Raum – Wreck The Bloodline
Paweł Gzyl:

Wyjście poza cielesność.

Marcel Dettmann – Test-File
Paweł Gzyl:

Dettmann ciągle w formie.

Djedjotronic – R.U.R.
Mateusz Piżyński:

EBM bez udziwnień.

Various Artists – Figure 100 Compilation
Paweł Gzyl:

Piętnaście lat na klubowym parkiecie.

Tajak – Ciclos
Łukasz Komła:

Meksykańskie trio pokazuje, że wciąż można zaskoczyć połączeniem gitarowej psychodelii, dronów i shoegaze’u!

Pruski – Sleeping Places
Ania Pietrzak:

Uśpiona codzienność, obudzona refleksja.

Prequel Tapes – Everything Is Quite Now
Paweł Gzyl:

Industrialne kołysanki.

Maribou State – Kingdoms in Colour
Ania Pietrzak:

„Darjeeling Limited” i całkiem zwyczajne przyjemności.

Adult. – This Behavior
Paweł Gzyl:

Surowe i szorstkie oblicze muzyki amerykańskiego duetu.

Thomas Fehlmann – Los Lagos
Paweł Gzyl:

Dyskretny urok muzyki niemieckiego weterana.

Amnesia Scanner – Another Life
Paweł Gzyl:

Przebojowa wersja awangardy.

Kutiman – Don’t Hold Onto the Clouds
Ania Pietrzak:

Jak brzmi połączenie IDM i psychodelicznego ambientu prosto z Izraela? Koszernie, nie inaczej!

JK Flesh – New Horizon
Paweł Gzyl:

Transhumanizm w wersji dub-techno.

Retribution Body – Self-Destruction
Maciej Kaczmarski:

Mordercze drony.



Archive for Sierpień, 2018

WhoMadeWho – Brighter

Już ubiegłoroczny mini-album duńskiego tria wskazywał, że zmodyfikowało ono nieco swoje brzmienie. Połączenie tanecznej energii rodem z disco i indie-popowej nostalgii wpisane w dźwięki z „Knee Deep” sprawiło, że wydawcą krążka była już nie monachijska Gomma, ale koloński Kompakt. Ponieważ współpraca ułożyła się nadzwyczaj udanie a WhoMadeWho zdyskontowali sukces nowego wydawnictwa znakomitym koncertem na festiwalu w Roskilde, najnowsza, już pełnowymiarowa płyta popularnego zespołu również ukazuje się w barwach firmy Michaela Mayera i Wolfganga Voigta.

Pierwszy utwór odsyła nas do wczesnych dokonań Duńczyków stylizowanych na moroderowe disco. „Inside World” pulsuje tanecznymi bitami podszytymi rytmicznym klaskaniem, niosąc charakterystyczny falset śpiewającego basisty – Tomasa Høffdinga. Wątek ten kontynuują nagrania z dalszej części krążka – „Greyhound” i „Head On My Pillow”. Pierwsze z nich rozkręca się powoli, zatapiając w syntezatorowych pasażach… nastrojową partię gitary o brzmieniu rodem z soundtracków Quentina Tarantino. Jeszcze ciekawiej wypada druga kompozycja. Tym razem kopenhascy muzycy sięgają po nowofalową wersję disco z połowy lat 80. – stąd mechaniczny rytm łączy tutaj post-punkową partię lodowatej gitary z przestrzennymi wibracjami kosmicznych syntezatorów.

Koncertowe doświadczenia WhoMadeWho sprawiły, że zespół sięgnął również po cięższe brzmienia w stylu świetnie sprawdzającego się na festiwalowych igrzyskach nu-rave`u. Modelowym przykładem tej tendencji są tutaj dwa utwory – „The Divorce” i „Never Had The Time”. Masywne uderzenia twardych bitów wsparte warczącymi liniami basu tworzą energetyczny zestaw dźwięków wspartych melodyjnym śpiewem Høffdinga. Najlepszym nagraniem w tym stylu jest jednak „The Sun” – siarczysty disco-rock odwołujący się do przebojowych dokonań duetu Alter Ego. Chwytliwy refren o niemal electroclashowym charakterze sprawi zapewne, że kompozycja ta z powodzeniem powojuje na europejskich listach klubowych hitów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/446671-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=446671-01″ allowscriptaccess=”always”]

Trzeci segment kompozycji z „Brighter” to bardziej wysmakowane aranżacyjnie indie-dance, czytelnie odwołujący się do schedy po nieodżałowanym projekcie LCD Soundsystem. Oto w „Running Man” duńscy muzycy zestawiają rwaną rytmikę o post-punkowym rodowodzie z soundtrackowym pasażami syntetycznych smyczków i pianina, a w umieszczonym nieco dalej „Firemanie” – funkową pulsację głębokiego basu z gąszczem psychodelicznych wokali. Podobnie dzieje się pod koniec płyty. „Skinny Dipping” przypomina o dokonaniach nowojorskiej sceny no wave z przełomu lat 70. i 80. wpisując zimne partie klawiszy w taneczny podkład rytmiczny, a ekscentryczny „The End” pokazuje, że dubstepowe basy całkiem nieźle pasują do plemiennych perkusjonaliów w stylu punk-funk.

Całość kończy najbardziej popowy fragment płyty – neworderowa w duchu ballada o romantycznym tytule „Below The Cherry Moon”. Kopenhascy muzycy nadają jej wyjątkowo wyszukaną aranżację – bo charakterystycznym dźwiękom nisko zawieszonego basu towarzyszy tu delikatna partia gitary akustycznej i słodki chórek – jakby zasłyszane w dawnym przeboju 10cc „I`m Not In Love” z 1975 roku.

„Brighter” to solidna porcja erudycyjnej muzyki klubowej na najwyższym poziomie. Co najważniejsze – duński zespół nie zatraca się w żonglerce stylowymi cytatami i nawiązaniami, tylko wykorzystuje je do stworzenia własnej wypowiedzi, której naczelnymi wyznacznikami jest niebanalna melodyka i nieposkromiona energia. Prosimy o WhoMadeWho na któryś z letnich festiwali!

Kompakt 2012

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.whomadewho.dk

www.myspace.com/whomadewhomusic

Już w weekend – Berlin i Warszawa

Kolejna odsłona projektu „Berlin – Warszawa” w najbliższą sobotę w warszawskim klubie 1500m2. Objęliśmy to wydarzenie patronatem – sprawdźcie szczegóły!

Czytaj dalej »

Burial – Kindred

Co mają ze sobą wspólnego zawodowy bokser Witalij Kliczko oraz producent muzyczny William Bevan alias Burial? Czytaj dalej »

Digital hard core na OFF-ie

Kolejną gwiazdą katowickiego festiwalu będzie słynny projekt Aleca Empire`a – Atari Teenage Riot. Czytaj dalej »

Suzanne Ciani – Lixiviation

W programie Davida Lettermana z sierpnia 1980 roku zrelaksowana i roześmiana Suzanne Ciani zademonstrowała działanie najnowszych cudów techniki. Czytaj dalej »

Nina Kraviz – Nina Kraviz

Bez wątpienia jest największą gwiazdą klubowej elektroniki, jaka rozbłysła na Wschodzie. Jej debiutancki album jeszcze na wiele tygodni przed premierą został okrzyknięty sensacją roku. Skąd to całe zamieszanie? Czytaj dalej »

Mouse On Mars – Parastrophics

Już prawie dwadzieścia lat niemiecki duet Mouse On Mars jest obecny na elektronicznej scenie. W tym czasie jego muzyka zmieniła się w radykalny sposób – od transowych brzmień odwołujących się do kraut-rockowej motoryki i syntezatorowych pasaży rodem z kosmische musik po abstrakcyjne dekonstrukcje rytmiczne czerpiące garściami z nowoczesnego hip-hopu i glitchowych technik tworzenia dźwięku.

Najpierw projekt współpracował z brytyjską wytwórnia Too Pure. Wraz z ewolucją wykonywanej muzyki związał się z niemieckim Sonigiem. A ostatni album wydał mu… amerykański Ipecac prowadzony przez samego Mike`a Pattona. Od czasu opublikowanego w 2006 roku „Varcharz” minęło jednak aż sześć lat. W tym okresie Jan St. Werner i Andi Toma dokonali kolejnego zwrotu w swej twórczości. I dlatego najnowsze dzieło prezentują dzięki wytwórni kolegów z Modeselektora – Monkeytown.

Tym razem niemiecki duet stawia na schizofreniczną wersję electro-funku. Większość utworów na płycie osadzona jest na połamanych bitach o tanecznym pulsie, które uzupełnia sążniste klawisze. Te wywiedzione z klasyki gatunku dźwięki poddane zostają jednak radykalnej dekonstrukcji – Werner i Toma szatkują je na drobno cięte sample i sklejają w fantazyjnie skomponowany kolaż. Trudno doszukać się tu jakichś wyrazistych melodii – jeśli jakaś się pojawia, niemal natychmiast zostaje wciągnięta do muzycznej maszynki do mięsa, przemielona i wypluta w postaci powykręcanego na wszystkie strony dziwacznego motywu o kompletnie abstrakcyjnym charakterze. Tak dzieje się w podbitym basową linią przypominającą pamiętny „Another One Bites The Dust” Queenu „Wienuss”, ale też w zwieńczonym kakofoniczną orgią oldskulowych klawiszy „Imatch” czy eksplodującym 8-bitowymi efektami „Polaroyced”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1908145-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1908145-02″ allowscriptaccess=”always”]

Wspomnieniem wcześniejszych dokonań Mouse On Mars z albumów „Niun Niggun” czy „Radical Connector” są nagrania utrzymane w tonie awangardowego hip-hopu. I tutaj również niemieccy producenci posługują się metodą klasycznego cut-upu – ze szczątkowych sampli sklejają zaskakujące swym gęstym brzmieniem kompozycje, w których jest miejsce zarówno na skompresowane bity, jak i soczyste rymy. Mało tego – Werner i Toma potrafią nawet taki psychodeliczny hip-hop podbarwić na jazzową modłę, jak w przypadku „Syncoticians” czy wymodelować go na rwany IDM o orkiestrowym charakterze, co dzieje się w otwierającym całość „The Beach Stop”.

Całkowitą nowością w twórczości Mouse On Mars są eksperymenty z… dubstepem. Ciężkie uderzenia masywnego bitu wsparte rozedrganymi partiami werbli znajdujemy w „Metrotopy” czy „Gearknot Cherry”. Pokłady te oplata jednak cały gąszcz efektów – od dziewczęcych śpiewów po funkowe pasaże syntezatorów. Podobnie dzieje się w „They Know Your Name” – choć to już dynamiczny grime, niosący przetworzoną nawijkę podbitą popiskującymi dźwiękami o 8-bitowym rodowodzie. Wszystko to jednak brzmi jak odbite w krzywym zwierciadle – koślawo, groteskowo, ale niezwykle energetycznie. Nawet germańskie techno w wieńczącym całość „Seaqz” śmieszy swym nadmiernym tempem i przerysowanym motywem o acidowym tonie.

Wygląda na to, że Werner i Toma mieli niezły ubaw podczas pracy nad tym materiałem. I pewnie dlatego unosi się nad nim duch ich muzycznych patronów z Modeselektora. Choć nagrania Mouse On Mars są mniej przystępne, emanują tą samą radością dźwiękowej żonglerki, którą znamy z dokonań Bronserta i Szarego. Dlatego nic dziwnego, że to właśnie oni są wydawcami „Parastrophics”.

Monkeytown 2012

www.monkeytownrecords.com

www.myspace.com/monkeytownrecords

www.mouseonmars.com

www.myspace.com/mouseonmars

Grimes – Visions

Na swoim drugim długogrającym albumie Claire Bucher porzuca formalne i stylistyczne eksperymenty na rzecz wyraźnie zarysowanych melodii i popowego, miękkiego brzmienia. Czytaj dalej »

Caribou, Four Tet, Saschienne, Lucy na Tauronie!

Znamy kolejne gwiazdy Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Elektryzujący będzie szczególnie występ duetu Caribou i Four Tet. Poznajcie szczegóły.
Czytaj dalej »

kIRk – Msza Święta w Brąswałdzie

To była muzyka znamionująca kłopoty: coś osobistego i tragicznego; raczej samobójstwo lub morderstwo niż jakieś polityczne wydarzenie. – Jonathan Lethem, Pistolet z pozytywką. Czytaj dalej »

Marco Resmann – Watergate 10

Ten niemiecki didżej i producent jest obecny na klubowej scenie Berlina od ponad piętnastu lat. W tym czasie zdążył zaistnieć w dwóch ważnych projektach – Pan-Pot i Luna City Express. Współpracował również blisko z Anją Schneider, przyczyniając się do bujnego rozwoju jej Mobilee. Na własne konto może zaliczyć już nieco mniejsze sukcesy. Najważniejszy z nich to na pewno powołanie do życia firmy Upon.You, której nakładem od pięciu lat publikuje głównie autorskie produkcje.

Obracając się w berlińskim światku klubowym, w końcu Resmann trafił do popularnego klubu Watergate. Przez długi czas był tam rezydentem – a podsumowaniem tego okresu w jego twórczości jest pierwszy (nie licząc podcastu dla magazynu Only House Music) didżejski miks opublikowany na płycie. Co ciekawe – niemiecki producent dostąpił zaszczytu przygotowania jubileuszowej – bo dziesiątej – części z zainicjowanej przez Watergate cztery lata temu serii. Jak sprawdził się w nowej roli?

Początek wypada nadzwyczaj zachęcająco – po seksownym „Hello Watergate” własnego autorstwa, Resmann sięga po połączone w konwencji mash-upu nagrania o zdecydowanie deep house`owym brzmieniu. Głębokie bity niosą tu sample klasycznych smyczków wymieszane z chill-outowymi partiami syntezatorów i ciepłymi wokalizami („I`ve Got A Feelin” SoulPhiction zestawione z „Orglar” Minilogue i „Sense” Douglasa Greeda w wersji a capella).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/442813-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=442813-01″ allowscriptaccess=”always”]

Dosyć szybko niemiecki didżej skręca jednak w stronę minimalu – tym razem pozwalając kolejnym nagraniom wybrzmieć nieco szerzej. Hipnotyczną rytmikę wprowadza tu „808 The Bass Queen” Ricardo Villalobosa, basowe efekty – „Intimacy Girl” projektu Heartz 4, a wokalne sample – „Starship Discotheque” Serafina. Ale i w tym klimacie Resmann nie zatrzymuje się na długo.

Centrum jego zestawu stanowi bowiem typowy dla produkcji z jego własnej wytwórni tech-house. Początkowo jest nieźle –  narastającą dynamikę miksu tworzą nagrania takich tuzów, jak Håkan Lidbo („Televinken”) czy André Lodemann („Where Are You Now”). Z czasem napięcie jednak powoli zaczyna opadać. Utwory stają się coraz bardziej monotonne, miks nieubłaganie traci swoją energię, robi się po prostu… nudno. Nie pomagają nawet utwory Kollektiv Turmstrasse („Heimat”) czy Alessio Mereu („Epidemy”) w mało znanych wersjach.

Całe szczęście, kiedy ziewa nam się coraz częściej, niemiecki didżej nagle znów łapie wiatr w żagle, serwując dynamiczny zestaw wokalnych house`ów, wśród których jest miejsce na „Collide” Deetrona i jego własny „The Road To Guaruja” zrealizowany w duecie z Mike`m Shannonem. Znów nie trwa to jednak długo – na zakończenie rozbrzmiewa nieco przypominający dokonania Nicolasa Jaara melodeklamowany „Goodbye Watergate” samego Resmanna.

Mimo dobrego wstępu i finału, większa cześć miksu niestety rozczarowuje – być może w berlińskim mainstreamie takie granie się sprawdza, ale w porównaniu z poprzednimi miksami publikowanymi przez popularny klub, omawiany zestaw wypada rażąco konwencjonalnie.

Watergate 2012

www.water-gate.de

www.myspace.com/watergateclub

www.myspace.com/marcoresmann

Rok Johna Cage’a: luty – relacja

W ciepły lutowy wieczór studio Radia Lublin wypełniło się niemal po brzegi. Uważane za nowoczesne w latach 90., pamiętające sesje nagraniowe Budki Suflera, Maanamu i Ireny Santor, dziś nieco przykurzone – tym razem stało się miejscem prezentacji eksperymentalnych brzmień. Czytaj dalej »

Disappears – Pre Language

Odkąd znaleźli schronienie w wytwórni Kranky rokrocznie wydają album studyjny. Parominutowe petardy, z których zionie zarówno chłód Joy Division, jak i punkowa wściekłość, są właściwie jedynym produktem wychodzącym spod szyldu Disappears. Ale skoro jest się w czymś dobrym, to po co to zmieniać? Czytaj dalej »

Jacek Sienkiewicz bloggerem

I to nie w byle jakim miejscu – nowo otwartym portalu Tomasza Lisa.

Czytaj dalej »

Maetrik – Live At Cocoon Ibiza

Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, ale od dawna mieszkający w Hiszpanii Erik Estornel, zdobył popularność na europejskiej scenie klubowej na początku minionej dekady. Realizując kolejne single i albumy przede wszystkim dla niemieckiej wytwórni Treibstoff, zasłynął z produkcji energetycznego tech-house`u o typowo kolońskim brzmieniu.

Przełom w jego karierze nastąpił trzy lata temu, kiedy to objawił swoje nowe oblicze pod pseudonimem Maceo Plex. Firmowane nim nagrania dla Crosstown Rebels miały zdecydowanie bardziej miękki charakter – i idealnie wstrzeliły się w modę na organiczny deep house. Przysłowiową kropkę nad i postawił debiutancki album Plexa – „Life Index” – który okazał się wielkim sukcesem europejskiej muzyki tanecznej minionego sezonu.

Nic więc dziwnego, że amerykański producent stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych artystów w modnych klubach. Upomniał się o niego również Sven Väth zapraszając jako Maetrika do zagrania na zakończenie ubiegłorocznej rezydencji jego wytwórni Cocoon w słynnym klubie Amnesia na Ibizie. Ponieważ występ wypadł interesująco, obecnie otrzymujemy jego zapis na płycie.

Estornel rozpoczyna swój koncert od sążnistego deep house`u. Głębokie uderzenia masywnego bitu i pobrzękujące linie tłustego basu niosą tutaj jednak dwa zaskakujące elementy – przetworzone wokale wymodelowane na chicagowską modłę i kosmiczne efekty nadające przestrzenny charakter kolejnym kompozycjom. Tak dzieje się w otwierającym całość autorskim utworze Maetrika „The Poem”, następującym tuż po nim remiksie nagrania „3 a.m.” Silicone Soul autorstwa Estornela i najlepszym z tego zestawu – „Pressure”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/445373-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=445373-01″ allowscriptaccess=”always”]

Dubowe akordy rezonujące w „Particle House” wskazują, że amerykański producent skręca powoli ku cięższemu graniu. I faktycznie – remiks „Blue Dream” Popofa i jego własny „The Entity” uderzają już twardymi rytmami, które uzupełniają agresywnie warczące partie syntezatorów i nerwowe loopy wysamplowanych wokali o soulowym rodowodzie.

Ten hardhouse`owy segment wiedzie nas prosto w objęcia zwalistego techno. Estornel sięga tutaj po metaliczne perkusjonalia, które stanowią podkład pod przerysowane śpiewy, klawiszowe wstawki w oldskulowym stylu  i szorstkie efekty o niemal noise`owym charakterze. („Reason”, „Deez Nuts” czy „Crush On Me”). Całość puentuje bardziej melodyjna kompozycja – przypominająca podniosłe nagrania Paula Kalkbrennera „Under The Sheets”.

Wbrew entuzjazmowi Vätha okazuje się, że to dosyć nierówny zestaw. Najlepiej wypada początek – słychać, że Estornell czuje deep i hardhouse`owy klimat, a zaskakujące efekty o szorstkim brzmieniu, nadają jego nagraniom oryginalny sznyt. Gorzej z końcówką w stylu techno. Umieszczone w niej utwory brzmią dosyć konwencjonalnie – owszem, emanują taneczną energią, ale są nazbyt toporne, brakuje im finezji swych lżejszych poprzedników.

Wygląda więc na to, że amerykański producent jest nadal na fali sukcesów Maceo Plexa. Dlatego powinien kontynuować właśnie ten wątek swej twórczości – po co zmieniać przynoszącą artystyczne i komercyjne sukcesy formułę?

Cocoon 2012

www.cocoon.net

www.myspace.com/cocoonrecordings

www.myspace.com/maetrikmusic

DVA w krakowskiej Alchemii

1 marca w Krakowie wystąpi czeski duet, który posługując się brzmieniami elektroakustycznymi interpretuje na swój sposób tango, beatbox, avantpop oraz muzykę folkową. Warto dodać, iż nie będzie to debiut grupy DVA na polskich ziemiach. Napędzające duet małżeństwo swoją karierę ze sztuką rozpoczęło od sceny teatralnej, by teraz, jak sami przyznają, tworzyć folklor nieistniejących narodów oraz pop nieistniejących radioodbiorników.

Before i after po koncercie zapewnia Dj Funklore!

Start | godz.20:00
Bilety | 15 zł przedsprzedaż, 20 zł w dniu koncertu

www.2dva.cz/en

Ambientowa kompilacja od Preserved Sound

Krakowski label o międzynarodowym składzie prezentuje polskich i ukraińskich artystów, którzy próbują przekonać, że „It’s not boring. It’s ambient”.

Czytaj dalej »

Busdriver – Beaus$Eros

Beaus$Eros to album-fabryka – bitów, dobrego flow, świetnych podkładów, szczypty abstrakcji i rymów w rytmie dada. Solidny, pełny smaku dla każdego – tych którzy po hip-hop sięgają sporadycznie, od święta, kiedy jest o nim głośno, i tych, którzy regularnie śledzą tę scenę. Nie powinno to dziwić wcale, skoro bierze się za nią tak doświadczony artysta – Regan Farquhar aka Busdriver to weteran undergroundowego hip-hopu z LA, z dwucyfrową liczbą albumów na koncie i wieloma, ciekawymi kooperacjami. Jest najbardziej znany ze współpracy z Daedalusem czy ostatnio z Gernotem i Szarym (Modeselektor). W ich utworach użyczał głosu i bardzo mocno nasiąknął tym co grają, co czuć ze wszystkich stron. Prowokując tytułami, wciągając swoim głosem, a wreszcie nokautując świetnie skrojoną elektroniką, kolejny album w jego dyskografii to towar znajdujący się na styku gatunków i to jest jego głównym urokiem.

Możliwości głosu Busdrivera są całkiem spore – uwodzi nim śpiewając falsetem, zgrubiając i niedbale podśpiewując. Tło muzyczne tak samo wszechstronne, czasem skoczne i zawadiackie, kiedy trzeba lekkie, momentami wpatrzone w kiczowate techno („Bon Bon Fire”), albo popowe („Kiss Me Back to Life”). To stylistyczna mieszanka wielu elementów i pełen autentyzm – czuć przepalony głos, brud pod paznokciami, zapach wypalonych jointów, w otoczce naprawdę dobrze wyselekcjonowanej, nie gryzącej się z rapującym Busdriverem elektroniki. To sztuka, jeżeli ma się tak charakterystyczny głos i rzuca się go na głęboką wodę bitów, werbli, clapów. Ani razu nie tonie, nie daje się przykryć i zdominować. Właściwie płyta instrumentalna to byłby tylko cień przepełnej wersji. I to do bólu przepełnej, bo jak ktoś lubi ponarzekać na cukierkowate chórki czy za szybki rym, też się tu odnajdzie.

3,5/5
Fake Four, 2012

Hobo – Iron Triangle

Ubiegły rok nie przyniósł żadnego spektakularnego sukcesu wytwórni M-nus. Właściwie cała para poszła w reedycję archiwalnych nagrań Plastikmana. Albumy innych wykonawców, takich jak Barem czy Gaiser przemknęły praktycznie bez echa, zauważono jedynie nowe wydawnictwo Marco Caroli. Mało tego – z Richie Hawtinem rozstała się trójka najbardziej kreatywnych producentów – Magda, Marc Houle i Troy Pierce – którzy założyli własną firmę Items & Things. Czy to oznacza koniec płytowego imperium jednego z najpopularniejszych didżejów na świecie?

Wygląda na to, że kanadyjski producent będzie chciał w tym sezonie odbudować nieco podupadłą markę swej firmy. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album Joela Boychuka ukrywającego się pod szyldem Hobo. Już wcześniej mogliśmy poznać jego dokonania – zarówno jako połowy nieistniejącego duetu Tractile, jak i solowe, publikowane od trzech lat na winylowych dwunastocalówkach. Muzyka młodego twórcy nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiły nas płyty z M-nus. Tak jest i w przypadku jego pierwszego albumu – „Iron Triangle”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/446069-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=446069-01″ allowscriptaccess=”always”]

Spośród dwunastu zamieszczonych na nim nagrań, oczywiście dominuje klasyczny minimal. Boychuk szczególnie upodobał sobie jego taneczną wersję – opartą na stukających monotonnie bitach, miękkich pochodach basu, zapętlonych loopach wokalnych i hipnotycznie pulsujących efektach. Tak dzieje się tutaj choćby w „Duress Duress” czy „Here Comes Everybody”. Momentami kanadyjski producent zbliża się do twardego techno („Camlache”), a kiedy indziej – do lżejszego tech-house`u („Iron Triangle”), a nawet oldskulowego house`u („Get F” czy wymodelowany na chicagowską modłę „Shadowz”). Wszystko to sprawnie zrealizowane, ale też i bez większej finezji.

W kilku momentach słychać jednak, że Boychuk próbuje wyjść poza dotychczasową formułę. Otwierający płytę „Blackwell” wynurza się z dark ambientowych wyziewów, aby przybrać formę w laboratoryjnego techno z tajemniczym motywem melodycznym. Jeszcze mroczniejsze brzmienia znajdujemy w „Ipperwash Dusk” – to masywne bity podszyte mocarnym basem i przeplecione industrialnymi efektami. „Junebug” przynosi z kolei połamaną rytmikę, podrasowaną dronowymi pochodami o chmurnym tonie. Co ciekawe – te nieśmiałe eksperymenty robią o wiele lepsze wrażenie niż precyzyjnie dopracowany minimal, o którym wspominaliśmy nieco wcześniej.

Wygląda na to, że M-nus coraz bardziej rozmija się z nowoczesnymi trendami w klubowej elektronice. Jeśli jego boss dalej będzie publikował takie produkcje, jak ten album, wytwórnia może z czasem popaść w poważne tarapaty.

M-nus 2012

www.m-nus.com

www.myspace.com/min2max

www.hobotracks.com

Archive Series: Legendarne Ząbki


Dzięki labelowi Requiem Records możemy poznać polskie zespoły, które w latach ’80 eksperymentowały z brzmieniem. Wszystko dzięki serii Archive Series, o której będziemy pisać na Nowamuzyka.pl. Na początek – Legendarne Ząbki.
Czytaj dalej »