Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



avant-pop

Vsitor – Keep On Running

Rozdrapywanie aksamitu. Czytaj dalej »

Sevdaliza w Warszawie!

Irańska wokalistka i kompozytorka Sevdaliza wraca do Polski. Artystka wystąpi już 22 listopada w warszawskim klubie Palladium!

Czytaj dalej »

LUMP – Lump

Produkt wysokiej jakości. Czytaj dalej »

Lau Nau – Poseidon

Fińska artystka niepostrzeżenie pod koniec ubiegłego roku wydała swój piąty album studyjny. Czytaj dalej »

JYLDA

Szukacie całodobowej piosenki? Sprawdźcie koniecznie nowy singiel niemieckiej wokalistki.   Czytaj dalej »

Juana Molina – Halo

Juana Molina to dobra czarownica. Czytaj dalej »

JPTR

Szwajcarski duet JPTR szykuje się do wydania debiutanckiego krążka. Czy można jeszcze wzbudzić zainteresowanie muzyką na głos i perkusję? Oceńcie sami! Czytaj dalej »

Katie Gately

Amerykanka wraca z drugim longplayem, ale tym razem wydanym przez Tri Angle Records i Rough Trade. Czytaj dalej »

RYSY – Traveler

Na tej płycie trudno znaleźć jakieś rysy. Czytaj dalej »

Red Painted Red – Hey Dum Dum

Wielowarstwowy senny pejzaż utkany z dźwiękowych plam, szumów i głosów. Czytaj dalej »

Barbara Morgenstern zawita do Polski

Jedna z najważniejszych reprezentantek berlińskiej wytwórni Monika wystąpi 23 stycznia w krakowskim klubie RE, dzień później w warszawskim Skwerze a dwa dni później – w poznańskiej Meskalinie.

Czytaj dalej »

B. Fleischmann – I`m Not Ready For The Grave Yet

Wydany w 1999 roku debiutancki album austriackiego muzyka – „Pop Loops For Breakfast” – był chyba pierwszym zwiastunem pojawienia się nowej wrażliwości u elektronicznych twórców – otwierającej ich na piosenkowe struktury i mocno emocjonalne treści. Płyta została opublikowana w dwóch wersjach – kompaktową wydała wiedeńska wytwórnia Charhizma, a winylową – berlińska Morr Music. I to właśnie ta druga w ciągu następnych dwóch lat wyrosła na najważniejszą reprezentantkę nurtu ochrzczonego wtedy pomysłowym terminem „emo-tronica”.

Niebawem zaroiło się od wykonawców, którzy z mniejszym lub większym powodzeniem łączyli subtelną wrażliwość bliską indie-popowi z nowoczesnymi zdobyczami chrzęszczącej elektroniki. ISAN, Styrofoam, Phonem, F. Blumm, Lali Puna – by wymienić tylko tych kilku, związanych ze wspomnianą tłocznią Thomasa Morra. Dziś niewiele zostało z tamtej sceny – być może również za sprawą radykalnego odwrotu jej głównego mecenasa w stronę alternatywnego rocka w połowie minionej dekady.

Bernhard Fleischmann jako jeden z nielicznych reprezentantów tego nurtu pracuje jednak regularnie. Z jednej strony nagrywa płyty łączące piosenkową formułę z chroboczącymi rytmami (ostatnia to „Humbucking Coil” sprzed sześciu lat), a z drugiej – bardziej eksperymentalne albumy, lokujące go w kręgu stonowanego IDM-u („Melancholie/Sandestrasse” oraz „For M/Mikro_Kosmos”). I co ciekawe – pozostaje wierny Morr Music. Nic więc dziwnego, że nakładem właśnie tej firmy otrzymujemy najnowsze dokonanie wiedeńskiego twórcy – „I`m Not Ready For The Grave Yet”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2022599-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2022599-02″ allowscriptaccess=”always”]

Płyta zaczyna się trochę podobnie, jak ostatnie dokonania islandzkiej formacji Múm – choć typową dla niej gęstą rytmikę uzupełnia tu szorstko brzmiąca gitara o indie-rockowym rodowodzie („Don`t Follow”). Wspomnienie lat 80. dochodzi pełniej do głosu w następnej kompozycji – a to za sprawą nostalgicznie pohukujących klawiszy, uzupełnionych kruchymi bitami poddanymi glitchowej obróbce („Tomorrow”). Wątek ten odnajdujemy ponownie w „Who Emptied The River” – bo piosenka ta brzmi niczym zaskakujące połączenie syntezatorowych dźwięków New Order z gitarowym zgiełkiem Sonic Youth. Rozmyte tony rodem z zimnofalowych klasyków The Cure znajdujemy natomiast w „At Night The Fox Comes”.

Kontrapunktem dla tych nostalgicznych wycieczek w krainę nowej fali, są tutaj pomysłowo urozmaicone rytmy. Spowolniony podkład rodem z abstrakcyjnego hip-hopu znajdujemy w „Beat Us”. Jazzowymi breakami rodem z lat 90. eksploduje „Lemminge”. Chrzęszczące uderzenia automatu perkusyjnego wywiedzione z klasyki IDM stanowią o pulsie wspomnianego „Who Emptied The River”. „This Bar” przynosi dalekie echo dubstepu, a „Some/Others/My Husband” eksploduje niczym dynamiczny drum`n`bass o połamanym metrum.

Wszystko to są jednak piosenki – w większości kompozycji Fleischmann śpiewa bowiem swym charakterystycznym głosem o melancholijnej barwie, nadając całości lekko rozmarzony ton (choćby tytułowy „I`m Not Ready For The Grave Yet”). Gdy jego wokal milknie – pojawiają się zabawne sample z angielskiego radia (lub telewizji), które poddane pomysłowej edycji, tworzą oryginalną melodykę wypełnionych nimi utworów („Beat Us” czy „Some/Other/My Husband”). A na finał austriacki muzyk serwuje jak zwykle najbardziej urzekającą piosenkę – wypełnioną ciepłymi dźwiękami gitary i saksofonu „Your Bible Is Printed On Dollars”, której łagodny ton kontrastuje z ironicznym (i mocno politycznym) tekstem.

Nowy album B. Fleischmanna ukazuje się w idealnym momencie – na progu jesieni. Te smutne piosenki poddane elektronicznej obróbce nigdy nie zabrzmiałyby lepiej.

Morr Music 2012

www.morrmusic.com

www.facebook.com/morrmusicberlin

www.bfleischmann.com

www.facebook.com/b.fleischmannofficial

Matthew Dear – Beams

 

Okładka nowego albumu Matthew Deara jest odpychająca i do słuchania raczej nie zachęca. Wygląda tak, jakby babcia z hiszpańskiej Borji, która poprawiła obraz Jezusa, chciała poprawić też portret Deara. Niezmiennie, nazwisko jednak przyciąga. Oto bowiem dwa lata po „Black City”, jedna z najgorętszych postaci nowych brzmień serwuje swoją porcję nietuzinkowej muzyki.

Czytaj dalej »

Nowa EPka Matthew Deara

„Headcage EP” to zapowiedź nadchodzącego albumu „Beams”. Sprawdźcie szczegóły.
Czytaj dalej »

Static – Freedom Of Noise

Twórczość Hanno Leichtmana jest całkiem dobrze znana w Polsce – niemiecki producent gościł u nas na jednej z poprzednich edycji Unsound Festivalu, a jego płyty publikowane przez City Centre Offices i Karaoke Kalk spotykały się z ciepłym przyjęciem. W ostatnich latach Leichtman odpuścił solową działalność pod szyldami Static i Forest Jackson, skupiając się głównie na muzykowaniu w kolektywie Groupshow i koncertowej wersji projektu Pole.

Doświadczenia te nie pozostały bez wpływu na jego autorską twórczość. Aby odświeżyć oblicze swych produkcji, artysta postanowił wykorzystać koneksje na europejskiej scenie improwizatorskiej, zapraszając do studia trzech jej ważnych przedstawicieli – harfistkę Claire Cooper, trębacza Axela Dornera i saksofonistę Tobiasa Deliusa. Wraz z nimi zarejestrował podstawą wersję nowego materiału, do wzbogacenia której postanowił jednak zaprosić kolejnych gości. W sumie przez studio Leichtmana przewinęło się jeszcze dwanaścioro wokalistów i instrumentalistów. Jakie są efekty tak szeroko zakrojonej sesji?

Najciekawiej wypadają nagrania łączące elektroniczne preparacje z akustycznymi improwizacjami w formule… piosenki. Tak, to możliwe – o ile oczywiście myślimy o awangardowej wersji popu, zakorzenionej choćby w twórczości Roberta Wyatta. Oto w „Stubby Fingers” odtworzony od tyłu głos wokalistki, przypominając efekty dźwiękowe rodem z „Twin Peaks”, łączy się z wyrazistą partią trąbki i kontrabasu, tworząc surrealistyczną wizję songwritingu. Inaczej wypada tytułowy „Freedom Of Noise”. Tym razem śpiew zostaje podany wprost – ale otaczają go za to noise`owe szumy wsparte dynamicznymi uderzeniami cyfrowego bitu.

W „The Boy Who Ran Into The Sun” za podkład do męskiego śpiewu służy połączenie „żywych” bębnów i elektronicznego dronu – uzupełnione soczystą sekcją dęciaków. Choć w opisie eksperymenty te sprawiają wrażenie ekscentrycznych, w bezpośrednim odsłuchu okazują się całkiem przyjazne zwykłemu słuchaczowi. Leichtmann stawia bowiem na pastelowe i stonowane dźwięki, które nawet w awangardowej wersji nie tłumią klasycznych składników piosenki – melodii i harmonii.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1745528-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1745528-02″ allowscriptaccess=”always”]

Drugą stronę „Freedom Of Noise” stanowią nagrania pozbawione popowego sznytu. Ale i tutaj niemiecki producent daje upust swej muzycznej fantazji. „Introduction”, „The Heimlich Monouevre” i „Collage, Holz, Papier 2” to płynący wolnym strumieniem ziarnisty ambient skonstruowany z poddanych glitchowej obróbce zapętlonych loopów o onirycznym brzmieniu. Zaszumiona elektronika spotyka się tutaj z subtelnymi tonami harfy, tworząc odrealniony klimat – jak w produkcjach Wolfganga Voigta pod szyldem Gas.

„Sad Rocket” to z kolei wspomnienie hipnotycznego kraut-rocka. Podkład nagrania tworzy bowiem transowa pętla rytmiczna, na którą nakładają się free-jazzowe zagrywki saksofonu i trąbki, wsparte ilustracyjną grą perkusji. Podobny charakter ma „Sister Pain” – ale klaskany rytm uzupełniony uderzeniami tamburynu ewokuje tu bardziej psychodeliczny efekt. Tym bardziej, że w utworze rozbrzmiewają również rwane pasaże smyczków – przypominając tworzenie orkiestrowych aranżacji przez klasyków brytyjskiego rocka z końca lat 60.

Słuchaczy pamiętających wcześniejsze dokonania Static, lokujące twórczość Hanno Leichtmana w kręgu berlińskiego IDM-u, nowa propozycja artysty może poważnie zaskoczyć. Potraktujmy jednak „Freedom Of Noise” jako zaproszenie do przeżycia dźwiękowej przygody – z takim nastawieniem odnajdziemy na płycie tę samą wrażliwość i muzykalność, choć zrealizowaną przy pomocy innych środków wyrazu.

Karaoke Kalk 2011

www.karaokekalk.de

www.myspace.com/karaokekalk

www.static-music.com