardziej fantazyjne kształty, wydawało się chwilami tak niesamowite, że aż budziło niedowierzanie, że to wszystko stworzył człowiek. Do tego idealnie dopasowana, sugestywna i świetnie nagłośniona muzyka no i efekt był taki, że gdy Robert Henke skończył show, a na ekranie pojawił się napis „LGBT Friendly 2019”, publika odwdzięczała się artyście brawami na stojąco. Wstając z fotela, zupełnie oszołomiona pomyślałam: „Ale to przecież pierwszy dzień, jak oni chcą to przebić?!”.

6 września / Centralny Salon Ambientu / Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Drugi festiwalowy dzień czyli piątek zaczęliśmy rzecz jasna na Centralnym Salonie Ambientu. Pierwszy wystąpił Kevin Richard Martin aka The Bug ze swoim projektem „Sirens”, stworzonym w następstwie traumatycznych przeżyć artysty, związanych z powikłaniami, jakich doznali jego żona i dziecko tuż po narodzinach. Wchodząc na salę Opery obsługa rozdawała festiwalowiczom zatyczki do uszu, co już w sposób oczywisty świadczyło o tym, że brzmieniowo Martin zagra mocno, bliżej granicy przyswajalności ludzkiego ucha. Niemniej tam, gdzie ja siedziałam w żadnym momencie zatyczki nie były potrzebne. Kevin Martin rzeczywiście grał niebywale mocno, momentami nawet i miażdżąco, ale niosło to wyłącznie piękno. Przekaz bólu, szczerości i cierpienia jakie w tej muzyce były zaszyte zupełnie obezwładniały nerwy i niepokoje. Nie było szans się temu nie poddać, pełna sala była zupełnie rozbita siłą, wrażliwością i pięknem potężnego ambientu Anglika. Do tego przestrzeń została wypełniona olbrzymią ilością dymu, tak, że przez zdecydowaną część setu panowała gęsta mgła, dodająca tylko przejmującej muzyce Martina jeszcze bardziej dosadnego wrażenia pustki. Kiedy ten przepiękny set się skończył, na sali rozległy się głośne brawa. W pełni zasłużone, w efekcie nieco psując całościowy odbiór muzyki stworzonej przez obie Artystki, niezwykle ujmującej w swoim korzeniu i poszczególnych dźwiękach.

Następnie w ramach Salonu Ambientu wystąpiły Christina Vantzou i Resina, prezentując swój wspólny projekt, którym przeniosły słuchaczy najpierw na górskie wzgórza, a potem do samotni znanej mnichom i pustelnikom. Minimalistyczne przetworzone dźwięki elektronicznych instrumentów Vantzou przecinały się z dźwiękami wiolonczeli Resiny, co obudowane zostało licznymi efektami, od odgłosów imitujących ryk wilków (a nawet lwa?) do chóralnych zaśpiewów kobiecych głosów. O ile konkretne efekty ciekawiły, to już ich zestawienie z kolejnymi, w ramach dość szybko zmieniających się części 40-minutowego występu powodowały momentami wrażenie nadmiaru i niespójności. Być może ma to związek z premierowym odegraniem materiału bądź niedokładnym dostrojeniem, ale w mojej ocenie ilość tych zmian, wielokrotnie abstrakcyjnych i zestawianych z efektami wyraźnie zakorzenionymi w naturze czy ludzkim głosie, była po prostu nadmiarowa.

6 września / Stadion Miejski w Białymstoku

Na Stadionie zaczęliśmy od towarzyskich przywitań i szybkiego zerknięcia na strefę chill-outu, gastro i merch, a przede wszystkim od wysłania pocztówek – do Babci, Dziadka i Rodziców! Ruszyliśmy eksplorować dalej. Wielkie brawa dla organizatorów należą się za to, że zadbali o specjalne stanowisko dla inicjatywy społecznej „Krzywo Weszło – Zmień Ustawienia”. W tym zakresie nie mieliśmy jednak potrzeb, dlatego skoczyliśmy do stanowiska obok – na Test HCV. Kiedy już okazało się, że wszyscy zdrowi, ze spokojnym sercem ruszyliśmy na Czwartą Scenę Czwórki, gdzie o 23:00 zaczynał swój koncert Piernikowski, przedstawiając po raz pierwszy materiał z nowej płyty. Nasze spokojne serca zostały mocno poruszone, bo choć w klasycznym dla siebie gorzkim i melancholijnym stylu, to jednak „nowy Piernik” zabrzmiał spokojniej, a momentami nawet romantycznie. Wpłynął na to m.in. głos Moniki Brodki, który pojawił się z zaskoczenia i dopiero gdy wybrzmiał z zadymionej sceny zdradził kim jest tajemnicza osoba o kobiecej sylwetce, która pojawiła się obok Piernikowskiego.

Następnie podzieliśmy czas między dwóch gigantów – Lee Gamble, który grał między 00:15 a 1:45 na scenie Beats. i Legowelta, który jako Gladio występował w podobnych godzinach na scenie Pozdro Techno. Ciężko było wybrać, gdzie zostać, bo obaj grali po prostu świetnie i śmiało można stwierdzić, że ich sety były tego dnia zdecydowanie najlepsze gdy chodzi o te sceny. Żeby było jednak jasne, nie zawiedli także inni, m.in. dBridge, Lone w secie b2b ze Special Request czy Umwelt.

7 września / Stadion Miejski w Białymstoku

Sobota na Stadionie, pomimo naprawdę świetnego line-upu każdej ze scen, należała dla mnie do jednego człowieka. Być może to po trochu kwestia wieku i faktu „wychowania się na Aphexie” oraz wynikającego z tego zamiłowania do idm, być może w jakimś stopniu kwestia „lokalności”, ale to jak pierwszy raz w Polsce zagrał BOGDAN RACZYŃSKI było totalnie wzruszające. Gdy jeszcze sam zaczął tańczyć i potem wirować wokół sceny machając do publiczności kciukiem na OK, a na wizualach pojawiały się napisy „Boguś wróć” czy „Ej no weź Bogdan”, to tytuł jego ostatniej płyty, czyli „Rave ‘Till You Cry” stał się faktem, a niektórzy trochę (bardzo) się popłakali. Kto był, ten wie jak było. Kto nie był, ten – na swoje szczęście – nie wie co stracił. Tak czy siak: BOGUŚ, WRÓĆ KONIECZNIE! CZEKAMY! / Ania Pietrzak

7 września / Centralny Salon Ambientu / Pałac Branickich

Sobotnie i bardzo letnie popołudnie na Up To Date rozpoczęło się od koncertów – i niemal już tradycyjnie – w przestrzeniach Pałacu Branickich, w Auli Magna. XVIII-wieczny barokowy Pałac przyjął z otwartymi „ramionami” licznie zgromadzoną publiczność, a także troje artystów. Aula Magna wysłana dywanami i poduszkami, jak przystało na prawdziwy salon, została szczelnie wypełniona aż po brzegi. Każdy wygodnie ułożył się na elektronicznym dywanie.

Jako pierwszy zagrał szwedzki artysta Isorinne, którego znamy z nieoczywisty produkcji ambientowych rozmiłowanych w nagraniach terenowych. Można kojarzyć go również z projektu D.A.R.F.D.H.S. Isorinne zaprezentował fragmenty z ubiegłorocznego wydawnictwa „Stumhetens Toner”, jak i np. nagrania z „Speechless Malison” (2017). Niewątpliwe Isorinne ujął mnie swoim emocjonalnym przekazem, który osiągnął najwyższy stan w końcowej części jego seta. Subtelna organiczna koda wywołująca falę pozytywnych odczuć. Isorinne potrafi mądrzę wykorzystać field recording. Aula Magna momentami zamieniała się w elektroniczną łąkę bądź bliżej nieokreśloną krainę minimalizmu. To był pierwszy występ Isorinne w Polsce.

Ja tego dnia zdecydowanie czekałem na set amerykańskiego kompozytora, poety, programisty i eksperymentatora Akiry Rabelaisa. Zasłynął przełomową płytą „Spellewauerynsherde” wydaną w 2004 roku w wytwórni Samadhi Sound założonej przez Davida Sylviana i Steve’a Jansena. Rabelais to także twórca znakomitego software’u o nazwie Argeïphontes Lyre. Jego program do przetwarzania dźwięków znalazł się również na albumach takich artystów jak Aphex Twin, Biosphere, Radiohead czy Scanner. Rabelais przed swoim setem powiedział, że nie wyraża zgody na robienie zdjęć i nagrywanie wideo w trakcie koncertu, więc powiem, że skrywał twarz wśród burzy loków, a za nim na ścianę padały promienie z projektora wyświetlającego kolaż obrazów zaczerpniętych z jakiegoś starego filmu (może ktoś rozszyfrował?) i teksty w języku polskim pisane gotycką czcionką. Gdzieś pod koniec występu nawet wybrzmiało jakieś polskie słowo. Ale zacznę od początku. Po problemach technicznych, jego set rozpoczął się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Ale gdy już swój świat wprawił w ruch to można było w nim trwać, i trwać. W tym roku Rabelais opublikował świetny materiał zatytułowany „cxvi” (wystąpili na nim m.in. Ben Frost, Harold Budd, Geir Jenssen, Stephan Mathieu, Kasselem Jaegerem), który w części wybrzmiał tego wieczoru. Jego muzyka bardzo wolno sączyła się, to było jak powolne rozpościeranie nad leżącą na podłodze publiką niewidzialnego dźwiękowego płaszcza. Od ciszy, przez awangardową kakofonię instrumentów smyczkowych (obstawiam, że program Argeïphontes Lyre przetwarzał kompozycje choćby Béla Bartóka), po dźwiękowych kolaż utkany z żeńskiego śpiewu chóralnego i ambientową tkankę wypełnioną niesamowitymi emocjami, melancholią („within bending sickle’s compass come”). Końcowa część tego seta zapadła mi głęboko w pamięć, porwała w objęcia snu, w głąb świata Akiry Rabelaisa. Kto nie był, niech żałuje.

Na koniec wystąpiła Kelly Moran – kompozytorka, producentka muzyczna i multiinstrumentalistka z Nowego Jorku. To świetnie wykształcona pianistka lubiącą eksperymentować z preparowanym fortepianem, a także rozrywać stylistyczne granice, wręcz drze je na drobne kawałki, z których układa własną mozaikę. Moran zagrał sporą część materiału z zeszłorocznej „Ultraviolet” opublikowanej w Warp. Podczas jej koncertu przyszła mi myśl, że jej artystyczna wizja bardzo dobrze odnalazłaby się w katalogu niemieckiej Denovali. W Pałacu Branickich Moran wypuściła fortepianową nawałnicę dźwięków przefiltrowanych przez oprogramowanie (miejscami fortepian brzmiał niczym klawesyn, japońskie koto albo rozimprowizowana katarynka) i mechaniczne alternacje, a na drugim biegunie – raczej ciepła – odzywały się mocne, basowe syntezatorowe struktury. To był bardzo ciekawy występ. To jednak ciężko było mi wejść w dynamizm Moran, po tak wysublimowanym secie Rabelaisa / Łukasz Komła.

8 września / koncerty zamknięcia / Pałac Branickich

Myślę, że wiele osób czekało też na ostatni dzień Up To Date’a. Po wielu różnych emocjach zdobytych podczas koncertów otwarcia (Anthony Linell & Ali Demirel displays Winter Ashes i Robert Henke – „Lumière III), ambientowych w sali kameralnej Opery i Filharmonii Podlaskiej, a także na stadionie w ciągu dwóch intensywnych festiwalowych dni (m.in. Umwelt, Lee Gamble, Helena Hauff, Bogdan Raczynski, Ben Buitendijk, Anthony Linell & Acronym, Piernikowski, IC3PEAK), nadszedł nieuchronny moment zakończenia 10. edycji. W Pałacu Branickich wylądowało dwóch gigantów elektronicznych: Amerykanin Richard Devine i Włoch Alessandro Cortini. Ten pierwszy przyjechał mając na koncie ubiegłoroczny krążek „Sort\Lave”, a z kolei Cortini tuż przed wydaniem swojej najnowszej płyty „Volume Massimo” (premiera 27 września w Mute Records). Zapraszam też do przeczytania rozmowy z Cortinim, jaką przeprowadziła redakcyjna koleżanka Ania Pietrzak, na kilka dni przed jego występem na Up To Date.

Po krótkiej zapowiedzi, energicznym krokiem wyszedł Devine i już po kilku sekundach rozkręcił swój modularny syntezator. To był strzał prosto w trzewia! Szatkowanie i roztarcie przestrzeni w drobny pył. Devine naprężał co rusz elektroniczne muskuły, a sploty żylne były emanacją modularnego okablowania i rozmaitych podzespołów. Przyznam, że czekałem na kompozycję „Oustrue” z „Sort\Lave, ale niestety jej nie zagrał (sięgał za to wczesne nagrania). To i tak w moim przypadku skonfundowane zmysły aż skakały ze szczęścia!

Po kilkuminowej przerwie technicznej, czyli zniesieniu sprzętu Devine’a, światła zgasły całkowicie a scena pozostała pusta. Wielki projektor zaczął rzucać na jedną ze ścian Auli Magna obrazy, które już po części były mi znane chociażby z klipów zapowiadających „Volume Massimo” Cortiniego, to jedna na żywo nabrały znacznie większych rozmiarów i znakomicie wtopiły się w architekturę sali. Parę dni temu Cortiniego można było usłyszeć podczas berlińskiego Atonalu, a Białystok był jako drugi na jego trasie z najnowszym materiałem, który wybrzmiał w całości. Usłyszeliśmy dobrze już znane z sieci „Batticuore” czy „Amore Amaro”. Muzyce towarzyszyły wysmakowane, tajemnicze, minimalistyczne obrazy z ludzkim ciałem w centrum. W trakcie „Batticuore” pojawiły się postaci z charakterystycznymi maskami na twarzach, budzące dla mnie luźne skojarzenia z obiektami (intonarumori, hałasofony) słynnego włoskiego futurysty Luigi Russolo. Maski w obrazach Cortiniego mają formę zabudowanej konstrukcji (nie są odkrytą tubą jak Intonarumori), to jednak noszą znamiona futurystycznego wypatrywania czegoś, co wciąż pozostaje poza zasięgiem ludzkiej percepcji. Wracając do koncertu, to nie sposób nie docenić porywającego romantyzmu jaki wykreował Cortini. Jego nowy materiał ma sporo z soundtrackowej narracji, mnóstwo przestrzeni. To muzyka do samotnych podróży albo zbliżeń, do wymiany spojrzeń na odległość bądź z bliska. Tak, Cortini to artysta odrywający się od rzesz producentów pożerających nie tylko swój ogon, ale i swoich muzycznych przyjaciół, a nawet tych, którym cała epoka stanęła w gardle. Podczas koncertu zamknięcia Cortni udowodnił, że jest Twórcą, a nie rekonstruktorem elektronicznych dziejów. To było niesamowite przeżycie! / Łukasz Komła.

Up To Date, dzięki, widzimy się za rok!

***

Wszystkie wykorzystane w tekście fotografie są autorstwa Krzysztofa Karpińskiego.

„Nie uważam, że tworzę awangardę” – Alessandro Cortini w rozmowie z Anią Pietrzak

Wczoraj rozpoczęła się X. edycja festiwalu Up To Date w Białymstoku. Podczas Koncertu Otwarcia wystąpili: Anthony Linell ze wsparciem artysty wizualnego Ali Demirela, którzy premierowo zagrali materiał zat. „Winter Ashes” oraz Robert Henke ze swoim słynnym i zarazem genialnym projektem Lumière (III). Przed nami część główna UTD 2019 czyli występy podczas Centralnych Salonów Ambientu oraz na Stadionie Miejskim w Białymstoku. Wszelkie szczegóły, w tym timetable znajdziecie na oficjalnej stronie Up To Date Festival. Tymczasem nam udało się porozmawiać z artystą, który wystąpi podczas Koncertu Zamknięcia i o którym śmiało można powiedzieć, że jest jednym z headlinerów Up To Date 2019. Z Alessandro Cortinim rozmawiam o jego wyjeździe z Włoch, zespole Nine Inch Nails, o tym jak postrzega własną muzykę, a także o inspiracjach i o tym, co jeszcze chciałby osiągnąć jako artysta.

Każdy, kto zdecyduje się na wpisanie w wyszukiwarkę „Alessandro Cortini” trafia na dwa istotne fakty – pierwszy: że jesteś członkiem Nine Inch Nails oraz drugi: że tworzysz nostalgiczny ambient. Zacznijmy może od tego pierwszego – jak to się stało, że zostałeś członkiem grupy Trenta Reznora?

Znalazłem ulotkę dotyczącą przesłuchań, poszedłem na przesłuchanie i… dostałem pracę.

A jeśli chodzi o ambient? Jak to się stało, że zaangażowałeś się tak mocno w ten właśnie gatunek?

Muzykę tworzę nieustannie. Cześć z moich utworów jest bardziej eteryczna i spokojna niż pozostałe. Mówiąc szczerze nie za bardzo przejmuję się czy biorę do siebie to, do jakiego gatunku zostaną zakwalifikowane.

Na początku swojej kariery skupiałeś się na gitarze. Ale po studiach w Stanach przerzuciłeś się z gitary na klawisze. Dlaczego?

W istocie nigdy nie przerzuciłem się na klawisze. Ciągle grałem i gram na gitarze… Nigdy nie nauczyłem się grać na klawiszach i wciąż nie wiem jak to robić… Nauczyłem się tylko kawałków NIN, czego wymagała ode mnie praca i niczego poza tym… Z kolei zawsze lubiłem syntezatory i po prostu spędzałem przy nich więcej czasu niż przy gitarze… Tworzenie czegoś inspirującego przy ich pomocy wydawało mi się łatwiejsze niż tworzenie na gitarze.

Przeprowadziłeś się do Stanów, żeby studiować ale ostatecznie zadomowiłeś się tam na dobre. Jak to się stało? Czy decyzja o wyprowadzce z Włoch była trudna?

Mówiąc szczerze Włochy to miejsce o ograniczonej mentalności i zerowych możliwości rozwoju, zwłaszcza jeśli ktoś chce z tego rozwoju własnej ekspresji uczynić swój zawód.

Kiedy zacząłeś tworzyć przy użyciu syntezatorów Buchli? Skąd fascynacja tymi instrumentami?

Ich wygląd zawsze wydawał mi się bardziej pociągający od wyglądu innych syntezatorów. Nie miały tego całego laboratoryjno – profesjonalnego wzornictwa. Przyciągały mnie tak jak zabawki przyciągają dzieciaki.

Jesteś jednym z najważniejszych współczesnych muzyków w kontekście muzyki syntezatorowej. Czy wyobrażasz sobie w ogóle życie bez syntezatorów?

Wiesz, chociaż naprawdę je lubię to jednak syntezatory są dla mnie po prostu narzędziami. Jestem przekonany, że gdybym nie używał syntezatorów, to z pewnością sięgnąłbym po jakieś inne instrumenty, żeby komponować muzykę, bo to jest dla mnie istota.

Stworzyłeś projekt „SONOIO”, co po włosku znaczy „to ja”. Czy muzyka skomponowana w ramach „SONOIO” jest najbliższa twojej wrażliwości i charakterowi?

Nazwa „SONOIO” wynika stąd, że to muzyka, którą stworzyłem absolutnie sam, zupełnie poza kontekstem zespołu.

W pierwszym pytaniu mówiłam o tym, że jesteś kojarzony z nostalgicznym ambientem. Czy zgadzasz się z taką definicją? Jak postrzegasz własną muzykę?

Szczerze to nie mam problemu z tworzeniem muzyki ale bardzo trudno jest mi ją opisać…

Twoje pierwsze albumy solowe, zwłaszcza „Forse” i „Sonno” to projekty w klimacie drone i eksperymentu. Na płycie „Risveglio” jest za to dużo dark ambientu. Określenie „awangardowe” dobrze oddawałoby klimat twoich utworów. Czy uważasz siebie za awangardowego artystę?

Nie, nie uważam, że tworzę awangardę. Robię muzykę i nie ma na świecie innej rzeczy, która sprawia że czuję się w ten szczególny sposób. Nie za bardzo podobają mi się klasyfikacje i podział gatunkowy. Żyjemy w czasach, kiedy słuchanie muzyki jest w zasięgu ręki i jednego kliknięcia. Więcej zabawy jest z oddaniem decyzji gatunkowych słuchaczowi niż z wpasowywaniem się w konkretną kategorię.

Znalazłam informację, że inspiracją do nagrania albumu „Avanti” z 2017 roku były nagrania wideo zrobione przez twojego dziadka, na których uchwycił ważne momenty z życia rodziny i czasu spędzonego z przyjaciółmi. Czy to prawda?

Tak. „Avanti” to wyraz uznania dla mojej rodziny, projekt który narodził się ze starych filmów rodzinnych.

W 2018, wraz z Lawrencem English stworzyłeś album „Immediate Horizon”. Jako duet pojawiliście się na Atonalu w Berlinie, a wasz występ został uznany za jeden najlepszych performansów tamtej edycji. Jak doszło do współpracy i jak wyglądała praca w ramach przedsięwzięcia?

Od lat przyjaźniliśmy się z Lawrencem i podziwialiśmy wzajemnie swoją muzykę. W pewnym momencie pojawiła się możliwość współpracy więc po prostu zaczęliśmy wymieniać się plikami, aż powstało coś, z czego obaj byliśmy zadowoleni czyli „Immediate Horizon”.

Współpracowałeś też blisko z Ladytron. Połączyła was pasja do synth-popu. Jak zaczęła się wasza znajomość? I skąd umiłowanie tego gatunku?

Ladytron supportowali Nine Inch Nails na jednej z tras. Tak się poznaliśmy. Zostaliśmy przyjaciółmi, a wkrótce ich koncerty otwierały moje występy, w ramach których grałem materiał z albumu „SONOIO”.

27 września ukaże się twój nowy album „VOLUME MASSIMO”. Proszę, powiedz nam więcej od tym albumie, pracy przy nim i inspiracjach. Czego możemy się na nim spodziewać?

Nie było jakiejś jednej, konkretnej inspiracji do stworzenia „VOLUME MASSIMO”. Ten album odzwierciedla po prostu moment, w którym akurat jestem i to najlepsza reprezentacja mnie samego w roku 2019. A być może nawet do momentu, kiedy ukaże się mój następny album.

Wkrótce zagrasz podczas Koncertu Zamknięcia na Festiwalu Up To Date w Białymstoku. Czy usłyszymy tam materiał z najnowszego albumu? Czy możesz zdradzić jakieś szczegóły dotyczącego twojego festiwalowego koncertu?

Zagram cały materiał z „VOLUME MASSIMO”.

Rozmawialiśmy o twoich solowych albumach i dużym doświadczeniu w kooperacji z innymi artystami. Twoja kariera wciąż rozwija się na obu tych polach. Jakie masz dalekosiężne plany? Czy jest coś szczególnego, co chciałbyś osiągnąć jako artysta?

Wydaje mi się, że nie ma nic takiego, a przynajmniej nic szczególnego nie przychodzi mi do głowy poza tym, że chciałbym móc robić muzykę każdego dnia i żyć z tworzonej przeze mnie muzyki.

Z Twojej własnej perspektywy – co uważasz za swoje największe artystyczne osiągnięcie? Z jakiego powodu jesteś szczególnie szczęśliwy albo dumny?

Z tego, że mogę się utrzymać z tworzenia własnej muzyki i moich koncertów.

Pytałam Cię o twoją muzykę ale czego słucha sam Alessandro Cortini?

Obecnie słucham dużo Van Halena.

Dziękuję za rozmowę i twój czas.

To ja dziękuję.

***

Alessandro Cortini wystąpi podczas Koncertu Zamknięcia Up To Date Festival 2019 w Białymstoku. Bilety na Koncert Zamknięcia w oficjalnych kanałach dystrybucji wyprzedały się w całości.

Up To Date Festival 2019 – finałowe ogłoszenie artystów (+KONKURS)

Już za niecały miesiąc startuje jubileuszowa, 10. edycja festiwalu Up to Date. Pierwsze ogłoszenia artystów, którzy między 5. a 8. września wystąpią w Białymstoku, na naszych łamach szczegółowo przedstawił Łukasz Komła w swojej zapowiedzi UTDF 2019 [link]. Kilka dni temu organizatorzy zaprezentowali finałowe ogłoszenie tegorocznej edycji. Sprawdźcie, kto dołączył do line-upu kultowego podlaskiego festiwalu!

Czytaj dalej »

Up To Date Festival 2018 – relacja

Dziewiąta edycja Up To Date w Białymstoku była nie tylko tradycyjnym zamknięciem festiwalowego sezonu letniego w Polsce, ale przede wszystkim okazała się najlepszym elektronicznym festiwalem tego „lata”!

Czytaj dalej »

Up To Date 2018 w Białymstoku

Znamy już pełen line-up tegorocznej edycji festiwalu Up To Date, która odbędzie się w dniach 7 i 8 września tradycyjnie już w Białymstoku. Na blisko trzy tygodnie przed wydarzeniem, które w tym roku zapowiada się naprawdę zjawiskowo, zaczynamy odliczanie i przedstawiamy artystów, którzy wystąpią w stolicy Podlasia!

Czytaj dalej »

Książka o Up To Date Festival już dostępna on-line – za darmo!

Niedawno ukazała się książka autorstwa Jana Roguza„O pasji do muzyki widzianej przez pryzmat białostockiego Up To Date Festival”. Lektura obowiązkowa! Czytaj dalej »

Taste The East 2015

W dniach 28 – 29 sierpnia w Białymstoku odbędzie się Taste The East w ramach Wschodu Kultury. Organizatorzy zapraszają na konferencje, koncerty i kolejną sesję Boiler Room. Czytaj dalej »

Up To Date Festival 2015

Ekipa z Białegostoku zamyka tegoroczny line-up. Jesteście ciekawi, kto jeszcze znalazł się w festiwalowym rozkładzie jazdy? Sprawdźcie! Czytaj dalej »

Up To Date Festival 2015 – znamy kolejnych artystów

Ekipa z Podlasia uzupełniła line-up festiwalu. Tym razem nie mogło obyć się bez niespodzianek! Jakich? Zobaczcie sami! Czytaj dalej »

Up To Date Festival 2015

Znamy pierwszych artystów, którzy w tym roku przyjadą do Białegostoku. Czytaj dalej »

Original Source Up To Date 2012

Poznaliśmy pierwszych artystów, którzy wystąpią w tym roku na białostockim festiwalu. Original Source Up To Date to elektronika i hip-hop na najwyższym poziomie. Muzycznym spotkaniom bez granic towarzyszy dialog muzycznych kultur bez uprzedzeń. Czytaj dalej »

Czego oczekiwać po Białystok Up To Date Festival?

Jeśli jeszcze nie wiecie kto zagra na tegorocznym Białystok Up To Date Festival to poniższy filmik dostarczy Wam wszystkich potrzebnych informacji na ten temat.
Czytaj dalej »

Up To Date Festival – rozwiązanie konkursu

Znamy zwycięzców konkursu, który ogłosiliśmy w środę. Pytanie raczej nie należało do trudnych, przy 100 przysłanych mailach tylko 6 zawierało błędną odpowiedź. Poprawna odpowiedź na pytanie „Jedna z tegorocznych gwiazd festiwalu Up To Date udostępniła swego czasu utwór do reklamy jeansów Levi’s. Proszę podać jaki to artysta, jaki utwór został wykorzystany w tej reklamie, a także kto jest jej reżyserem?” to:

Artysta: Biosphere
Utwór: Novelty Waves
Reżyser: Michel Gondry

Wejściówki na Białystok Up To Date Festival wygrywają:

Małgorzata Dębowska
Marek Łubek
Julia Banaszkiewicz-Włazińska
Ewelina Malesa
Maciej Bednarczyk

Bilety będą do odbioru przy wejściu na teren festiwalu za okazaniem ważnego dowodu tożsamości ze zdjęciem.

[button size=”big” link=”http://www.up2d8.pl/” target=”blank”]Strona festiwalu[/button]

Up To Date Festival – kolejni artyści

 

Czas na odsłonę kolejnych artystów, którzy pojawią się 23-24 września w Białymstoku na festiwalu Up To Date. Jeśli chcecie sprawdzić ostatnio ogłoszonych muzyków, którzy odwiedzą w tym roku stolicę województwa Podlaskiego to sprawdźcie ten link. Już niebawem na łamach Nowej Muzyki będzie można wygrać bilety na Up To Date Festival, bądźcie czujni!

16 BIT

Duet producencki, który podbił cały świat. Od 2008 roku DRT i Kidnappa rozpoczęli wspólną przygodę z dubstepem, drum’n’bass’em oraz innymi, cięższymi i lżejszymi odmianami muzyki elektronicznej. KAŻDY ICH NUMER TO HIT – jest to wina tłustości brzmienia i zawartych w nich wyjątkowych pomysłów. Robili remixy wielu znanym i mniej znanym personom, tj. Professor Green czy Plan B. Będzie to ich pierwszy i jedyny (póki co) występ w Polsce!

Więcej na http://soundcloud.com/16bit/

RICHARD MURDER

Aka Dubsknit aka Dr. Moustache aka Rick Shaw. Rodem z Podlasia, aktualnie Krakus, niektórzy twierdzą, że jest podobny z brody do Roberta M, ale my wiemy, że Rysiek to coś więcej. Rysiek to głębokie, niekoniecznie cięzkie basy i drum line’y godne Tony’ego Williams’a. Muzyczna ekspresja mistrza stylu.

Więcej na: http://soundcloud.com/dubsknit

FOTOPLASTIKON

Nikt dokładnie nie wie kim jest Fotoplastikon. Jedyna rzecz, której możemy być pewni to to, że ma swoje laboratorium gdzieś w środkowej Polsce. Po chemicznym wypadku, do którego doszło w 1984 r., nabył zdolność komunikacji z obcymi formami życia przez metalowy implant w głowie. Pogłoski mówią, że pracuje nad armią biomutantów, za pomocą których chce opanować najważniejsze ośrodki myśli technicznej.

Więcej na: http://fotoplastikon.lfo.pl/

http://www.myspace.com/fotoplastikon

http://www.facebook.com/fotoplastikon#!/pages/Fotoplastikon/260589389831

PIOTER

Producent udzielajacy sie od wielu lat na polskiej scenie niezaleznej muzyki elektronicznej. Jest tak niezależny że robiąc muzykę przez ostatnie 10 lat, ani razu nigdzie jej nie wysłał. Zamieszany w afery takie jak Behemoth Breakz, breakcore.pl, Rest In Pieces Records, Blotklaat Rave. Jego bity to eksperymenty z pogranicza noise’u, glitch’u, melodycznego breakcore’u, drumn’n’bassu i inteligentnej elektroniki. W wolnych chwilach lubi lutować oraz składać durne filmy z gatunku how-to&style.

Więcej na: http://soundcloud.com/pioter

TEATR KOLEGTYW
Robert Drobniuch i Tomasz Gilewicz pochodzą z Białegostoku, ale przypadkowo spotkali się na warszawskim Powiślu, w szaroburym szynku, którego już nie ma bo… spłonął. Na początku w rozkroku między stolicą a Podlasiem i na wybojach krajowej ósemki, wreszcie na stałe w rodzinnym mieście. Działania Teatru Kolegtyw z założenia łączą kilka dziedzin sztuki: teatr, taniec, video art, czego przykładem są spektakle Fizjotopia, Noc Nadchodzi od wewnątrz, Drzwi zamknięte czy warsztaty z teatru ruchu Re-kreacja. Grupa celowo wychodzi w przestrzenie pozateatralne – swoje artystyczne projekty realizowała m. in. w dawnym kinie Syrena, starej Drezynowni, na Węglówce, a nawet… w galerii handlowej.
Trailer:


Tryümphus Curulis (Wielki Triumf)

To performance krytyczny, wpisujący się w przestrzenie festiwalowe oraz industrialne, grany wśród tłumu, widowni, wpasowujący się w realia każdego festiwalu muzycznego (a zwłaszcza muzyki elektronicznej). Jednym z głównych wyrazów tego zdarzenia jest live act – spawania na żywo rzeźby ze złomowanej stali.
Tryümphus Curulis to wielki triumf!

JESUS IS A NOISE COMMANDER

Projekt harshnoise/trash zmyślnie skonstruowany przez zaangażowanych w aranż multi-dysharmonijnej-wizji w fonii i faunie powstał wraz z nadejściem 2002 roku pańskiego. Podczas jego dojrzewania narodził się nurt kreacji dźwieku, tożsamej z cywilizacyjnym protestem nad po.dupa.dłością brzmienia powszechnego, w którym jeden strumień emocji mając doczynienia z możliwością nieopisanej recepcji, marnym jest rejestratorem. Zatem projektanci zdając sobię sprawę z potrzeb nieświadomych istnień oferują osiągniecie tego stanu poprzez swój muzyczny przekaz, który szczególnie na występach wzbogacony jest aspektami kostiumowo-persfazyjnymi. Na Białystok Up To Date Festiwal, generując hałas, będzie wspomagał Teatr Kolegtyw.

ESSENCE & DTEKK – technosoul closing set

Członkowie kolektywu Technosoul. Choć ich zamiłowania muzyczne oraz korzenie rodzinne pochodzą z zupełnie różnych biegunów, to obaj swoją energię zyciową poświęcają techno. Essence ostatnie kilka miesięcy przeżył w Chinach, Dtekk natomiast Wielki Mur Chiński widział tylko w National Geographic. W tym roku zamykają Up To Date w stylu Technosoul, kiedy wszystkie cienasy już śpią.

PANDY WARHOU

Początkujący producent i dj. Zagorzały przedstawiciel jednoosobowej augustowskiej sceny breakcore. Niegdyś deathmetalowiec,teraz oscyluje w klimatach breakcore, idm, jazzcore. Lubi szybko, wolno i zagmatwanie. Sam o sobie mówi: ” Jestem z Podlasia i wszystko mi wolno”.

WARSZTATY DJskie

Warsztaty Djskie z tygodnia na tydzień nabierają coraz lepszego klimatu, systematycznie zwiększając frekwencję wśród młodych (i nie tylko) ludzi. Kilka stanowisk sprzetowych, 4 prowadzących i 120m2 powierzchni naszej sali przestają wystarczać! Co będzie dalej? Nie wiadomo, ale spodziewamy się jeszcze lepszych spotkań. Póki co cieszmy oko fotkami z warsztatów 27 lipca.

[button size=”big” link=”http://www.up2d8.pl/” target=”blank”]Strona festiwalu[/button]